chciałam się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami. proszę byście poważnie
rozważyły kwestię przyznania ojcom Waszych dzieci praw rodzicielskich.
praktyka jest taka, że tzw. uznanie dziecka, w bardzo dużym stopniu zależy od
Was, ojcowie nie mają prawa pozytywnego dochodzenia ojcostwa (choć niedawno
Szymon pisał, że jest projekt ustawy, która ma to zmienić, ale chyba jeszcze
nie weszła w życie). abstrahując od tego, czy jest to sprawiedliwe, czy nie,
zastanówcie się bardzo poważnie czy z tego nie skorzystać (z resztą wielu
tatów - w tym mój były - wcale się nie rwie do uznania dziecka)...
co więc mnie skłoniło do zgody na uznanie dziecka przez mojego byłego:
1/ uważałam, że jako ojciec ma do tego prawo, wręcz jest to oczywiste...
2/ miałam nadzieję, że jeszcze się między nami ułoży...
a teraz reality:
1/ ojciec bardzo chętnie korzysta ze swoich praw, do tego bardzo kapryśnie,
nie licząc się z potrzebami dziecka, w ogóle nie poczuwa się do żadnych
obowiązków (nie płaci alimentów - ja nie nalegam - ale potrafi wypomnieć
każdą pierdołę, którą kupił jak jeszcze byliśmy razem, a której jeszcze nie
zabrał - a nie ma tego dużo, odwiedza dziecko jak ma czas, zero regularności,
powiadomienie w dniu wizyty, ale stroi fochy jak ja akurat nie mogę go
ugościć)
2/ ułożyć się nie udało i było to oczywiste już jak byłam w ciąży...
3/ teraz pkty cięższego kalibru - ułożyłam sobie życie z kim innym,
spodziewamy się kolejnego dziecka - i nie daje mi spokoju, że w razie mojej
śmierci synek trafi do swojego biologicznego ojca (nie dość, że straci matkę,
to jeszcze ojczyma, z którym się bardzo kochają i rodzeństwo, i dom, a
opiekować się nim będzie facet, który ma zero poczucia odpowiedzialności, sam
jest dużym dzieckiem i na dodatek wcale go nie zna - godzinne, nieregularne
wizyty, nie częściej niż raz w miesiącu chyba nie pozwalają wytworzyć trwałej
więzi)
4/ jestem przekonana, żeby były będzie się starał konkurować z moim obecnym o
względy dziecka, nie przebierając w środkach niestety (nie mam nic przeciwko
zdrowej konkurencji, takim małym przekupstwom, czy temu, że biol. będzie
atrakcją, a my codziennością, ale już poważnie obawiam się nastawiania synka
przeciwko nam i stawiania go przed koniecznością wyboru, i tego typu
niezdrowych praktyk)
myślę Dziewczyny, że jak byście dobrze poszukały na tym forum, to lista
przeciw mogłaby się dramatycznie wydłużyć.
alimenty są sprawą niepewną, zaś odebranie praw rodzicielskich jest bardzo
trudne.
chciałam przy tym podkreślić, że mój były, nie jest ostatnim draniem. to
raczej przyzwoity człowiek, wesoły, miły, naprawdę da się lubić.. tylko
egoista okropny i nieodpowiedzialny, do wszystkiego podchodzi ambicjonalnie,
ale też brakuje mu ambicji, tam, gdzie by się przydała, sam jeszcze dzieciak
(choć już stary

ech... ja żałuję, że się zgodziłam. tym bardziej, że on nie bardzo chciał, a
teraz już się nie zrzeknie...
pozdrawiam i biorę się za okropnie zaniedbaną robotę. musiałam się wyżalić,
bo okropnie mi smutno.
Sokka