Dodaj do ulubionych

Moje życie..

06.05.04, 09:51
Może ,ktoś z Was poczyta o moim życiu i dorzuci swoje refleksje...dlatego to
piszę...

Stoję na granicy rozpadu mojego zwiazku ,formalnego rozpadu ...trzymam w
rekach pozew o rozwód i znowu nie moge liczyc na wspołprace partnera ..ech ja
to naiwna jestem

Jestem żoną od ponad dziesięciu lat,typowe studenckie
małżeństwo .....niestety małżonkowie mieli chyba inna wizję życia ,a może po
prostu to życie zmieniało ich oraz ich poglądy na potrzeby i realizacje
swoich celów ?
Nasze drogi rozchodziły się bardzo powoli,czasem z lekkim
przespieszeniem ,rozstalismy sie nawet na miesiac no ale ....dzieci ...
Mąż żył całe lata praca zawodową ,my bylismy dodatkiem który powinien ładnie
wyglądać na zdjęciu postawionym na biurku

Nie chcę tu przytaczać swoich argumentów i żalić się jak było mi źle i jak
byłam samotna ,wszak czytacie tu relacje jednej tylko strony a ta druga też
swoje zale ma

od 2 lat borykałam sie z decyzja o rozstaniu i jak zwykle jak w marnym
romansie pojawił sie ten trzeci ...
Pokazał uczucia o których dawno już zapomniałam ,pokazał szacunek i
zainteresowanie ,pokazał i pozwolił poczuć jak to jest być kochaną...

Już nie moge zostać z mężem ,nawet dla dobra dzieci ,nie potrafie się
poświecić i budować ,bo nie ma nawet zgliszcz na których możnaby to oprzeć

Miałam nadzieje że uda mi się porozmaiwać z mężem i ustalić to najlepiej dla
dzieci ...niestety godziny zmarnowane na kolejnych żalach..

Usłyszałam wiele zarzutów ,które traktuje jak szantaż emocjonalny(?)
już wiem jak zabieram dzieciom ojca ,jak niszczę im życie ...

Czy ja mam prawo szukać szczęścia ,czy mam prawo do swojej drogi ?
czy moje dzieci nie będą szczęśliwsze widząc szczęśliwszą matkę ?

Czy są tu kobiety które zdołały pod taka presja odejść ,które były
wystarczajaco silne lub wystarczająco skrzywdzone i samotne by odejść...?
Obserwuj wątek
    • rzena3 Re: Moje życie.. 06.05.04, 11:24
      Witaj

      " już wiem jak zabieram dzieciom ojca ,jak niszczę im życie ..."
      ja dorzucę jeszcze ;" jaka jesteś egoistka jak myślisz tylk o o sobie ,jak
      rozwalasz głupotą rodiznę, co ja ci takeig orobię ,zle ci ? itp itd..>"
      Tak amsz rację to jest szantaż emocjonalny. Jest atk ityp facetów , ktorzy
      głónei an tym bazuja , anjpierw robia co chcą neizważajać an nic i na nikogo a
      potem zasłaniaja sie domem ,rodzina, dziećmi - ktorych atk anprawdę nigdy nei
      potafil itak do końca pokochać . TAk jak piszesz dobrze że są i się uśmiechaja
      do zdjecia. Zycie natomiast to coś innego.
      Nie dziwię Ci sie że teraz p otylu "bombardowaniach" nie chcesz kolejnych
      fundamentów stawiac pod dom który zapewne znów by się zawalił.
      oni t owyczuwaja widzą zaprzestanei walk iz anszej stron y i dlateg o
      wykorzystują naszą psychikę , chca byśm yczuły się winne do bólu (b ochcemy
      spokoju, szczęścia), byśmy czuły się zdołowane, może gorsze...
      Zdaję sobie sprawę ajk ciężk o podjać decyzję pdo wpłuywem takeig
      opsotępowania takeij strony. Sama borykam sie zbyt długo, zbyt wiele zycia m
      iuciekło na głupim stani uw miejscu.
      Jeśli jesteś zxdecydowana jesli jestes przekonana aze zbyt duza przepasc
      miedzy wami to oddziel emocje od rozsądku, nie rpzyjmuj do siebie jeg oszantażu
      bo to tylk oniszczy. Podejmij decyzje w spokoju najlepeij p o "chwilowej"
      samotności.
      Warto ratować zwiazek jeśli istnieje nadzieja., gdy brak nawet nadzieji to
      nie warto marnowac życia...
      gdybym jeszcze sobei potrafiłą to tak tłumaczyćsad...
      rzena
    • kruszynka301 Re: Moje życie.. 06.05.04, 20:20
      Ciarki mnie przeszły, bo to jest tak, gdybym czytała post mojego eks. Te same słowa "czy ja mam prawo szukać szczęścia, czy dziecko będzie szczęśliwe widząc, że tatuś jest nieszczęśliwy", itp.
      Widzisz, częśc dziewczyn z tego forum, tak jak ja przeżyła podobną sytuację, ale dokładnie z drugiej strony.

      Chciałabym podkreślić, że dla mnie czymś zupełnie innym jest zostawienie partnera, gdy się nie układa, a czymś zupełnie innym jest odejście w ramiona drugiego.

    • burza4 Re: Moje życie.. 06.05.04, 21:19
      Czasem tak się składa, że ktoś trzeci pojawia się kiedy wszystko dawno runęło.
      Kobiecie bardzo trudno jest odejść bez ostrego konfliktu (alkoholizm, przemoc
      itd) albo - bodźca zewnętrznego. Bo choćby było bardzo źle, choćby było to
      życie obok siebie, a nie z kimś, to wszyscy dookoła wmawiają, że tak ma być, że
      ta nicość i samontość we dwoje to norma, standard, i na nic więcej liczyć nie
      można. I to jest przerażająca wizja...

      Nie dziw się mężowi - przecież nawet jeśli jemu też jest w tym związku źle, to
      po prostu się do takiego stanu przyzwyczaił - jak do starych kapci. Dla
      niektórych bylejakość nie jest przeszkodą do trwania w takim układzie. Stąd
      nalegania. Niektórzy/niektóre uginają się pod presją - otoczenia, wyrzutów
      sumienia, nelegań partnera. Tylko kto na tym wygrywa? partner? dzieci? czy da
      się tworzyć rodzinę, żyć z kimś, kto stał się obcy?
      • norma_jean Re: Moje życie.. 06.05.04, 21:34
        Chcisalabym Ci odpowedziec jako dziecko rozwiedzionych Rodzicow (choc zapewne
        jest nas tu wiele): moja Mama wytrwala 13 lat w zwiazku z alkoholikiem. Od 17
        lat, od czasu rozwodu, mam do niej pretensje, ze tak dlugo. A od 30 lat do
        zycia, ze nie mialam Taty.
        Sytuacja oczywiscie nie jest analogiczna, ale w takiej sytuacji zawsze ucierpia
        dzieci. Zawsze. Moze jednak terapia malzenska?
        Pozdrawiam serdecznie
    • maminekb Re: Moje życie.. 06.05.04, 22:40
      Masz prawo. Wprawdzie zaliczam się do grona kobiet które zostały porzucone
      (choć tata mojego dziecka wciąż mi wmawia że mnie kocha tylko to zbieg
      okoliczności że nie jest ze mną wink ) to jednak uważam, że masz prawo odejść. Do
      życia i szczęścia dziecka bardzo ważne jest szczęście matki. Tylko nie
      zapominaj o swoich dzieciach, bądź przy nich, wspieraj je. Przed Tobą trudne
      chwile i sporo pretensji ale wierzę że Wam się uda. Rozegraj to mądrze, bądź
      opiekuńcza , pokaż dzieciem że ich nie odrzucasz, że są najważniejsze. A Twój
      mąż szybko kogoś pozna, zobaczysz, takie życie. Wszystko się ułoży. Tylko
      nabierz pewności iż naprawdę warto. Bardzo dobrze poznaj mężczyżnę którego
      pokochałaś. Powodzenia i nie martw się to nie jest złe ... Ja mam pretensje do
      swoich rodziców że byli razem a osobno .... zawsze to czułam ... Nie ma sensu
      oszukiwać i masz prawo do szczęścia!
      • nastka72 Re: Moje życie.. 06.05.04, 22:59
        bardzo Wam dziekuje że zechciałyście mi odpisać

        ja nie odchodze do innego i z powodu innego ,to tylko rzeczywiscie jak napisano
        tu madrze ułatwienie podjecia decyzji ,odchodze bo jestem samotna od lat i juz
        nie moge tak dłuzej ..

        pragne z calego serca aby dzieci wciaz mialy dwojke rodzicow i marze aby czuly
        sie kochane a nie obarczone i otoczone ciaglym napieciem i brakiem milosci
        patrzace na rodzicow ktorzy nie okazuja sobie żadnych uczuć ,nie chce aby
        utrwalily sobie taki wzorzec

        czy dzieci zawsze na tym starca ?
        hmmm tego nie jestem pewna
        mam nadzieje ze zyskaja wiecej..

        bardzo dziekuje raz jeszcze

        nastka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka