orgellaa
08.06.08, 22:06
W ten weekend byłam z córką w szkole. I nasłuchałam się nie mało.
Dłużej rozmawiałam z trzema osobami. Dwie dziewczyny nie karmiły długo bo
zaledwie miesiąc i „musiały przestać, bo miały taki słaby pokarm kaszką”.
Dzieci wisiały co 15 min. przy cycu, wiec dostaly mleko z kaszką (dzieci 1
miesięczne).
Chłopak opowiadał, że jak syn przyszedł z żoną ze szpitala to 2 dni non stop
wył. Przyszła położna środowiskowa i zawyrokowała, że syn jest głodny i
„rzeczywiście, daliśmy bebiko, i przestał płakać i zasnął”.
Poczułam normalną złość. Na te beznadziejne położne, które wmawiają „że pokarm
jest słaby” i nie wiedzą, ze dziecko płacze bo się adaptuje- z brzuszka do
brutalnego świata, na rodziny (matki, teściowe), które wmawiają, że sztuczny
pokarm jest lepszy, bo dziecko dłużej śpi.
A potem zrobiło mi się żal tych dzieciaczków i ich biednych żołądeczków, które
muszą trawić tak ciężkie jedzenie.
Mąż mówi, że przesadzam- być może. Głupio tylko, że tak mało mam ma prawidłowe
wiadomości o laktacji. Być może byłoby nas wtedy wiecej...?
Pozdrawiam niedzielnie wszystkie mamy nie oglądające meczu ;-)