Dodaj do ulubionych

samodzielna - bezrobotna?!

17.06.04, 14:22
Tak siedzę i myslę.
W kraju mamy blisko 30% bezrobocie. W TV w zasadzie nie mówi się o niczym
innym - ciagle tylko wymyśla się teorie naprawy stanu rzeczy, wyborców nęci
się obietnicami poprawy sytuacji, itd, itd.
Na forach internetowych roi się od tematów "mam depresję, bo nie mam
pracy", "moja dziewczyna mnie rzuciła, bo nie mam pracy", "nie mogę dostać
pracy, chociaż mam wykształcenie i doświadczenie", "zwolnienia grupowe" itd,
itd.

Znaczy, że problem istnieje.

Chyba. Bo gdy tylko wejdę na Samodzielną, to jakbym wkroczyła do innego
świata. Świata mlekiem i miodem płynącego, gdzie bezrobocie to marginalny
problem. Co tam. Że bezrobocia w ogóle nie ma. A jeśli nie mnożesz dostać
pracy, to znaczy, że coś z tobą naprawdę nie tak, urwałeś się z choinki i
masz syndrom wyuczonej bezradności. Na innych forach, w Urzędzie Pracy czy
też w firmie, w której chcesz pracować powiedzą ci, że wszystko z tobą w
porządku, ale NAPRAWDĘ nie ma pracy. Że trzeba czekać, że może trzeba wysyłaś
więcej CV, odwiedzać więcej firm, może zrezygnować z ambicji zarabiania 1500
zł.
Na Samdzielnej, jesli niepracujesz to znaczy, że jesteś leniwa i
nieodpowiedzialna. Praca przecież leży i tylko prosi, aby się za nią wziąć.

To jest to bezrobocie czy go nie ma? Bo już zgłupiałamwink

Pozdrawiam


P.S. Acha. Może ktoś wie co oznacza termin "praca przez internet". Czy chodzi
tu o etat wiercaczawink ścian w firmie zakładającej stałe łącze?wink Mówię, bo
mój szwagier właśnie pracuje w ten sposób przez internet. Zarabia 200
zł.mesiąc, ale to pewnie dlatego, że leniwy jest.
Obserwuj wątek
    • mikawi Re: samodzielna - bezrobotna?! 17.06.04, 14:51
      chciałam tylko dodac, że bezrobocie dotyka również facetów ale oni nie są tak
      latwo rozgrzeszani jak nie mają kasy na alimenty, a juz nie do pomyślenia jest
      jak próbuja je zmniejszyć bo np. zarabiają połowę tego co kiedyś; ale to tak na
      marginesie. Zmykam zarabiać te ważne złotówki...
      • virtual_moth Re: samodzielna - bezrobotna?! 17.06.04, 14:59
        mikawi napisała:

        > chciałam tylko dodac, że bezrobocie dotyka również facetów ale oni nie są tak
        > latwo rozgrzeszani jak nie mają kasy na alimenty

        Czyżbyś sugerowała, że samotne matki są rozgrzeszane łatwiej? Może w realnym
        świecie tak. Ja natomiast zauważyłam, że na naszym forum, jeśli matka nie
        pracuje, to znaczy że jest leniwa, niezaradna, nieodpowiedzialna i nic nie wiem
        o żadnym usprawiedliwianiu i rozgrzeszaniu. A jeśli jeszcze wyciąga rękę po
        zasiłek, to jest już po prostu katastrofa.

        No to jak, jest to bezrobocie czy nie ma?

        Ja tam wiem jaka będzie odpowiedź. Bezrobocie jest, ale to nasza winawink

        Pozdrawiam
        • mikawi Re: samodzielna - bezrobotna?! 17.06.04, 15:19
          Fakt istnienia bezrobocia nie jest czynnikiem usprawiedliwiającym a powinien
          być motywującym do bardziej aktywnego szukania pracy. Kiedys na argument ojca
          który napisał że w kraju jest 20% bezrobocie, pewna kobieta odpisała mu że to
          oznacza że az 80% ma pracę.

          Generalnie chodzi mi o to, że nie neguję tego, że obecnie ciężko z pracą,
          trudno o dobre zarobki itd. Ale nie oznacza to, że lepiej stwierdzić "pracy nie
          ma, koniec, kropka". Słyszę też często stwierdzenia że "nie opłaca się
          pracować". Z jednej strony mogę to zrozumieć, że koszt np. opiekunki równa się
          zarobkom matki i w takim ukladzie lepiej by było żeby matka zamiast pracowac na
          opiekunkę sama zajęła sie dzieckiem. Ale to tylko pozornie jest takie
          oczywiste. Taka matka, początkowo pracująca tylko na opiekunkę, swoją pracą
          nabywa doświadczenie zawodowe, które w cv będzie miało większą wartość niż
          pozycja zero. I za jakiś czas może to zaprocentować przy szukaniu lepszej pracy
          lub w perspektywie awansu. Więc to nie jest do końca tak że się "nie opłaca
          pracować". Ale to jednak wysiłek, który trzeba podjąć.

          Wiele samotnych matek pracuje ponad siły żeby zapewnić sobie i dzieciom jak
          najlepsze warunki, ale też jest wiele takich które wolą siedzieć w domu z
          postawą "mam dziecko, więc nie mogę pracować". Jak sztandarowy argument. Eks
          żona mojego partnera od okolo 12 lat prezentuje taką postawę, fakt wychowywania
          dzieci jest jej głównym argumentem na to że nie może podjąć pracy. Te dzieci
          mają 11, 12 lat. Zyje z zasiłkow i alimentów oraz pieniędzy od teściów, przed
          którymi skutecznie gra ubogą samodzielną matkę. Wygodne, prawda?
          Czasami mam wrażenie że fakt urodzenia dziecka dla takich kobiet jest jakimś
          heroicznym wyczynem, za ktory należy się wdzięczność wszystkich dookoła.
          Macierzństwo jest piękne, jest darem, niewąpliwie. Ale to tez odpowiedzialność,
          właśnie matki i ojca za zapewnienie małemu czlowieczkowi wszystkiego co trzeba.
          A nie osób trzecich. I co innego okresowa pomoc, jak jest gorzej, pomoc by
          stanąc na nogi w postacui zasiłków a co innego pomysł na takie życie, na czyjś
          koszt.
          I podsumowując: bezrobocie jest, nie jest to wina samodzielnych matek, ale też
          i od chęci i aktywności zależy w ogromnej mierze czy faktycznie będą
          bezrobotne.
          • virtual_moth Re: samodzielna - bezrobotna?! 17.06.04, 16:02
            mikawi napisała:

            > Kiedys na argument ojca
            > który napisał że w kraju jest 20% bezrobocie, pewna kobieta odpisała mu że to
            > oznacza że az 80% ma pracę.

