Dodaj do ulubionych

Żona......ale jaka?

27.11.03, 07:48
Tytuł troszkę przewrotny, choćby z tego względu, że jesteśmy na "e-tata".
Gdzie związek?. Mozna się go doszukiwać na różne sposoby. Efekt poszukiwań
byłby na pewno pozytywny, ale tak naprawdę chodzi mi o odpowiedź na pytania:
Jaka żona jest poszukiwana, w stabilnej (stabilnej?) rodzinie? Czyli takiej
gdzie jest , lub są dzieci. Sytuacja materialna i zawodowa (na ile pozwalają
realia obecnego rynku)jest również ustalona.
I nie chodzi mi wcale o to jaką matką będzie ta żona. Tu idzie o punkt
widzenia i oczekiwania męża.
Rozumiem również, że młodzi "żonkosie" i tatusiowie nie będą wypisywać tu
peanów ku chwale swych połowic.
Czego więc oczekujemy od swych żon w okresie "prozy życia", biorąc pod uwagę,
że "...na początku jest miłość, a po tym zaczyna się życie.." ?
pzdr
Obserwuj wątek
    • lula11 Re: Żona......ale jaka? 03.12.03, 15:50
      Jako żona, mogę powiedzić, że w "..prozie życia" wciąż jest miłość.
      Mój mąż oczekuje ,że będę go wspierać, że będę w niego wierzyć, nawet wtedy gdy
      "cały świat wali się na głowę", a to się nam zdarzyło, niestety. Oczekuje, że będę
      wobec niego lojalna.
      Ale oczekuje też, że zajmę się domem , nim samym , dziećmi.
      Dla mojego męża i dla mnie bardzo ważne jest wzajemne zaufanie i szacunek.
      Mój mąż jest zazdrośnikiem, więc wymaga ode mnie bym nie nosiła zbyt seksownych
      ciuszków i nie rozmawiała z obcymi mężczyznami, nawet ginekologa sam mi wybrał,
      kobietę.

      • iry Re: Żona......ale jaka? 03.12.03, 20:09
        Mały szok. Oczekiwałem wypowiedzi męskiej części forum, chociaż , gdzieś w
        głębi serca, liczyłem również na wypowiedzi Pań.
        Okazało się, że nie ma tu albo mężów "z przebiegiem", albo "odważnych".
        A może , żadnego z facetów, tak w gruncie nie interesuje jaką by chcieli miec
        żonę? Jest, to jest- i dobrze.
        A tak pomyśleć czego sie od tej swojej połowicy wymaga, to nie łaska? Może Ci,
        ktorzy pisuja o tym, że coś utracili przez narcyzm, nieuwagę, egoizm...nie
        musieli by pisać?
        Ale pogadajmy o Twojej wizji. Jest nawet troszkę podobna do mojej.
        Po pierwsze primo- miłość i zaufanie . Ile lat już jesteście po ślubie ? Z
        moich doświadczeń wynika, że z czasem jest trudno odróżnić uczucie od
        przyzwyczajenia. Wiele razy (zwłaszcza w czasie kryzysów małżeńskich)
        zastanawiałem się nad tym. I nijak dojść do sedna nie mogłem. Ale OK- żona
        powinna nas kochać i ufać bezgranicznie. Bezgranicznie?-czytałaś inne wątki ?
        Po drugie primo - powinna być lojalna. Co to znaczy? to w kontekscie małżeńskim
        moze znaczyć wiele. Przyjmuję- na cito- że nie powinna szukać wrażeń w innych
        niż dom, miejscach.
        To zaufanie i szacunek - wiele wyjaśnia.Ale..
        Żona powinna nas szanować! Z założenia? Bo tak i już ? Było by dobrze.....
        Żona powinna być.....uległa? Bo jak chcę żeby nie ubierała się np. w czerwone
        to tak ma być. I nie ważne, że jej się podoba! A już zupełnie nie do przyjęcia
        jest to, żeby rozmawiała z innymi facetami. Najlepiej będzie ją trzymać w
        lodówce! Z naszym piwem może rozmawiać. W końcu i tak nasze....
        Wybacz za lekko kpiacy ton. Nie chcę Cię urazić. Mam po prostu taki kpiarski
        charakterek. A co do Twojej wizji żony to zgadzam się z następującymi cechami:
        -powinna nas kochać;-powinna nam ufać ;- powinna być opoką domu naszego (sa
        takie, ktore nazywają to "odpoczynkiem wojownika"). I to wszystko, z czym się
        zgadzam. Jest jeszcze parę innych cech, ale dajmy szansę innym.
        Po tym może być ciekawie...choćby przez wzgląd na konsekwencje (szeroko
        rozumiane)wink
        pzdr
        • shuriken Re: Żona......ale jaka? 04.12.03, 13:38
          Iry, jeśli chodzi o mnie, to źle trafiłeś. Temat tego wątku klasyfikuję bowiem jako nie
          nadający się do szerszej i wnoszącej cokolwiek nowego dyskusji.

          Kocham swoją żonę. Chcę, aby była taka, jaka jest, bo taką ją pokochałem i taką kocham.
          Nie zamierzam na forum opisywać, jaka jest, bo to są sprawy prywatne. I już.
          • iry Re: Żona......ale jaka? 04.12.03, 16:59
            OK- będzie , jak chcesz Panie!
            Szanuję Twoje stanowisko, i brałem pod uwagę równiez i takie podejście do
            pytania. Nie mniej, chciałbym zauważyć, że większość poruszanych tu tematów
            jest sytuowana w sferze prywatnej. Ba! Powiem, że nader często, są one (te
            problemy)natury wręcz intymnej.
            Nie chciałem az tak głęboko drążyć...., to była próba określenia
            cech "statystycznej" żony. I jako "statystyczną" żonę, możemy beż krępowania
            uczuć mężowskich opisać.
            A w konsekwencji , być może dojdzie do tego, że będziemy mieli opis
            i "statystycznego" męża.
            Skoro możemy uogólniać (jako najprawdopodobniej wspólne dla większości
            tatusiów) przeżycia związane z nocnymi dyżurami przy dziecku i spieraniem kup z
            pieluszek (co dla wielu "macho" byłoby ujmą) to dlaczego, aż takie odczucie
            wchodzenia w sfery intymne? Ale Twój wybór......
            pzdr
            • shuriken Re: Żona......ale jaka? 05.12.03, 11:53
              iry napisał:

              > Ba! Powiem, że nader często, są one (te problemy)natury wręcz intymnej.

              Jednakowoż wówczas zajmujemy się jednostkowym problemem, a nie ogółem cech bliskiej
              nam osoby. Nie zamierzam ich opisywać w imię tej anonimowości, jaką na szczęście daje
              nam Internet.

              > Nie chciałem az tak głęboko drążyć...., to była próba określenia
              > cech "statystycznej" żony. I jako "statystyczną" żonę, możemy beż krępowania
              > uczuć mężowskich opisać.

              Moim zdaniem wszelkie "statystyczne" uśrednienia w tym zwłaszcza przypadku prowadzą na
              manowce. Oczekiwania facetów bywają rozbieżne, a model oficjalnie przyjęty i politycznie
              poprawny jest bardzo łatwy do przewidzenia.

              > Skoro możemy uogólniać (jako najprawdopodobniej wspólne dla większości
              > tatusiów) przeżycia związane z nocnymi dyżurami przy dziecku i spieraniem kup z
              > pieluszek (co dla wielu "macho" byłoby ujmą) to dlaczego, aż takie odczucie
              > wchodzenia w sfery intymne?

              Nie sądzę, abyśmy uogólniali - po prostu dzielimy się JEDNOSTKOWYMI przeżyciami, opiniami
              itp. Na tej podstawie ktoś może sobie wyciągać ogólne wnioski, choć próba statystyczna
              jest rozpaczliwie mało liczebna.
              • iry Re: Żona......ale jaka? 05.12.03, 18:40
                shuriken napisał:


                Napisałem, że szanuję Twój punkt widzenia-i tak jest. Masz prawo nie udzielania
                odpowiedzi. Masz wręcz prawo i techniczne możliwości nie włączania się do
                rozmowy, jeśli faktycznie swe przemyślenia chcesz zatrzymać dla siebie.
                Natomiast .... co do Twych uwag:

                > Jednakowoż wówczas zajmujemy się jednostkowym problemem, a nie ogółem cech
                blis kiej nam osoby. Nie zamierzam ich opisywać w imię tej anonimowości, jaką
                na szczęście daje nam Internet.
                >
                Naprawdę uważasz, że to co czytasz (nawet na temat konkretnych spraw) , to
                jednostkowe problemy ? Bo ja twierdzę, że to odpowiedzi n/t problemu, ale
                widziane przez pryzmat własnych doświadczeń. A im takich odpowiedzi wiecej, tym
                mniej mamy do czynienia z jednostkowym problemem.Poza tym, każdy kto chce się
                wypowiedzieć , "generuje" swój świat, w którym taki problem funkcjonuje. To czy
                w tym świecie jest czas przeszły, teraźniejszy czy przyszły-to inna
                historia.Mam nadzieję, że Ci , ktorym los nie oszczędzi zetknięcia się z jakimś
                problemem (ktory tu "przewałkujemy") może w części będą znali odpowiedź na
                pytanie "dlaczego?".


                > Moim zdaniem wszelkie "statystyczne" uśrednienia w tym zwłaszcza przypadku
                prowadzą na manowce. Oczekiwania facetów bywają rozbieżne, a model oficjalnie
                przyjęty i po litycznie poprawny jest bardzo łatwy do przewidzenia.
                >
                Oczekiwania facetów, tak jak i Pań, (zwłaszcza ten model oficjalnie przyjęty i
                politycznie poprawny- jak to określasz)w stosunku do partnera- faktycznie można
                łatwo przewidzieć. Tu przyznaję Ci rację. Natomiast, te niuanse i rozbieżności
                powodują, że mozna "tworzyć nowe światy". Czasem bywa i tak, że mogą one nas
                zaskakiwać (czasem przyjemnie, czasem nie przyjemnie). Odgradzanie się od tej
                możliwości to nakładanie na siebie jakiegoś "ograniczenia". Nie uważasz?
                A ponad to, jeżeli piszesz, że oczekiwania są rozbieżne, i zaraz dodajesz, że
                model można łatwo przewidzieć- to czy nie ma tu sprzeczności?


                > Nie sądzę, abyśmy uogólniali - po prostu dzielimy się JEDNOSTKOWYMI
                przeżyciami, opiniami itp. Na tej podstawie ktoś może sobie wyciągać ogólne
                wnioski, choć próba statystyczna jest rozpaczliwie mało liczebna.

                Jak napisałem - nie chcę drążyć. Na odległość się nie da! Staram się bazować na
                tym co dla wszystkich wspólne. Tak jak Twój lub Ivka post opisujący "przyjemne
                aspekty bycia ojcem"(te w których mowa o tym, czy się jest gotowym do bycia
                ojcem). Skoro na bazie własnych doświadczeń piszesz coś, co jest zrozumiałe dla
                innych ojców w całej sieci, to chyba można mówić o uogólnieniu?

                I na koniec- wyczuwam (może mylnie, ale jednak) jakąś dozę irytacji w Twych
                wypowiedziach.Nie chcę Cię denerwować lub sprawiać przykrości, tym co
                piszę.Wydaje mi się, że zbyt poważnie traktujesz sprawę, którą poruszyłem. Mam
                prośbę. Popatrz na to z pewnym dystansem. Nie utożsamiaj się aż tak bardzo...
                To w końcu- uogólnianie. Masz swój świat, który jest dla Ciebie świętością- OK.
                Nikt nie chce tam, nie proszony wchodzić.Natomiast , fakt,że są osoby chcące
                się podzielić swymi odczuciami i myślami na ten temat (i robią to fajnie, z
                radością i wielkim uczuciem)powinno dać Ci coś do myślenia. Tak samo jak te
                posty, ktore aż "ciekną" żalem i brakiem rozumienia tego co się dzieje wokoło
                ich autorów.
                pozdrawiam serdecznie
                • galia29 Re:do Iry 23.12.03, 00:04
                  Widzę,że "Samotność.." Cię mocno zainspirowała, nawet stylistykę przejąłeś od
                  autora smile))))))))))))))
                  galia
                  • iry Re:do Iry 24.12.03, 09:29
                    Hm...jakby tu.... zainspirować, to raczej nie. Trudno mnie zainspirować. Nie
                    miewam autorytetów, może z wyjątkiem życia. A stylistyka, jest 100% moja
                    własna.Jakieś doświadczenia w popełnianiu tekstów mam, więc siłą rzeczy , samo
                    się to jakoś ukształtowało.Podobieństwa zawsze występowały w przyrodzie.
                    Nie mniej, przyznać muszę, po przeczytaniu miewałem uczucia...zresztą one są od
                    zawsze.A sygnaturka? Ot, taki umysłowy onanizm.
    • aga173 Re: Żona......ale jaka? 04.12.03, 23:09
      Hmm........właśnie jaka????Staram się być dobrą Ż,M,K,nie wiem czy zawsze mi to
      wychodzi??Iry bardzo ciekawie odpisujesz!!!!Jest kochany i tolerancyjny i do
      dzisiaj zastanawiam się co ja miałam takiego żeby go przyciągnać do siebie?
      Dobre pytanie!Ale mimo wszystko (jestem choleryczką)w naszym zyciu jest
      cudownie,potrafimy duzo rozmawiać i to jest chyba to?Ciosem dla nas byłaby
      chyba tylko zdrada a wszystkie inne problemy zniesiemy(oby było ich jak
      najmniej)Mamy kilkuletni staż i wydaje mi się że jest coraz lepiej w naszym
      zyciu.Ja cieszę się że po prostu JEST a o odczucia męża musisz sam zapytaćsmile
      Pozdrawiam
      • iry Re: Żona......ale jaka? 05.12.03, 09:39
        Już pierwsze zdanie Twego postu mnie powaliło!wink To staranie się. I to Ż,K.
        Natomiast w kontekscie rozmowy o mężu, nie bardzo rozumiem (no, może to
        przesada, może niedopowiedzenie)tego M. A jest to całkiem ciekawy temat.
        Nieomal zasługujący na oddzielny wątek. Jak myślisz?
        A co do Twojego pytania retorycznego:"i do
        > dzisiaj zastanawiam się co ja miałam takiego żeby go przyciągnać do siebie?
        - Po co się zastanawiasz? Myślisz, że naprawdę nic nie oferujesz, że jesteś tak
        mało znacząca osobą dla swego mena? Każde z nas, jest jedyne i nie powtarzalne
        na tym świecie. Właśnie to (w jakimś, ale nie najmniejszym stopniu) sprawia, że
        jesteśmy kimś istotnym dla innych, dla najbliższych.Nie zwalnia nas, taki stan
        rzeczy, od podejmowania prób sprostania wymogom, jakie stawia przed nami życie
        i ciągle zmieniające się oczekiwania najbliższych. Dla tego staramy się być
        raz "tacy", a innym razem "śmacy i owacy". Normalka. Ale nie wolno nam wątpić w
        swoją "wartość" (głupie określenie w tym znaczeniu- nie lubię go, bo sugeruje
        coś, co pasuje jak świni kubrak).
        Cały Twój post, przepełnia uczucie do męża. Trudno tu o czymkolwiek dyskutować.
        Gdybym nie był posądzony o przyziemność, powiedziałbym, że Wam zazdroszczę.Daj
        Wam , Panie, jak najwięcej i najdłużej.
        A problemy... Faktycznie- na nie idealnym rozwiązaniem, przy takim uczuciu,
        jest rozmowa i poczucie ,że wspólnie można "góry przenieść".To po
        prostu "uskrzydla", a z wysokości nie widać już błahostek, które innym spędzają
        sen z powiek.
        Tak! Idealna żona powinna męża tak kochać!
        Ale to tylko jedna z wielu cech, więc "nie osiadaj już na laurach"!smile))
        pzdr
    • aga173 Re: Żona......ale jaka? 04.12.03, 23:17
      A co Ty na to:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=568&w=9356392
      • iry Re: Żona......ale jaka? 05.12.03, 10:08
        Szczerość wypowiedzi, przy rozmowach tego typu, gwarantuje uzyskanie
        obiektywnego obrazu sytuacji. Biorąc to pod uwagę, muszę powiedzieć, iż
        wątpliwym się wydaje by moja małżowina tak określiła aktualny stan naszego
        stadła. Hm...bardzo to oficjalnie...
        Mamy dla siebie zbyt mało czasu. Widujemy się " w przelocie", rozmowy są
        raczej "techniczne" i powierzchowne....proza życia. Nawt nie można powiedzieć,
        że czuję obecność.........
        Jak już napisałem- daj Wam Panie jak najdłużej....
        • e.beata właśnie dlaczego brak odpowiedzi? 05.12.03, 14:47
          Dlaczego nie ma nawet jednego pana /niekoniecznie męża/, który by potrafił
          opisać swoje wyobrażenie dobrej żony???
          Czyźbyście nie wiedzieli czego chcecie?? wink)))))))
          • lula11 Re: właśnie dlaczego brak odpowiedzi? 05.12.03, 15:59
            Iry,
            jestem pod wrażeniem twoich wypowiedzi. Spodziewałam się, że wyśmiejesz mój post,
            że napiszesz, że to wszystko to bzdura, że jestem naiwna, że tak było kiedyś, a teraz on
            tylko ogląda się za innymi i jest ze mną, bo tak mu wygodnie.
            Cieszę się , że są jeszcze na tym świecie ( z wyjątkiem mojego) mężczyźni, którzy
            pragną budować trwały , udany związek z jedyną, ukochaną kobietą, że pragną
            szczęścia i miłości tak jak one i chcą być razem aż do śmierci. Mam nadzieję, że
            dobrze cię zrozumiałam.
            Bardzo kocham mojego męża. Jesteśmy po ślubie cztery lata i przeżyliśmy naprawdę
            trudne chwile, nikomu ich nie życzę. I wciąż się kochamy, ufamy.
            Pisząc o lojalności miałam na myśli taką sytuację, gdy np. moja mama mówi mężowi
            różne przykre rzeczy ,a ja nie siędzę cicho, tylko stanowczo bronię go , że nie pozwalm
            podważać autorytetu mojego męża, że poprostu on zawsze może liczyć na mnie, że
            będę za nim, nawet gdyby wszyscy byli przeciwko. On postępuje tak samo wobec mnie.
            Małżeństwo to jest sztuka kompromisu, ciągłe dyskusje, ścieranie się, ale tylko w
            zaciszu własnego domu, to jest sztuka ofiarowywawia siebie bez oczekiwnia nagrody,
            choć oczywicie nagroda przychodzi , bo sama radość ukochanej osoby jest nagrodą.
            Małżeństwo to wspólne pokonywanie trudności, cieszenie się radościami, to szczęście.
            Jestem szczęśliwa!!! choć brak pieniędzy, choć grudzień, choć mąż długo pracuje, ale
            jetem szczęśliwa, bo wiem , że wróci, że przytuli, że ukocha.
            On poprostu jest moim szczęściem .
            Może trochę nie na temat, ale trudno.
            Pozdrawiam i życzę dużo szczęścia.
          • hejkum_kejkum Re: właśnie dlaczego brak odpowiedzi? 05.12.03, 20:39
            Beata wink, każdy chyba wie czego chce wink. Ale to czego męzowie chcą nie ma
            wielkiego znaczenia wink, wieksze ma to co mają wink.

