agaada72
27.01.05, 23:38
bo facet,z ktorym mieszkam (jeszcze) nagle oswiadczyl mi,ze mam sie
wyprowadzic.Mam niepelnosprawnego syna,ktory w zeszlym roku byl bardzo chory
i nadal sie to wszystko ciagnie.Przed wspolnym zamieszkaniem on wiedzial,ze
moje dziecko jest niepelnosprawne,a ja chyba podjelam wtedy zbyt pochopna
decyzje o przeprowadzce do Lodzi.Przedtem mieszkalam z rodzicami,ojciec
pil,zas ojciec mojego syna wyjechal za granice i.....przepadl.To tak pokrotce.
Z Lodzi nie moge sie ruszyc,poniewaz moj syn MUSI pozostac pod stala opieka
wielu specjalistow,poza tym ZYJE dlatego,ze trafil na OIOM w matce polce a
nie w Tarnobrzegu(tam wczesniej mieszkalismy).Wiec dopoki nie zostanie
ustalona przyczyna ciezkich zachorowan,naglych i niewyjasnionych,boje sie
stad ruszac.Poniewaz skonczyl 6 lat,podlega obowiazkowi nauczania,z tym,ze to
nauczanie jest indywidualne,w domu.Na szkole,przedszkole nie pozwala jego
bardzo oslabiony system odpornosciowy i reakcje organizmu na leki-reaguje
skora,a przechodzil toksyczna nekrolize naskorka,ciezki przypadek wlasnie
polekowy.To sa najwazniejsze rzeczy,dla ktorych musze pozostac w Lodzi.
A boje sie tego,ze nie dam sobie sama rady,glownie finansowo,boje sie,bo nie
mam tu nikogo a ja tez moge zachorowac i kto wtedy zajmie sie moim
dzieckiem,kto o niego zadba?Boje sie tych wszystkich zmian,ktore mnie
czekaja.Bardzo sie boje,myslam,ze jestem zahartowana dotychczasowymi
przejsciami,wyglada na to,ze nie.
Ale innego wyjscia nie mam,musze sie wyprowadzic,zadne rozmowy nie pomogly.
Napiszcie mi,ze sobie poradze,ze na pewno dam rade,ze wszystko sie
ulozy.Internetu tez pewnie nie bede juz miala,zreszta jak wielu innych
bardziej potrzebnych na co dzien rzeczy....musze jakos sie w sobie zebrac,ale
nie wiem jak.