jo_hanna
13.05.09, 18:07
Nigdy nie wątpiłam w wyższość karmienia piersiowego nad butelkowym. Aż do
przedwczoraj...
Fanką karmienia piersią nie jestem ale cycem karmię od 5 miesięcy. Wyjątkiem
jest nocna butla - po niej dłużej śpi. Młody technikę obsługi cysia ma kiepską
- raczej wygryzanie niż wysysanie mleczka. Przyrosty jednak są ładne - średnio
1 kg na miesąc. Zła technika to pozostałość po moim nagłym, tygodniowym
pobycie w szpitalu gdy synek miał 6 tyg (w użyciu była butla i zdesperowany
mąż;-)Wygryzanie nie jest dla mnie miłe, ale nie boli więc daję radę.
Od prawie 3 tygodni przeżywam gehennę. Młody dosłownie wisi na cycu 24 h
(dziecko 5 miesięcy!) Początkowo zgodziłam się na to bez mrugnięcia okiem, bo
zawsze ma tyle cysia ile zechce. Kładziemy się na cały dzień i już. Okazało
się, że rosły mu zęby. Okej - 2 tygodnie, 2 zęby - leżymy, karmimy,
przytulamy, nosimy. Lekko zaniepokojona sprawdziłam laktatorem czy wszystko
wysysa- odciągnęłam zaledwie kilka kropelek- czyli ok. Jednak przedwczoraj
miałam niespodziewany najazd gości - nie mogłam więc leżeć i karmić a babci do
pomocy też nie było. W ruch poszła butelka i... ONIEMIAŁAM. Moje dziecko przez
CAŁY dzień było dzieckiem idealnym. SPAŁO łącznie 4 godziny w dzień co się ni
zdarzyło w jego życiu może kilka razy. Ciągle miało uśmiech na twarzy,
ślicznie się bawiło, było spokojne i zadowolone. Jak w reklamie. Wniosek-
wreszcie się najadło!I w dodatku w 10 minut!
Wczoraj przed południem "odważyłam się" i w ramach eksperymentu podałam
Młodemu 150 ml Bebilonu + cyś. Efekt - 2 godziny snu i wyśmienity humor.
Mam straszny kryzys... Okazuje się, że laktacyjny też...
Zwątpiłam w mego cyca moc... HELP!!!