            A to, że facet akurat był w tej gorszej grupie procentowej, to już pikuś;-
            ) Zarąbiste pocieszeniesmile))
            Nie no, ja rozumiem. Szklanka w połowie pełna, nie poddawajmy się, nie
            marudźmy, działajmy. Wiadomo, ale chodzi mi o postawę niektórych kobiet, które
            tak łatwo oceniają bezrobotność innych. Tak jak Ty oceniłaś ex swojego partnera:

            > Eks
            > żona mojego partnera od okolo 12 lat prezentuje taką postawę, fakt
            > wychowywania dzieci jest jej głównym argumentem na to że nie może podjąć
            > pracy. Te dzieci mają 11, 12 lat. Zyje z zasiłkow i alimentów oraz pieniędzy
            > od teściów, przed którymi skutecznie gra ubogą samodzielną matkę. Wygodne,
            prawda?

            Widzisz - tak łatwo powiedzieć, że szklanka jest w połowie pełna, tak łatwo
            szufladkować ludzi, wydawać kategoryczne osądy. Jeśli nie pracuje, to NA PEWNO
            jej się nie chce. ZERO empatii. Nie pomyślałaś o tym, że ta kobieta nie
            pracowała, bo wybrała inny model życia - poświęcenie się dzieciom i rodzinie.
            Jej rodzina się rozpadła, a ona została na lodzie. Myślisz, że tak super-hiper
            łatwo jest znalezienie przez tę kobietę pracy, po 12 latach niepracowania? To
            taki przykład - nie wiem oczywiście czy nie pracowała od urodzenia dzieci, czy
            tylko od momentu, kiedy się rozwiodła. W tym drugim przypadku rzeczywiście
            głupotą byłoby, aby rezygnowała z pracy tylko dlatego, że została samotną matką.
            Fakt faktem, jeśli postanowiła zostać w domu z dziećmi, to zrobiła wybitnie
            głupio. Niech jej postawa będzie nauczką dla innych - nawet będą w szczęśliwym
            małżeństwie zawsze bądź niezależna! Potem, gdy się rozwiedziesz i już minie
            najlepszy czas na robienie kariery, ktoś może ci powiedzieć, że jesteś leniwa,
            bo pracy ci się szukać nie chce.

            Z resztą Twojego postu, mówiącą (a jakże) o optymizmie, niepodawaniu się,
            nieusprawiedliwianiu bezrobociem oczywiście całkowicie się zgadzam.

            Pozdrawiam

            > Czasami mam wrażenie że fakt urodzenia dziecka dla takich kobiet jest jakimś
            > heroicznym wyczynem, za ktory należy się wdzięczność wszystkich dookoła.

            Chyba coś pomieszałaś. Urodzić to se każdy może. Heroiczną postawą jest
            WYCHOWYWANIE tego dziecka samotnie jak najlepiej się potrafi. Kto tego nie
            zaznał, nigdy tego nie zrozumie.
          • igga-81 Re: samodzielna - bezrobotna?! 17.06.04, 16:09
            > dzieci jest jej głównym argumentem na to że nie może podjąć pracy. Te dzieci
            > mają 11, 12 lat. Zyje z zasiłkow i alimentów oraz pieniędzy od teściów, przed
            > którymi skutecznie gra ubogą samodzielną matkę. Wygodne, prawda?


            bardzo wygodnewink)) ale wcale jej nie zazdroszcze, musi prowadzić okropnie
            nudne życie...
            a ja marze o tym, by móc samodzielnie wynająć mieszkanie, zarobić na wakacje
            dla córci i takie tam...
            pracy się nie boje, jeszcze rok studiów, mała pójdzie do przedszkola (jeśli
            wszystko dobrze pójdzie) i mam nadzieje rozpocząć samodzielne zycie
            pomysły są, chęci również
            myślę że będzie dobrze!!!

            no ale ja przeciez bezradna jestem wink))))

            a czy życie da mi po uszach czy nie?? to się jeszcze okaze...
            Słyszę też często stwierdzenia że "nie opłaca się
            > pracować". ja jakoś nie słysze takich stwierdzeń , ale widze co się dzieje :
            moja przyjaciółka magister socjologii i antropologii kultury, biegle dwa języki
            siedzi w anglii no bo dla takich u nas pracy brak ;-(((
            jeśli dalej tak pójdzie to cała elita intelektualna wyemiruje . Moja mama także
            myśli o tym - jest lekarze z 2 gim stopniem specjalizacji, proponuja jej prace
            w szwecji na kontrakt 3 letnii. A ma ochote skorzystać bo u nas tacy lekarze
            niestety nie należą do najwyższego pogu podatkowego...
    • burza4 Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 09:25
      Według mnie Mikawi ma wiele racji w tym, że wspołczuje się bezrobotnym matkom,
      natomiast w stosunku do bezrobotnych ojców nie ma zmiłuj. Sama znam gościa,
      któremu podwyższono alimenty do 400 zł kiedy tracił już prawo do wypłaty
      zasiłku. Sądu nie interesowały w ogóle jego zaległości w czynszu ani odcięty
      telefon po dwuletnim bezskutecznym poszukiwaniu pracy. Mama nie pracuje od 15
      lat. Ma bowiem 5 dzieci, kazde z innym ojcem. I nikt jej nie spytał czemu robi
      sobie dziecko za dzieckiem, skoro ją na to nie stać. Ona NIE MOŻE szukać pracy,
      bo jak - przecież wychowuje dzieci? z alimentów i zasiłków ma kwotę ponad 2
      tys. zł. Na żadne ze swoich dzieci sama nie zarobiła ani złotówki. Zyje z
      wyciągania ręki "bo jej się należy". I takie postawy też się zdarzają, wierz mi.

      Staram się nie oceniać, bo każda sytuacja jest inna. Ale sama np. zaczęłam i
      kończyłam studia jako samotna matka, mając małe dziecko i pełnoetatową pracę.
      Alimenty dostawałam zawsze symboliczne, od 3 lat nie dostaję wcale. I to ja
      musiałam zarobić na siebie i dziecko nie ogladając na eksa i państwo. I dało
      się, choć kosztowało mnie to wiele. Przed obroną pracy miałam jednocześnie tyle
      obowiązków, że z firmy wracałam czasem i o 23 (chwała dziadkom za pomoc). Mimo
      dobrego zaplecza ja nie mogłam sobie pozwolić na luksus pozostania z dzieckiem
      w domu. To jak to jest, że niektóre matki na to stać?? szczegolnie te które nie
      mają nic?

      A tak w ogóle to nie ma chyba sensu oburzać się na takie stwierdzenia - i ty i
      Mikawi piszecie o osobach innego pokroju po prostu. Są takie matki, które biorą
      życie w swoje ręce, a są i takie, które wykorzystują sytuację. I tyle
      • virtual_moth Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 09:51
        Burzo, odpisałaś tak niezupełnie na temat. Ja pisałam o tym, iż na tym forum od
        samodzielnych wbrew pozorom wymaga się naprawdę dużo. Nie pracujesz? To idź do
        pracy, leniu. Usprawdiedliwianie się bezrobociem jest totalnie nie na miejscu,
        no bo przecież "skoro ja pracuję, to ty też możesz". Samodzielne, na wieść i
        bezrobotności innej samodzielnej od razu zaczynają wyliczać: a ja to pracuję od
        świtu do nocy, żyły sobie wypruwam, a ty sobie w domciu siedzisz i tyłka nie
        chce ci się ruszać. Burzo, Ty w poście powyżej napisałaś dokładnie w tym stylu
        (a ja to, a ja tamto).
        Poraża mnie ten brak empatii, szufladkowanie i osądzanie. Na podstawie własnych
        doświadczeń (praca u podstawwink osądzamy innych. Żadna z Was się nie zastanowi
        nawet, że licytując, która haruje bardziej tylko pogłębiacie frustracje
        bezrobotnych, które w większości przypadków marzą o jakiejkolwiek pracy.

        Nie piszę o sobie. Do założenia tego wątku zainspirował mnie inny wątek, w
        którym część mam oburza się na jego założycielkę, która studiuje i wychowuje
        chore dziecko. Wczoraj przeszukałam też forum pod tym względem i problem
        finansów, "wzięcia się do jakiejś roboty" przewija się bardzo często. Zwłaszcza
        na "macochach"wink Po lektórze tamtejszych postów uświadomiłam sobie nagle, że
        do tej pory olewana przeze mnie moja Next z całą pewnością interesuje się
        zawartością mojego portfelauncertain

        Piszesz, że samodzielne są usprawiedliwiane, a ojcowie dzieci nie. Otóż ja mam
        całkowicie inne doświadczenia i obserwacje - stąd w ogóle ten wątek. Dodam, że
        o facetach nie wspomniałam ani słowem, w ogóle nie było to tematem moich
        przemyśleń. Dlaczego w ogóle podnosicie tę kwestię? Nie lubię argumentacji w
        stylu "ona ma źle, ale on ma też źle", bo to o niczym nie świadczy. Poza tym ja
        piszę tylko o tymn, co się dzieje na forum i w jaki sposób niektóre z nas są
        oceniane.

        Pozdrawiam
        • burza4 Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 10:52
          Każdy z nas ocenia to co czyta. Subiektywnie rzecz jasna, pod kątem własnych
          przeżyć i obserwacji. Współczuję tym, które NAPRAWDĘ szukają pracy, ale
          chodziło mi tez o to, że bywają bezrobotne - nazwijmy to - z wyboru. I akurat
          na "macochach" jest wiele dziewczyn, które z takimi egzemplarzami mają do
          czynienia. Nie współczuję też np. biednej rodzinie z 10 dzieci, tylko poraża
          mnie ich bezmyślność. Podobnie jak poraża mnie bezmyślność osób, które żyły
          ponad stan kupując np. wielkie mieszkania na kredyt, a teraz płaczą, bo któreś
          straciło pracę i nie mają z czego spłacać. Spotykamy w życiu rózne osoby -
          jedne naprawdę szukają pracy, inne - szukają ale na swoich zasadach i nic im
          nie pasuje. Moja koleżanka zrezygnowała z jednej potencjalnej posady, bo "nie
          po to studia kończyła, żeby w banku w kasie pracować", z drugiej - bo miała się
          doszkolić i jak stwierdziła "jeszcze nic nie dali a już wymagają". I też jej
          nie współczuję. Współczuję kobietom, które nagle straciły rodzinę i zostały na
          lodzie, bo facet odszedł a one nie mają ani złotówki dla siebie. Współczuję
          takim, które zdzierają buty latając od jednego spotkania do drugiego. Ale fakt
          bezrobocia nie jest dla mnie na tyle jednoznaczny, żeby współczuć każdemu jak
          leci.

          Forum jest od wyżalania się - i stąd i na samodzielnych i na macochach
          występują pewne schematy. Po prostu osoby, które problemów nie mają o tym nie
          piszą. Nie sadzę, żeby od samodzielnych wymagało się więcej niz od innych,
          kazdy kto nie pracuje a narzeka na brak kasy spotka się z uwagami że powinien
          wziąć się do roboty. A nie kazdy jest w stanie z najróżniejszych względów; ale
          czasem po prostu ktoś się nawet nie stara, z góry zakładając, że nic z tego nie
          wyjdzie, na zapas przedstawiając listę argumentów na nie: "bo nie mogę, bo
          dziecko, bo nie zrobię na opiekunkę". I takim nie współczuję. Podziwiam i
          szanuję osoby, które są aktywne i próbują, te bierne niestety nie mają co
          liczyć na empatię.

          Co do wspomnianego wątku, to mnie nie oburza to, że ona nie poszła do pracy, ja
          nie rozumiem, dlaczego nie miała przez 3 lata czasu załatwić dziecku alimentów.
          I współczuję jej matce, bo zdaje się na niej spoczywa cały ciężar utrzymania.
          • mikawi Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 11:03
            burza idelanie ujęła to co miałam na myśli, już bardziej czytelnie chyba tego
            nie da się zrobić
    • domali Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 10:14
      Ja uważam, ze są sytuacje, w których niepracowanie jest usprawiedliwione.
      Na przykład w przypadku iggi (chyba, sorki, jeśli przekręciłam nick), bo sama
      studiuję, dziennie i wychowuję dziecko (zdrowe, co ma duże znaczenie). Nie mam
      babci do pomocy, mam męża, ale jego pomoc w opiece, w tygodniu, ogranicza się
      często do dania całusa spiącemu dziecku.
      I wiem, że pracowanie + studiowanie + wychowywanie dziecka to juz duży
      obowiązek.
      Zaganianie jej do pracy nie jest więc chyba trafne. Za to trafne jest
      zasugerowanie, że pierwszym krokiem, jaki powinna podjąć, jest nie udanie się
      po zasiłek, a uregulowanie sprawy alimentów.
      Co do bezrobocia w ogóle, to wiem, że jest. Przekonałam się o tym na własnej
      prawie skórze, gdy mój mąż pracy szukał 5 miesięcy. Ale szukał, a nie biadolił,
      że jej nie ma.
      I wierzę, że praca ot, tak, nie leży na ulicy. Ale też trzeba zrobić coś, żeby
      ja znaleźć. A nie usprawiedliwiać się faktem posiadania dziecka (nie mówię o
      małym, nawet do 3 lat, chociaż i takie już można oddać, na przykład, do żłobka).
      Czym innym dla mnie jest korzystanie z zasiłkow, gdy się pracuje, ale marnie
      się zarabia, a czym innym uczynienie z zasiłków i alimentów jedyna źródła
      dochodów. Przy tym na przykad 'olanie' studiów, przyjęcie tylko wygodnej pracy,
      albo praca tam, gdzie jest internet.
      Już kiedyś napisałam na macochach - jeśli jedynymi pieniędzmi przeznaczanymi na
      dziecko są alimenty i zasiłki, to w sytuacji, gdy 'uzasadnione potrzeby dziecka
      rozsną', matka nie pracuje (nie dlatego, że dziecko chore/małe), ale hmmmm, bo
      nie pracuje, to sąd zamiast podnieść alimenty powinien wskazać na przykład, ile
      ofert pracy wisi w urzędach pracy. A wystarczy poczytac chociażby 'Politykę',
      żęby się przekonać, jakie podejście do szukania pracy mają niektórzy ludzie. W
      tym zapewne samodzielne matki (choć mam nadzieję, że takie samodzielne
      stanowiąc mniejszość...).
      • virtual_moth Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 10:37
        domali napisała:

