na Chwilę przed rozwodem

22.09.05, 22:56
Dziewczyny, własnie jestem na swieżo po rozmowie z moim mężem. Wyprowadza się
w przyszłym tygodniu, ale tak naprawdę to po tej rozmowie wiem i on to wie
już od dawna ze związek miedzy nami skończył sie już dawno.
Bylismy (jesteśmy jeszcze smile małżeństwem 4 lata, mamy 3-letniego syna.
Znaliśmy się od matury.
Ja chcialabym naprawiać, bo uwazam że się pogubiliśmy, on twierdzi że to nie
jest kryzys że jest to koniec.
nie stosował przemocy fizycznej, nie jest alkoholikiem, stopniowo się ode
mnie odsuwał/ odsuwalismy się, Ja na początku była skupiona na dziecku, moze
za bardzo, a on skupiał się na czyms innym, choć pomagal mi.
Dziewczyny była któras z was w podobnej sytuacji. Facet nie jest draniem, po
prostu uwaza że nasz zwiazek to bylo zauroczenie i tak trzebe było to
potraktować i "rozciąć" już dawno.
Nie ma co się rzucać, prawda? Trzeba pozwolic mu odejść, żeby był szczesliwy
a samej sobie jakoś zycie ułożyć. A że sie by chciało... a żę to tak boli....
a że tyle żalu... a że maluszek spi sobie w łożeczku nieświadomy niczego...
Powiedzcie z rozwiedzionych rodzin tez wyrasatają porządni ludzie, prawda???
tak mi smutnosad(
    • rosemary4 Re: na Chwilę przed rozwodem 23.09.05, 09:44
      Gosiu,
      smutno mi razem z Tobą, coś przecież Was łączyło, wiele lat razem przeżyliście,
      macie synka i całe życie będzięcie dla Niego rodzicami.
      Ale to chyba dobrze, że kończy się okres tego zawieszenia, napewno będzie Ci
      smutno, źle, ale to minie. Choć mi trudno się wypowiedzieć na ten temat.
      Ale napewno z rozwiedzonych rodzin wychodzą porządni ludzie, wydaje mi się, że
      to nie zależy od tego czy rodzice mieszkają razem, czy nie. TO stereotyp.
      Czeka Cię ciężki okres, ale myślę, że dziewczyny, które to przeszły napewno Ci
      pomogą. Zawsze też możesz pisać do mnie.

      Pozdrawiam Cię gorąco Ula

      Będzie dobrze.
    • wasil_ka Re: na Chwilę przed rozwodem 23.09.05, 11:01
      walcz, Rozmawiaj z nim. może jakiś specjalista by się przydał? może przyjacile
      z nim porozmawia, może rodzice. Nie odpuszczaj. Tym bardziej, ze masz dziecko.
      • margarita17 z ostatniej chwili 23.09.05, 12:46

        • margarita17 Re: z ostatniej chwili 23.09.05, 12:50
          Trochę jestem zdenerwowana i przyciskam za szybko smile)

          Dowiedziałam się właśnie (nie od niego) po prostu ma kogoś , jest zauroczony,
          widzi w niej wszystko to czego nie wiedział we mnie.
          Ona podobno nie moze miec dzieci i napowiadał jej, że nasz zwiazek juz dawno
          się skonczył a hajtnał się ze mną bo moi rodzice na niego naciskali....

          spodziewałam się, ale jestem w szoku, do niej jezdzi wieczorami i pewnie z niaa
          spedza czas a mi nawet nie ma odwagi teego powiedziec.
          I co dalej walczyć? z wiatrakami?
          Do specjalisty nie chce isc, bo uwaza ze on nie jest chory, po oprstu chce byc
          w zyciu szczesliwy a nie umierac za mlodu tak jak ze mna crying(
          • rosemary4 Re: z ostatniej chwili 23.09.05, 13:02
            No i wyszło szydło z worka.
            Nie jestem Ci w stanie radzić, żebyś próbowała, bo:
            - od Ciebie wiem ile trwały twoje próby
            - mój mąż też tak miał, w tym stanie zauroczenia nie docierało nic do niego,
            był w stanie skrzywdzić cały świat, oby być tylko z nią.

