dagi.ww
20.09.12, 22:01
Na tym forum - mimo regularnego zaglądania 5 lat temu - piszę pierwszy raz, dlatego witam wszystkie mamy piersiowych ssaków :)
Przez prawie rok karmienia starszej córki nie miałam żadnych większych problemów.
3 sierpnia urodziłam synka, który od początku jest na piersi. Wszystko było ok, dopóki nie złapało mnie przesilenie letnio-jesienne :(
ja wiem, że Mały się ode mnie nie zarazi (tzn. nie powinien...), ale czy moje silne przeziębicho może mieć wpływ na laktację??? Mały od 2 dni kręci się, wierci, wierzga, krzyczy przy karmieniu piersią, zje trochę i zaczyna się akcja, a potem nie może złapać sutka... Poza tym mam jakby mniej pokarmu. Tzn jak odciągam laktatorem to niby jest ok, jak karmię to też czuję, jak napływa, ale po pierwsze nie leci mi już wtedy z drugiej, a po drugie mam sflaczałe piersi, dlatego David nie może złapać.
Kurcze, ze starszą nie miałam takich akcji, ale nie pamiętam, czy na początku chorowałam.
Wiem, że laktacja się w końcu normuje, że nie będzie cały czas mi się wylewać przy napływie pokarmu, jak Mały je, ale martwi mnie to, że possie i po 2-3 minutach jest ryk - ewidentnie mu cuś nie pasi :(
Dzisiaj musiałam go 2 razy dokarmiać butlą, bo za cholerę nie mógł/nie chciał złapać.
A może po podaniu butli (jakiś tydzień temu pierwszy raz) mu się spodobało i nie chce mu się ciągnąć? Tylko dlaczego nagle - z dnia na dzień mam mniejsze piersi, mniej się z nich "wylewa", nie muszę używać w ciągu dnia wkładek - mimo, że Mały znacznie mniej zjada, więc powinnam mieć multum pokarmu, choćby "wizualnie"...
Ratujcie, doradźcie coś; Wiki nie łapała mi butelki wcale, przestawiłam ją dopiero jak miała 10 m-cy, więc troszkę się przeraziłam, bo nie widzi mi się karmienie mm!
Zostaje jeszcze poradnia, ale najpierw uderzam do Was - help me!
Ps Dodam, że jem jak do tej pory normalnie (tzn nic nowego nie wprowadziłam do diety) i nie zażywam żadnych leków.