xa
13.11.04, 19:13
Przyszedł wczoraj wieczorem. Długo rozmawialiśmy siedząc obok siebie na łóżku
w moim ciasnym pokoju. Tyle się działo w czasie, gdy się nie widzieliśmy.
Chciałam mu opowiedzieć tyle rzeczy, zapytać go o zdanie w tak wielu
kwestiach. Tęskniłam za nim...
Uwielbiam jego mądrość i poczucie humoru. Tak naprawdę to nie wiem co
bardziej. Z jednej strony czuję, że każda nasza rozmowa czegoś mnie uczy,
sprawia że dowiaduję się nowych rzeczy o życiu, o świecie, o sobie, a z
drugiej strony przy nim nigdy nie umiem utrzymać powagi. Wszystko jest
mówione na niepoważnie, żartami, aluzjami. Czasami jego komentarze zupełnie
zwalają mnie z nóg, choć przecież znam go od tak dawna. Znam go jak mało
kogo.
Dokładnie tak było wczoraj, kiedy rozpromieniona i pełna zachwytu opowiadałam
o cudnym maleńkim dziecku, które urodziło się moim znajomym. Przerwał mi ze
śmiechem, po czym spoważniał nagle, tylko po to by spytać czy zaprosiłam go
do siebie w celu reprodukcyjnym. Oczywiście potwierdziłam żarliwie z podobną
powagą i przez chwilę oboje się z tego śmialiśmy.
Pomyślałam wtedy, że dobrze, że on nie wie, że z każdym dniem coraz bardziej
utwierdzam się w pewności, że pewnego dnia przyjdę do niego z ogromną prośbą
i małym plastikowym pojemniczkiem... Że poproszę go o coś, o co można
poprosić tylko najlepszego przyjaciela, a i tak szanse na to, że on nie
wybiegnie zszokowany z pokoju trzasnąwszy drzwiami są bardzo niewielkie. A
mimo to pewnie kiedyś zaryzykuję tę przyjaźń i powiem mu, że chciałabym, żeby
był ojcem mojego dziecka. Dodam, że może to spokojnie przemyśleć i, że nie
będę go do niczego zmuszać. Usiądę obok niego, wezmę go za rękę i wyjaśnię mu
dlaczego to właśnie jego wybrałam i dlaczego chcę to zrobić w ten sposób.
Im więcej myślę, tym to wszystko staje się bardziej realne. Jeśli nie będzie
innej możliwości, jeśli nie znajdę mężczyzny, z którym będę w stanie stworzyć
normalny związek, który będzie mnie kochał i którego ja będę kochała, to będę
zmuszona do takiego wyboru, takiej decyzji... Nie umiałabym być z kimś, kogo
nie kocham, nawet, jeśli leżałby u moich stóp. Nie umiem tego wyjaśnić, ale
ci, którzy mnie zadowalają zupełnie się mną nie interesują. Mam za wysokie
wymagania a w zamian za mało mogę im zaoferować. Nie poświęcę swojego
szczęścia, nie będę żyć z byle jakim facetem, z pierwszym lepszym, który
będzie mnie chciał. Nie... bo nie. Jestem egoistką. Wiem to. Nic na to nie
poradzę. I dlatego pewnego dnia przyjdę do niego i złożę mu propozycję bycia
ojcem mojego dziecka. A jeśli on się nie zgodzi poszukam kogoś innego.
Najpierw wśród znajomych, wśród ludzi, o których będę miała wysokie mniemanie
i którzy nie zawiodą mojego zaufania. Wybiorę najlepszego z najlepszych.
Czego od niego oczekuję? Tylko tych paru małych komórek z X albo Y. Niczego
więcej. Ani pieniędzy, ani prezentów, ani nawet kartek na święta. Nikt nigdy
się nie dowie. Może później zniknąć na zawsze albo zostać w pobliżu jako
wujek. To tylko od niego będzie zależało. Nie będę mu bronić kontaktów z moim
dzieckiem, ale też nie będę ich wymagać. Ja nigdy się o nic nie upomnę, o nic
nie poproszę. Nigdy. Ja po prostu chciałabym mieć dziecko z kimś, kto będzie
tego godny. Z kimś z dobrymi genami. Z inteligentnym, dobrze wychowanym i
zadbanym facetem. Dużo wymagam?
Jeśli ta opcja nie wypali, zostanie po prostu bank. Zacznę od wysokiej
inteligencji i wykształcenia, zdolności muzycznych albo plastycznych, albo
najlepiej jednego i drugiego, później postawię na brak skłonności do nałogów,
a na końcu określę cechy fizyczne. Może niebieskooki blondyn, albo
wysportowany szatyn? Musi być wysoki. Bo ja lubię wysokich mężczyzn, a na
wypadek gdyby to był chłopiec, to musi być wysoki.
Rodzicom pewnie powiem, że wpadłam na imprezie z kimś przypadkowym i
niewartym zachodu. Że to był tylko epizod i nie mam zamiaru utrzymywać z nim
żadnych kontaktów, a dziecko sama chcę wychować. Nie wiem tylko co jemu
powiem, gdy spyta o tatusia... Może opowiem romantyczną historię o
najcudowniejszym mężczyźnie mojego życia, który pojawił się tylko na chwilę,
zamieszał w moim sercu i zniknął zostawiając po sobie taką wspaniałą
pamiątkę. Taki ojciec lepszy niż żaden, a przecież na bank spermy nie starczy
mi odwagi. Na wydanie przyjaciela tym bardziej...
………………………………………………………………………………………………………
Od jakiegoś czasu nachodzą mnie takie pokręcone myśli, że owocem magicznej
nocy sprzed kilku tygodni mogło być cudne, ciemnowłose, brązowookie,
inteligentne i uzdolnione plastycznie maleństwo... Dla takich genów mogłabym
przerwać studia na jakiś czas... Zmarnowałam taką okazję... Przecież jestem
już gotowa na bycie matką... Przecież niczego bardziej nie pragnę niż takiego
małego człowieczka do kochania... I nie musiałabym wymyślać romantycznej
historii o bajkowo niesamowitej miłosnej przygodzie, bo ona przecież się sama
napisała całkowicie wbrew mojej woli...