Tak siedzę i myslę.
W kraju mamy blisko 30% bezrobocie. W TV w zasadzie nie mówi się o niczym
innym - ciagle tylko wymyśla się teorie naprawy stanu rzeczy, wyborców nęci
się obietnicami poprawy sytuacji, itd, itd.
Na forach internetowych roi się od tematów "mam depresję, bo nie mam
pracy", "moja dziewczyna mnie rzuciła, bo nie mam pracy", "nie mogę dostać
pracy, chociaż mam wykształcenie i doświadczenie", "zwolnienia grupowe" itd,
itd.
Znaczy, że problem istnieje.
Chyba. Bo gdy tylko wejdę na Samodzielną, to jakbym wkroczyła do innego
świata. Świata mlekiem i miodem płynącego, gdzie bezrobocie to marginalny
problem. Co tam. Że bezrobocia w ogóle nie ma. A jeśli nie mnożesz dostać
pracy, to znaczy, że coś z tobą naprawdę nie tak, urwałeś się z choinki i
masz syndrom wyuczonej bezradności. Na innych forach, w Urzędzie Pracy czy
też w firmie, w której chcesz pracować powiedzą ci, że wszystko z tobą w
porządku, ale NAPRAWDĘ nie ma pracy. Że trzeba czekać, że może trzeba wysyłaś
więcej CV, odwiedzać więcej firm, może zrezygnować z ambicji zarabiania 1500
zł.
Na Samdzielnej, jesli niepracujesz to znaczy, że jesteś leniwa i
nieodpowiedzialna. Praca przecież leży i tylko prosi, aby się za nią wziąć.
To jest to bezrobocie czy go nie ma? Bo już zgłupiałam
Pozdrawiam
P.S. Acha. Może ktoś wie co oznacza termin "praca przez internet". Czy chodzi
tu o etat wiercacza

ścian w firmie zakładającej stałe łącze?

Mówię, bo
mój szwagier właśnie pracuje w ten sposób przez internet. Zarabia 200
zł.mesiąc, ale to pewnie dlatego, że leniwy jest.