danaide
27.08.12, 01:38
Tytuł przewrotny, ale opiszę pewien incydent.
2 tygodnie temu córeczka na Skype zobaczyła tatę w towarzystwie dwójki dzieci, ok. 5 i 7 lat. Znam je, to dzieci jego znajomego. Córeczka była zafrapowana, mówiła "jego dzieci kolegi". Po tamtej stronie śmiechy chichy. Jej było autentycznie przykro.
Po 2 tygodniach (tydzień przerwy nie z naszej winy) zobaczyła ojca na Skype i pyta gdzie są jego dzieci. A ten geniusz intelektu odpowiada "We Francji". Czasem się wtrącam i dziś było czasem (zresztą akurat przechodziłam i tłumaczyłam pytania córeczki): "Nie, prawidłowa odpowiedź brzmi: to nie są moje dzieci! Dzieci mojego kolegi są ze swoimi rodzicami we Francji.".
(Trochę językowy gniot, ale co warto powiedzieć warto powtórzyć).
Czepiam się czy rzeczywiście dla dziecka może to mieć znaczenie? Jakie są Wasze doświadczenia kiedy eks ma rzeczywiście inne dzieci, z którymi spędza więcej czasu i tworzy "normalną" rodzinę? Emocje Waszego dziecka, Wasze emocje?
P.S. Przyznaję się do jednego z licznych grzechów SM - tak, mówię czasami źle o ojcu przy małej. Takie sytuacje mi to ułatwiają.