09.03.04, 22:04
Znowu to samo, znów historia jak z kiepskiego melodramatu...

Długo zastanawiałam się, czy opisać te historię na forum publicznym. Jednak
zdecydowałam się, bo po prostu potrzebuję wsparcia, potrzebuję dobrej rady.

19 miesięcy temu zaszłam w nieplanowaną, niechcianą ciążę. Jednak ojcem
dziecka miał zostać człowiek, z którym mieszkałam, którego kochałam i z
którym rozmawiałam o ślubie.
Przez pierwsze miesiące ciąży czułam się dość dobrze, nie licząc typowych
dolegliwości typu nudności, senność itd. Potem jednak wszystko zaczęło się
zmieniać. Rosłam, powoli stawałam się ociężałą słonicą. Pojawiły się poważne
zaburzenia pamięci, kłopoty z koncentracją, rozdrażnienie, depresja. Wciąż
nie potrafiłam się pogodzić z tym, że będę miała dziecko. Mimo USG, mimo
szczerych chęci, nie potrafiłam zaakceptować tego faktu.
Przestałam mieć ochotę na seks. Wstydziłam się swojego ciała nie przed nim,
ale przed sobą. myślałam jednak, że spotka się to ze zrozumieniem ze strony
mojego niemęża.
Na początku celibatu było w porządku. Około 6 miesiąca coś zaczęło się
zmieniać w jego zachowaniu w stosunku do mnie. Nie podejmował już prób
zblizeń, z czasem też przestaliśmy okazywać sobie czułość. Nieługo potem
zaczęło mu wszystko we mnie przeszkadzać. Kiedy pierwszy raz mi ubliżył,
byłam w takim szoku, że nie potrafiłam w żaden inny sposób zareagować, jak
tylko histrycznym płaczem bez słów. Czas jednak goił rany i zaczęłam go
usprawiedliwiać. Nie potrafiłam okazywać mu czułości, byłam cały czas
rozdrażniona, chłodna. On nie miał przez dłuższy okres czasu pracy, żyliśmy w
stresie i strachu przed wielką niewiadomą. I tak jakoś szło...
Pod koniec 8 miesiaca przez przypadek przeczytałam maila, którego wysłał do
jednego ze swoich licznych internetowych znajomych. Było tam napisane, że
jest mu przykro, ale jego domowe gestapo nie wyjedzie z miasta póki co
(planowałam krótki wyjazd do rodziny, który odwołałam). Zbaraniałam. Było
późno w nocy, on spał. Zaczęłam grzebać w jego poczcie i w archiwum gg.
Znalazłam rozmowy gg dwuznaczne w treści, między nim a jakąś, nazwijmy ją J.
Zwracała się do niego per "kochanie", były "buziaczki" itp, jednak tylko z
jej strony.
Całą noc przeryczałam. Na drugi dzień zaczęłam drążyć temat. Okazało się, że
na czacie wszyscy mówią o swoich stałych partnerkach "gestapo", a J. to jakaś
tam nieistotna znajomość z czata, która lubi rozdawać pieszczotliwe
określenia, bo po prostu taką ma naturę.
Łyknęłam to. Z trudem, ale pogodziłam się z faktem, że flirtuje być może z
jakimiś panienkami z czata. Zbagatelizowałam sprawę. Nie mógł mnie zdradzać -
był bezrobotny, ja siedziałam na zwolnieniu, byliśmy nierozłączni.
Nie dalej jak tydzień po tym zdarzeniu miał pojechać w weekend do swojej
rodziny. Wrócił na drugi dzień, mimo że miał tam pozostać dłużej. Wcisnął mi
jakąś nieprawdopodobną historię, która nawet we mnie (ogłupiałą ciążą)
wzbudziła poważne wątpliwości. Drążenie tematu nie pomagało. Mimo że
udowodniłam mu kłamstwo jakoby był u rodziny (zadzwoniłam do jego rodziców),
nie chciał powiedzieć nic więcej. Po prostu nie miał mi nic do powiedzenia.
Podejrzewałam, gdzie był. Podczas jego nieobecności weszłam na czat i
podsłuchałam rozmowę o zlocie uczestników. Zlot miał się odbyć w
miejscowości, w której mieszkaliśmy.
Przypomniałam sobie o panience, z którą flirtował na gg. Wszystko zaczynało
układać mi się w przerażającą całość, jednak mój niemąż po prostu milczał jak
zaklęty.
Na drugi dzień, po kolejnej nieprzespanej i przepłakanej nocy wpadłam na
desperacki pomysł (to był jeden z pierwszych dni niemęża w nowej pracy).
Napisałam list do pierwszej lepszej osoby z jego kontaktów na gg (a było ich
sporo). Prosiłam w nim o dyskrecję, opisałam swoje uczucia, swoje upodlenie,
swój stan, swoje wątpliwości co do wierności niemęża i zapytałam na końcu,
czy może mi powiedzieć, czy był na owym zlocie.
Odpowiedzi nie doczekałam się. Gdy niemaz wrócił z pracy długo rozmawiał z
kimś przez gg. Okazało się, że rozmawiał z B., osobą, do której wysłałam
list. Po tej rozmowie otworzył się. Na początku był wściekły, że się
wygłupiłam i napisałam do najmniej odpowiedniej osoby (jakaś poważna pani
doktor, mężata i dzieciata, z którą miał konsultować przebieg mojej ciąży),
potem mówił coś o mojej monstrualnej głupocie itd. Na końcu przyznał, że
rzeczywiście był na zlocie. Skłamał, bo bał się, ze będę go podejrzewać o
zdradę z J, która także była na tym zlocie. Zapewniał, że do nieczego nie
doszło, że to naprawdę nic nie znacząca znajomość. Bał się, że go "nie
puszczę" na zlot, bo zawsze bagatelizaowałam jego przywiązanie do znajomości
z czata.
Odetchnęłam z ulgą. Było mi wstyd za ten idiotyczny list do B, za moją
histerię, za idiotyczne podejrzenia. Przestałam być zła na to, ze całe
wieczory spędza na rozmowach na czacie. Pomyślałam, ze skoro go to rozrywa,
skoro daje mu radość, to na pewno nic nie może być w tym złego. Tym bardziej
ze ja, w moim stanie, nie mogłam mu zapewnić ciekawych rozmów.
Cały czas jednak nie opuszczało mnie uczucie, że coraz bardziej się ode mnie
oddala...
Potem był szpital i poród. W tym czasie najdotkliwiej odczułam jego obcość.
Odwiedził mnie dwa razy, ale był zdawkowy, gdzieś się spieszył (nowa praca,
konieczność dyspozycyjności). Było mi bardzo przykro, że przy opuszczaniu
szpitala (z malutka, zdrową córeczką) ciągle mnie popędzał, denerwował się, a
po odstawieniu mnie do domu pognał z powrotem do pracy.
Ciągle jednak go usprawiedliwiałam.
Potem były trudne miesiace wczesnego macierzyństwa. Mała miała kolki, byłam
sama w domu przez większą część dnia. Niemąż coraz bardziej się ode mnie
oddalał. Przy próbie rozmów obwiniał mnie za zaistniałą sytuację. Miałam być
chłodna, niechętna do rozmów, nie dało się ze mną dogadać...
Powróciły pretensje, potem wyzwiska. Znów nie mogło być mowy o zbliżeniach.
Oboje wiedzieliśmy, że jest źle. Jednak mimo to pojawiały się rozmowy o
próbach ratowania naszego związku, obietnice poprawy (zarówno z mojej, jak i
jego strony), chwile nadziei.
Po odstawieniu Małej od piersi (miała 5 mięsiecy), zaczęłam dochodzić do
siebie. Poprawiła mi się pamięć, zdolność normalnego myślenia, depresja z
każdym dniem słabła. Zaczęłam brać aktywny udział w coraz rzadszych
kłótniach. Też wyzywałam, zaczęłam się bronić. Raz zagroziłam rozstaniem. To
nas, o dziwo, uleczyło. Zaczęliśmy powoli przybliżać się do siebie. Jednak
niemąż wciąż czatował. Spędzał przy komputerze cały wolny czas. A ja? Ja
bagatelizowałam. Poza tym zaczęłam w końcu cieszyć się córeczką...
Odstawienie od piersi i powrót do normalności zbiegł się w czasie z naszą
przeprowadzką do mojego rodzinnego miasta. Zrobiliśmy to po podjęciu wspólnej
decyzji. Z nadzieją na lepszą przyszłość.
Zaczynało nam się coraz lepiej układać. Był jednak jeden minus. Niemąż nie
mógł znaleźć pracy. Po 3 miesiącach zapadła więc decyzja o jego powrocie do
poprzedniej pracy i naszej rozłące. Ja miałam wprowadzić się do mojej mamy, a
on miał wynająć mieszkanie w mieście, z którego uciekliśmy. Planowaliśmy moje
dołączenie do niego po spłacie zaciagniętych długów i uregulowaniu wszystkich
spraw finansowych.
Mimo porażki przy próbie ułożenia sobie życia w innym mieście zdawało się, że
wszystko zaczyna się układać. Przynajmniej w relacjach między nami...
Po dwóch tygodniach rozłąki przyjechał mnie odwiedzić. Wtedy po raz pierwszy
od tylu miesięcy kochalismy się.

Te z Was, które doczytały do tego momentu czeka nagroda w postaci
nieoczekiwanego zwrotu akcji, że pozwolę tak to sobie ująć, he he.
Po miesiącu rozłąki dostałam maila od... no właśnie. Od pani B., szacownej
pani doktor. Podała swój nr gg i prosiła o kontakt w sprawie mojego niemęża.
Spodziewałam się najgorszego, jednak zanim porozmawiałam z B, próbowałam coś
wyciagnąć od samego bohatera historii. Bez skutku. Mówił coś tylko o podłych
ludziach,
Obserwuj wątek
    • virtual_moth Re: Banalnie 09.03.04, 22:20
      Mówił coś tylko o podłych ludziach, którzy kłamią...
      Dowiedziałam się, że mój niemąż cały czas mnie zdradzał z szacowną panią
      doktor, czyli z panią B. Cały czas, czyli od roku, czyli od 7 miesiąca mojej
      ciąży. Dowiedziałam się tego od niej samej. Napisała do mnie, ponieważ niemąż
      zdradził ją z inną panienką z czata. Zrobił to po naszej rozłące. Ja zostałam w
      mieszkaniu mamy, on pojechał niby do pracy. Tak naprawdę pracę miał zacząć dwa
      tygodnie później. Przez ten czas zdąrzył zaliczyć niezobowiązujący romans z
      panienką, która miała pożyczyć mu pieniądze (w między czasie był u mnie i
      kochał się ze mną).
      To nie koniec. B zeznała, że panienka, nazwijmy ją A., jest w ciąży. Jest też
      ponoć wściekła, bo po tym jak niemąż mój dostał od niej pieniądze, urwał z nią
      wszelki kontakt.
      I to jeszcze nie koniec. B napisała do mnie w zasadzie tylko z rozpędu. Myślała
      bowiem, że mój niemąz się ze mną rozstał zostawiajac mnie u mojej mamy. Chciała
      tylko mnie poinformować, że kończy ten romans (myślała, że o nim wiem). Poza
      tym ponoć targały nią wyrzuty sumienia...
      Po kilku dniach okazało się, że A. tak naprawdę nie jest w ciąży. Chciała tylko
      odegrać się na moim niemężu, że poszedł z nią do łóżka dla pieniędzy.
      W jaki sposób B, dowiedziała się, że mój niemąż zdradził ją z A.(ja wiem, ze to
      brzmi idiotycznie, ale tak było)? Otóż weszła na jego niku na czacie. Potem już
      tylko obserwowała, jak kolejne panienki wchodzą mu na priv. Między innymi A.,
      która po prostu zapytała, czy już pieniądze doszły.
      Kolejna informacja, która w kontekście powyższych traci niejako na znaczeniu.
      Okazało się, że flirt z J. nie był taki niwinny. Skończył się gdzie? Tak, w
      łóżku. Jeden raz.

      Teraz trochę o romansie mojego niemęża z B. Teraz wiecie już, dlaczego tak
      szczegółowo opisałam moje realcje z nim w czasie ciąży oraz fakt, że napisałam
      wtedy do B. list. W tym czasie ich romans już trwał. Kiedy się spotykali? To
      pytanie nie dawało mi spokoju. Jak to możliwe? Przecież byliśmy nierozłączni.
      Otóż parę razy zdarzyło mi się wyjechać do rodziców (vide mail, który mówił coś
      o gestapo, był adresowany do niej, czyli do B.). Na opisanym przeze mnie zlocie
      spotkał się z nią. Co więcej - osoby wrażliwe prosi się o nie czytanie - ona
      przyjechała do niego w dniach, kiedy ja rodziłam w szpitalu. W dzień, kiedy
      rodziłam córeczkę, oni spędzali miło czas w moim łóżku.

      Na razie chyba tyle jestem w stanie napisać. Przepraszam za długość tego postu,
      nie potrafiłam bardziej tego streścić a chciałam, abyście poznały całą historię
      w szczegółach.
      Zdaję sobie sprawę, że historia ta może wyjść poza pokój czatowy i wszystkie
      osoby w nią bezpośrednio zamieszane. Na początku obawiałam się tego, w końcu
      jednak uznałam, że muszę to upublicznić. Muszę wykrzyczeć.

      O moich uczuciach i o tym, co stało się (a w zaszadzie dzieje) póżniej, napiszę
      kiedy indziej. Chcę poznać wasze opinie.
      Pamiętajcie, że z całą pewnością nie jestem bez winy.

      Pozdrawiam
      • maminka_wiktorynki Re: Banalnie 09.03.04, 22:40
        Podziwiam stoicki sposób w jaki to wszystko jest napisane... Ja zapewne taką
        historię bym opowiadała zza krat aresztu śledczego, oskarżona o przynajmniej
        trzy pobicia, albo morderstwa. Dużo tu się komentować nie da, bo niby co można
        powiedzieć tak bezczelnie zdradzonej i oszukanej kobiecie?
        Ciekawi mnie czy pani B. ma tego wspomnianego męża i dziecko? Jeżeli tak to czy
        on się dowiedział o wierności swej oblubienicy?
        Pozwolę sobie wypowiedzieć się przynajmniej za kilka Pań z tego forum,
        mianowicie "WITAJ W NASZYM GRONIE"
        P.S. Co myślicie o legalizacji kastracji?
        • virtual_moth Re: Banalnie 09.03.04, 23:00
          > Ciekawi mnie czy pani B. ma tego wspomnianego męża i dziecko? Jeżeli tak to
          czy on się dowiedział o wierności swej oblubienicy?

          Pani B. wygoniła swego męża z domu po tym, jak rzeczony dorwał się do jej gg
          (miał specjalny program szpiegowski). Wiem, że to dziwne, ale tak właśnie było.
          Stało się to całkiem niedawno. Nie wiem czy planują rozwód.

          Pozdrawiam
          P.S. Zrozumcie konieczność opisu w stylu "chłodnym". Przy takim natłoku
          informacji okazywanie uczuć i egzaltacja (które to przywary wbrew pozorom
          posiadam) tylko zaszkodziłyby przejrzystości tekstu.

      • black-jack-1 ... 09.03.04, 23:20
        Straciłem wiarę we własną płeć...
    • julka858 Re: Banalnie 09.03.04, 22:41
      czegóz sie dowiedziałas od pani B.?jestem wstrzaśnieta twoja historia,nie
      rozumiem jak mogłas bagatelizowac jego pobyty na czacie i sygnały,ze cos sie
      dzieje?nie oceniam nikogo ale kobieta w ciazy wymaga opieki i czulosci i
      nienormalne wedlug mnie jest to,ze Ty siedzisz sobie sama a niemaz rozmawia
      sobie z kobietkami,moze i nie byłas łatwa w tym okresie ,moze byłas nawet nie
      do zniesienia ale nosiłas w brzuchu jego dziecko.Bede brutalna i
      zadekretuje,jesli jeszcze Cie nie zdradził to zrobi to predzej czy
      pózniej,Poszukaj przyczyn takiego stanu rzeczy jesli Ci zalezy na związku
      • julka858 bez komentarza 09.03.04, 22:54
        przepraszam,napisałam zanim przeczytałam reszte
        • novikaa Re: bez komentarza 10.03.04, 10:12
          Kawał ch.... ten cały niemąż, toż to nawet nie facet, a tchórzliwa świnia!
          Kopnij go w d...
          Ale nie o wyzwiskach chciałam, dasz sobie radę, masz córeczke, to najważniejsze.
          Z drugiej strony to zadziwiające jak ludzie potrafią zatracić sie w necie..?
    • virtual_moth Re: Banalnie cd 10.03.04, 12:19
      Ten post będzie pytaniem o granice ludzkiej wytrzymałości na upokorzenie,
      pytaniem do jakiego momentu możemy przebaczać.

      O romansach mojego niemęża dowiedziałam się w zaciszu domu mojej mamy. NIe
      musiałam więc przeżywać awantur, nie musiałam się spektakularnie przeprowadzać.
      O wszystkim dowiadywałam się od B. przez gg, a niemąż potwierdzał te
      informacje. Nie było rozpaczliwych telefonów, histerycznych rozmów. Tylko słowo
      pisane.
      Niemąż błagał mnie o przebaczenie. Zapewniał, że spróbuje sie zmienić i przez
      resztę życia będzie udowadaniał, że mimo wszystko jest coś wart. Zaklinał się,
      że już nigdy więcej nikogo nie okłamie. Z całą pewnością był bardziej załamany
      niż ja.
      Przez te kilka dni rozmów przez gg powiedzieliśmy sobie więcej niż przez kilka
      lat wspólnego życia. Powiedział, że nadal kocha B., jednak wie, że nie mają
      żadnych szans na stworzenie związku. Ona po tym wszystkim mówiła, że była z nim
      tylko dla seksu, że był wrećz zabawką w jej rękach i że zrobi wszystko, aby go
      zniszczyć za to, że ją okłamywał.
      Rozmawiałam z nim, jednak powiedziałam, że mu nadal nie wierzę i nie ufam mu.
      Jednak dałam mu szansę i postawiłam warunki. Jeśli by je spełnił, to kto wie...
      Może bym mu przebaczyła?
      Najistotenijszym warunkiem było to, aby przestał utrzymywać jakiekolwiek
      kontakty z B. Niemal od razu przyznał, że nie może. Z jednej strony wie, że ona
      go nienawidzi, z drugiej strony on ją kocha i tęskni za nią. Przyznał, że nie
      może ot tak o niej zapomnieć. Jednak najbardziej miało mu zależeć na mnie i na
      naszej córce. Miał nadzieję na to, że przez rozmowy z B. coś zrozumie i wyleczy
      się z miłości do niej.
      Po kilku dniach milczenia z mojej strony znów podjęłam rozmowę. Mimo tego
      wszystkiego, co się wydarzyło zdawaliśmy się mieć wspólny cel. Próbę odbudowy
      wszystkiego, rozpoczęcia życia na nowo. Mimo to nadal przyznawał, że nie
      potrafi przestać rozmawiać z B.
      Nadszedł weekend, było to kilka dni temu. Zaczęłam powoli oswajać się z nową
      sytuacją, powoli układałam sobie wszystko w głowie. NIe bolały mnie zdrady. Ja
      byłam wręcz na nie przygotowana i nie zdziwiło mnie podwójne życie niemęża. Na
      to przecież zasługiwał nasz żałosny związek. Najbardziej bolało mnie to, że
      pozwalał mi żyć w nieświadomości, że bał się wyznać mi prawdę. Wiedział, że z
      B. nie może stworzyć związku, a mimo to ciągnął to dalej, a nawet zdradzał ją
      samą.
      Pomyślałam jednak o tym, że uczynił spory krok, aby zostawić za sobą marzenia o
      B. Przeprowadził się przecież do mojego miasta. Nie zmuszałam go. Wiedział, że
      B. już nie będzie mogła do niego przyjeżdżać, że ich kontakty będą utrudnione,
      o ile nie niemożliwe. Chciał, aby los załatwił te sprawę za niego, bo sam nie
      mógł z nią zerwać.
      Wydało mi się, że miał dobre chęci, aby choć spróbować zakończyć znajomość z
      B...
      Przez cały weekend myślałam nad wszystkim, analizowałam, próbowałam wyciagać
      jakieś wnioski. W końcu uznałam, że najlepszym weryfikatorem będzie czas.

      Po weekendzie zapytałam niemęża, dlaczego przez te kilka dni nie dawal znaku
      życia. Otrzymałam odpowiedź, że był u B. (mieszka 600 km od niego). Zdołałam od
      niego jeszcze wyciagnać, że ponoć utwierdzili się w przekonaniu, że być ze sobą
      nie mogą. Co poza tym? Czy się kochali? co między nimi się wydarzyło? Nie wiem.
      NIe byłam w stanie już z nim rozmawiać. ledwie wytrzymaywałam, ze ja kocha i że
      nie potrafi przestać z nią rozmawiać. Jednak fakt, iż znając moje stanowisko
      pojechał do niej, był po prostu nie do przyjęcia. Kazałam mu spierdalać.

      Z całą pewnością 100% z Was pogratuluje mi tego kolokwailizmu i ulituje się nad
      moją głupotą, że tak późno przejrzałam na oczy. Ja jednak mam nadal
      wątpliwości. Nie mogłam się powstrzymać, aby porozmawiać z B. Powiedziała, że
      ma go w największej pogardzie, że nigdy z nim nie będzie i poradziła mu, aby
      zaczął żyć własnym życiem.

      Pytam Was. Ile można wybaczyć? Czy mogę wybaczyć nie tracąc przy tym resztek
      godności? Czy to, że chcę wybaczyć świadczy o tym, że jest dla nas jakaś
      szansa, czy raczej że jestem chora psychicznie i mam skłonności masochistyczne?
      Czy można zacząć wszystko od nowa wiedząc, że on tęskni do innej? Wiedząc, że
      jest się niejako drugim, gorszym wyjściem? A jednocześnie wiedząc, że ostatnie
      miesiące naszego razem dawały dużą nadzieję na poprawę całej sytuacji? Wiedzac,
      że po tym wszystkim potrafiliśmy ze sobą porozmawiać tak szczerze, jak nigdy
      dotąd? Tak, jakbyśmy dopiero co się poznali. Tak, jakbyśmy wtedy byli zupełnie
      innymi, obcymi sobie ludżmi, a teraz przejrzeliśmy na oczy.
      Czy niezaprzeczalny fakt, że B. jest po prostu zwykłą suką może pomóc tej
      nadziei na lepsze jutro? Czy jest szansa, że niemąż mój przejrzy na oczy?

      Pomóżcie, tak trudno mi odnaleźć się w tym wszystkim.
      • chalsia Re: Banalnie cd 10.03.04, 13:21
        > Pytam Was. Ile można wybaczyć? Czy mogę wybaczyć nie tracąc przy tym resztek
        > godności?

        W tej sytuacji nie możesz zachować godności brnąc w to dalej. Wybaczyć można,
        boo wybaczenie nic do godności nie ma.

        >Czy to, że chcę wybaczyć świadczy o tym, że jest dla nas jakaś
        > szansa, czy raczej że jestem chora psychicznie i mam skłonności
        >masochistyczne?

        Dobrze, że chcesz wybaczyć. Tylko czy rzeczywiście jestes w stanie to zrobić.
        Natomiast ciągnięcie tego dalej dla mnnie świadczyło by o skłonnościach
        masochistycznych smile, a raczej o braku poczucia własnej wartości i strachu
        przed byciem samą. O chorobie psychicznej to nie świadczy.

        > Czy można zacząć wszystko od nowa wiedząc, że on tęskni do innej? Wiedząc, że
        > jest się niejako drugim, gorszym wyjściem?

        NIe, nie można.

        >A jednocześnie wiedząc, że ostatnie
        > miesiące naszego razem dawały dużą nadzieję na poprawę całej sytuacji?

        A skąd masz takie wrażenie. Z tego co piszesz WCALE nie widąc dużej nadzieji na
        poprawę. JAk dla mnie widać ZERO szans na poprawę.

        >Wiedzac,
        >
        > że po tym wszystkim potrafiliśmy ze sobą porozmawiać tak szczerze, jak nigdy
        > dotąd? Tak, jakbyśmy dopiero co się poznali. Tak, jakbyśmy wtedy byli
        zupełnie
        > innymi, obcymi sobie ludżmi, a teraz przejrzeliśmy na oczy.

        Bo dopiero teraz rozmawiacie szczerze. ALe to nie zmienia sytuacji ani o jotę.

        > Czy niezaprzeczalny fakt, że B. jest po prostu zwykłą suką może pomóc tej
        > nadziei na lepsze jutro? Czy jest szansa, że niemąż mój przejrzy na oczy?

        B jest na tyle "zwykłą suką", na ile Twój mąż jest "zwykłym skur......nem". Jak
        dla mnie Twój mąż to większy buc, niż ona suka. Więc go nie broń, zwalając winę
        tylko na B.
        I to nie daje żadnych szans na lepsze jutro. Czy Twój mąż przejrzy na oczy?
        Może. Może kiedyś (za X lat). Może nigdy. Po przeczytaniu Twoich postów
        stawiałabym na to, ze NIGDY - zawsze będzie jak nie ta, to inna kobieta na boku.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
      • kruszynka301 Re: Banalnie cd 10.03.04, 16:35
        Spotykanie się z kochanką, kiedy żona leży w szpitalu, to chyba jest nagminne. Witaj w klubie.
        Uważąm, że męczenie się dalej z takim człowiekiem nie ma sensu. Pomyśl - czy kiedykolwiek będziesz miałą do niego zaufanie? Czy mu uwierzysz, kiedy się spóźni z pracy?
        Przerabiałam coś takiego. Ciągłe kłamstwa, uniki, zapewnianie o niewinności, różnego rodzaju historyjki - miałam dość. Kiedy kazałam mu wybierać - ona albo ja, wybrał na szczęście dla mnie tamtą.
        W jakim stanie psychicznym wtedy byłam, i jak cała sytuacja na mnie działała, dowiedziałam się rok później, mając już drugiego.
        Kiedy spóźnił się z pracy około 30 minut, zastał mnie w domu bladą, roztrzęsioną, z rozbieganymi oczami. Przestaszył się, nie wiedział, co mi jest.A ja czułam się tak. jakby historia się powtarzała. Długo musiał mnie uspokajać, tulić.
        Teraz wiem, co to znaczy wierzyć komuś, mieć zaufanie.
        Z obecnym niemężem, po takich kłamstwach, nigdy do tego nie dojdziesz, dlatego moim zdaniem, ten związek nie ma szans.
        A zaufanie do drugiej osoby nie ma nic wspólnego z przebaczeniem.
        Jeżeli z nim zostaniesz, będziesz się męczyć do końca życia.
      • ewcia34 Re: Banalnie cd 11.03.04, 14:25
        Przeczytałam Twoja historię robiac sobie przerwy na uspokojenie sie, bo w zbyt
        wielu punktach przypomina mi kadry z mojego życia. Nie mozna zaczac
        wszytskiego od nowa, nie z nim. Moze sie raz zdarzyc zapomniec, ale tutaj
        pełna premedytacja przez tyle czasu. Okłamywanie na wszystkich płaszczyznach.
        Temu człowiekowi nie mozna ufać. Zawiódl w najwazniejszym momencie Waszego
        zycia, narodzin Waszego dziecka. Ja sprobowałam i wiem ze nie powinnam była,
        nie zmienił się i wiem ze sie nigdy nie zmieni taka skłonnosc. I prosze nie
        popełnij mojego wielkiego błedu, bo to meczarnia na całe życie. Z pewnoscia
        będzie Ci trudno, ale masz jedno życie i zapewniam Cie ze przy nim je
        zmarnujesz.
        • ania_rosa Re: Banalnie cd 11.03.04, 15:43
          W zasadzie pozostaje mi się jedynie podpisać pod rzeczowym i obiektywnym postem
          Chalsi. Mam jednak kilka ogólnych pytań.
          Pytanie pierwsze: Odkąd zaczyna się nasza krzywda? Od momentu, w którym okazuje
          się, że facet drań i zdradza, czy od momentu, kiedy juz wiemy, że dobrze nie
          jest, ale może nie będzie gorzej? I czy jest to wówczas krzywda, czy splot
          konsekwencji, którym same jesteśmy winne? Ok, zdrada to zdrada. Kłamstwo to
          kłamstwo. Ale wybranie pana X, co do którego miałyśmy podejrzenia, że
          długotrwały celibat zaowocuje u niego kicaniem na boczek już nie jest takie
          moralnie oczywiste. Jeśli w sklepie kupujemy nadpsute jabłko, to może się
          oczywiście okazać, że nadpsuty jest tylko mikry kawałek, który odkrawamy i jest
          cudownie. Równie dobrze jednak to całe jabłko może być zgniłe- czy wtedy winić
          należy jabłko, sprzedawcę czy klienta, który szczerze wierzył w zdrowy miąższ
          jabłka mimo logicznych przesłanek, że może być inaczej?. Czyli czy krzywda jest
          krzywdą, czy konsekwencją wcześniejszego błędu?
          Ok, ale idźmy dalej: Pozwalamy na celibat i okazuje się, że katastrofa: jest
          pani A, pani B i pani C. Co wtedy? W którym momencie popełnia się błąd: czy
          wtedy, kiedy chce się wybaczyć po raz kolejny; czy już na początku, bo
          wybrałyśmy mężczyznę, który nigdy nie miał szans sprostać wymaganiom
          dojrzałości i rodzicielstwa, bo po prostu jego wzorzec psychiczny takich opcji
          nie przewidywał?
          Tu rodzi się pytanie drugie:
          Czy radykalna przemiana może mieć swoje źródło li i jedynie w demaskacji zdrady
          i związanej z tym polityki kija "jak się nie zmienisz to koniec z nami"?
          Otóż sadzę, że nie może. Problem nie tyczy sie tego, że od dnia 20 marca br.
          przestaję zdradzać, ale tego, że przewartościowuję swoją dotychczasową postawę
          i wiem, że nie robię tego dla potencjalnej marchewki, ale dlatego, bo przestaje
          mi się podobać moje postępowanie. A do tego drugiego podejścia potrzeba
          determinacji, która ma swoją przyczynę w czymś więcej niż tylko chwilowa utrata
          bezpieczeństwa. I na podstawie obserwacji tudzież doświadczeń stwierdzam, że
          rzadko kiedy taka ekwilibrystyka psychologiczna się udaje. Po pierwsze wymaga
          to ogromnej dojrzałości lub przynajmniej chęci wyrobienia w sobie postawy
          dojrzałej- tego w Twoim poście w odniesieniu do niemęza nie widzę. Po drugie
          wymaga to wewnętrznej negacji przeszłości i dojścia do tego, ze to mnie
          samemu/ej jest źle z dotychczasowym modelem życia- tego tez nie zauważam.
          Zauważam jedynie chwilową panikę kogoś, komu usunął się grunt spod nóg, bo
          misternie zbudowana intryga rąbnęła o ziemię i teraz trzeba będzie ponieść
          przykre konsekwencje.
          Pytanie trzecie, a właściwie konstatacja:
          Istnieją ludzie, u których pojęcie „zdrady” nie wywołuje większych refleksji.
          Ot tak, bywa, zdarza się i trzeba iść dalej. Co więcej: czasami ludzie ci
          czytają np. „płeć mózgu” albo „mężczyźni są z marsa (...)” I dochodzą do
          wniosku, że zdrada jest naturalną kolejnością rzeczy w związku i trzeba się tym
          pogodzić. Bo chłop to jest poligamiczny. W takim przypadku można uczynić dwie
          rzeczy: albo to zaakceptować, albo poszukać sobie bardziej dojrzałego osobnika,
          który myśli nie tylko rozporkowym szablonem, ale też mózgiem i zwykłą
          przyzwoitością. Tu nie pomoże światła partnerka ani lektura mądrych poradników.
          Odnoszę wrażenie, że masz do czynienia właśnie z takim przypadkiem, ale co z
          tym zrobisz dalej pozostaje Twoją sprawą.
          Rosa
          • chalsia Re: Banalnie cd 11.03.04, 20:59
            Aniu,

