red_rosasinensis
09.07.08, 12:37
Moją 4-miesięczną córeczkę karmiłam piersią tylko przez 2 miesiące. W
szpitalu spędziłyśmy 6 dni i już w tym czasie niunia zaczęła płakać – ja
myślałam, że jest głodna i przystawiałam ją za każdym razem do piersi.
Stopniowo malutka zaczęła coraz więcej płakać, a ja zaczęłam się zastanawiać,
co jej dolega. Jadła często, co 2 godziny i potrafiła „wisieć na piersi” po
półtorej godziny. W dzień prawie nie spała, bo dokuczał jej ból. Wieczorem
zaczynał się „maraton płaczu”. Mniej więcej od godziny 16 do 22 non stop
płakała – dziwiłam się, skąd takie malutkie dziecko ma tyle siły, żeby tyle
płakać. W końcu, zmęczona zasypiała. W nocy budziła się co 2 godziny, ssała
krócej - ok.30min i szybko zasypiała. Nasza lekarka stwierdziła, że dokucza
jej kolka i zaleciła typowe kropelki na tę dolegliwość. Dawałam jej Espumisan,
Esputikon, Infacol, potem koperek, rumianek, wodę koperkową, proszek troisty,
Debridat – nic nie pomagało. W trakcie jedzenia niunia wiła się jak mały
piskorz, płakała, odrywała się od piersi, by po chwili przyssać się na nowo. Z
jej brzuszka dochodziły odgłosy, jakby się tam gotowało. Odbijanie nie
przynosiło żadnych rezultatów. Brzuszek nie był twardy, ale nie dawała się do
niego dotknąć, leżenie na nim nie wchodziło w grę, bo od razu zaczynała
płakać. Jedynym pocieszeniem było to, że dobrze przybierała na wadze (w ciągu
pierwszych 3 tygodni 1.110g i w ciągu następnych trzech 1.440g) i rozwijała
się prawidłowo. Kupki były częste (prawie po każdym karmieniu) i o rzadkiej
konsystencji (taka rzadka jajeczniczka z białymi grudkami). Pani doktor
stwierdziła, że może to alergia (dodam, że żadnych zmian na skórze nie było) i
zaleciła dietę bezmleczną. Przez 3 tygodnie nie jadłam nic z nabiału – nie
było żadnej różnicy w zachowaniu dziecka. Byłam zdruzgotana i nie dawałam już
sobie rady patrząc, jak ona cierpi. Ostatecznie, pani doktor przepisała
Bebilon Pepti i kazała ją dokarmiać sztucznym mlekiem. Poprawa była znikoma,
więc całkiem odstawiłam dziecko od piersi. Niunia przestała płakać, skończyły
się wieczorne maratony, zaczęła spać w dzień. Brzuszek troszkę jej dokuczał,
puszczała „bączki”, ale pomagało układanie i noszenie na brzuszku oraz woda
koperkowa. Po miesiącu karmienia sztucznym mlekiem postanowiłam spróbować
wrócić do karmienia piersią. Malutka co prawda nie chciała ssać, ale
wypożyczyłam laktator i zaczęłam odciąganie mleka, które dodawałam jej do
sztucznej mieszanki. Początkowo (przy malutkich ilościach – 10-20ml na 120ml
mieszanki) nie było żadnych objawów, jednak wraz ze wzrostem ilości mojego
mleka powróciły bóle brzuszka i płacz dziecka. Przeszłam na dietę i jadłam już
tylko ryż, ziemniaki i gotowanego kurczaka – nie było żadnej różnicy. W końcu
przestałam ją dokarmiać swoim mlekiem i niunia przestała płakać. A ja do tej
pory nie wiem, co dziecku dolegało – czy to mogły być objawy nietolerancji
laktozy? Czy jest na to jakieś lekarstwo, oprócz unikania produktów
zawierających laktozę?