            Jak powiedziała moja ciotka, która ma za sobą takie "zauroczenie" męża, łącznie
            z wyprowadzką, próbą rozwodu; patrząc na to teraz zachowywała by się z większą
            godnością. I Gosiu, to tego (mimo wszystko) trzeba podejść spokojnie.
            Nie wiem, jak Cię pocieszyć, też mam cos podobnego za sobą i kto wie, czy znowu
            nie przed sobą.
            Bądź silna i uśmiechnięta, dla synka. A jak będziesz ryczeć to tak żeby ten
            zauroczony drań nie widział.

            Ula
            • bogdana5 Re: z ostatniej chwili 23.09.05, 23:09
              i nie pisz ze "facet nie jest draniem"
              otoz JEST DRANIEM!!! jesli opuszcza rodzine i zostawia malenkie dziecko......
              duzo sil!!!
              b.
              • margarita17 Re: z ostatniej chwili 23.09.05, 23:17
                Dzięki dziewczyny, dzięki wielkie za otuchę. On oczywiście twierdzi że syn nie
                ma tu nic do rzeczy, że go bardzo kocha i chce kontaktu z nim. Chce go zabierać
                tu i tam, być z nim itd.
                A najgorsze jest jeszcze to że ja musze wyjechać na parę dni za granicę i tak
                to zostawić.... synka z tatusiem... akurat teraz...
                Dzięki temu że wiem, nie mam złudzeń ale nie jest mi łatwiej ani trochę.
                wiecie co boli też, że inni ludzie mają czelność rozwalac małzeństwa, spotykać
                się z żonatymi facetami, którzy opowiadają różne okrągłe historyjki o separacji
                z żoną itp.
                • karmazynowa_dama Re: z ostatniej chwili 24.09.05, 00:27
                  Trudno cokolwiek Ci teraz doradzić, bo wydaje mi się że i tak już sama wiesz
                  copowinnaś zrobić... dla swojego dobra i dla dobra dziecka.
                  Nie wierzę w związki po zdradzie, bo tego moim zdaniem nie można zapomnieć,
                  choćby nie wiem jak bardzo człowiek sobie wmawiał, że da radę...

                  Mnie też boli że ludzie wchodzący w związki z żonatymi tudzież zamężnymi
                  osobami, rozwalają małżeństwa, bez skrupułów, koszmar. Głupota ludzka nie zna
                  granic. Wczoraj przekonałam się nawet jak bardzo można nie znać bliskiej nam
                  wydawałoby się osoby, o której myślimy że znamy ją na wylot. Zadzwoniła do mnie
                  przyjaciółka i po kilku zdaniach wywala mi bez ogródek, że zrobiła najgłupszą
                  rzecz w swoim życiu, bo... przespała się z żonatym facetem! Ale za to ten sex
                  był taki niesamowity...- dodała, i wówczas pomyślałam że jej skrucha jest tak
                  prawdziwa jak reprodukcje Rubensa na przykład... Jak ja ją zwyzywałam, to sobie
                  nawet nie wyobrażacie. Oczywiście próbowała się bronić i co usłyszałam??
                  "Bo Ty wogóle nie rozumiesz, oni się nie mogą wcale dogadać" i "wiesz jaka ona
                  jest dla niego oziębła"??!!! Jesssu, że my baby jesteśmy takie głupie!!!
                  bo jak to inaczej nazwać???...
                • kaatek Re: z ostatniej chwili 27.09.05, 14:29
                  czesc Margarita! tak jak pisalam w oddzielnym watku (dziecko a rozwod) jestem
                  tu nowa, ale problem mam identyczny jak Ty...
                  malzenstwo 3 i pol roku, coreczka 2 lata i 3 miesiace; po jej narodzinach ja za
                  bardzo sie skupilam na niej (jestem na wychowawczym) i jest to prawda -
                  zapatrzona bylam jak w obrazek; zaczelismy sie od siebie odsuwac; maz poznal
                  kogos, przespal sie z nia (przyznal sie niedawno) ale powiedzial, ze skoro mu
                  wybaczylam to bedziemy probowac bo to nic nie znaczylo; proby trwaly 2 - 3 dni,
                  pozniej znow tony SMS-ow do niej i od niej, nasze awantury, obiecanki, ze z nia
                  skoczyl; 3 dni spokoju i od nowa....
                  wczoraj przyznal ze on jednak ja kocha, ze nie moze bez niej wytrzymac
                  (domyslalam sie tego) a ja nie zasluguje na to zeby mnie oklamywac.. nie
                  rozmawialismy jeszcze od tamtej pory, ale to jest koniec...

                  dziewczyny, ja wiem, ze to jest najlepsze wyjscie i ze z czasem okaze sie to
                  tylko dobre dla mnie, ale jest mi ciezko, nie moge sie z tym pogodzic, wciaz
                  zadaje sobie pytanie "dlaczego...", mialo byc przeciez "na dobre i na zle", na
                  zawsze, do konca naszych dni...

                  no i najwiekszym problemem dla mnie jest to jak o tym powiedziec Zuzance? co
                  jej mowic jak tata nie bedzie z nami mieszkal?jak jej nie zlamac zycia?; jak
                  mam przechodzic z nia podczas spaceru kolo domu ktory razem budowalismy i mowic
                  to dla niej ale nie dla mnie, ze nie bedziemy tam razem mieszkac

                  czy moge byc z Wami w kontakcie?
                  mieszkamy z moimi rodzicami, oni jeszcze nic nie wiedza a ja nie mam z kim o
                  tym pogadac...

                  pozdrawiam
                  kasia
                  • rosemary4 Re: z ostatniej chwili 27.09.05, 16:05
                    Przepraszam, że ja w wątku Margarity, ale witaj Kasiu, coś czuję, że niedługo
                    tez będę miała podobnie, bo już mam dosyć tej huśtawki. No i podobnie jak Ty,
                    nie wiem jak przyjmie to Gaba, że nie będziemy mieszkały w domu, który jest dla
                    niej jedynym domem jaki zna. Pisz tu lub na priv.
                    Pozdrawiam Ula
    • esterka8 Re: na Chwilę przed rozwodem 25.09.05, 21:10
      przepraszam, ze się wtrącę, nie jestem samotną matką, ale jestem wychowana
      tylko przez mamę i... chyba jestem pożądnym człowiekiem, przynajmniej taką mam
      nadzieję. To na pocieszenie dla założycielki wątku. Natomiast mam do Niektórych
      z Was pytanie. Piszecie tutaj o tym, że dziwicie się osobom, które prześpią się
      z żonatym, że rozwalają rodziny, itp. Ale ja bardzo przepraszam, dlaczego
      winicie te właśnie osoby, a nie mężów, którzy lecą do jakiejś panny?? Gdyby mój
      maż mnie zdradził (co wywróżyła mi kiedys wróżka- więc jest to realne), to
      winiłabym tylko i wyłącznie jego. Bo przeciez to nie ta panna ma pamiętać o
      tym, że ma rodzinę, tylko mój mąż! Wytłumaczcie mi proszę, dlaczego pobłażliwe
      jesteście dla mężów i winicie osoby trzecie?
      A tak poza tym bardzo gorąco Was wszystkie pozdrawiam i podziwiam, jesteście
      bardzo dzielne!
      • bonga77 Re: na Chwilę przed rozwodem 26.09.05, 10:32
        Esterko,

        zgadzam się w 100%. Sama się kiedyś długo nad tym zastanawiałam, po tym jak
        moja koleżanka wdała się w podobny romans. Facet mówił, że jest w separacji, że
        rozwód w toku itp. Potem okazało się, że po tym jak koleżanka jednak
        postanowiła zerwać ten układ radośnie wrócił do rodziny.
        Według mnie także wina "trzeciej strony" jeśli nie jest uwikłana w swoje układy
        rodzinne jest praktycznie żadna. To na małżonkach spoczywa obowiązek nie
        rowalania rodziny i na nikim innym.
        Mimo, że pewnie nie pałałabym sympatią do ewentualnej next, to raczej czułabym
        żal, że związała się z takim dupkiem, niż niechęć.

        Pozdrawiam
        Bonga
      • rosemary4 Re: na Chwilę przed rozwodem 26.09.05, 12:30
        Jak narazie nie znalazłyscie sie w sytuacji, że mąż zdradza was z inną, więc
        nie wiecie jaką "miłością" byście ją dażyły.
        Z waszego rozumowania wynika, że mężatka, która się narzuca mojemu mężowi wcale
        nie jest winna rozpadowi związku. Może powinnam ją poznać i pożałować, że chce
        się wiazać z "palantem" - moim mężem?
        • bonga77 Re: na Chwilę przed rozwodem 26.09.05, 13:51
          No ale weź sytuację odwrotną. To Tobie narzuca się jakiś żonaty mężczyzna. Jak
          fakt, że Ty się jemu podobasz wpływa na Twoje relacje w rodzinie? I kogo
          winiłabyś w przypadku ewentualnej zdrady?

          Nie pisz proszę, że nie znalazłyśmy się w podobnej sytuacji, bo ja akurat
          byłam. Na szczęście (lub nie) mój mąż (z tego co wiem) pozostał mi wierny.
          Naprawdę narzucające się mu panny byłyby (w przypadku zdrady) stokroć mniej
          winne niż on sam, bo to on składał przysięgę wierności małżeńskiej, a nie one.

          • rosemary4 Re: na Chwilę przed rozwodem 26.09.05, 13:57
            Chyba mam dziś zły nastrój, bo chetnie bym się "podarła".
            Mam nadzieję, że twój mąż naprawdę pozostał ci wierny, ale ja z własnego
            doświadczenia nie dowierzam już facetom.
            Ale po to żeby coś zaiskrzyło między ludźmi potrzebna jest para. A jeżeli
            małozonek przespi się z panią, to należy to tłumaczyć tym, że ona tylko przez
            przypadek leżała z rozłożonymi nogami. Nie umniejszam roli faceta, ale do tanga
            trzeba dwojga.

            Sorry za słownictwo, ale mam doła.
            • kini_m Re: na Chwilę przed rozwodem 28.09.05, 20:20
              Gośka,
              (Ten post napiasałem jeszcze przed Twoim wpisem "z ostatniej chwili". Ale
              czytając Twe kolejne słowa:
              "Dowiedziałam się właśnie po prostu ma kogoś, jest zauroczony. I co dalej
              walczyć? z wiatrakami? [...] bo uwaza ze on nie jest chory, po prostu chce byc
              w zyciu szczesliwy a nie umierac za mlodu tak jak ze mna"
              - postanowiłem jednak to wpisać, bo walczyć można nadal - byle umiejętnie.)

              Żeby storzyć udany związek trzeba zwracać uwagę na partnera/kę - na jego
              potrzeby.
              Inaczej pójdzie sobie je zaspokajać gdzie indziej. Każdy, bez wyjątku. I tu nie
              ma większego znaczenia: czy będzie spędzał te noce przy kochance, czy z
              kumplami na piwie. Byle przy kimś kto mu daje zadowolenie.
              Zadam takie pytanie:
              Czy Ty znasz jego potrzeby w stosunku do wspólnego związku? (te poza seksem,
              itp) Ile pomagałaś w ich realizacji, w tej wspólnej części?
              Jeśli odpowiesz sobie, że znasz i je realizowałaś - no to nic więcej już nie
              wymyślisz (nie odkryjesz).
              Jeśli odpowiesz sobie, że nie znasz lub nie realizowałaś - no to jest nad czym
              popracować, a więc i poprawić.

              Dam dwie sugestie:
              1. O próbach ratowania związku porozmawiaj z zaufanym przyjacielem który umie
              rozumieć mężczyzn, a nie przyjaciółką - która by Cię bardzo wspierała, ale
              kompletnie nie ma szansy zrozumieć męża. Bo bez zrozumienia nie ma co
              podchodzić do naprawiania.
              2. Trochę tu z siebie wyrzucę, ale podpowiem jakie najbardziej zasadnicze ja
              miałem potrzeby po 3-4 latach związku:
              - żeby konflikty przeprowadzała konstruktywnie a nie robiła piekła w domu,
              - żeby umiała wesprzeć a co najmniej nie podkręcała konfliktów gdy jest źle
              (zwłaszcza gdy źle między nami),
              - żeby zrozumiała że gdy jestem w depresji to robieniem wyrzutów mnie z tego
              nie wyciągnie (bo właśnie wyrzutami i robieniem piekła w to wpędziła),
              - żeby żyła ze mną a nie ze swoim wyobrażeniami (skończyć oczekiwać że on
              powinien wszystkiego się domyśleć bez słów, zacząć cierpliwie dyskutować i
              wyciągać konstruktywne dla obojga wnioski),
              - żeby jeśli ona chce za coś przeprosić to niech wpierw użyje słowa a nie
              przytulenia (bo nie umiem przytulić osoby która nie neguje do mnie awersji),
              - żeby jeśli ja za coś przepraszam to umiała to przyjąć lub powiedziała czego
              oczekuje (a nie odpowiadała: "za późno, wypchaj się"),
              - żeby dzieliła się swoimi pasjami, życiem (a nie że ona żyje w swoim świecie,
              ze swoimi przyjaciółkami, w swoich książkach),
              - żeby uznała że nasze dziecko jest wspólne (a nie tylko ma żyć wg jej wizji).
              To takie przykładowe męskie oczekiwania, przekładające się dalej na wiele
              szczegółowych sytuacji. Każdy facet może je mieć inne.
              Teraz Ty musisz sobie odpowiedzieć: Czy Twój mąż Cię interesuje, fascynuje? -
              czy to wyłącznie fizyczna potrzeba opieki (bez fascynacji unikatowością
              partnera)?
              Czy są jakieś rzeczy nad którymi możesz popracować, coś jest jeszcze po Twojej
              stronie do rozegrania? - czy jednak wszystko leży po jego stronie, bez Twojego
              wpływu?

              Jestem jak najbardziej za ratowaniem związku - ale z koniecznością nowego
              zwracania uwagi na partnera, odkrywania go i weryfikacji zastosowania własnych
              wyobrażeń.
              pozdrawiam
      • qwertyqwerty8 Re: na Chwilę przed rozwodem 28.09.05, 20:43
        właśnie, Esterko, tez tak uważam.
        W układzie ona-żona, on-mąż i ona-dziewcyzna to dwie pierwsze osoby są związane
        przysięga małżeńską, ta trzecia nie. Więc jeśli dwoje z tje trójki idzie do
        łóżka - on-mąz i ona-dziewcyzna, to tylko on łamie przysięgę, i tylko on
        oszukuje swoją żonę. Obca dziewczyna nie ma żadnych obowiązków wobec tej żony,
        nic jej nie przysięgała i nie ma obowiązku dbać o rodiznę tego faceta. Jeśli ma
        ochotę na skes z nim, to bierze, i już.
        Potrafię zrozumieć frustrację porzuconej żony - a bo ta trzecia to zła, uwiodła
        mi misia z domu ect... i wiem, że w sytuacji zdrady i rozpadu małżeństwa trudno
        spojrzeć trzeźwo.
        ale pomyslcie: czy gdyby ta konkretna "ona" się nie p[ojawiła, to misio by nie
        zdradził? czy prędzje czy później i tka by zdradził?
        Jeśli zdradza żonaty facet (albo kobieta, nie demonizujmy tylko chłpów) to wina
        za rozpad małżeństwa jest tylko jego, nie obcej osoby której na tmy małżeństwie
        nigdy nie mogło zależeć.
Pełna wersja