Co u mnie

11.10.05, 10:07
Nie dam rady napisać tego dwa razy, więc kopiuję:
Podepnę się pod ten wątek, bo muszę się wyżalić i jestem wściekła.
Zacytuję:
jego aktywność nagle wzrośnie to obserwuj
> uważnie, bo będzie bardzo prawdopodobne, że kogoś ma, kogoś o kim nie chce
> żebyś wiedziała i dla odwrócenia uwagi będzie się lepiej Toba zajmował...
W taki sposób mój mąż ze mną "pogrywa". Półtora tygodnia temu niby zakończył
związek z nią, chodził bardzo smutny (żal za nią), a potem powiedział, że
musimy się rozwieść, tylko nie teraz a gdy znajdzie inną pracę. OK, podeszłam
do tego spokojnie, nie odzywaliśmy sie do siebie przez kilka dni. W niedzielę
opuscił dom na czas obiadu,tzn, na pięć godzin, opowiadał potem jaka kurtkę
sobie znalazł - sugerowanie, że był na zakupach. Nagle widzę, że zaczyna się
do
mnie uśmiechać, zagadywać; pytam o co chodzi, czyżby się pogodził z nią, z
usmiechem stwierdza, że on jest konsekwentny. mówi, że znowu mu sięzaczynam
podobać, że jestem atrakcyjną kobietą. Dziś nie wytrzymałam i przejrzałam
kilka
smsów w jego komórce (kupił sobie gdy zaczął sie z nią na poważnie spotykać) -

wiem jestem wredna wścibska i możecie mnie oceniać jak tylko chcecie, ale
nigdy
tego dotad nie robiłam. Telefon odłożyłam po kilku wpisach i do tej pory
trzęsą
mi się ręce. On mi mówi, że to platoniczne i że mu się podobam, a w komórce
wpisy:
poryczałabym się, ale jestem w pracy
możesz do mnie przyjechać, chciałabym powtórzyć nasze ostatnie spotkanie
mam różowy koronokwoy biustonosz i wrzosową koszulkę
jestem padnieta potrzebuję masażu.....
a z jego strony
czyżbyś zaprawszała mnie do swego łóżka
opisał jej swoją fantazję: masz na sobie to i to siadasz na mnie i zaczynasz
się dotykać....

Wyprowadzam się i niech go szlag jasny trafi. Ja go zupełnie nie poznaję i
chyba już mu nigdy nie uwierzę.


    • everyl Re: Co u mnie 11.10.05, 10:12
      RZUĆ FACETA! NIE JEST WART CIEBIE. ŻAŁOSNY TYP!Serdecznie pozdrawiam.
      • aglesnik Re: Co u mnie 11.10.05, 10:24
        trzymaj się!! tylko zrób najwięcej i najlepiej dla siebie samej!! nie patrz
        czasem na niego!! kłamcy sie nie zmieniają sadag.
    • babe007 Re: Co u mnie 11.10.05, 11:34
      Ja bym Ci radziła wyjąć kartę sim (sprawdź najpierw czy te SMS-y są na niej
      zapisane) i powiedzieć mu o tym wprost jednocześnie podając mu spakowane
      walizeczki.

      Trzymaj się.
      • bsl Re: Co u mnie 11.10.05, 11:38
        wiem co czujesz , miałam podobną sytuację
        cholera kazałam wybierac i wybrał , co wybrał ??
        bingo ! nową panią i jst juz z nią 2 lata , przepałakałam , wegetacja ponad rok
        i przeszło smile, i cieszę sie ze juz mnie nie okłamie , ze nie spowoduje tego że
        bedę szperać w jego telefonach i kieszeniach , ze jestem spokojna

        powodzenia , trzymaj sie ciepło i dzielnie
        • margarita17 Re: Co u mnie 11.10.05, 12:09
          a jak się czujesz Ty? Jesteś spokojna, a wiec nie żalujesz. A kochałaś go jak
          to się stało? da radę z tym żyć ? smile
          • bsl Re: Co u mnie 11.10.05, 12:23
            nie było rózowo u nas jakiś czas przed rozstaniem ,i do tego moja ciąża (3
            zresztą )humory , depresja i takie tam
            jak juz wybrał i sie wyprowadził dotarło do mnie ze zostałam sama z 2 a za
            chwilę z 3 dzieci , załamałam sie i gdyby wtedy wrócił przyjęłabym go
            przez jakiś czas miałam do siebie pretensje ze kazalam mu dokonywac wyborów , z
            perspektywy czasu wiem ze odszedłby wcześniej czy później
            po 2 latach , nie żałuje tego
            zaczynam ukladac swoje życie od nowa , chociaż jeszcze niedawno wydawało mi sie
            to abstrakcją
            dzieciaki widzą ze zaczynam być szczęśliwa i działa to na atmosferę w domu jak
            balsam , bo nie ma nic gorszego od płaczącej matki siedzącej w kącie która
            dopada deprecha
            nie mówię ze jest mi łatwo radzić sobie całym tym bagażem ale świadomość ze
            spokojnie zasypiam i nie czekam nocami na powrót męża od kochanki utwierdza
            mnie ze dobrze sie stało

            czy kochałam ?
            kochałam ale bardziej bałam się zostać sama niż stracić miłośc
    • anelam Re: Co u mnie 11.10.05, 14:13
      Samej z dzieckiem jest bardzo trudno ale ja nie żałuję decyzji. Pamiętam
      wszystko, wykradanie telefonu, śledzenie, upokorzenie kiedy po raz kolejny
      okazywało się, że znowu uwierzyłam a on znowu mnie okłamał. To on zrobił ze
      mnie histeryczkę ale na szczęście miałam na tyle siły, żeby odejść i znowu być
      tą samą, normalną i spokojną kobietą. Czego i Tobie życzę.
      • margarita17 Re: Co u mnie 11.10.05, 15:05
        a ile czasu to zajmuje? i czy myślicie że będziecie w stanie kiedyś komuś
        zaufać? meżczyźnie?
        • anelam Re: Co u mnie 11.10.05, 15:49
          Jak ze wszystkim - zależy od osobowości i okoliczności wink
          Dla mnie zawsze było jasne, że nowy związek to żadne lekarstwo. Żeby coś
          stworzyć z kimś najpierw trzeba się ułożyć wewnętrznie i wtedy dopiero,
          bez "ogona emocjonalnego" jest szansa na udany drugi raz.
          Pewnie, że po przejściach czujność się wzmaga i nie tak łatwo już zaufać, ale
          to dobrze, bo już nie tylko za siebie ponosimy odpowiedzialność.
    • bsl Re: Co u mnie 11.10.05, 15:27
      rok temu jakbyś zadałą takie pytanie na pewno napisałam bym NIGDY W ZYCIU !!
      a jednak smile)))
      jestem teraz z kimś a raczej próbuję byc a on próbuje obudzić we mnie to
      wszystko co utraciłam przez zawirowania zyciowe , wiarę w człowieka , to ze
      mozna być kochaną i taką się czuc , ze można poznać kogoś kto stanie sie
      partnerem dla dzieci i przyjacielem ( nie ojcem , ojca juz maja )
      może jednak warto uwierzyć ze nie wszystko sie kończy
      nei mówię ze sie nie boję , boję sie i to bardzo bo jeżeli się nie uda to nie
      tylko moja porażka ale zafunduję dzieciom kolejne roczarowanie
      dlatego bardzo ostrożnie podchodze do tego związku ( po cichutku jednak wierzę
      sie sie uda smile)
    • julia.68 Re: Co u mnie 11.10.05, 15:40
      Odejść, rozwieść się - zawsze zdążysz. Jeżeli zrobisz to za wcześnie - w imię
      honoru, dumy, będziesz długo rozpamiętywać i analizować, czy naprawdę zrobiłaś
      to co trzeba. Rozwód nie rozwiąże problemu, jeżeli męża kochasz i zależy Ci na
      nim. Poza tym, skoro zachowuje się w taki sposób - bez poczucia winy za zdradę -
      pewnie zależy mu, żebyś to Ty podjęła decyzję. Poczuje się wtedy niewinny,
      porzucony, biedaczek... Nie ułatwiaj mu.
      Kiedyś, kiedy nie było społecznego, kulturowego przyzwolenia na rozwody,
      mężczyźni zdradzali tak samo często, a kobiety czekały, aż pan się opanuje i
      wróci na łono rodziny. Póki co, miały zabezpieczenie finansowe i akceptowany
      społecznie status mężatki. A mężczyźni zwykle wracali prędzej czy później. Nie
      żałuję tych czasów, sama nie skorzystałam z madrości babek i swojego
      zdradzającego wyrzuciłam z domu. Gryzę się do dziś - nie tym, że wyrzuciłam, a
      tym, że nie zauważyłam zdrady. Wyszłam na idiotkę i za to zresetowałam go na
      zawsze. Boli do dzisiaj. Boli, kiedy patrzę na nasze dziecko - może trzeba było
      schować dumę własną do kieszeni - dla dzieci?
      Poczekaj, niech emocje wygasną, niech przestanie Ci na nim zależyć. Wtedy
      odejdziesz spokojnie, bez żalu. Zanim przestaniesz być jego żoną, przestań go
      kochać.
      A dowody zdrady zbieraj - przydadzą się przy rozwodzie.
      • margarita17 Re: Co u mnie 11.10.05, 16:01
        tak, tyle ile czekać? Dla dzieci chyba nie warto się "poświęcać", oczywiście
        mam na myśłi tylk odla dzieci.
        Trzeba być pewnym czego się chce, tylko jak byc pewnym , skoro nie wiadomo co
        dalej i rana taka wielka, szarpana...
        A gdybyś z nim została, nie sprawdzałabyś go na każdym kroku, potrafiłabyś mu
        zaufać?
        Nie wiesz jakby było jakbyś z nim została... Ale rozumiem, człowiek zawsze
        rozmyśla co by było gdyby i nigdy się nie wie, bo chyba można żałować tylko
        tego co się zrobiło
      • rosemary4 Re: Co u mnie 11.10.05, 16:44
        Poza tym, skoro zachowuje się w taki sposób - bez poczucia winy za zdradę
        > -
        > pewnie zależy mu, żebyś to Ty podjęła decyzję. Poczuje się wtedy niewinny,
        > porzucony, biedaczek... Nie ułatwiaj mu.
        Tak właśnie mi się wydaje, że on sam nie podejmie decyzji.
        Co do reszty to nie jestem niczego pewna...

        Dzięki Wam za dobre słowa.
        Ula
Inne wątki na temat:
Pełna wersja