jolcia_78
12.02.14, 12:41
Mam takę zgryzotę, że nawet nie mam sił cieszyć się z pół roku synka..... A to dziś mija...
Syn - wcześniak, początkowo na intensywnej terapii karmiony sondą moim pokarmem, potem już tylko kp. Szło gładziuchno, przyrosty dobre, nigdy nie było problemów. Dziecko bez smoczków, butelek, nigdy nie dostawało mm.
Ale się popsuło :(
Od wczoraj w nocy Michał jest chory - lekka gorączka do 38,2, masakryczny mokry kaszel i od dzisiejszej nocy katar. Ot choroba jak choroba. Problem jest gdzie indziej - mały ma ostre wirusowe zapalenie gardła. I przez to wypiął się na ssanie piersi - przysysa się, i po chwili puszcza z krzykiem. Poprostu go boli gardło przy ssaniu. Nie pije - nie siusia. Wczoraj praktycznie mógłby cały dzień w jednej pieluszce spędzić. Ściągnęłam trochę mleka ( trochę, bo ja jakoś laktatoroporna jestem, wyszło z 50ml po ciężkiej pracy ;) ) - Michał, który nie znał do tej pory butelki przyssał się jak dziki i wypił wszystko chwila moment. Pediatra w razie kłopotu zaleciła dokarmiać. I dałam wczoraj i dziś po 60ml Bebilonu - tez ładnie zjadł.... I nie wiem, którędy droga - pozwolić mu się lekko liofilizować ;), dokarmiać tym Bebilonem, bo na pełnoetatowe ściąganie się nie piszę - nie da rady i już.
Chce go karmić jeszcze długo, do tej pory było nam obojgu dobrze, teraz taki "kryzys' przez to choróbsko nastał....
Stasze dzieci karmiłam po 1,5 roku.... Michała tez bym chciała tyle, lub dłużej....
Pocieszcie i poradźcie...