        > A wystarczy poczytac chociażby 'Politykę',
        > żęby się przekonać, jakie podejście do szukania pracy mają niektórzy ludzie.
        > W tym zapewne samodzielne matki (choć mam nadzieję, że takie samodzielne
        > stanowiąc mniejszość...).

        Byłam przekonana, że ktoś prędzej czy później odniesie się do
        problemu "bezrobotnych z wyboru". Moim zdaniem jednak akurat wśród
        samodzielnych jest to grupa marginalna, jak zresztą sama zasugerowałaś. Po co
        więc poruszać ten temat? Moim zdaniem to jest właśnie uwłaczające nam,
        samodzielnym.

        Moje przemyslenia cały czas ewoluują... Właśnie zauważyłam, że
        problem "bezrobotności z wyboru" u samodzielnych, niedostrzeganie w ogóle
        problemu bezrobocia podnoszą nie samodzielne (ja do wczoraj sądziłam), ale
        Next - czego w swej naiwności nie zauważyłam. To mnie wbrew pozorom pocieszasmile
        Wiadomo przecież, że Exie forumowych Next to w 100% leserki żyjące z zasiłków i
        ciągle podnoszonych alimentów. A jeśli zdarza im się pracować, to z całą
        pewnością mogłyby pracować lepiej, gdzie indziej, za większe pieniądze itd.
        Nas, Samodzielnych z forum, ten problem nie dotyczy (oprócz, bodajże, jednego
        przypadkuwink i zauważyłam, że forumowe Next to dostrzegają. Zawsze jednak, gdy
        pojawi się jakaś nowa samodzielna bez pracy, na wszelki wypadek trzeba ją
        zmieszać z błotem i zasugerować, że nie jest bezrobotna, tylko leniwasmile

        Z resztą twojego postu całkowicie się zgadzam.

        Pozdrawiam
        • domali Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 10:50
          virtual_moth napisała:

          > Byłam przekonana, że ktoś prędzej czy później odniesie się do
          > problemu "bezrobotnych z wyboru". Moim zdaniem jednak akurat wśród
          > samodzielnych jest to grupa marginalna, jak zresztą sama zasugerowałaś. Po co
          > więc poruszać ten temat? Moim zdaniem to jest właśnie uwłaczające nam,
          > samodzielnym.

          Ja napisałam, że mam nadzieję, ze takie osoby stanowią tu margines.

          > A jeśli zdarza im się pracować, to z całą
          > pewnością mogłyby pracować lepiej, gdzie indziej, za większe pieniądze itd.
          > Nas, Samodzielnych z forum, ten problem nie dotyczy (oprócz, bodajże, jednego
          > przypadkuwink i zauważyłam, że forumowe Next to dostrzegają.


          No właśnie, jednego przypadku...

          > Zawsze jednak, gdy
          > pojawi się jakaś nowa samodzielna bez pracy, na wszelki wypadek trzeba ją
          > zmieszać z błotem i zasugerować, że nie jest bezrobotna, tylko leniwasmile

          A zauważyłaś, ze tego 'mieszania z błotem' w przypadku iggi dopuściła się
          samodzielna, nie macocha.
          I tak jak napisałam, zgadzam sie w punkcie, ze czymś śmiesznym jest
          tłumaczenie, że alimentów nie ma, bo nie miałam ochoty się tym zająć i
          jednoczesne wyciąganie ręki po zasiłki (nie wdając się w dyskusję - słusznie
          czy nie).
          >
          > Z resztą twojego postu całkowicie się zgadzam.
          >
          > Pozdrawiam
          >
          • igga-81 Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 11:23
            tak jak napisałam, zgadzam sie w punkcie, ze czymś śmiesznym jest
            tłumaczenie, że alimentów nie ma, bo nie miałam ochoty się tym zająć i
            jednoczesne wyciąganie ręki po zasiłki (nie wdając się w dyskusję - słusznie
            czy nie).


            no to dobrze że sie uśmiałas z mojego tłumaczenia...
            no ale musze się wytłumaczyćwink)) bo czuje się NIECO niesprawiedliwie osądzona.
            Alimenty tatuś płacił, nieregularnie, małe kwoty i jak mu się chciało.
            Nie miałam
            OCHOTY iść z tym do sądu, bo z jego pensji i tak wyższych by mi nie zasądzono
            (zarabiał ok 750 zł)
            A o zasiłki się nie biłam no bo uważałam że mi się nie należą.
            Ale sytuacja się zmieniła. Tatuś płacić przestał, a nie wiem czy zauwazyłayście
            w moim poście PYTANIE o to czy mogę liczyć na pomoc państwa (bo wydaje mi się
            że powinnam)
            . I myslałam, że dostanę rady w stylu albo tak albo nie.
            Nie zspodziewałam się, że moje życie zostanie zlustrowane.

            Poza tym kochane, ciężko pracujące matki zdrowych dzieci... macie mnóstwo czasu
            i energii by myślec o kasie. Ja nie mam
            • burza4 Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 11:47
              igga-81 napisała:

              Poza tym kochane, ciężko pracujące matki zdrowych dzieci... macie mnóstwo czasu
              > > i energii by myślec o kasie. Ja nie mam

              Kochana, ja ci naprawdę gorąco współczuję, ale... to nie jest tak, że ja mam
              mnóstwo czasu i energii by mysleć o kasie. Ja nie mam luksusu, tego żeby o niej
              nie myśleć! Niestety nie miałam nikogo, kto by mnie wyręczył w myśleniu skąd
              wziąć na dziecko. I dlatego cię nie rozumiem - przecież utrzymanie
              niepełnosprawnego dziecka kosztuje więcej, tym bardziej przede wszystkim
              powinnaś myśleć o kasie.