            Piszesz bardzo madre rzeczy (jak zwykle). I bardzo lubię czytac to co piszesz.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
    • danusia24 Re: Banalnie 10.03.04, 14:24
      Wiesz wspaniale opisałas swoja historię - bez zbędnych emocji, rzeczowo i
      samokrytycznie. Jesteś wspaniałą dziewczyną i dlatego uważam, że nie powinnaś
      brnąć w związek, który jest upokorzający, bez przyszłości i z człowiekiem,
      który jest naprawdę tylko zerem. Przeczytaj sobie uważnie tę historię od
      początku i wyobraź sobie, że to nie ty pisałaś ale inna osoba, a ty masz z tego
      tylko wyciągnąć wnioski i jej doradzić i zastanów się co byś jej poradziła. I
      jeszcze jedno gdzie w życiu twojeg niemęża jest miejsce na dziecko, czy on je
      wogóle dostrzega siedząc na chacie i latając pomiędzy łóżkami kobiet? Sama
      sobie spróbuj odpowiedzieć na to pytanie.
    • ligia76 Re: Banalnie 12.03.04, 08:52
      Bardzo Ci współczuje.
      Rzadko tu wchodzę ponieważ żyje w szcześliwym małżeństwie (tak mi sie
      przynajmniej wydaje). Czasami czytam posty na tym forum i jestem
      przerażona "pomysłowością" płci przeciwnej.
      Ostatnio dowiedziałam się że żona mojego znajomego odeszła do jakiegoś gościa,
      właśnie z czatu. Internet stworzył Panom (Paniom czasami też) wspaniałą furtkę
      do poznawania nowych obiektów zainteresowań.
      Osobiscie zdarza mi się sprawdzać archiwum GG, czy też billing telefoniczny.
      Stosuje wobec mojego męża zasadę ograniczonego zaufania, choć praktycznie nie
      dał mi powodów (z pracki zawsze prosto do domciu, nie chowa się z telefonem w
      łazience itp.).
      Kiedy założyliśmy sobie internet to ja wpadłam w szał czatowania i sczerze
      powiem, że pełno tam facetów, żonatych, oczywiście bardzo nieszczęśliwych w
      swoich związkach.
      To chyba jakaś plaga.
      Chyba będę bardziej ostrożniejsza.


      Pozdrowienia
      Ligia
    • virtual_moth Re: Banalnie 12.03.04, 12:51
      Dziękuję Wam serdecznie za rady, szczególnie Rosie - liczyłam na Ciebie bardzo
      i nie zawiodłam sięsmile

      Podjęłama już decyzję. Nie ma mowy o próbie odbudowania związku (zresztą
      żadnego związku nie było).

      Najtrudniej było mi pogodzić się z życiową porażką. Z tym, że Malutka nie
      będzie miała "normalnej" rodziny. Jest mi wbrew pozorom łatwiej niż niektórym z
      Was skrzywdzonym przez swoich mężów, ponieważ ja NIE KOCHAM. Jednak zawsze
      byłam osobą bardzo ambitną, nigdy nie dopuszczałam do siebie myśli, że MNIE
      może coś się nie udać. Nie brałam takiej opcji pod uwagę, więc cholernie trudno
      było mi przyznać się sama przed sobą: zrobiłaś gdzieś błąd, pozwoliłaś na to,
      aby ktoś zrobił z ciebie szmatę. Szukam odpowiedzi dlaczego tak sie stało. Jak
      to możliwe, że w najśmielszych snach nie podejrzewałabym go o zdradę? Że z taką
      łatwością dałam się zmanipulować? Kim zatem jestem, skoro łykałam głodne
      kawałki o tym, że B. jest szacowną panią doktor, a J. to tylko panienka, która
      się przyczepiła i odczepić nie mogła?
      Odpowiedź jest taka: oszukiwałam sama siebie. Bałam się sama przed sobą
      przyznać, że mój zwiazek to fikcja. Przecież JA miałam założyć szczęśliwą
      rodzinę i innego wyjścia nie było...

      Po tym jak się z tym pogodziłam poczułam ogromną ulgę. Dodatkowo pozwoliłam
      sobie (co kompletnie nie jest w poim stylu) na okazanie złości. Zaczepiona na
      gg przez B. wyłuszczyłam jej w szczegółach co o niej myślę. Poleciały k...y i
      inne, póki nie doznałam ulgi. To samo spotkało niemęża, który "chciał poważnie
      porozmawiać". Nie zostawiłam na nim suchej nitki. Może to w złym stylu, ale
      naprawdę poczułam się o wiele lepiej.
      Rozmowa z B. uświadomiła mi, że nie jest "poważną panią doktor", lecz cosmo-
      girl z móżdżkiem 15-latki. To był dla mnie prawdziwy szok. Sama też przyznała,
      że oprócz mojego niemęża miała w tym samym czasie innych facetów (ma męża i
      dziecko), bo - jak się wyraziła - lubi seks. Poza tym z niejaką dumą
      oświadczyła, że "dziwna jestem i już". Sami widzicie, że k....y i idiotki z
      mojej strony były jak najbardziej na miejscu. Poza tym, co się ubawiłam, to
      moje... Reflekcja na temat tego, że mój niemąż pokochał osobę tego pokroju
      trochę mi ten humor popsuła. Jak to bowiem o nim świadczy? Odpowiedź nasuwa się
      sama. Tym niemniej mogę powiedzieć, iż stwiedzenie B., że ja i mój niemąż do
      siebie nie pasujemy, nabiera dla mnie pozytywnego wymiaru.

      Wiedziałam, że kiedyś skończy się ta ponura, najgorsza w moim życiu zima. Od
      dwóch dni świeci słońce. Tak, jakby świat potwierdzał słuszność mojego wyboru.
      Teraz tylko pozostaje mi spróbować zapomnieć, ułożyć sobie życie na nowo.
      Trzymajcie kciukismile
      • ewik35 Widzę analogię 12.03.04, 13:38
        Droga virtual !
        Gratuluje samooglądu. Dokładnie w tym samym czasie co Ty zaszłam w ciąże (byłam
        tu na forum pod nickiem Lomianki1), mój niemąż chciał aboracji (ja go też
        traktowałam serio i wydawało się, że pomimo krókiego czasu razem - byliśmy
        szczęśliwi, że się spotkaliśmy). Opuściłam go, ale On wrócił i zaczeliśmy
        tworzyć coś na kształt rodziny, choć bez ślubu (bo On nie chciał). Całą ciąże -
        raczej się o mnie troszczył, urządzaliśmy mieszkanie (moje) - pod kątem małej,
        współżyliśmy i było w miarę dobrze - choć nie idealnie - bo nie byłam pewna
        jego uczuć choć mu wierzyłam. Okres pierwszych miesięcy życia naszej małej -
        też w miarę, kupował co trzeba, troszczył się, pomagał, choć uczuciowo ...
        nadal mgła.. którą ja interpretowałam jako zagubienie etc. Coraz częściej
        spędzał wieczory w pracy - wiedziałam, że tam jest bo dzwoniłam i On dzwonił.
        Nie jest typem krętacza. Od jakichś 4 miesięcy - zanika współżycie, pojawił się
        chłód z jego strony - pomimo poprawnych na pozór relacji między nami, jego i
        moją rodziną. Spędzaliśmy / spędzamy każdy weekend razem, na wyjazdach etc.,
        ale przestalismy się przytulać, wymieniać czułości itp.....Zasypia na
        oddzielnej kanapie. Budzi się późno. Włącza TV i tyle go mam.
        Coraz częściej jego powroty późną nocą.. lub jechanie spać "do siebie".
        Moje niezliczone próby zbliżenia się, rozmowy o uczuciach, planach na
        przyszłość kończyły się milczeniem z jego strony. Myślę, że może jeszcze mnie
        fizycznie nie zdradza (choć nie jest to pewne na 100%), ale psychicznie się do
        tego gotuje. Podejrzałam sms - jest jakaś ZUZIA - choć narazie te sms raczej
        koleżeńskie (ze mną też długo trwało smsowanie i koleżeńskie układy zanim
        doszło do intymności).
        ZROZUMIAŁAM TO SAMO CO TY: ja za wszelką cenę chciałam go tłumaczyć, wierzyć,że
        będzie dobrze, czekać aż dojrzeje do ślubu itp. itd. BO JA NIE DOPUSZCZAŁAM DO
        SIEBIE PORAŻKI I FAKTU, ŻE BĘDĘ SAMOTNĄ MATKĄ, NIEPEŁNĄ RODZINĄ, ITP.
        Utwierdzam się w przekonaniu, ze facet mnie nie szanuje, nie kocha, widzę to.
        Jakieś trzy dni temu powiedziałam mu, że nie widzę tego dalej, że przestałam mu
        wierzyć / ufać i przestałam wierzyć że wspólnie uda nam się stworzyć
        wartościową rodzinę. Teraz muszę tylko jakoś z klasą doprowadzić do jego
        wyprowadzenia się ode mnie, bo ja już naprawdę nie chcę być jako "dodatek do
        zycia". Wiem, ze się będzie ociągał z wyprowadzeniem, ale ja muszę.
        Trzymajcie kciuki, z każdym dniem od czasu jak mu to powiedziałam, czuje się
        coraz lepiej - jest żal, smutek, tęsknota, gorycz, ale jest świadomość, że wiem
        o co chodzi i sama ze sobą jestem w porządku. A to o dużo więcej niż miotanie
        się z kimś, kto nie jest pewny, że Ciebie chce.
        Pozdrawiam,
        Ewa
        • anni77 Re: Widzę analogię 12.03.04, 14:53
          podziwiam was, twarde kobiety. 2 miesiace temu dowiedzialam sie ze moj niemaz
          ma romans przez internet, ktory sie zaczal zanim mnie poznal,i jakos nie mogl
          sie skonczyc.wg niego znajomosc ta nigdy nie wyszla poza ekran
          komputera.posprawdzalam wszystko co sie dalo, bilingi etc, skonfiskowalam
          tel.komorkowy, postawilam twarde warunki.on mowi ze bardzo chce odzyskac moje
          zaufanie.to wyszlo na jaw 30 grudnia. i teraz zaluje ze nie mialam dosc sily
          zeby go usunac z mojego zycia.wpadlismy.jestem w 7tyg.on sie b.z tego cieszy,
          wysunal propozycje slubu, ktora zostala poparta przez nasze rodziny.a ja czuje
          sie jak w zlym snie.zawsze mialam problemy z zaufaniem,a po takim numerze
          doszlam do wniosku ze nigdy mu nie zaufam w 100%.a teraz musze sie przynajmniej
          postarac, bo inaczej stworze pieklo sobie i innym.boje sie strasznie ze takie
          cos sie powtorzy.niestety go kocham.
      • zalotnica Re: Banalnie 14.03.04, 15:06
        naprawde, jestem pod wrazeniem...
        • konkubinka Re: Banalnie 14.03.04, 19:51
          mni etez porazil ten post - a moze bardziej tupet tego pana , ktory jest tu
          glownym bohaterem.
          Nie mam teraz czasu zeby sie rozpisac , napisze tylko od siebie , ze nie uznaje
          zdrady - a gdzie sie zaczela to chyba niewazne.Tez mam stale lacze i cale dnie
          sama siedze w domu i naprawde nie kusza mnie zadne znajomosci , ktore
          zawierajac bylabym nie w porzadku wobec M.Moj M za to ma prace , w ktorej
          codziennie poznaje kilka nowych osob i ma wiele mozliwosci do flirtu.Zreszta
          wszedzie mozna takie mozliwosci miec gdy sie chce.Poprostu przyzwoitosc ,
          lojalnosc , ze juz nie wspomne o uczuciach takich jak milosc do czegos
          zobowiazuja.Sama mam pod nosem podobny przypadek ale plci zenskiej wiec nie
          generalizowalabym takze ze akurat plec meska jest taka czy owaka.Poprostu zeby
          tak sie zachowywac trzeba miec k...wski charakter i tyle.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka