kasia191273
01.10.11, 22:14
Starsza córka to był naturalny talent, od pierwszych chwil życia wiedziała, jak ma jeść i wspaniale nam to wspólnie wychodziło przez 6 miesięcy.
Miesiąc temu urodziłam synka. Był malutki, ważył 2kg, urodzony w 37 tygodniu, po stwierdzonym zatruciu ciążowym i tygodniu w szpitalu. Dziś waży 3kg, więc wspaniale przybiera i naprawdę ma apetyt. Problem w tym, że zupełnie nam nie idzie karmienie piersią.
W szpitalu, gdzie leżał przez tydzień, był oczywiście dokarmiany butelką (moim mlekiem). Ja przyjeżdżałam na 3-4 karmienia. Początek, wiadomo, piersi się muszą przyzwyczaić, więc było trochę bólu, ale przede wszystkim radość, że je chętnie i że mam pokarm. Zakładałam, że ból minie, tak było też przy 1. dziecku.
Sprawy się pokomplikowały w domu, czyli przez minione 3 tygodnie. Stwierdziłam, że nie ma sposobu, żeby on dobrze (tj. wystarczająco szeroko) otworzył buźkę. Robi tylko taki dzióbek, chwyta samą brodawkę i bardzo mało otoczki, mleko wprawdzie płynie (ale mniej niż trzeba), a przede wszystkim mnie już karmienie tak boli, że płaczę lub przeklinam na głos podczas.
Wiem, jak prawidłowo przystawić dziecko. Problem w tym, że on zwyczajnie nie otwiera buzi wystarczająco szeroko. Walczę z nim, przystawiam kilka razy, a nawet jak jakimś cudem się uda lepiej, to on zaraz odgina do tyłu głowę i wysuwa z buzi pierś tak, żeby znów złapać tylko jej końcówkę.
Są dni, że boli mnie tak bardzo (nie tylko skóra, ale pierś jakby w środku, ból utrzymuje się też po karmieniu), że nie daję rady, ściągam i podaję butelką. I coraz częściej chodzą mi po głowie myśli, żeby skończyć z tym bólem. Jest potworny.
Czy jest na to jeszcze jakiś sposób? Czy przyczyną jest, że dziecko było takie małe? Czy ta butelka w szpitalu i czasem teraz? Czy może fakt, że urodził się z niską masą, co na ogół związane z napięciem mięśniowym (na razie za wcześnie na diagnozę, ale lekarz podejrzewa, zresztą dziecko jest bardzo nerwowe, spięte), je również łapczywie i w stresie jakby, źle też śpi?