ann.k
05.12.13, 14:50
Witam się nowa na forum.
Jestem mamą trzyletniego chłopca. Od tygodnia mieszkamy sami, wyrzuciłam męża z domu po tym jak odkryłam jego zdradę i ogrom obrzydliwości jakich się dopuścił w stosunku do nas na przestrzeni ostatnich miesięcy. Pozew rozwodowy jest już w sądzie.
Dołączam do was, bo mam nadzieję znaleźć tutaj wsparcie w tej nowej dla nas sytuacji. Z ekonomicznego punktu widzenia nie mam na co narzekać. Mam pracę, swoje mieszkanie, stać nas na utrzymanie. Z logistycznego też nie, bo realnie to ja zawsze byłam główną opiekunką dziecka i to ja "ogarniałam" tematy związane z przedszkolem, wakacjami, wolnym czasem, itd.
To co mnie przeraża to przyszłość. Mój mąż jest niedojrzały, nie umie sobie poradzić z nową rzeczywistością, on by najchętniej mieszkał dalej z nami (bo mu teraz brakuje elementów codziennej układanki) i spotykał się z nią, bo ją kocha, a ona jego. Wszystkie rozmowy i wyjaśnienia spadają na mnie. Na razie nie wspominałam synowi, że tata ma inną kobietę i to ona była powodem wyrzucenia go z domu. Trzylatek i tak by nie zrozumiał, a zależy mi żeby miał kontakt z ojcem. Ojcu też zależy na tych kontaktach i codziennie pyta czy mozemy się dzisiaj spotkać. Teraz nagle ma dla niego czas, codziennie by mógł z nim być i nijak nie może się postawić w sytuacji dziecka i próbować dać mu czas na ułożenie sobie w głowie jak to teraz będzie.
Syn z kolei wydaje się lepiej to wszystko znosić. Nie było go w chwili wyprowadzki ojca z domu, po powrocie nie zapytał nawet gdzie on jest, dopiero następnego dnia zamiast jak zawsze pójść do niego do pokoju, powiedział do mnie: wiesz ja myślę, że tata już nie wróci. Teraz też nie płacze przy rozstaniach z ojcem (dwa razy się z nim spotkaliśmy), jest pogodny i zadowolony, trochę mocniej niż wcześniej ze mną związany, najchętniej by mnie nie odstepował na krok.
Myślę, że to teraz to chwilowe. A może nie? Powiedzcie, jak wasze dzieci znosiły taką sytuację? Czego jeszcze sie mogę spodziewać? I jak w ogóle wychowywać samotnie syna. Tego się boję najbardziej. Że nie podołam.