            Ja zawsze do sprawy starałem się podchodzić od odwrotnej strony, uważam że
            facet, niekoniecznie mąż, powinien być dla swojej kobiety jak najlepszy, i idąc
            dalej tym tokiem myślowym,idealna kobieta, to taka która to doceni, a swoją
            drogą będzie się starała być dobrą żoną.

            Jesli zaś chodzi o konkretne cechy to raczej nie ma sesu ich wymieniać,
            ponieważ, one zmieniają się w zależności od konkretnej sytuacji... może taką
            najfajniejszą cechą była by zdolność do kompromisów,,, co prawda to trudny
            temat, ale dać coś z siebie gdy nic to nie kosztuje, to nic trudnego, gorzej
            jak trzeba się na to zdobyć wink

            Pozdrawiam
            • iry Re: właśnie dlaczego brak odpowiedzi? 05.12.03, 20:52
              No i jest następna....
              Gotowa do poświęceń.
              Każde z nas może powiedzieć, że kocha partnera (?). Ale czy kocha Go bardziej
              niż siebie? Czy kompromis polegający na poświęceniu własnej wizji,
              zachciewajki,kaprysu - będzie łatwy?
              Był tu post w którym ważniejszy okazał się własny świat (może nie żony, ale
              zawsze to problem..).
              pzdr
              • hejkum_kejkum Re: właśnie dlaczego brak odpowiedzi? 05.12.03, 21:13
                Kompromis nie koniecznie musi być poświęceniem .... i charakteryzuje go to, że
                obie strony starają się go wypracować ....
                Każdy w życiu, coś poświęca, i pewnie, wypracowanie kompromisu wiąze się jesli
                nie z wyżeczeniem to z poświęceniem, jeśli chcesz więc dodać cechcę odnośnie
                moejej wypowiedzi proponuję kompromisowość ...

                Pozdrawiam
                • iry Re: właśnie dlaczego brak odpowiedzi? 05.12.03, 21:43
                  OK-niechaj będzie.
                  Żona powinna być zdolna do kompromisów.
                  pzdr
                  P.S.
                  A co by było, gdybym napisał- żona powinna umieć wypracować (osiągac?)
                  kompromis. Czy byłoby to samo ? A jeżeli nie, to ktora "opcja" jest właściwa?
                  • hejkum_kejkum Re: właśnie dlaczego brak odpowiedzi? 06.12.03, 15:34
                    A jesli tam chcesz, to pisz, dla mnie jednak w kompromisach najajniejsze jest,
                    że to nie jednak strona, je wypracowuje a obie smile
    • lula11 Re: Żona......ale jaka? 06.12.03, 13:36
      Świadomość, jaka powinna być żona i jak nią być, dobrze byłoby wynieść z domu.
      Bycia żoną uczyła mnie mama, choć wtedy wcale tego nie chciałam, bo co to za
      rozrywka, prać tacie skarpety, prasować koszule, gotować obiad czy piec świąteczną
      babę? codziennie zaganiała mnie do zmywania, sprzątania.... buntowałam się, ale gdy
      wyszłam za mąż wszystkie te umiejętnoście okazały sie nieocenione.
      Mama uczyła mnie gospodarności i systematyczności, co bardzosię przydało , gdy
      pojawiły się dzieci.
      Mój tata też uczestniczył w kształtowaniu wizerunku dobrej żony, ale także dobrego
      męża. Przegadałam z nim wiele godzin, rozmawialiśmy na temat miłości, patnerstwa,
      wartości.
      Dzięki nim byłam świadoma tego , co robię, gdy wychodziłam za mąż, umiałam też
      rozpoznać tego właściwego, gdy los postawił go na mojej drodze.
      W małżeństwie bardzo ważne jest, by umieć cieszyć się nawet chwilką spędzoną razem,
      by zauważać małe gesty miłości , które pojawiają się każdego dnia. Nawet wtedy , gdy
      całymi dniami się nie widujemy, nie rozmawiamy wystarczy krótki liśćik dołączony do
      drugiego śniadania , by znów chciało się żyć, pracować, znów czuć , że jesteśmy
      kochani, potrzebni.
      • iry Re: Żona......ale jaka? 09.12.03, 17:38
        Z Twojego postu,najbardziej, zaciekawił mnie fragment o rozmowach z ojcem.
        Miałaś fajnego partnera do rozmów. Ciekawe czy ja będę potrafił być takim samym
        partnerem dla swych córeczek.
        Równie ciekawy (ale troszkę, jakby mniej ..) jest fragment, w ktorym piszesz o
        zmywaniu, sprzątaniu, i roli matki w tym wszystkim. U mnie w domu, to raczej ja
        jestem "tym złym" i zaganiającym "trzódkę" do sprzątania i zmywania. Ciekawe
        czy po latach też będą miały taką opinię o ( smile ) procesie wychowawczym,
        stosowanym przez "ojca despotę".
        To co opisałaś, te wszystkie domowe obowiązki, mnie jako facetowi, za bardzo
        nie pasują. Tzn. nie za bardzo je lubię. Rozumiem konieczność, ale.... naprawić
        coś, zrobić coś nowego, poprawić- to mi pasuje. Ale ta reszta....ciężkie jest
        życie.wink
        I po raz kolejny padły słowa o cieszeniu się z chwil spędzonych ze sobą.Niby to
        takie oczywiste, ale w pogoni za tym co "istotne" dla rodziny, chyba często o
        tym zapominamy. O tych gestach i o tym cieszeniu się sobą...
        pzdr
        • e.beata Re: Żona......ale jaka? 10.12.03, 14:54
          >"To co opisałaś, te wszystkie domowe obowiązki, mnie jako facetowi, za bardzo
          nie pasują. Tzn. nie za bardzo je lubię. Rozumiem konieczność, ale.... naprawić
          coś, zrobić coś nowego, poprawić- to mi pasuje. Ale ta reszta....ciężkie jest
          życie.wink"

          Myślę ze mało jest także kobiet które te obowiązki lubią.
          Ja np. lubię (?!) obowiązki domowe. Lubię sprzątac ale wtedy gdy mam na to
          ochotę a nie gdy muszę wink) Lubię upiec ciasto, ale gdybym miała to robić
          codziennie wink.
          W dzisiejszych czasach kobietom jest jeszcze trudniej. Kiedyś realizowały się w
          byciu panią domu, nic innego w sumie nie robiły, do tego były wychowywane. A
          teraz jest tyle innych rzeczy smile Świat wzywa smile. Tyle ksiązek
          nieprzeczytanych, tyle rzeczy nieobejrzanych, niepoznanych a tutaj brudne
          skarpetki czekają i odkurzacz smile)) No i dzieci też już same się nie wychowują
          tylko wypada im czas poświęcić wink)).
          Dlatego babki takie zaganiane, zdenerwowane i wściekają się gdy mąż za długo
          przed kompem siedzi, same by tak chciały smile))



          • e.beata Re: Żona......ale jaka? 10.12.03, 14:59
            wyglądasz na fajnego ojca iry.
            Pamiętaj tylko o tym, że nie jesteś wyłącznie ojcem.
            Twoje zachowanie, postępowanie to matryca dla córek.
            Takiego partnera będą szukały w przyszłości.
            Nawet podświadomie (udowodniono!).
            Jż. ty je gonisz do roboty to w przyszłości mąż będzie, tego dla nich chcesz? :-
            )))))))
            Ale tak na serio to coś w tym jest wink.
            Bądź dla żony takim mężem jakiego chciałbyś dla córek.
            Amen.

            • e.beata Re: Żona......ale jaka? 10.12.03, 15:01
              W ten sposób od tematu "Żona......ale jaka?" Przeszliśmy łagodnie
              do "Mąż......ale jaki?"
              smile
              • iry Re: Żona......ale jaka? 10.12.03, 16:47
                Nie powiem-A nie mówiłem!? Nie będę również przesadnie orginalny ale to już
                powiem- wieeeeedziałem.
                Możliwe, że teraz, wypowie się więcej Panów.
                A co do Twojego "srodkowego" postu, to chyba masz rację. Zawsze to jakiś wzór,
                ten ojciec. Jak już wcześniej napisałem - staram się. Boję się, żeby wszystko
                wyszło jak najlepiej. Jeżeli gonię do jakiejś pracy, to również sam w niej
                uczestniczę. Zmywam, sprzątam... ale tego nie lubię. Mówię o tym na głos. Żeby
                wiedziały, że trzeba nawet pomimo tego, że się nie lubi, to trzeba to zrobić-
                bo tak trzeba.
                Jeżeli nawet teraz tego nie rozumieją, to mam nadzieję, że kiedyś to do nich
                dotrze.
                pzdr
                • aga173 Re: Żona......ale jaka? 14.12.03, 00:04
                  Niezłe wypowiedzi!A właśnie....TATA (bardzo mi go brakuje)to był najwspanialszy
                  ojciec na świecie.Zawsze mnie rozumiał,pomagał i wogóle wszystko.Dzięki jego
                  radom chyba w zyciu tak mi się ułożyło.Miał do mnie 100% ZAUFANIE a to podstawa
                  do dobrego kontaktu.Coś w tym jest że dzieci szukają w przyszłym mężu,żonie
                  podobieństwa swoich rodziców.Ach ja wogóle chyba za dużo tu mówię!!!!Iry wydaje
                  mi się że starasz się być dobrym ojcem PAMIĘTAJ o ZAUFANIU!!!!!Ja mam dwóch
                  synów a może kiedyś się spotkamy?(hehe)
                  • iry Re: Żona......ale jaka? 14.12.03, 13:29
                    PAMIĘTAJ o ZAUFANIU!!!!!
                    DOBRE !!!!!!!!!!!! Wiem jak to jest. Ja byłem kompletnym świrusem, od
                    najmłodszych lat (jak pamięcią sięgam). I do takiego "numera" trudno było mieć
                    zaufanie. Wiele razy to czułem. Tyle, że jakoś , za szczenięcych lat, nie
                    docierał do mnie związek przyczynowo-skutkowy, związany z tym "zaufaniem".A do
                    tego jak śmiało wkroczyłem w wiek gdzie potęgują się zainteresowania płcią
                    przeciwną, to już zupełnie było do kitu. Teraz rozumiem . Sam bym sobie nie
                    ufał smile. Ale po co te wspomnienia? Ano dla wysunięcia bardzo odważnej tezy!
                    Naukowcy mają absolutną rację, twierdząc, że geny to coś co sprawia, iż
                    jesteśmy do siebie podobni.
                    Moje córy mają moje geny. I tego jestem absolutnie pewny!!!!!smile)))
                    Tak samo jak tego, że kiedyś wyrosną z tego "cielęcego" wieku.
                    A spotkanie...... może kiedyś. A może tak większą grupką, z naszymi dziećmi,
                    kiedyś...?

                    tylko do tego trzeba by było wynająć minimum lotnisko wink)))
                    • aga173 Re: Żona......ale jaka? 15.12.03, 11:56
                      Dobre z tym lotniskiem!!!!Jednak każde z nas coś wynosi z domu,tylko potem od
                      nas zależy czy będziemy się zachowywać dobrze czy źle wobec naszych
                      najbliższych.Każda młodość ma swoje prawa i osobiscie uważam że każdy z nas
                      powinien "zaszaleć" jako nastolatek........a potem dopiero szukać własciwej
                      drogi.Uczymy się na własnych błędach(ale to "szalenie" z umiarem!!)Ja raczej
                      bardziej teraz wyciągam wnioski ze swojego zachowania i staram sie być lepsza i
                      cieszyć się chwilą...........
                      Kocham życie i moją słodką rodzinkęsmile
                      • iry Re: Żona......ale jaka? 16.12.03, 09:25
                        No jasne, że "wynosimy". To z rodzinnego domu mamy te nasze wizje domu, w
                        ktorym mamy męża czy żonę. To za sprawą naszych rodziców, pijamy piwo,
                        godzinami wybieramy apaszkę do sukienki, nie widzimy nic złego w tym , że żona
                        sama sprząta a facet czyta gazetę. To dzięki naszym "starym" wiemy, że trzeba
                        wynieść śmieci, wyjść na spacer z dziećmi czy , padając na twarz - pomagać w
                        odrabianiu lekcji.
                        Tak samo jasne jest to, że wprowadzamy modyfikacje do tych stereotypów
                        zachowan, wynikające z naszych doświadczeń i charakterów. Jak to już ktoś mądry
                        powiedzial "..tylko krowa nie zmienia punktu widzenia..."smile)))
                        I tak ma być!!!
                        pzdr
                        • aga173 Re: Żona......ale jaka? 16.12.03, 22:10
                          "godzinami wybieramy apaszkę do sukienki, nie widzimy nic złego w tym , że żona
                          sama sprząta a facet czyta gazetę."

                          No niestety u nas nie ma takiego podziału,nie wyobrażam sobie abym sama
                          sprzątała dom,gotowała,zmywała itp... a mąż czytał gazetki.Obydwoje pracujemy i
                          dzielimy się każdą domową pracą(oprócz gotowania-wolę nie ryzykować haha)
                          zajmujemy się razem dziećmi i wszystko prawie robimy razem.Chyba dzięki temu są
                          między nami tak dobre relacje.Co do picia piwka to albo chcemy mieć szczęśliwa
                          rodzinkę albo pyszne piwko z pianką(niekoniecznie wynosimy to z domu)wybór
                          należy do nas!!!Sama lubię piwko ale tylko czasami w towarzystwie albo z mężem
                          w domciu,natomiast codzienne piwko nie wchodzi w grę!!!!!ALKOHOL i ZDRADA to
                          najlepszy sposób na zburzenie szczęścia w rodzinie!!!!!!!!!!!!!




                          "Cieszmy się chwilą...jest tak pięknie"
                          • iry Re: Żona......ale jaka? 19.12.03, 17:08
                            Nie wiem czy dobrze mnie zrozumiałaś? Pisząc o tym co robimy, chciałem
                            pokazać ,że dobre oraz złe nawyki wynosimy częstokroć z domów rodzicielskich.
                            Te modele postępowania są następnie poddawane "obróbce" przez zwyczaje, nawyki
                            czy inne "siły nie czyste" (np. wpływ środowiska w którym się obracamy-kolegówz
                            pracy, paczki...itd). To wszystko daje wypadkową. Nas. Z całym dobrodziejstwem
                            inwentarza. A ponieważ, ktoś mądry kiedyś powiedział "wszystko płynie"-ciągle
                            ulegamy zmianom. Macie na to wpływ i Wy- nasze żony.
                            Nie zawsze tak się ułoży, że przed ślubem, narodzeniem dziecka , nastąpi
                            całkowite i totalne rozpoznanie "pola walki". Jest to raczej nie możliwe.
                            Właśnie ze względu na te zmiany i wpływy.
                            Ważne jest by to ogólnie znane zjawisko/proces- docieranie- przebiegało bo sami
                            tego chcemy, a nie dla tego, że chce tego tylko jedna strona. Od tego zależą te
                            relacje o których piszesz. Do tego również nawiązywała wypowiedź o
                            kompromisach, zawarta w tym wątku, przez jednego z e-tatusiów.
                            Zresztą, co tu rozpamiętywać? Całe nasze, wspólne życie (w tym i wychowywanie
                            dzieci) to ciągłe kompromisy. Takie jest życie i shluss.
                            pzdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka