emily_hope
28.10.14, 14:52
Witajcie,
Mam pytanie - jak to jest w praktyce, jeśli mąż się nie zgadza na proponowany przeze mnie plan wychowawczy? Czy sąd może na pierwszej rozprawie podjąć jakieś decyzje (jeśli uzna co jest dobre dla dziecka) czy będzie nas odsyłał na mediacje itd itd itd i będzie się to ciągnęło w nieskończoność? W planie zależy mi, aby mąż miał częsty (w moim mniemaniu być może) kontakt z córką, co drugi weekend (od piątku po przedszkolu do poniedziałku do odprowadzenia do przedszkola) i albo jeden dzień w tygodniu z nocowaniem u niego albo dwa dni (ale na zasadzie odprowadzania do domu o 20, bez nocowania poza domem). Wiem już, bo znam męża, że na to nie przystanie, już mi to wielokrotnie mówił, bo kłóci się ze mną, że chce równo 50% czasu spędzać z dzieckiem (nie wiem czy tu o kasę nie chodzi, bo on się nawet o 20 zł kłóci i pewnie myśli, że jak będzie miał 50% czasu to sąd zasądzi mniejsze alimenty z racji równego podziału obowiązków) - nie żałuję jemu, ale uważam, że dwa dni tu, dwa dni tu to niedobre rozwiązanie dla czterolatki. Już teraz widzę po tych czterech miesiącach od rozstania, że mała nie bardzo wie gdzie jest jej dom, bo jest taka przerzucana co chwilę z miejsca na miejsce.
Nie mam na celu zrobić na złość mężowi, żeby ograniczyć jego kontakty z dzieckiem, ale myślę tylko o jej dobrze i o pewnej stabilizacji. Nie wyobrażam sobie co dwa dni przerzucania jej jak np pójdzie do szkoły - noszenie się z książkami na 2-3 dni, odrabianie lekcji i ciągłe bycie jak na wylocie.
Poradźcie mi proszę, czy sąd może się przychylić do tego mojego planu? co drugi weekend i dwa dni w tygodniu odwiedzin/spotkań bez nocowania (lub jeden dzień z nocowaniem) czy raczej będzie dążył do tego, żebyśmy "sami" na mediacjach się dogadali. Jak to wygląda? Bardzo ale to bardzo zależało by mi na szybkim załatwieniu sprawy - ze względu na dziecko i to, żeby jak naj mniej czuła się w to wciągana.