wsaq2
26.08.08, 08:57
Pani Moniko, właściwie przeważnie na forum czyta się o tym, że
dzieciaczki nie chcą rozszerzania diety, a u mnie jest troche
inaczej. Synek za 4 dni skończy 7 miesięcy. Do 5,5 miesiąca karmiłam
go wyłącznie piersią, jednakże ze względu na fakt, że wracałam do
pracy, a umiejętność ściągania przez mnie mleka czymkolwiek - ręka,
laktator itd. jest równa zeru, bo po prostu nic nie leci, spowowało
że zaczęliśmy rozszerzać dietę malucha. Początkowo były to
nieznaczne ilości marchewki, jabłuszka, potem kaszka - wszystko
podawane łyżeczką. Małemu zabawa tak się spodobała, że teraz bardzo
głośno krzyczy jak widzi kogoś, kto coś je. Nie możemy sobie z tym
poradzić, bo po krzyku jest płacz, ciężko go uspokoić. Z tego
wszystkiego mały wcina już dużo rzeczy, warzywa, owoce, kaszki.
Czasem mam wrażenie, że "rygory" wprowadzania nowości zupełnie się
go nie tyczą. Po pierwsze skapitulowałam przy śliwkach, bezzębna
istota całkiem dobrze radzi sobie z ich obgryzaniem, furrorę zrobiły
pomidory pochłaniane z samymi okrzykami radości. Na szczęście synek
nie wykazuje żadnych objawów alergii, a wszystko co je mamy z
własnego ogródka, bez "wspomagaczy". Problemem jest tylko karmienie
piersią...łaskawie zgadza się na jeden posiłek dziennie po moim
powrocie z pracy, przed snem i w nocy 2- 3 razy. Stąd też moje
pytanie - można mu pozwolić na taką dietę? Czy zmuszać jednak do
piersi?