magdalenkaaa78
22.07.05, 11:55
Może piszę to po to, żeby się po prostu wyżalić. Może mam za mało pracy w
pracy i muszę zabić nudę. Może po prostu przetłacza mnie to wszystko…
Pisałam już na tym forum kilka razy. I oto historii ciąg dalszy….Nie wiem,
czy naprawdę zarwał z tamtą babą. Nie szpieguję go za specjalnie. Ale gdy już
szpieguję nie widzę nic do czego mogłabym się przyczepić.
Od pierwszego lipca pracuję. Fajna praca. W biurze. Nie za specjalnie płatna,
ale i nie jakoś tragicznie. Pracuję z mężem. W oddzielnych pokojach, w
zasadzie on i jego szefowie często są w rozjazdach, więc za specjalnie nie
wchodzimy sobie w drogę. I nie przynosimy domu do pracy.
Kuba poszedł do żłobka. Poszedł to za dużo powiedziane. To katastrofa. Trochę
pochodzi – choruje. Znowu trochę pójdzie – znowu jest chory. Wiadomo – Żadne
z nas na zwolnienie nie pójdzie. Urlop mojemu przysługuje dopiero w sierpniu.
Może i dobrze, bo wtedy cały miesiąc żłobek będzie zamknięty. Teraz jest Kuba
chory. Siedzi z nim babcia – matka mojego. Potwór baba. Niby pielęgniarka
położna, niby z wykształceniem wyższym pedagogicznym. „W przyszłym tygodniu
absolutnie nie mogę z nim siedzieć. Ma być zdrowy, bo nie wiem, co zrobicie.
Ja nie mogę, bo mam listy do odebrania na poczcie. To pewnie urzędowe, będę
musiała się na nimi zastanowić.” „Kuba jest chory, powinna ci lekarka
przepisać antybiotyk, co z tego, że powiedziała, że w płucach czysto, w
oskrzelach czysto, że gardło ładne. On tak kaszle, powinien dostać zastrzyki!
Na pewno będzie miał zapalenie oskrzeli i zapalenie zatok, które mu nigdy nie
przejdzie.” Aż mnie korci, żeby coś jej odpowiedzieć, ale nie mogę, bo się
obrazi. Baba nie pracuje zawodowo, siedzi w domu. Ale nie może się zająć
Kubą, nawet jak jej proponuję, że jej zapłacę. Nie za bardzo chce go nawet
odbierać ze żłobka wcześniej dwa razy w tygodniu. Ale rodzinka… Nie mam go, z
kim zostawić. Rozważałam opiekunkę, ale jak zapłacę jej za opiekę, to
wyjdzie, ze pracuję za takie grosze, że pracować się nie opłaca… Kwadratura
koła…
Mało tego…. Kuba nadal nic nie mówi, w zasadzie nie reaguje na polecenia.
Nasza pediatra podejrzewała autyzm. Mój się obraził na dziecko, że on nie
może mieć normalnego, tylko „autka”. Psychiatra w CZD powiedziała na
pierwszej wizycie, ze wg niej to nie autyzm, tylko Kuba ma zaburzone relacje
ze mną! Powiedziała, że rozstanie na siłę, czyli pójście do żłobka dobrze
synkowi zrobi i że powinien niedługo zacząć mówić. No to czekam…
Kuba przed moim wyjściem do pracy jest nieznośny. Wie, że wyjdę, i nie chce
mnie puścić. Płaczce rozdzierająco, tuli się. Tak mi go szkoda. A pracować
musze, przedtem w zasadzie nie wiązaliśmy końca z końcem, ciągle byłam
zapożyczona…. Podobno ma to mu przejść i że to normalne, że dzieci na
początku tak reagują. Zresztą, jak zaprowadzamy go do żłobka, sytuacja jest
taka sama….
Mój się złości. „Ten dzieciak” zatruwa mu płaczem życie. Już go nie lubi. Ale
słowa u podobno dojrzałego faceta. Nie chcę go usprawiedliwiać, ale widzę, że
kocha Kubę. Mimo tego gadania. Nie umie się odnaleźć w tej sytuacji. A Kuba
nie daje się uspokoić. Jak wracam, to przez jakiś czas nie chce zejść mi z
kolan. I ja to świetnie rozumiem. On jest zmęczony, pracuje po 13 godz. na
dobę rozumiem, że chce przyjść do domu i nie słyszeć już palaczu dziecka. A
ja też jestem zmęczona. Wracam po ośmiu godz. biegiem. Mam z pracy do domu 3
km. Które muszę pokonać piechotą. A w domu stęskniony Kubunio, obiad, pranie,
gotowanie, sprzątanie, jeszcze do tego niedługo obrona pracy magisterskiej.
Mąż w niczym mi nie pomaga, zresztą nie za bardzo ma, kiedy. Oczywiście
teściowa do niczego się palcem nie dotyka. Pożycie małżeńskie….Nie istnieje,
zresztą po tym, co przeszłam nie bardzo mam na niego ochotę. On ma, ale na
taki seks, jaki lubi. To ja dziękuję. I on oczywiście nie nalega. Czuję się
wypalona i taka zmęczona…...Nie mam w nikim oparcia.... Nawet moja matka
stwierdziła, że mam takiego męża, jakiego sobie wzięłam i ze ona ma zbyt duzo
wlasnych problemow zeby jeszcze zajmowac sie moimi.