jodi20l
20.11.12, 09:05
Witam
w skrajnej desperacji jestem, zupełnie nie wiem co robić.
Po rozwodzie ponad rok, wychowywanie dzieci wspólne, przynajmniej na papierze i takie sama prawa wobec dzieci, przy czym miejsce zamieszkania dzieci zawsze ze mną. o sposobie kontaktów ojca z dziećmi sąd nie decydował, mój niepoprawny optymizm.
Z mniejszymi bądź większymi problemami ale się dogadywaliśmy. do czasu. Zawsze z propozycjami spotkania wyskakiwał dzień przed zabraniem na weekend, albo rano, że weźmie je za 3-4 godziny, często mówił, że odstawi je o konkretnej godzinie i spóźniał się ok1,5h. Ostatnim razem odstawił dzieci w stanie nietrzeźwym, kolejny raz przychodząc później niż się umawialiśmy. na mój telefon z pytaniem gdzie są dzieci i o której zamierza je odstawić zareagował krótkim p**l się. Fakt faktem odstawił je 15 minut po moim telefonie, ale jak wspominałam w stanie nietrzeźwym (przywiozła dzieci i eksa jego neksia), zaczął mi się awanturować, walić w drzwi, wtargnął do mieszkania, gdzie zaczął trzaskać drzwiami do łazienki. Tutaj kolejna moja naiwność gdyż nie zadzwoniłam na policję tylko ze względu na dzieci. Wczoraj oznajmił, że będzie po dzieci w środę o 17.30. na moje pytanie, o której je odstawi- cisza. Tak się składa, że w środę pracuję na 2 zmianę i nie będzie mnie kiedy się zapowiedział. co robić? czy w sytuacji kiedy opiekę nad dziećmi teoretycznie sprawujemy oboje, istnieje szansa na prawne ustalenie jego kontaktów z dziećmi? czy on teraz może sobie tak wyskakiwać kiedy mu pasuje i odstawiać je jak mu wygodnie bez informowania mnie o tym? czy mogę mu nie wydawać dzieci kiedy jest w stanie nietrzeźwym i odprowadza je w takim stanie, pomimo, że jest ze swoją trzeźwą neksią? bardzo proszę o konkrety jak działać