iwoniec
21.08.08, 14:57
Zrobiłam tak: odciągnęłam, trzymałam w lodówce ok 30 godzin,
dolewałam tam schłodzone dociągane.No i dziś babcia została z Małym
na czas mojej wizyty u lekarza i...twierdzi, że po rozmrożeniu sie
zwarzyło! Zaczełam pytać, jak wyglądało, podobno miało takie oka
tłuszczu, "pewnie było za tłuste".
Naczynia wszelkie były wyparzane. A dziś moja lekarka poddała mi
patent na zamrażanie-że ona to robiła w torebkach na kostki lodu,
wtedy można oderwać jakąś tam ilość kostek, ile tam potrzeba, nic
jej się nigdy nie zwarzyło, no nikt mi nie powie, że ja byłam mniej
ostrożna z tym wyparzaniem.
Jak to możliwe? A może wcale się nie zważyło, tylko na powierzchni
normalnie pływał tłuszczyk, zawsze tak jest jak mleczko się
schłodzi,może to to? A babcia spanikowała?
Szkoda, że babcia nie zachowała mleka do pokazu. Normalnie wszystko
zachowuje-wszystkie butelki z resztkami, żebym zobaczyła, ile małe
zjadło (przy straszym synku zachowywała nawet słoiczki i miseczki po
jedzeniu-jak wracałam , wszystko myła:-;). Nie posądzam jej o jakieś
kombinowanie, to pewna kobieta jest, tylko czemu spanikowała?
Zwarzyło Wam się kiedyś odciągnięte mleko po rozmrożeniu?
No i Mały dostał bebilon, mam w domu na wszelki wypadek, nie martwię
się pojedynczym epizodem. Jak dotąd "wszelki wypadek" wyglądał
zawyczaj tak,że jak miałam już dość kamienia to się odgrażałam, że
wyparzę butlę i dam bebilon, od razu mi się lepiej na laktacji
robiło:-)
Iwona