              Piszesz, że nie miałaś szans na wyższe alimenty. A skąd wiesz skoro nie
              spróbowałaś? podałam autentyczny przykład bezrobotnego, któremu zasądzono 400
              zł. Nikt się nie przejmował, skad weźmie, skoro właśnie stracił prawo do
              zasiłku. Skąd wiesz, że twojego faceta sąd by łagodniej potraktował? Walcz o
              swoje, dziewczyno, nawet nie o swoje, tylko o to, co się nalezy dziecku!
            • domali Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 14:41
              igga-81 napisała:

              > no to dobrze że sie uśmiałas z mojego tłumaczenia...
              > no ale musze się wytłumaczyćwink)) bo czuje się NIECO niesprawiedliwie
              osądzona.

              Bynajmniej, nie uśmiałam się. Śmieszne a zabawne to dwie różne sprawy.


              > Alimenty tatuś płacił, nieregularnie, małe kwoty i jak mu się chciało.
              > Nie miałam
              > OCHOTY iść z tym do sądu, bo z jego pensji i tak wyższych by mi nie zasądzono
              > (zarabiał ok 750 zł)
              > A o zasiłki się nie biłam no bo uważałam że mi się nie należą.
              > Ale sytuacja się zmieniła. Tatuś płacić przestał, a nie wiem czy
              zauwazyłayście
              >
              > w moim poście PYTANIE o to czy mogę liczyć na pomoc państwa (bo wydaje mi się
              > że powinnam)
              > . I myslałam, że dostanę rady w stylu albo tak albo nie.

              Przepraszam, nieuważnie czytałam i nie wszystkie posty w Twoim wątku. Ja
              pisałam raczej o temacie bezrobocia, a że v_m założyła ten wątek w odpowiedzi
              na wpisy w Twoim, to się niejako do niego odniosłam. Rzeczywiście, wydałam zbyt
              pochopny 'wyrok'. Biję się zatem w piersi i proszę o wybaczenie smile)


              > Nie zspodziewałam się, że moje życie zostanie zlustrowane

              Oj, niestety to częsta rzecz.
          • virtual_moth Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 11:26
            domali napisała:

            > A zauważyłaś, ze tego 'mieszania z błotem' w przypadku iggi dopuściła się
            > samodzielna, nie macocha.

            Możliwe (nie wiem kim jest Agatled), jednakże Frontmenka macoch jej
            przyklasnęła, co dla mnie było po prostu obrzydliwe. Agatled mogła sobie być
            spadochroniarzem z innego forum nie mającym pojęcia o sprawach samodzielnych i
            macoch, a Mikawi jak nikt inny powinna zdawać sobie sprawę, że w naszych
            przypadkach nic nie jest czarne albo białe i należy się wystrzegać pochopnych
            sądów.

            > I tak jak napisałam, zgadzam sie w punkcie, ze czymś śmiesznym jest
            > tłumaczenie, że alimentów nie ma, bo nie miałam ochoty się tym zająć i
            > jednoczesne wyciąganie ręki po zasiłki (nie wdając się w dyskusję - słusznie
            > czy nie).

            Właśnie. A wystarczyłoby spokojnie zapytać, dlaczego wcześniej nie postarała
            się o alimenty. Zresztą nawet nie trzeba było tego robić, bo zrobiłam to ja, w
            drugim poście wątku. Można było spokojnie poczekać na odpowiedź, ale przecież
            zawsze to lepiej sobie pofolgować i ocenić od razu.
            Jednakże widzę, że nawet odpowiedź Iggi została olana - chociażby przez Ciebie,
            Domali. Piszesz, że nie miała ochoty się zająć sprawą alimentów, a fakty są
            zupełnie inne (odsyłam do wątku źródłowego). Osąd już został dokonany, można
            sobie poużywać, życzeniowo interpretować i pomijać te fakty, które są
            niewygodne.

            Piszę to, bo widzę domyślne złe nastawienie niektórych mam (i macoch, i
            samodzielnych) do problemu bezrobotności i wyciagania ręki po zasiłki.
            Teraz, jeśli nawet wszyscy się zgodzą, że cała "nagonka" na Iggę była
            niepotrzebna, to zaraz znajdzie się taka, która powie "no dobra, ona jest w
            porządku, ale za to inne wcale nie". I tak w nieskończoność.
            A przecież wystarczy odrobina dobrej woli, empatii, zrozumienia...

            Do Iggi - sorry, że wywlekam Twoją sprawę. Nie chodzi mi o wałkowaniu Twojego
            przypadku, chcę tylko uświadomić pewne zjawisko na podstawie Twojego wątku. Nie
            podoba mi się to przenoszenie życiowych negatywnych doświadczeń na inne osoby
            (moja Ex to suka, więc pewnie ty też).

            Pozdrawiam
            • domali Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 14:38
              virtual_moth napisała:


              > Jednakże widzę, że nawet odpowiedź Iggi została olana - chociażby przez
              Ciebie, Domali.


              Ja tylko o tym, bo reszta w takim układzie jest jasna. Nie został olany. Ja po
              prostu nie siedzę non stop przy komputerze.
              • virtual_moth Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 14:54
                Delikatnie się przyczepię, ale potraktuj to z przymrużeniem oka - skoro nie
                śledzisz, to nie zabieraj głosuwink

                A tak w ogóle to szanuję fakt, iż przyznałaś się do zbyt pochopnie wyrażonej
                opinii.

                Pozdrawiam
                • domali Re: samodzielna - bezrobotna?! 19.06.04, 12:22
                  virtual_moth napisała:

                  > Delikatnie się przyczepię, ale potraktuj to z przymrużeniem oka - skoro nie
                  > śledzisz, to nie zabieraj głosuwink


                  To ja delikatnie odpowiem: nie napisałam, że nie śledzę. Napisałam, ze nie
                  jestem non stop przy komputerze, więc nie zawsze jestem w stanie zareagować od
                  razu po pojawieniu się odpowiedzi na moj post smile
          • pelaga Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 11:26
            domali napisała:

            > czymś śmiesznym jest
            > tłumaczenie, że alimentów nie ma, bo nie miałam ochoty się tym zająć i
            > jednoczesne wyciąganie ręki po zasiłki

            I jak zawsze kazdy zrozumial wszystko tak, jak mu pasowalo. Juz w drugim zdaje
            sie poscie
            > igga-81 napisala:

            > Co do nieuregulowanej mojej sytuacji... hmm poprostu nie miałam ani czasu ani
            > ochoty pomyśleć o tym, za dużo problemów na głowie po prostu. I jakos kwestia
            > finansów zeszła na dalszy plan...

            Zadna nie pomyslala, ze dziewczyna byla tak zajeta choroba dziecka i innymi
            problemami, ze wloczenie sie po sadach bylo ostatnia rzecza, na ktora miala
            ochote??????????????

            Ja sprawe o rozwod i alimenty zalozylam ponad rok po roztaniu, bo wczesniej
            czas spedzalam miedzy rehabilitantem, a lekarzem, studiami i nauka do
            egzaminow. I choc alimenty "dobrowolne" docieraly, jak chcialy, to nie mialam
            czasu, ani OCHOTY dodawac sobie kolejnych stresow w sadzie. Pomogli mi rodzice
            i tez czasem mialam tego dosyc, choc bylam im bardzo wdzieczna za pomoc.

            Moze wlasnie dlatego rozumiem inaczej to, co napisala Igga???

            I nigdzie nie wyczytalam, ze najpierw zglosi sie po zasilki, zamiast po
            alimenty. Ja zrozumialam, ze ona nie wie, co sie nalezy, a co nie, wiec
            zapytala. I oczywiscie zagadzam sie, ze najpierw ojca powinno sie obciazyc
            kosztami utrzymania dziecka, a nie panstwo.

            Pozdrawiam
            • virtual_moth Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 11:36
              Pelaga, wydaje mi się, że nie trzeba być matką chorego dziecka, żeby zrozumieć
              choć częściowo sytuację takich matek. I naprawdę nie trzeba nie wiadomo jak
              dużych pokładów dobrej woli.
              Jednakże po lekturze niektórych postów dochodzę do wniosku, że chyba się mylę
              co do tej dobrej woliuncertain
              • mikawi Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 11:50
                dla wyjasnienia:
                w tym co napisała igga w pierwszym poście było sporo beztroski materialnej,
                mniej więcej brzmiało to tak: 1. nie pracuję, studiuję, mam dziecko 2.
                utrzymuje nas mama 3. ojciec dziecka nie płaci alimentów i nie są one w żaden
                sposób uregulowane; i pytanie na koniec - 4. czy cos należy mi się od państwa?

                stąd też taka moja reakcja - dla mnie to brak odpowiedzialności, bo taki
                wydźwięk miał ten post w swoim pierwotnym brzmieniu; dla pewności przeczytałam
                go jeszcze raz przed chwilą i tak on dla mnie wybrzmiał - dość beztrosko; nie
                chciałam urazić nikogo, ot i wszystko

                i virtual - ty tez wyluzuj z osądzaniem, skoro od innych wymagasz, bo sporo w
                tobie negatywnych emocji do wszystkich, którzy mają odmienne od twojego zdanie

                pozdrawiam
                mikawi - frontmenka macoch smile
                • virtual_moth Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 12:09
                  mikawi napisała:

                  > dla wyjasnienia:
                  > w tym co napisała igga w pierwszym poście było sporo beztroski materialnej,
                  > mniej więcej brzmiało to tak: 1. nie pracuję, studiuję, mam dziecko 2.
                  > utrzymuje nas mama 3. ojciec dziecka nie płaci alimentów i nie są one w żaden
                  > sposób uregulowane; i pytanie na koniec - 4. czy cos należy mi się od państwa?

                  A przeczytałaś moją odpowiedź na jej post? Po prostu zapytałam, dlaczego nie
                  postarała się o alimenty. Bez podtekstów. Chciałam tę sprawę wyjaśnić i do
                  głowy by mi nie przyszło, aby bez odpowiedzi wyciągać jakiekolwiek wnioski. Ty
                  nie miałaś z tym żadnych problemów. Dla mnie to oznaka złej woli.

                  > i virtual - ty tez wyluzuj z osądzaniem, skoro od innych wymagasz, bo sporo >
                  w tobie negatywnych emocji do wszystkich, którzy mają odmienne od twojego
                  > zdanie

                  Nie osądzam, wyciągam wnioski na podstawie faktów. Fakty są takie, że nie ma w
                  Tobie dobrej woli poznania sytuacji danej osoby, wyciągasz pochopne wnioski na
                  podstawie zdawkowych informacji, które OBIEKTYWNIE do wyciągania jakichkolwiek
                  wniosków nie nawołują.
                  I to mnie CHOLERNIE złości. Dla jasności - nie to, co odczuwasz ani jaka
                  jesteś, ale postawa, jaką reprezentujesz na forum.

                  Pozdrawiam
                  • mikawi Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 12:15
                    virtual_moth napisała:
                    > Fakty są takie, że nie ma w
                    > Tobie dobrej woli poznania sytuacji danej osoby, wyciągasz pochopne wnioski
                    na
                    > podstawie zdawkowych informacji, które OBIEKTYWNIE do wyciągania
                    jakichkolwiek
                    > wniosków nie nawołują.
                    > I to mnie CHOLERNIE złości. Dla jasności - nie to, co odczuwasz ani jaka
                    > jesteś, ale postawa, jaką reprezentujesz na forum.

                    twoje prawo, po to jest forum, ile osób tyle postaw smile
                  • chalsia Re: samodzielna - bezrobotna?! 19.06.04, 00:49
                    Zgadzam się z Nocną Ćmą w poniższym (o Mikawi):

                    >Fakty są takie, że nie ma w
                    > Tobie dobrej woli poznania sytuacji danej osoby, wyciągasz pochopne wnioski
                    >na
                    > podstawie zdawkowych informacji, które OBIEKTYWNIE do wyciągania
                    jakichkolwiek
                    > wniosków nie nawołują.

                    Mikawi tak po prostu ma (też tego w przeszłości z jej strony doświadczyłam). I
                    niestety miłe to nie jest. Ale nikt nie jest idealny.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia
                • igga-81 Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 12:10
                  > stąd też taka moja reakcja - dla mnie to brak odpowiedzialności, bo taki
                  > wydźwięk miał ten post w swoim pierwotnym brzmieniu; dla pewności
                  przeczytałam
                  > go jeszcze raz przed chwilą i tak on dla mnie wybrzmiał - dość beztrosko; nie
                  > chciałam urazić nikogo, ot i wszystko

                  nie rozumiem dlaczego sie czepiasz??? wcale nie czuję się beztrosko, w skrócie
                  poprostu przedstawiłam moją sytuację. Nie miałam ochoty się spowiadać i
                  tłumaczyć przed ogólem co mnie skłoniło do... no ale wyszło inaczej

                  nie wiem czy zauważyłaś ale także pisze o tym że tatuś traci prace a ja chce
                  obciążyć alimentami tesciów.
                  sprawa znajdzie się z całą penością w sadzie

                  Jak sądzę ubawiłyście się przednio moimi problemami

                  wiecej dobrej woli, na przyszłość w rozumieniu cudzych spraw, które nie zawsze
                  maja oczywiste rozwiązanie
                  Koncze, obudziło się dziecko
        • burza4 Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 11:32
          Nikt tu nie sugerował, że samodzielne królują na listach bezrobotnych z wyboru.
          Ale i takie się zdarzają, podobnie zresztą jak w innych grupach społecznych,
          więc nie każ współczuć wszystkim w czambuł jak leci.

          Jako eks nie żyłam ani z alimentów, ani z zasiłków, bo ich nie dostawałam.
          Liczyłam na siebie. Jako next nie mam nic do swojej eks, i uważam że mój chłop
          postąpił fair zabezpieczając ją finansowo, choć pociągało to za sobą
          horrendalne koszty a sam dłuuuugo wychodził z finansowego dołka. I mimo tego
          otrzymanego zabezpieczenia znalazła pracę, choć jest w mało popularnym wieku i
          bez specjalnego doświadczenia. I szczerze mówiąc jak to określasz, tzw.
          leserstwo widzę częściej w pełnych rodzinach wśród znajomych dziewczyn, które
          szukają pracy w sposób okreslany przez moją babcię "i proszą Boga, żeby nie
          znaleźć".

          Nie każ mi więc różnicować ludzi na samodzielne i z pełnych rodzin, czy next i
          eks. Dla mnie podział jest inny - na tych, którzy chcą pracować i szukają i na
          tych, którzy siedzą z załozonymi rękami.
          • virtual_moth Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 11:43
            Burza, problem polega nie na dostrzeganiu różnych postaw u ludzi bezrobotnych.
            Wiadomo, ze są różni ludzie i moim zdaniem niepotrzebnie rozpisujesz się o tym,
            co jest oczywiste.

            Problem leży gdzie indziej. Niektóre z Was chętniej kwalifikują samodzielne do
            tej gorszej, leniwej grupy, niemalże domyślnie. Jesli jakaś samodzielna nie
            pracuje, to OD RAZU, bez zastanowienia wydaje się osąd o przynależności
            do "bezrobotnych z wyboru". Nie chce się wtedy dostrzegać tych faktów, o
            których tak rozlegle się rozpisujesz.

            • burza4 Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 11:59
              Zapominasz o jednym - znakomita większość z "nas" też była kiedyś samodzielna i
              doskonale wiemy z czym to się je. I jakoś nie zauwazyłam OGÓLNIE żeby
              automatycznie wszystkie samodzielne były tak kwalifikowane, tylko dlatego że są
              samodzielne. Autorka watku użyła kilku niefortunnych sformułowań, które coś tam
              sugerowały i stąd ten negatywny odzew. Zdarza się, ale nie zauważyłam, że jest
              to regułą. Sama zwracałaś uwagę na generalizowanie, więc też nie geralizuj...
              • virtual_moth Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 12:32
                burza4 napisała:

                > Autorka watku użyła kilku niefortunnych sformułowań, które coś tam
                > sugerowały i stąd ten negatywny odzew.

                Mnie one nic nie sugerowały. Ślepa jestem chybauncertain
                Co do negatywnego odzewu - nie zelżał nawet po tym, gdy autorka postu bardziej
                uszczegółowiła opis swojej sytuacji. Po prostu głupio tak jakoś przyznać, że
                się nie miało racji, że pochopnie wydawało się osąd. Teraz lepiej
                powiedzieć "no, masz rację, ale i tak powinnaś zrobić to czy tamto" i to
                irytującym protekcjonalnym tonem.

                > Zdarza się, ale nie zauważyłam, że jest
                > to regułą. Sama zwracałaś uwagę na generalizowanie, więc też nie geralizuj...

                Gdybym nie uważała, że jest to regułą, nie zaczynałabym tego wątku. Każda z nas
                ma inne obserwacje i na co innego zwraca uwagę, ja akurat zwróciłam uwagę na
                zbyt pochopne osądzanie innych przez te "mądrzejsze" i "pracowitsze". Nie
                kwestionuję tego, że mogłaś takiej sytuacji nie dostrzec.

                Pozdrawiam
          • igga-81 Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 11:48
            . Dla mnie podział jest inny - na tych, którzy chcą pracować i szukają i na
            > tych, którzy siedzą z załozonymi rękami.

            jak rozumiem zakwalifikowałaś mnie do tej drugiej grupy?
            no cóż syty głodnego nie zrozumie.


            a może już się czepiam, bo jestem dzięki niektórym baaardzo przewrażliwiona?
            • burza4 Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 12:04
              czepiasz się smile)) chodziło mi o osoby innego pokroju i w innej sytuacji, np.
              takie jak w watku na emamie
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=13008117
              mi chodziło tylko o to, żebyś się zakręciła w miarę możliwości dookoła tego, co
              możesz uzyskać w tej sytuacji - alimentów i zasiłków. Możesz nie mieć energii,
              ale te pieniądze są dziecku potrzebne! musisz się zmobilizować, w końcu nie
              potrzebujesz na waciki dla siebie tylko na leczenie i utrzymanie dzieciaka!
              • igga-81 Re: samodzielna - bezrobotna?! 18.06.04, 13:54
                > mi chodziło tylko o to, żebyś się zakręciła w miarę możliwości dookoła tego,
                co
                >
                > możesz uzyskać w tej sytuacji - alimentów i zasiłków. Możesz nie mieć
                energii,
                > ale te pieniądze są dziecku potrzebne! musisz się zmobilizować, w końcu nie
                > potrzebujesz na waciki dla siebie tylko na leczenie i utrzymanie dzieciaka!

                no właśnie o to mi chodzi, dlatego założyłam ten przeklety wątek, by ktos
                posłużył mi radą - gdzie się udać i czy cokolwiek będę w stanie załatwić.
                Na szczęście oprócz słów przypinających mi etykietkę lenia, bezmyślego
                beztroskiego nieroba itepe otrzymałam także odpowiedzi na temat.

                Czytałam zamieszczony wątek o długu...ale mnie pocieszyłaś, to znaczy że taka
                najgorsza i najleniwsza to nie jestem wink))

                pozdrawiam
    • nilka13 Re: samodzielna - bezrobotna?! 20.06.04, 13:06
      Virtual-ja też zauważyłam taką tendencję. Bez bawienia się w słówka- posty są
      na tyle czytelne, że można bez trudu zauważyć potępienie niepracujących matek.
      - bezrobocie jest większe, niż pokazuje to łaskawie nam panujący kolorowy
      telewizorek- pod przykrywką ofert pracy w pośredniakach często kryją się
      propozycje zatrudnienia o wynagrodzeniu nie pokrywającym wydatków i włożonego
      wysiłku, także bez świadczeń socjalnych.
      -matki małych dzieci są specjalną kategorią bezrobotnych- pracodawcy unikają
      ich jak ognia (tylko proszę- bez komunałów o prawie pracy:-\)
      - istnieje kilka modeli rodziny- matki mogą dzieci wychowywać (co z reguły jest
      dla dzieci korzystniejsze), albo iść do pracy (jeśli mają na nią szansę), a
      dzieci oddać pod opiekę. Na szczęscie wolność osobista pozwala to wybierać.
      Dyrektywy „dzieci do złobków, kobiety na traktory” nie są najszczęśliwszym
      rozwiązaniem, co przeszłość już pokazała. Jeśli wierzycie, że w żłobkach
      opiekunki biegną do niemowlęcia na pierwszy jego krzyk, to się mylicie.
      Niewiele matek, bez ważkich przyczyn, pozbawia dziecko swej opieki w czasie
      najbardziej mu potrzebnym: karmienia piersią, wczesnego dzieciństwa, choroby,
      traumatycznych przeżyć- np. rozstania rodziców.
      • nilka13 Re: samodzielna - bezrobotna?! 20.06.04, 13:07
        -dziecko niepełnosprawne lub chore wymaga nie tylko całodobowej opieki, ale
        wielogodzinnej rehabilitacji, męczących i czasochłonnych wizyt u specjalistów,
        zabiegów, wyjazdów. Angażuje to całą rodzinę, co dopiero mówić o sytuacji,
        kiedy tatuś dał nogę (co zdaża się nagminnie). Ja podziwiam iggę, że jej się
        CHCE jeszcze studiować. A i społeczeństwo będzie miało wiekszy pożytek z iggi-
        wykształconej, niż z iggi- nieuka. Nie mówiąc już o jej dziecku.
        -z prawnego, socjalnego i psychologicznego punktu widzenia- ktoś musi te dzieci
        jednak wychowywać, a zobowiązani są do tego właśnie rodzice. Skoro nie robi
        tego ojciec, robić to musi matka. Jeśli ojciec odchodzi, umiera lub zostaje
        porzucony- dziecko już traci jednego rodzica. Dlaczego ma tracić drugiego?
        -mężczyźnie jest łatwiej znaleźć pracę- statystyki są bezlitosne
        -kobietom trudniej przyjdzie znaleźć pracę- bo Agatled zajęła już 3 etatywink
        • nilka13 Re: samodzielna - bezrobotna?! 20.06.04, 13:08
          - ja mam pracę, ale planowałam wychowawczy- bo chcę dać moim dzieciom, to co
          najważniejsze. Niezaspecjalnie cieszy mnie fakt, że w obliczu rozstania stanę
          przed koniecznością pracy, aby ulżyć tatusiowi dzieci w wysiłku zarabiania.
          Niekoniecznie też, domagając się alimentów, ulegnę empatycznej trosce o
          możliwość potencjalnego rozmnażania się mojego jeszcze (niestety) męża i status
          ekonomiczny jego następnej rodziny. Bo że go ktoś przygarnie- nie wątpię.
          - a internet do wychowywania różnie się ma- jednym rozbija rodziny, innym jest
          jedynym kontaktem ze światem (no nie , virtual?)

          ----------------------
          dzisiaj strajkujębig_grin
      • pelaga Re: samodzielna - bezrobotna?! 20.06.04, 13:29
        nilka13 napisała:

        > „dzieci do złobków, kobiety na traktory”

        Taaaakkkk wink Dziwne jest to, ze jak w pelnym malzenstwie kobieta idzie na
        wychowaczy, to spotyka sie pelnym zrozumieniem i wrecz mowi sie, ze odnalazla
        sie w roli matki, dzieci kocha i zalezy jej na ich wychowaniu, wtedy ojciec
        jest od tego, zeby zarobic pieniadze na dzieci w 100% (i nadal nie zrozumiem
        czym to sie rozni od alimentow pokrywajacych w 100% potrzeby dziecka). Jak
        samotna matka chcialaby isc na wychowaczy, to jest leniem i nierobem, bo
        obciaza ojca kosztami utrzymania dzieci.
        Zadziwiajace...

        Pozdrawiam
        • chalsia Re: samodzielna - bezrobotna?! 20.06.04, 15:21
          Jak byłam w ciąży, to myślałam, by wrócić do pracy zaraz po macieżyńskim. Razem
          z (wtedy jeszcze) mężem kiedyś wcześniej nawet myśleliśmy, by to on poszedł na
          wychowawczy, bo ja zarabiałam sporo więcej od niego. On nawet był chętny. W
          miarę upływu maciezyńskiego coraz mniej miałam ochotę wracać do pracy (i to nie
          dlatego, że nie lubię swojej pracy czy w ogóle pracować), tym bardziej, że mały
          to silny alergik i wymagał też trochę rehabilitacji. I gdybym mogła to
          zostałabym w domu na 2 lata (a może nawet i 3 wychowawczego). No ale cóż, facet
          odszedł i jakoś nie widziałam szans na to by chciał utrzymywać mnie, dom i
          dziecko oraz swoje własne życie. On po odejściu (mimo, że byłam na wychowawczym
          parę miesięcy) nie dał ani grosza na dom (na dziecko trochę płacił). Po za tym
          naraziłabym swoją karierę/pracę i dalsze życie (czyt. żródło utrzymania) gdybym
          jednak została dłużej w domu (nie mając zaplecza w postaci pracującego męża).
          Tak więc rozstanie z mężem odebrało mi jedyną w życiu możliwość bycia z
          dzieckiem w jego pierwszych latach i wychowywania go w pełni (oczywiście, mam w
          zamian za to bezpieczeństwo finansowe - pracę). Mimo tego boli mnie to, smutno
          mi z tego powodu. I nic mi tego nie wróci.

          I jeży mnie takie nierówne traktowanie - dokładnie tak jak napisała Pelaga -
          jak kobieta w związku zostaje z dzieckiem w domu to jest OK, ale jak jest to
          kobieta samotna - to już nie jest OK.
          A dzieci, w kazdym z tych przypadków, tak samo potrzebują matki (czyt. osoby, z
          którą mają najmocniejszą więź).

          Pozdrawiam,
          Chalsia
    • nilka13 Re: samodzielna - bezrobotna?! 20.06.04, 13:10
      virtual_moth napisała:

      >
      > P.S. Acha. Może ktoś wie co oznacza termin "praca przez internet". Czy chodzi
      > tu o etat wiercaczawink ścian w firmie zakładającej stałe łącze?wink Mówię, bo
      > mój szwagier właśnie pracuje w ten sposób przez internet. Zarabia 200
      > zł.mesiąc, ale to pewnie dlatego, że leniwy jest.


      Leniwy jest, virtual. Porobiłby sobie parę rozbieranych zdjęć, to by "zarobił
      przez internet"
      • mam_kaprys Re: samodzielna - bezrobotna?! 20.06.04, 14:18
        Ja jestem przykladem prawie juz samodzielnej i bezrobotnej. Inaczej leniwej i
        niezaradnej.Sama sobie takie zycie stworzylam, nie pracujac, wychowujac 4
        dzieci. I wiecie, ja sie w tym naprawde realizowalam. Nie myslalam nawwet o
        pracy, bo moim zyciem byl dom. Juz zaraz widze niektore zlosliwe komentarze.
        wychodzac za maz, nie przewidywalam ze kiedys bede sie rozwodzic. Planowalam
        takie zycie do konca. A tu wyszlo cos innego.. Za stara do pracy, za mloda aby
        umrzec.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka