witajcie,
wlasciwie to ja nie wiem czy sie smiac, czy plakac...
ex nie jest jeszcze moim exem ale juz prawie. ostatnio dalam mu do podpisania papier, ze zobowiazuje sie splacic mi to, co mi wisi. rozlozylam mu to kulturalnie na raty. Podpisal bez zadnego sprzeciwu. Niestety w tymze papierze nie ujelam samochodu (mojego, zarejestrowanego na mnie, mi niepotrzebnego).Zaczal skamlec, zebym mu je dala, ze on bedzie placil za niego raty, bo on bez auta jest ugotowany (jest PH). Najpierw nie chcialam, bo juz 2 razy mi nie dal na ta rate ale...mam niestety za miekkie serce. W rezultacie dopisal ze zobowiazuje sie splacac dodatkowo raty za auto. Mial mi pieniazki wplacic do wczoraj.
Nie musze chyba mowic ze pieniazki zobaczylam jak swinia niebo. Dzis przed poludniem pwiedzial ze wplacil mi, ale tylko czesc, bo wiecej nie ma. Ze skamlenia nic mu juz nie zostalo, ale za to zamienilo sie w hardosc, glos na zasadzie "i co mi teraz zrobisz?". No i zalazl mi juz ostatecznie za skore. WOJNA! Powiedzialam, ze jak do dzisiaj, do godziny 18 nie przyniesie mi reszty kasy albo nie odprowadzi auta pod blok, to jutro rano jego szef dowie sie o rzeczy, ktora wiem, ktora spowoduje, ze moze nawet wyleciec z roboty. Chyba o to mnie nie posadzal...I wiecie co zrobil?

))
Zadzwonil do MOICH rodzicow z PLACZEM i powiedzial :"Bo ona mi kaze oddac auto, bo jak nie to mi swinstwa narobi w pracy". No rozwalil mnie dokumentnie. Rzadko mi sie to zdarza, ale mi na chwile slow zabraklo.
Nadmienie przy okazji, ze zostawil mnie bez zlotowki na zycie i doskonale o tym wie. Ale zapomnial o tym powiedziec moim rodzicom...
Co Wy na to? Bo ja sie jeszcze zbieram.....