lilaw11
20.06.11, 11:49
Syn ma 10 lat, ojcostwo było ustalane sądownie bo ojciec biologiczny nie chciał być tatusiem. Sprawa trwała bardzo długo bo ok. 3 lat. Po ustaleniu ojcostwa, ojciec miał kontakty z synem okresowo tzn. przez jakiś czas widywał się z dzieckiem (np. parę miesięcy), a później jak mu się "nudziło" to zrywał z nami kontakt znowu na parę miesięcy. Takie powroty i odejścia fundował dziecku parę razy. W końcu jak dziecko miało jakieś 6 lat, powiedziałam dość. Zdecydowałam, że nie pozwolę na to żeby ojciec fundował mu taką huśtawkę. Tym bardziej, że wcześniej chcąc żeby dziecko miało kontakt z ojcem, woziłam je do niego w soboty i niedziele, później odbierałam. Jednak w wyniku nasilającej się choroby nie mogłam dłużej syna zawozić do ojca. Zaproponowałam żeby sam przyjeżdżał po dziecko, odmówił, stwierdził że nie będzie tego robił. Jak chce to mogę syna do niego przywozić, jak nie to on nie będzie się fatygował (mieszka w sąsiedniej dzielnicy). Od tamtej pory nie ma z dzieckiem kontaktu, od jakiegoś roku przysyła mu co miesiąc książkę + 100zł kieszonkowego. Ostatnio dowiedziałam się, że przymierza się do założenia sprawy o przywrócenie władzy rodzicielskiej i ustalenie kontaktów. Czy ma na to szanse, czy to że jestem chora na depresję może wpłynąć na wyrok sądu?