Po ponad 2 latach przestałam się litować

)) Dziś idę do adwokata i zakładam
sprawę o alimenty. Jest mi ciężko, bo gdzieś tam we mnie coś jeszcze się tli.
Przez ten cały czas zadawałam sobie pytanie: dlaczego traktuję ojca mojego
dziecka lepiej od dziecka? Pracuję na 2 etaty, żeby zapewnić nam wysoki
standard życia i w ten oto sposób moje dziecko nie ma zbyt dużego kontaktu z
matką, ani z ojcem (który wcale o to nie zabiega). Postanowiłam zrezygnować z
części obowiązków, na rzecz czasu spędzanego z dzieckiem. Nie zarabiam mało,
nie brakuje mi do 1, ale czy to, że potrafię i daję sobie radę, ma zwolnić
ojca z obowiązku alimentacyjnego? Od kiedy urodziła się moja córka
zabiegałam, o to, aby miała kontakt z ojcem, już dłużej nie mam siły, i nie
chcę płacić mu (był układ ja nie podaję sprawy o alimenty, on regulanie
spotyka się z córką - dotrzymany tylko z mojej strony) za zainteresowanie
naszym dzieckiem. Co myślicie? szczerze powiedziawszy ja czuję się podle,
jakbym zdradzała siebie, swoje ideały no i ta duma (przecież sama dam radę,
łaski od NIEGO nie potrzebuję). Jednak mam świadomość, że jeśli mnie
przydarzyło by się cokolwiek, moja córka wyląduje na bruku, pewnie moi
rodzice wszystkim by się zajęli, ale i tak już dużo mi pommagają, więc myślę,
że nie mam prawa obciążać ich dochodzeniem ewentualnych roszczeń wobec ojca
dziecka. Co poniektórzy stwierdzą, że wtedy ojciec mógłby zająć się
dzieckiem, odpada nie jest i nie będzie zainteresowany.....
DZIEWCZYNY, napiszcie proszę co myślicie i trochę mnie wesprzyjcie, please,
szczerze powiedziawszy, to bywanie na tym forum, pomogło mi w pewnyych
przemyśleniach i podjęciu tej decyzji, tak więc, dzięki
Pozdrowionka