Dodaj do ulubionych

No i koniec radości,

11.06.04, 09:31
Bardzo się cieszyłam z tego, że dostałam pracę i będę mogła utrzymywać moje
dziecko. Ale miałam konflikt z rodzicami, za dużo zostało powiedziane i nie
mogę dłużej z nimi mieszkać. I tu jest problem, bo zarabiam około 1500zł i nie
stać mnie na wynajęcie mieszkania w W-wie. Jak sobie radzą w takiej sytuacji
inne mamy? Przyznaję, że jestem trochę rozpieszczona, bo do tej pory nie
musiałam się martwić o to gdzie będę mieszkać, co będę jeść, itp. Zawsze
mogłam liczyc na rodziców, nawet gdy ich o to nie prosiłam, bo sami oferowali
pomoc. Teraz już wiem, że nie robili tego, że tak powiem, z radością. Zostałam
sprowokowana i dałam się ponieść emocjom. I ja i oni powiedzieliśmi zbyt wiele
przykrych rzeczy i teraz nikt nie potrafi tego cofnąć. Nie mogę dłużej tam
mieszkać,ale nie wiem jak sobie poradzić, gdzie szukać mieszkania, jak się
utrzymać. Przez to, że rodzice zaoferowali mi pomoc zdecydowałam się na
prywatny żłobek i wiem,że będę musiała przenieść dziecko do państwowego. Ale
to nie jest problem. Problemem jest to, że nie mam szans na miejsce w żłobku.
Prawdę mówiąc, jestem przerażona i jednocześnie zdecydowana odejść. Ale
zupełnie nie wiem co robić. Czy są tu mamy utrzymujące się za takie pieniądze
jakie ja zarabiam? Może powiecie mi jak sobie radzicie. Być może w ten sposób
jakoś sobie zaplanuję dalsze kroki, bo wiem że nie mogę się wyprowadzić pod
wpływem emocji, z dnia na dzień.
Pozdrawiam, Asia
Obserwuj wątek
    • amfenix Re: No i koniec radości, 11.06.04, 09:50
      Po pierwsze ochłoń i przeczekaj.Ja przerabiam ten temat od dwóch lat.Tylko
      trochę inaczej.Moi rodzice przebywają u mnie w mieszkaniu przez 10 miesięcy w
      roku zajmują się synem i domem, pomagają mi w pracy.Ale ani oni ani ja nie
      jesteśmy przyzwyczajeni do takiego bycia razem.Wyjechałąm z domu parenaście lat
      temu i nigdy niczego od nich nie potrzebowałam.Byłam samodzielną córką,nieźle
      sytuowaną która pomagała rodzicom, z której byli dumni, którą można było się
      pochwalić przd znajomymi.Teraz jestem rozwódką z długami zasuwającą po 16
      godzin dziennie, której trzeba pomagać.Awantury wybuchają non
      stop.Powiedzieliśmy juz sobie wiele złych rzeczy.Wykrzyczeliśmy wszystkie bóle
      i żale.Średnio raz na dwa tygodnie mówię sobie że to już koniec.Że już nigdy
      się do nich nie odezwę.Że ich nienawidzę,że lepiej żeby wyjechali i nie znęcali
      się nade mną psychicznie.Jednocześnie wiem, że sobie bez nich nie poradzę.Syn
      jest za mały żeby sam się sobą zająć.Ma ADHD więc na ewentualną opiekunkę
      wydałabym majątek.
      Czekam więc.Chowam honor w kieszeń i przepraszam choc często nie powinnam.Albo
      przeczekuje.Albo słucham i tłumaczę sobie - wytrzymaj, zagryż zęby i wytrzymaj
      nie masz wyjścia i czuję się strasznie zmęczona psychicznie, ale mam nadzieję
      że ten stan nie będzie trwał wiecznie.Czas płynie, mały podrosnie, stanie się
      samodzielny,rodzice pojadą i znów będą kochanymi dziadkami na odległość.
      Ty też musisz wytrzymać.Ochłoń.Zagryź zęby i przeproś.Powiedz jaka czujesz się
      nieszczęśliwa i jakie uczucia tobą targają.Poproś o zrozumienie.O czas.Z czasem
      wszystko się ułoży.NIe rzucaj się na głęboką wodę bo utoniesz.
      Powodzenia.
      • joanna.luczynska Re: No i koniec radości, 11.06.04, 10:37
        Dziękuję za odpowiedź. Nie chcę rzucać się na głęboką wodę ale nie wiem czy
        wytrzymam. Nikt nie każe mi się wyprowadzać, ale usłyszałam między innymi
        "koniec z tobą' i, że ludziom się normalnie płaci za pomoc. Często się
        kłóciliśmy, bo moja sytuacja powoduje pewne emocjonalne napięcia, gdyż nie
        spełniłam oczekiwań rodziców, ale tego co powiedzieliśmy sobie teraz nie da się
        opisać. Nie chcę wyprowadzić się już, teraz. Być może stanie się to dopiero we
        wrześniu, gdy dostanę podwyżkę i przedłużenie umowy, ale jestem zbyt zmęczona,
        żeby dłużej w tym trwać.
        Kiedyś myślałam, że jak człowiek decyduje się urodzić dziecko, to będzie kochać
        je bezgranicznie i nigdy nie pozwoli mu odczuć, że jest gorsze niż inni.
        Niestety ja ciągle czuję się gorsza, a rodzice zamiast mnie wspierać - dołują.
        Nie chcę być głaskana,ani żeby mówiono mi, słodkie słówka za każdym razem gdy
        popełnię fatalny w skutkach błąd. Potrzebuję krytyki, ale nie dołowania. A tak
        na każdym kroku, werbalnie i niewerbalnie, pokazująmi że jestem nieudacznikiem.
        Ja nie jestem idealną mamą, ale kocham swoje dziecko i nawet jeśli zaczyna
        wykonywać jakąś czynność dużo później niż rówieśnicy, jestem z niego bardzo
        dumna i cieszę się jak dziecko, a jeśli czegoś w ogóle nie robi, nie zmuszam go
        na siłę i nie wypominam. Chyba na tym to polega, żeby dziecko czuło, że zawsze
        jest ktoś, na kim może polegać. Ja mogłam polegać na ich pieniądzach, choć i
        tych nigdy nie było aż tak dużo. Po prostu miałam mieszkanie, jedzenie, ubrania,
        szkołę i trochę przyjemności. Ale to nie wszystko. Potrzebowałam i nadal
        potrzebuję, zeby ktoś mnie przytulił, gdy jest mi źle, żeby pocieszył, pokazał
        że jeszcze nie jest tak beznadziejnie, żeby mnie ktoś kochał. Nie mam wsparcia w
        mężczyźnie,moje dziecko jest za małe - a nawet gdyby było większe nie mogłabym
        go obarczać odpowiedzialnością za mnie, chciałabym więc wiedzieć, że chociaż w
        rodzicach mogę znaleźć oparcie. Nie znajduję go i muszę wszystko dusić w sobie.
        A ponieważ do tego ciągle pokazują mi że jestem gorsza, muszę od tego uciec, bo
        dłużej nie wytrzymam. A jeśli nie wytrzymam, to nie wiem co będzie z moim dzieckiem.
    • amfenix I jeszcze jedno... 11.06.04, 09:59
      W tym roku dowiedziałam się od swoich rodziców że: Wychowali potwora, traktuję
      ich jak parobków, puściłam się z taka kanalią i teraz zbieram plony, jestem źle
      wychowana,wstydzą sie za mnie od wielu lat, nie potrafię nieczego uszanować,
      nie potrafię być wdzięczn a oni życie dla mnie poświęcają, nie mam żadnych
      zasad moralnych, jestem uzależniona od internetu,jestem złą matką, jestem
      niekonsekwentna, wychowuję bandytę,moi znajomi to margines społeczny, jestem
      dla nich życiową karą bo zwiążałam sie z "taką rodzina", jestem beszczelna, nie
      potrafię utrzymać języka za zebami i dlatego mam kłopoty, jestem leniem
      patentowanym i pasożytem, a tak się dobrze zawsze uczyłam , jestem ich życiową
      porażka itd itd itd.
      I dalej z nimi mieszkam i marzę żeby na prawdę samodzielnie stanąć na nogi.
      • tropicana Re: I jeszcze jedno... 11.06.04, 10:10
        Bardzo Wam współczuję, choć może nie wszystko do końca rozumiem, bo mam
        wspaniałych rodziców. Tzn. nie rozumiem postępowania Waszych rodziców, ich
        stosunku do Was i słownictwa. Życzę Wam szybkiej samodzielności finansowej,
        czyt. kokosów, żebyście mogły nie korzystać z ich pomocy.
        Pozdrawiam serdecznie.

        • joanna.luczynska Re: I jeszcze jedno... 11.06.04, 10:56
          Jeśli chodzi o pomoc finansową, pomoc przy dziecku, to naprawdę wiele zwdzięczam
          rodzicom. Ale mam pretensję o to jak mnie traktują poza tym. Korzystanie z ich
          pomocy przy dziecku jest dla mnie trudne i musiałam dobrze upchnąć dumę w
          kieszeni, o czym dobrze wiedzą. Ale było dobrze dopóki nie przyszły napięcie i
          emocje. Wtedy wszystko pękło... a może nie było prawdziwe, bo w końcu nigdy nie
          sprawili, że czułam się wyjątkowa - chyba żeby policzyć chwile, gdy chwalili się
          przed znajomymi sad
      • joanna.luczynska Re: I jeszcze jedno... 11.06.04, 10:49
        amfenix napisała:

        > W tym roku dowiedziałam się od swoich rodziców że: Wychowali potwora, traktuję
        > ich jak parobków, puściłam się z taka kanalią i teraz zbieram plony, jestem źle
        >
        > wychowana,wstydzą sie za mnie od wielu lat, nie potrafię nieczego uszanować,
        > nie potrafię być wdzięczn a oni życie dla mnie poświęcają, nie mam żadnych
        > zasad moralnych, jestem uzależniona od internetu,jestem złą matką, jestem
        > niekonsekwentna, wychowuję bandytę,moi znajomi to margines społeczny, jestem
        > dla nich życiową karą bo zwiążałam sie z "taką rodzina", jestem beszczelna, nie
        >
        > potrafię utrzymać języka za zebami i dlatego mam kłopoty, jestem leniem
        > patentowanym i pasożytem, a tak się dobrze zawsze uczyłam , jestem ich życiową
        > porażka itd itd itd.
        > I dalej z nimi mieszkam i marzę żeby na prawdę samodzielnie stanąć na nogi.


        To zupełnie jakbym słyszała moją mamę + czasami gorsze słowa, np. że jej obecne
        życie to moja wina, czasami mówi że jestem tępa, albo pop*** i jeszcze gorsz, o
        których nie bardzo potrafię mówić, bo otyczą problemów moralnych, jeśli mogę to
        tak ująć.
    • sokka Re: No i koniec radości, 11.06.04, 11:47
      Głowa do góry smile
      przede wszystkim musisz się rozejrzeć za mieszkaniem, tzn. raczej za pokojem.
      mysle, ze jako mamie z dzieckiem nie bedzie Ci latwo, poza tym takie wspolne
      mimo wszystko mieszkanie tez rodzi konflikty, ale ja uwazam ze warto. cena
      wynajecia pokoju wynosi ok 400 pln w wa-wie. mozesz tez sprobowac poszukac
      wspollokatorki (np. via internet) do malego, dwupokojowego mieszkanka. Moze uda
      wam sie znalezc takie za 1200 (juz z czynszem), wtedy na glowe wychodzi po 600.
      to tez niemalo, ale sobie poradzisz smile radzilabym nie zwlekac z szukaniem
      mieszkania do konca wakacji, bo wlasnie wakacje to najlepszy moment, zeby
      znalezc cos w miare przystepnej cenie.
      bardzo mi przykro, ze rodzice Ci nie wspieraja. jestes dzielna dziewczyna i
      dobra mama smile i tak prosze o sobie myslec, nie dolowac sie.
      pozdr.
    • domali O żłobku 11.06.04, 20:42
      joanna.luczynska napisała:

      Przez to, że rodzice zaoferowali mi pomoc zdecydowałam się na
      > prywatny żłobek i wiem,że będę musiała przenieść dziecko do państwowego. Ale
      > to nie jest problem. Problemem jest to, że nie mam szans na miejsce w żłobku.


      Nie wiem, w jakiej dzielnicy mieszkasz, ale w żłobku mojego dziecka (na
      Mokotowei) kierowniczka należy do takich osób, które pomagają w
      sytuacjach 'beznadziejnych'. Może warto spróbować?
      (Jeśli chcesz jakichś informacji o żłobku, pisz maila na gazetowy adres)
      > Prawdę mówiąc, jestem przerażona i jednocześnie zdecydowana odejść. Ale
      > zupełnie nie wiem co robić. Czy są tu mamy utrzymujące się za takie pieniądze
      > jakie ja zarabiam? Może powiecie mi jak sobie radzicie. Być może w ten sposób
      > jakoś sobie zaplanuję dalsze kroki, bo wiem że nie mogę się wyprowadzić pod
      > wpływem emocji, z dnia na dzień.
      > Pozdrawiam, Asia
    • iziula1 Re: No i koniec radości, 12.06.04, 19:37
      Joasiu,po wielkiej radości troska!Tak już bywa.Nie zawsze-a to już pocieszające.
      Przykro mi,że masz tak małe oparcie w rodzicach.Ja nie miałam go wcale.Wiem jak
      to boli.
      Znalazłaś prace,masz samodzielność finansową to ogromny plus.Te wszystkie
      kłopoty miną.Za rok nawet o nich zapomnisz.
      Może zamiast mieszkania poszukaj stancji(pokój z kuchnią)przy jakiejś
      rodzinie.W moim miescie dużo właścicieli domów jednorodzinnych wynajmuje pokoje
      lub pokoje z kuchnią.I rzadko o coś pytają.Wystarczy,że opłaca się czynsz.
      Wierze,że sobie poradzisz.I będziesz lepszą mamą.Bo wiesz jaką nie być.
      Pozdrawiam.
    • magee.7 Nie ... głowa do góry! 12.06.04, 23:10
      Asia,
      Może nie będzie pocieszające co napiszę. Ale chciałabym przed podjęciem Twojej
      decyzji o "pozostawieniu gniazda" podsunąć ci kilka klimatów, z którymi żyję i
      które nie znikną po wyprowadzce.
      Co prawda mieszkam sama - ALE rodzice zajmują się Młodym i widuję się z nimi
      codziennie. Codziennie odczuwam na własnej skórze to, ze nie spełniłam ich
      oczekiwań. Już nie będę przytaczać textów, które słyszę bo podobne padły w
      poprzednich postach.
      Byłam przez długi czas samodzielną osobą, natomiast teraz musiałam ukryć dumę i
      tolerować ich podejście - niejednokrotnie lekceważące wobec mnie. Piszesz o
      żłobku - mniemam więc, ze problem opieki masz rozwiązany i że nie będziesz
      musiała być WDZIĘCZNA za tą formę pomocy. Zastanów się proszę jednak czy po
      wyprowadzce problem rodzice - Ty zniknie, czy przypadkiem nie doprowadzi to do
      jeszcze trudniejszych sytuacji dla Ciebie - samej z Dzieciątkiem i dla Ciebie w
      kontaktach z rodzicami.
      Pozdrawiam serdecznie.
      • joanna.luczynska Re: Nie ... głowa do góry! 13.06.04, 13:13
        magee.7 napisała:

        > Asia,
        > Może nie będzie pocieszające co napiszę. Ale chciałabym przed podjęciem Twojej
        > decyzji o "pozostawieniu gniazda" podsunąć ci kilka klimatów, z którymi żyję i
        > które nie znikną po wyprowadzce.
        > Co prawda mieszkam sama - ALE rodzice zajmują się Młodym i widuję się z nimi
        > codziennie. Codziennie odczuwam na własnej skórze to, ze nie spełniłam ich
        > oczekiwań. Już nie będę przytaczać textów, które słyszę bo podobne padły w
        > poprzednich postach.
        > Byłam przez długi czas samodzielną osobą, natomiast teraz musiałam ukryć dumę i
        >
        > tolerować ich podejście - niejednokrotnie lekceważące wobec mnie. Piszesz o
        > żłobku - mniemam więc, ze problem opieki masz rozwiązany i że nie będziesz
        > musiała być WDZIĘCZNA za tą formę pomocy. Zastanów się proszę jednak czy po
        > wyprowadzce problem rodzice - Ty zniknie, czy przypadkiem nie doprowadzi to do
        > jeszcze trudniejszych sytuacji dla Ciebie - samej z Dzieciątkiem i dla Ciebie w
        >
        > kontaktach z rodzicami.
        > Pozdrawiam serdecznie.


        Długo myslałam o tym, co mi napisaliście i doszłam do wniosku, że ucieczka
        niczego nie rozwiąże. Problem będzie nadal istniał. I nawet kłótnie i
        wypominanie nie sprawiają mi takiej przykrości, bo zazwyczaj wypowiadane są w
        gniewie, a przecież i ja potrafię wówczas być przykra, ale to, że potem, nawet
        następnego dnia, wszyscy zachowują się "normalnie" i wręcz nie pamiętają co było
        powiedziane. A ja nie zapominam ani jednego słowa czy gestu, mojego i ich, i
        tłumię to w sobie. Myślę, że jeśli teraz ucieknę, to będzie tak jak tego
        "następnego dnia". Będzie dobrze, wszyscy będą mili, ale pretensje i żale
        pozostaną. I tak będę chciała się wyprowadzić, ale muszę wcześniej rozwiązać
        problem. Jeszcze tylko nie wiem jak to zrobię, bo w moim domu nigdy nie
        mówiliśmy o takich rzeczach, nawet o uczuciach.
        Jednak dziękuję Wam, bo dzięki temu, że odpisałyście, zaczęłam myśleć i
        odsunęłam, na ile to możliwe, emocje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka