Dodaj do ulubionych

biegunka po marchewce?

29.01.08, 15:41
mala skonczyla 6 mcy tylko na cycu. i jako pierwszy posilek podalam
jej marchewke gerbera. dostala ja juz trzy razy po troche bo duzo ni
zjadla. ale czy to mozliwe ze mogla dostac biegunki ? dzisiaj robi
jakies zielonkawe kupki i bardzo wodniste. a moze to ta odrobina
maselka ktora dodalam do marchewki? jak wasze dzieci reagowaly na
nowosci. i czy powinnam sie martwic czy sie nie odwodni?
Obserwuj wątek
    • bathilda Re: biegunka po marchewce? 29.01.08, 16:01
      A było mówione "jedna nowość na raz" - jak marchew to marchew a nie marchew z
      masłem. Masło to bliski kuzyn krowiego mleka, maluch nie powinien dostawać go na
      dzień dobry.

      Jak kupy zielone to spasuj dzień czy dwa, wróć do piersi, a potem marchew, ale
      sama np. Gerber Naturalnie proste. Jeśli znowu zielone kupy to widać marchew
      córce nie służy - wbrew obiegowej opinii marchew też czasem uczula (znam takie
      dzieci).
      • agarys Re: biegunka po marchewce? 29.01.08, 16:07
        myslalam ze maslo mozna dodawac od razu jako tluszcz zeby posilek
        byl kaloryczny. a poza tym juz sie w tym gubie. tak wiele jest
        sprzecznych informacji. np dzieci powinno sie karmic wylacznie
        piersia przez 6 mcy a schemat zywienia dzieci karmionych piersia
        mowi ze w 6tym miesiacu wprowadzamy zupke "papke" z march ziemn
        pietr. co rowniez kloci sie z zasada jedna nowosc na raz. strasznie
        to wszystko skomplikowane
        • bathilda Re: biegunka po marchewce? 29.01.08, 16:50
          I właśnie dlatego najważniejszy jest zdrowy rozsądek :)

          Ja Ci napiszę moje własne przemyślenia wynikające z obserwacji syna. Nie jestem
          pediatrą ani ekspertem od żywienia, ale siedzę z nim dzień i noc i pewne
          prawidłowości widzę. Choć oczywiście nie na każdym dziecku się sprawdzą.

          Mleko mamy to super sprawa dla małego brzucha - ciepłe, słodkie, ma wszystko co
          trzeba i łatwo się trawi. I nagle pojawia się coś, co nie jest płynne, zawiera
          obce białka, błonnik i tysiąc innych rzeczy, a w dodatku dają to łyżeczką.
          Ciężka robota. Dlatego na początku brzuszek może świrować. Zatwardzenie, dziwny
          kolor kupy, wzdęty brzuszek, wysypka, częste budzenie w nocy. Przerobiliśmy
          wszystko. A matka ma w głowie schematy, że już, że trzeba, że szybciej. I jest
          jeszcze trudniej. Najpierw daj dziecku szansę na to, żeby zapoznało się z
          "obcym" - daj ciupkę tej marchewki co to najrzadziej uczula. Żeby brzuch w ogóle
          załapał, że inny nie znaczy gorszy. Potem trochę ziemniaka, czy jabłka. Ale
          bardziej jako "zajawkę" niż "posiłek". I tak trochę próbujcie. Jak maluch będzie
          gotowy na więcej to zje więcej, a jak zasznuruje pyszczek po dwóch łyżeczkach to
          nie wmuszaj. Ja wiedziałam, ze wracam do pracy jak Piotrek skończy 10 miesięcy,
          więc nie panikowałam, że już natychmiast musi się obyć bez piersi. Pierwszy
          miesiąc naprawdę szło nam bardzo opornie. A potem się rozkręciło. Bo okazało
          się, że z 4 warzyw można już zrobić kilka zupek. A potem doszło mięsko, kolejne
          warzywka, potem kaszki, owoce i teraz mam na liście już 9 sprawdzonych owoców (+
          2 które uczulają), 16 warzyw (w tym 1 szpinak który zaszkodził), 4 rodzaje
          mięsa, kasze, makaron, żółtko, kilka przypraw. A to dopiero 9 miesięcy.

          Słowem - rozszerzanie diety to nie wyścigi, nie ma na nie dobrego przepisu, bo
          nigdy nie wiesz co dziecku zaszkodzi (u nas np. Flipsy) albo uczuli (u nas
          maliny). Obserwuj i działaj spokojnie. I będzie dobrze :) A wprowadzanie nowości
          po 1 ma sens właśnie dlatego, że szybko wiesz co nabroiło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka