Dodaj do ulubionych

Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie...

27.09.04, 13:01
Co mam robić? Mam 14 miesięczna córeczkę i jestem bardzo samotna. Mój mąż
przestał mnie kochać, intersować itp.Nie moge liczyć na wsparcie z jego
strony tylko praca, po pracy komputer, gry i zabawy, w ogóle nie rozmawiamy i
nie mamy o czym rozmawiać, po prostu przestał mnie kochać...Jestesmy 3 lata
po ślubie, a ja sie czuje jakby conajmniej 25lat po ślubie. Problem w tym, że
nie ma tu żadnej patologii (ani alkoholu, awantur czy zdrad) po prostu brak
miłości, i czułości. Jeśli jestem grzeczna tzn nie kłoce się to oddaje mi
wszystkie pieniądze, a zarabia sporo. Chciałabym od niego odejść, bo teraz
też nie czuję, żebym miała męża. Ale nie poradzę sobie finansowo, jestem
teraz na zasiłku dla bezrobotnych, on nie chce rozwodu ze względu na dziecko,
które bardzo kocha... Wiec jaki sąd da mi taki rozwód? Z orzekaniem o winie
nie ma szans? Jak tu czytam posty to jestem załamana-jestem tylko szara
samotną myszką. Więc moze tylko sprawa o alimenty, żeby zagwarantowac sobie
dochód na dobry poczatek? Czy można cos takiego zrobić? Skoro on w sumie łoży
na dziecko pieniądze (ale jakbym chcała od niego odejsć to by ich mi przecież
nie dawał dobrowolnie) ? czy może separacja? Ale przecież to kosztuje? Z
drugiej strony sądy są przecież zawalone takimi sprawami? Co mam robić?
Dłużej tak nie moge...
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 13:11
      możesz dochodzić sądownie w trakcie trwania małżeństwa alimentów na dziecko
      oraz na siebie, skoro pozostajesz na jego utrzymaniu a on pieniadze daje z
      łaski i kiedy ma na to ochotę (tak to zroumiałam).

      pzdr,
      Chalsia
    • tygrysica_krakow Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 13:30
      Zadam Ci pytanie trochę nie na temat. On przestał kochać Cię gdy urodziło się
      dziecko?? Czy już wcześniej?? U mnie to było tak, że eks zmienił się gdy małą
      przyszła na świat. I teraz po przeczytaniu Twojego posta przyszła mi do głowy
      taka myśl, że faceci często przestają kochać swoje żony/ partnerki gdy
      przychodzi na świat dziecko.
      ulala- a Ty go jeszcze kochasz?? Może pomoże Wam jakaś terapia małżeńska??
      Widzisz na to jakieś szanse??
      • ulala00 Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 14:07
        Masz rację tak sie stało odkąd Ola przyszła na świat, od tego momentu strasznie
        się oddaliliśmy od siebie. Czy go kocham? Mimo wszystko myśle, że jescze tak,
        dlatego to tak strasznie boli, ze nie moge się do niego przytulić, bo jest
        zmęczony i szuka tysiąc wymówek żeby go nie męczyła i do niczego nie
        zmuszała... Najgorsze jest to, ze mieszkam z dala od rodziny i nawet nie mam
        sie komu pożalic i z kim pogadać!!! Moim marzeniem jest sie z tad wyprowadzic z
        powrotem do mojego rodzinnego miastecza, wtedy bym łatwiej znosiła ta samotność
        i ta całą sytuację, ale on nie chce o tym słyszeć. A ja naprawdę mam już
        dość!!! Ostatnio zabrał mi komórkę za moje "fochy", którą sam mi kupił i w ten
        sposób pozbawił mnie prywatności i kontaktów ze znajomymi, po ostatnim
        formatowaniu komputera nie zrobił mi mojego konta w komputerze, tak mnie karze
        za moje nieposłuszeństwo!!! Więc naprawdę nie wiem co mam robić!!!
      • maja312 Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 14:07
        Też proponuję , jakąś terapie małżenska( jeśli czujesz , że jest szansa na
        uratowanie waszego związku), lub może wystarczy szczera rozmowa. Moze Twój maz
        ma jakies problemy o których nie wiesz i dlatego " ucieka" w komputer i pracę.?
        Spróbuj sie rozeznać w sytuacji.
        • ulala00 Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 14:17
          Jesli chodzi o terapię małżeńska to nie ma szans!!! Rozmawiałam z nim na ten
          temat to mnie wyśmiał - on nie widzi żadnego problemu!!!A szczera rozmowa? my
          już nie potrafimy szczerze rozmawiać on woli pogadać na czacie czy gg ze
          znajomymi (nawet z laskami). Pozostaje mi albo tkwic w tym monotonnym
          małżeństwie i czekac aż cos się poprawi samo? Może jak zaczne pracować za 2
          lata bo dopiero wtedy mąż mnie chce puscic do pracy to by się to zmieniło lub
          mi by to przestalo przeszkadzać jak bym miała do kogo sie odezwać i bym
          przebywała miedzy ludźmi ale czy ja wytrzymam psychicznie do tego czasu?
          Przyznaję, że jestem słaba psychicznie i aby co to ryczę po kryjomu i boje się
          na jakieś samodzielne kroki w sądzie!!!Ale chyba musze być odważna!!!
    • kropkaa1 Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 14:29
      Wiesz tak czytam sobie ten twój list i zastanawiam się czy ty wogóle wiesz co
      robisz... Masz męża który jak twierdzisz nie zdradza i zajmuje się tobą, kocha
      bardzo Twoje dziecko itp. Nie ma zdrady, nie ma kłutni. Czyli co stan rodziny
      jest ok. Twierdzisz że nie ma czułości i ciepła - dziewczyno spróbuj więc tą
      czułość i to ciepło wypracować sama. Wiesz ile na tym forum jest dziewczyn,
      porzuconych, zranionych które cały czas dążą do tego aby dom rodzinny zbudować
      jeszcze raz. Nie poddawaj się tak łatwo. Może zabardzo uległaś jego
      przyzwyczajeniom, za mocna przelałaś miłość na dziecko. Spróbuj przytulić się
      wieczorem pogadać, razem pomilczeć. Nie rezygnuj z małżeństwa tak łatwo, nie
      wiesz jeszcze jak źle być samej z dzieckiem!!!!

      pozdrawiam i trzymam kciuki,
      kropka
      • chalsia Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 14:39
        Kropka,
        wszystko co piszesz to mądre rzeczy.
        ALE - zabieranie komórki czy inne "złośliwości" (typu komputer) to już nie za
        bardzo dobrze wygląda. W domu nie musi być zdrad czy awantur. Za to może być
        przemoc psychiczna .........

        Pozdrawiam,
        Chalsia
      • nastka72 Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 15:33
        kropkaa1 napisała:

        > Wiesz tak czytam sobie ten twój list i zastanawiam się czy ty wogóle wiesz co
        > robisz... Masz męża który jak twierdzisz nie zdradza i zajmuje się tobą,
        kocha
        > bardzo Twoje dziecko itp. Nie ma zdrady, nie ma kłutni. Czyli co stan rodziny
        > jest ok. Twierdzisz że nie ma czułości i ciepła - dziewczyno spróbuj więc tą
        > czułość i to ciepło wypracować sama. Wiesz ile na tym forum jest dziewczyn,
        > porzuconych, zranionych które cały czas dążą do tego aby dom rodzinny
        zbudować
        > jeszcze raz. Nie poddawaj się tak łatwo. Może zabardzo uległaś jego
        > przyzwyczajeniom, za mocna przelałaś miłość na dziecko. Spróbuj przytulić się
        > wieczorem pogadać, razem pomilczeć. Nie rezygnuj z małżeństwa tak łatwo, nie
        > wiesz jeszcze jak źle być samej z dzieckiem!!!!
        >
        > pozdrawiam i trzymam kciuki,
        > kropka

        niby jak ma te czulosc wypracowac sama ????
        toz napisala ze facet nie ma ochoty sie nawet przytulac.
        to ze nie ma zdrady i pijanstwa na przyklad to nie znaczy ze dziewczyna nie ma
        prawa byc nieszczesliwa !

        stan rodziny jest ok ???
        milosc,czulosc i uwaga ze strony partnera to podstawa zwiazku !nie moze on sie
        opierac na kasie i zabieraniu komorki no litooosci!

        nastka
        • mikawi Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 16:14
          no to jak jej źle niech sklada pozew i się rozwodzi. Głównym problemem autorki
          jest:
          1) czy da się zwalic wine na męża
          2) zagwarantowac sobie dochód w postaci alimentów
    • vialle Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 17:45
      jesli moge cos Ci radzic - a chyba prosilas o rade - to zastanow sie czy nie
      mozna uratowac Twojego zwiazku. Macie dziecko i jesli nawet Ty sama dla siebie
      machnelabys reka na ten zwiazek, masz powod zeby zrobic wszystko aby upewnic
      sie czy to sie nie da naprawic. Moze sie nie dac naprawic, ale mysle, ze Twoja
      odpowiedzialnoscia wobec dziecka jest solidnie zajrzec w siebie, odsunac na bok
      nagromadzone zle emocje i zastanowic sie konstruktywnie czy mozesz cos zrobic,
      podjac jakas probe zeby przywrocic to, co kiedys zapewne Was laczylo. Choc Ty
      mozesz byc bardzo rozgoryczona, znudzona czy rozczarowana (cokolwiek to jest -
      masz wg mnie do tego uczucia prawo, jesli czujesz ze zwiazek sie tak
      niekorzystnie zmienil, to pewnie cos w tym jest) - to mimo Twojego
      rozczarowania sadze ze powinnas poszukac w sobie energii by zrobic wszystko co
      mozesz - zanim zrezygnujesz.
      Wez pod uwage, ze psychologia uczy, iz pierwszy rok zycia z dzieckiem w
      rodzinie to najtrudniejszy okres dla zwiazku. Wszystko sie zmienia - role sie
      zmieniaja, nie doceniamy tego jak bardzo zmieniaja sie nasze oczekiwania wobec
      partnerow, jak zmienia sie definicja poczucia bezpieczenstwa, nasze
      zainteresowania etc. Wiele zwiazkow tej proby pierwszego roku nie wytrzymuje.
      Mysle, ze dla kazdej pary - najbardziej sie kochajacej, zgranej
      i "przygotowanej" na dziecko, pojawienie sie malucha to niewyobrazalna
      rewolucja. Sprobuj zrobic krok wstecz i spojrzec z dystansu na Twojego
      partnera. Co w nim cenisz, lubisz, co kiedys lubilas, czego Ci brak.
      Konkretnie, jak najmniej ogolnikow. Gadaj z nim o tym. Powiedz o swoim smutku i
      niepokoju i o tym ze chcesz zmienic to co teraz jest. Ze Ci na nim zalezy. Ze
      potrzebujesz do tego jego wspolpracy. Spedzcie troche czasu razem - oddaj
      dzidzie w pewne rece tak zebys nie niepokoila sie o jej los i pobadz troche z
      mezem tak jak przed dzieckiem. Kiedys ktos mi powiedzial "kiedy pojawia sie
      dziecko wiele par z roli faceta i kobiety przechodzi do roli rodzicow. I od tej
      pory sa tylko rodzicami, przestaja byc para. I tu sie zaczyna problem". Swieta
      prawda. Zastanow sie czy nie dotyczy i Ciebie, zebys nie odpuscila za szybko
      czegos co w Twoim zyciu wazne.
      • tygrysica_krakow Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 20:08
        Gdy rozmawiam z przyjaciółmi i czytam posty na różnych forach dochodzę do
        wniosku, że przyjście na świat dziecka wiele zmienia w stosunkach między
        kobietą a mężczyzną szkoda, że niestety na gorsze. Kiedyś rozmawiałam z mężem
        mojej kuzynki. Z którą bardzo oddalili się od siebie po przyjsciu na świat
        córki. Facet miał żal, ze żona mniej się nim interesuje, śpi w łóżku z
        dzieckiem i poświęca mu cały swój czas, a w dodatku zupełnie straciła ochotę na
        seks. Poczuł się strasznie odrzucony. Kobieta rodząc dziecko wkracza w inne
        realia, jej obowiązki dyktowane są nie tylko sytuacją ale rówzniż instynktem
        macieżyńskim, a nasi mężczyźni inaczej to wszystko czują, inaczej pojmują...
        Często mają pretensje których my - matki nie jesteśmy w stanie zrozumieć i
        równiż ich o wiele rzeczy obwiniamy. W ten sposób rodzą się konflikty. Gdy
        zabrnie się w nie za daleko nie ma już odwrotu. Jeśli czujesz, że go kochasz
        zrób pierwszy krok, nie czekaj aż on się na to zdecyduje. Rozpocznij szczerą
        rozmowę, lub okaż mu więcej uwagi. Faceci są jak duże dzieci... czasem cięzko
        ich zrozumieć. Jednak uważam, że mieć obok siebie kogoś kogo się kocha to
        skarb.
    • natasza39 Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 22:34
      Tak sobie czytam ten Twój post i czytam odpowiedzi na niego. Nie jestem
      psychologiem, ale mam prawie 40 lat. Swoje w zyciu przezylam, wysłuchalam setki
      godzin zwierzen moich przyjaciolek, napatrzylam sie na zycie. Jak mozesz
      posluchaj zatem starej baby co ci powie tak....
      Zycie to nie bajka (moze to oklepane, ale tak jest). Aby stworzyc zwiazek taki
      prawdziwy nie mozemy myslec tylko o sobie. Nasze ja nie moze byc najwazniejsze.
      Dla kobiet ktore zostaly matkami najwazniejsze jest dziecko, potem powinien byc
      maz, a na koncu moje tj.kobiety potrzeby. Pieknie jest jesli facet z ktorym sie
      jest tez ma taka własnie gradacje potrzeb.
      W malzenstwie czy w zwiazku nie ma nieustajacej fascynacji i zauroczenia. O
      milosc trzeba walczyc! Kazdego dnia. Piszesz ze jestes 3 lata po slubie. Nie
      napisalas od kiedy sie znacie, od kiedy razem jestescie. Ale kryzys w kazdym
      zwiazku jest zsynchronizowany czasowo. Pierwszy po 3-5 latach i wtedy umiera
      tzw, fascynacja. Nie ma juz tej adrenaliny, nie biegniemy do wybranka serca z
      biciem i kolataniem. Nastepuje szara rzeczywistosc. Wtedy gdy nie ma wspólnych
      zainteresowan, wspolnych pasji, szczerych rozmów i zwyklej ludzkiej przyjaxni
      nastepuje kryzys. Pewnie wlasnie Tobie sie to przydarzylo. Większośc par umie
      przetrwac ten pierwszy "kryzys", ale albo zyja potem z przyzwyczajenia do
      siebie i dlatego ze juz sa dzieci na swiecie i dla nich sie zyje, ale sa
      niektorzy, moze mniej liczni, ktorzy przechodza w faze "przyjazni i
      tolerancji" - ja to tak nazywam. Takich kryzysow bedziesz miala jeszcze wiele w
      zyciu. To jest normalne bo milosc ewoluuje. Rozwija sie i przechodzi
      najprzerózniejsze fazy. Sama piszesz ze nie ma w twoim zwiazku ani przemocy,
      ani zdrady, wiec nie jest tak zle. Z kazdym, podkreslam Z KAZDYM da sie
      porozmawiac jesli nie ma patologii. Wazne jest to aby znaleść droge do tej
      drugiej osoby. Twoj maz troche cie troche osaczyl. Siedzisz w domu, sama z
      dzieckiem. Brakuje ci przyjaciol, pracy, niezaleznosci. A zatem powalcz o ta
      niezaleznosc, pogadaj z nim teraz. Odciagnij go od kompa dobra kolacja, seksem,
      rozmowa, kinem, wspolnym wypadem. Sama najlepiej go znasz i wiesz czym mozna do
      niego dotrzec. Rozmawiaj z nim a nie udawaj obrazonej ksiezniczki dla samej
      zasady czyje jest na wierzchu. Powiedz, wykrzycz mu swoje potrzeby! Moze jemu
      tez sie cos wypalilo i potrzebuje tego czegos co bylo dawniej. Ratuj swój
      zwiazek. Dopiero wtedy gdy wszystkie powtarzam WSZYSTKIE! metody babskie i
      niebabskie zawioda mozesz odejsc. Inaczej zwiejesz z tego zwiazku. A z tonacego
      okrestu wiesz kto zwiewa... Chyba nie chcesz sie czuc tak wlasnie. Jak wrocisz
      do domu, do rodziców, nic to nie zmieni. Bedziesz sie dusic i oplakiwac to ze
      znow choc dorosla czujesz sie dzieckiem. Badz kobieta, o to cie prosze. Takie
      cos przydlugie mi to wyszlo ale mialam dobre intencje, sorry.
      • grey-pippin Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 28.09.04, 07:50
        zgadzam sie z natasza,
        od siebie jedynie dodam ze z Twojego listu wynika ze stawiasz siebie w roli
        ofiary i pozwalasz na to mezowi. Im dluzej to bedzie trwalo tym koleiny na
        ktore wjechal wasz zwiazek beda sie poglebiac i coraz trudniej bedzie
        wyskoczyc, a wcale nie musialoby byc zle, jedyne czego czasem potrzeba to
        odejscie od starych schematow zachowan, wybacz ale dla mnie przyjmujesz poze
        malej, biednej, pokrzywdzonej, zawiedzionej i smiertelnie zmeczonej
        dziewczynki, zacznij zmiane od siebie, jesli musisz tak jak niektorzy tu radza
        idz do psychologa, bo taka postawa jak Twoja dla 2 osoby czyli Twojego meza tez
        moze byc meczaca z roznych przyczyn, jesli ty zrzucisz z siebie role ofiary, on
        moze porzuci swoja i wrocicie do jakiejs rownowagi sprzed kryzysu. Poza tym
        cierpliwosci nieraz na efekty swoich staran trzeba czekac pare miesiecy a
        czasem pare lat, jesli czlowiek wierzy ze warto. Wiec glowa do gory i zamiast
        plakac po katach zacznij cos robic np. szukac pracy chocby na 1/2 etatu czy raz
        dwa razy w tygodniu. Szukanie pracy to b. ciezka robota, a pomysl jak bedzie
        wspaniale jesli przyniesie skutek smile Tylko we wszystkim co robisz musisz byc
        madra i konsekwentna, jesli szukasz pracy to dlatego ze naprawde tego chcesz i
        potrzebujesz a nie na zlosc komus, jesli maz ci zabiera komorke jak dziecku
        zabiera sie zabawke, to musisz powaznie z nim porozmawiac a nie obrazac sie czy
        tylko plakac, pracuj nad argumentami do dyskusji, jesli nie potrafisz na
        bierzaco w rozmowie to sobie przemysl i napisz wszystko co czujesz i daj mu do
        przeczytania. Glowa do gory wierze w Ciebie, trzymaj sie cieplutko smile))
    • annoda Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 27.09.04, 23:27
      W moim małżeństwie też nie było alkoholu, zdrady, były awantury,choć ręki na
      mnie nie podniósł. Ja odeszłam po kilkunastu latach małżeństwa, z dziećmi, bo
      dłużej już nie mogłam. Potrzebuję spokoju aby wychowywać swoje dzieci, ale też
      wolności-dla siebie.
      Przypuszczam -bo tego nie piszesz wprost-że twój mąż inaczej wyobrażał sobie
      wasze role w małżeństwie, a szczególnie jako rodzice, w rodzinie. Ty w domu, z
      dzieckiem,podporządkowana jego decyzjom i planom ("jeśli jestem grzeczna tzn
      nie kłócę się", i że dopiero za dwa lata pozwoli ci pójść do pracy)- niektórym
      osobom to pasuje, ale z postu wynika,że tobie-nie. Bo jednak zabieranie
      komórki, i te "wykluczenie" z komputera, niedawanie kasy -to już bym
      przekwaliwikowała na przemoc. A jak było wcześniej? Też był szefem swojego i
      twojego życia? Nie snuliście planów jak to będzie gdy będzie dziecko? Kiedy
      pójdziesz do pracy? Czy może w planach wyglądało to zupełnie inaczej?
      Jeśli tak było wcześniej i jakoś to tolerowałaś, a teraz ci coraz trudniej i
      pojawienie się dziecka zaostrzyło koflikty -to niełatwe może być wyjście na
      prostą z waszym związkiem.
      Natomiast jeśli urodziny córeczki, i to,że jesteś z nią w domu i czujesz się
      osamotniona i odizolowana, a jemu trudno wejść w rolę ojca i partnera-
      spowodowały te problemy, to jak najbardziej pomoc psychologiczna by się zdała.
      I może z dużymi szansami na poprawę.
      Pewnie,że i w pierwwszym przypadku też może warto próbować, jeśli się kochacie.
      Ale na pewno nie doradzałabym ci poświęcania się dla dobra dziecka, poddawania
      się jego naciskom i rezygnowania z własnych potrzeb,pragnień i wolności.
      A skoro czujesz się "słaba", a on nie chce słyszeć o pomocy psychologa, spróbuj
      sama skorzystać z fachowej porady i znaleźć sposób na porozumienie się z mężem-
      bez kłótni i wzajemnych pretensji. Czasem się udaje.
      Czego tobie i twojej rodzinie życzę!
    • wertig Re: Co mam robić? Pomóżcie!!! Troche długie... 28.09.04, 11:04
      A może by tak, na dobry początek, poszukać pracy i jednocześnie starać się
      uratować związek? Jak się nie uda, to, mając pracę, łatwiej będzie odejść?
      • kamila1234 Re: DO ULALA 28.09.04, 12:52
        WITAM
        cztam historie ulala i mam łz w oczach
        Jestem w takiej samej stuacjii a mowiac sczerze o wiele gorszej.
        wszystko po slubie zaczelo sie ok .Zamieszkalismy w jego mieszkaniu które
        dostał w spaku od ojca(wtey jeszcze nie wiezialm ze o meskania i tak nie bede
        miala zadnych praw)
        zaslam 2 mc pozniej w ciaze
        urodzilam dziecko i maz w tym czasie otworzyl swoj kiosk.
        enak podczas sprzeczek zauwazylam ze nagmminnie wytka mi ze mam siedziec cicho
        bo mieszkam w jego omu i to on mnie utrzymuje.
        byl bardzo wkurzony gdy jedzdzilam do mamy i o kolezanek
        jak klocilam sie tak samo odlanczal mi komputer i zabieral kase i telefon.
        Czuł sie poprostu Panem!
        4 mc temu pounal sie nawt do rekoczynu-cala noc serce mnie bolałao ze fact
        którego kocham tak postapil
        Dzis rano znów uderzył...nie wtrzymałam wezwałam policje .
        gdy jego rodzina dowiedzial sie o tm mial pretensje ze jego synka stawiam przed
        policja.
        Jestem załamana nie wiem co bedzie----nie mam domu wlasnego,nie mam pracy
        oto co wynika kiedy maz powolutku przejmuje kontrole nad kobieta
        Mam 23 lata i zrujnowane zycie
        • grey-pippin Re: kamila 28.09.04, 13:16
          Nie masz nikogo z rodziny kto moglby Ci pomoc ?
          Z Twojego listu wynika ze Twoja sytuacja nie jest taka jak Ulala, bo ona ma
          jeszcze szanse na naprawienie zwiazku, taka przynajmniej mozna miec nadzieje na
          podstawie jej listu, natomiast Ty dla wlasnego bezpieczenstwa powinnas zaczac
          rozgladac sie za wyjsciem awaryjnym, masz 23 lata i jeszcze moze byc dobrze w
          Twoim zyciu ale nie z mezczyzna ktory Cie bedzie bil, czy masz szanse na
          jakakolwiek prace, w jakim wieku masz dziecko ? Musisz byc teraz bardzo mocna i
          zdecydowana, zycze sily.
          • kamila1234 Re: kamila 28.09.04, 13:21
            mieszkam w lodzi
            mam 23 lata wykszt -technik handlowiec
            ukonczone studium rachunkowosc
            nie moge wrocic do mamy bo mama zajmuje sie niedolezna babcia ,nie ma tam
            pokoju w ktorym moglabym mieszkac
            prawda jest taka ze maz ma wlasna firme,swoje mieszkanie a ja zostaje z
            dzieckiem bez niczego
            TAK NIE POWINNO BYC!!
            • wertig Re: kamila 28.09.04, 13:43
              Jesli mąż ma firmę, a nie macie rozdzielności, to coś Ci się 'z firmy' należy.
              Poza tym dziecko będzie miało alimenty, więc nie tak zupełnie nic.
              Masz jakieś tam kwalifikacje - poszukaj pracy. 23 lata to raczej początek, nie
              koniec życia.
              • grey-pippin Re: kamila 28.09.04, 13:57
                no wlasnie Kamilo, wertig ma racje smile
                nie probuj byc bezradna, bo na to nie czas
                zacznij sie rozgladac aktywnie za praca, zrob sobie strategiczny plan dzialania
                i nie poddawaj sie przy porazkach, porazki to czesc drogi i nie mozesz utknac,
                nie bedzie Ci latwo, ale warto probowac, bo pomysl ze przed Toba wieksza czesc
                zycia i moze byc lepsze smile
                • kamila1234 Re: kamila 28.09.04, 14:07
                  no wlasnie moze byc lepiej....ale moze byc i gorzej
                  • grey-pippin Re: kamila 28.09.04, 14:24
                    moze byc i gorzej, ale na pocieszenie powiem Ci ze ja zawsze, naprawde zawsze
                    jak sie bardzo staralam to wychodzilo na lepiej i prawie zawsze jak bardzo
                    czegos potrzebowalam i bylo beznadziejnie to los zsylal taka czy inna pomoc,
                    tylko trzeba bardzo mocarnym i nie pasc po pierwszym ciosie,
                    zamiast myslec i koncentrowac sie nad tym co moze zle pojsc, ta energie wloz w
                    myslenie co nalezy zrobic by poszlo dobrze, wbrew pozorom w obie czynnosci
                    wkladasz podobna energie, sama siebie musisz pilnowac i trzymac w ryzach, jesli
                    masz przyjaciol to mozesz im sie wyplakac czasem, ale potem znow musisz byc
                    silna, warto i badz dla siebie dobra smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka