bj32
28.01.07, 15:07
A tak serio: czytam i słyszę nieraz, jak to po przyjściu na świat potomka w
związku zaczyna się chrzanić: kobieta zaczyna się czuć jak karmicielko-
przewijarko-sprzątaczko-gotowaczka; mężczyzna czuje się odrzucony, bo
wszystkie niewiasty z rodziny lepiej wiedzą, potrafią i się znają oraz zrobią
szybciej, bo mają wprawę; babcie i ciocie czują się najmądrzejsze, życie
osobiste idzie precz itd... I tylko nawarstwiają się konflikty.
U nas tak nie było, może dlatego, że każdy miał do nas za daleko, a może po
prostu potrafiliśmy rozmawiać.
A jak to u Was wyglądało, czy wygląda? Skąd się tak naprwdę biorą takie
problemy? I czy w ogóle sie biorą?