marta19795
28.12.05, 13:44
Jestem mezatka od dwoch lat i mama dwoch malenkich skarbow - 14- i
5-miesiecznego. I wiem, ze moje dzieci nie beda mialy normalnej kochajacej sie
rodziny.To strasznie boli. Nie placze ze wzgledu na siebiem - nie kocham
mojego meza, zorientowalam sie bedac w drugiej ciazy. Zyjemy wlasciwie
oddzielnie, tyle, ze pod wspolnym dachem, jedyne nasze rozmowy dotycza dzieci.
Kilka dni temu moj maz dopuscil sie czegos w moim pojeciu niewybaczalnego co
ostatecznie przekreslilo szanse na odbudowe tego zwiazku. Wiem na pewno, ze
nie bede z nim dopoki smierc nas nie rozlaczy. Tylko kiedy odejsc? Czy teraz
kiedy dzieci sa male i nie przyzwyczaily sie do obecnosci mamy i taty? Za rok,
kiedy byc moze uda mi sie skonczyc studia i byc moze dostac prace? Czy
zacisnac zeby i pozwolic im dorasatac w lodowatej atmosferze, ale za to z mama
i tata? Co zrobic, zeby cierpialy jak najmniej, bo na to, zeby w ogole
uniknely cierpienia raczej nie ma szans. Czuje sie winna, jestem zla matka, bo
popelnilam blad, bo nie pomyslalam dwa razy zanim zaszlam w ciaze, bo nie
umialam stworzyc domu. Co mam robic poradzcie prosze?