Dodaj do ulubionych

kiedy odejsc?

28.12.05, 13:44
Jestem mezatka od dwoch lat i mama dwoch malenkich skarbow - 14- i
5-miesiecznego. I wiem, ze moje dzieci nie beda mialy normalnej kochajacej sie
rodziny.To strasznie boli. Nie placze ze wzgledu na siebiem - nie kocham
mojego meza, zorientowalam sie bedac w drugiej ciazy. Zyjemy wlasciwie
oddzielnie, tyle, ze pod wspolnym dachem, jedyne nasze rozmowy dotycza dzieci.
Kilka dni temu moj maz dopuscil sie czegos w moim pojeciu niewybaczalnego co
ostatecznie przekreslilo szanse na odbudowe tego zwiazku. Wiem na pewno, ze
nie bede z nim dopoki smierc nas nie rozlaczy. Tylko kiedy odejsc? Czy teraz
kiedy dzieci sa male i nie przyzwyczaily sie do obecnosci mamy i taty? Za rok,
kiedy byc moze uda mi sie skonczyc studia i byc moze dostac prace? Czy
zacisnac zeby i pozwolic im dorasatac w lodowatej atmosferze, ale za to z mama
i tata? Co zrobic, zeby cierpialy jak najmniej, bo na to, zeby w ogole
uniknely cierpienia raczej nie ma szans. Czuje sie winna, jestem zla matka, bo
popelnilam blad, bo nie pomyslalam dwa razy zanim zaszlam w ciaze, bo nie
umialam stworzyc domu. Co mam robic poradzcie prosze?
Obserwuj wątek
    • kotka.na.dachu Re: kiedy odejsc? 28.12.05, 13:58
      Masz w domu maleństwa... to są jeszcze niemowlęta.
      Poczekaj, ochłoń.
      Nie łatwo jest być samą. Szczególnie z takimi szkrabami.
      Pytasz się kiedy odejść. Zadaj sobie pytanie czy na pewno tego chcesz.
      Coś was przecież łączyło. Czy to umarło/przedawniło się/zostało
      zbrukane/znudziło się... nieważne. Coś było. Wyobraź sobie teraz że jesteś sama
      z 2 maleńkich dzieci. Jego nie ma (np. odszedł na zawsze i nigdy go nie
      zobaczysz). Co czujesz? Wyobraź sobie dalej: chcesz wyjść w ten zimowy dzień po
      zakupy. Co robisz? Musisz ubrać maleństwa, wziąść wózek i iść do siedliska
      bakterii o nazwie sklep. Tam nie zdołasz wybrać kilku produktów, a już ułyszysz
      płaczliwe żądanie dziecka...
      Z czasem dzieci rosną, są bardziej ruchliwe (szczególnei w miejscach
      publicznych). Gdzie sama coś załatwisz? Nie zawsze można podeprzeć się rodziną.
      Niekiedy mogą się wypiąć, bo to w końcu nie ich obowiązek...
      Czy tego chcesz?
    • iziula1 Re: kiedy odejsc? 28.12.05, 14:52
      Mysle, ze Kotka ma racje.
      Przemyśl, ochłon. Na podjecie decyzji zawsze masz czas.
      Możliwe,że poradzisz sobie, kiedys tam.
      Ale teraz kiedy żądzą tobą emocje nie jest to odpowiedni czas na podejmowanie
      jakichkolwiek kroków.
      Spróbuj cos zrobic wokół siebie, aby po podjeciu decyzji o rozstaniu miałas
      potrzebne minimum aby zapewnic sobie i dzieciom godne życie.
      Poza tym mozliwe, że przeżywasz kryzys małżeński który minie jeśli będziecie
      obydwoje chcieli cos z tym zrobic.
      Emocje to zły doradca.
      Pozdrawiam.
      Iza
      • kini_m Re: kiedy odejsc? 30.12.05, 01:47
        marta19795 napisała:

        > Jestem mezatka od dwoch lat i mama dwoch malenkich skarbow - 14- i
        > 5-miesiecznego. I wiem, ze moje dzieci nie beda mialy normalnej kochajacej sie
        > rodziny.To strasznie boli. Nie placze ze wzgledu na siebiem - nie kocham
        > mojego meza, zorientowalam sie bedac w drugiej ciazy. Zyjemy wlasciwie
        > oddzielnie, tyle, ze pod wspolnym dachem, jedyne nasze rozmowy dotycza dzieci.
        > Kilka dni temu moj maz dopuscil sie czegos w moim pojeciu niewybaczalnego co
        > ostatecznie przekreslilo szanse na odbudowe tego zwiazku. Wiem na pewno, ze
        > nie bede z nim dopoki smierc nas nie rozlaczy. Tylko kiedy odejsc? Czy teraz
        > kiedy dzieci sa male i nie przyzwyczaily sie do obecnosci mamy i taty? Za rok,
        > kiedy byc moze uda mi sie skonczyc studia i byc moze dostac prace? Czy
        > zacisnac zeby i pozwolic im dorasatac w lodowatej atmosferze, ale za to z mama
        > i tata? Co zrobic, zeby cierpialy jak najmniej, bo na to, zeby w ogole
        > uniknely cierpienia raczej nie ma szans. Czuje sie winna, jestem zla matka, bo
        > popelnilam blad, bo nie pomyslalam dwa razy zanim zaszlam w ciaze, bo nie
        > umialam stworzyc domu. Co mam robic poradzcie prosze?
        Marto
        Jeśli dopuścił się czegos niewybaczalnego - to nie da się rady tego zapomnieć.
        Ale nie zapomnieć a wybaczyć to dwie różne rzeczy.
        Nie ma takiej rzeczy której nie można by przebaczyć, po której nie można by
        odbudować. Tylko czy obie strony tego chcą? Od tego to jedynie zależy. Myślę że
        trzeba zdobyć się na nieco siły aby "oczyścić atmosferę" aby móc rozmawiać o
        tym co trudne.
        Proszę nie myśl też że błędem jest to, że wybrałaś akurat jego lub że za długo
        z nim jesteś. Takie "poczucie winy" przecież to tak naprawdę zrzucanie
        przyczyny na drugą stronę, po tym zaczna się licytownanie kto kogo bardziej -
        to nie prowadzi do niczego dobrego.
        Jest lodowato, owszem w Waszych uczuciach, ale nie w Waszej rodzinie jeśli
        jednak rozmawiacie o dzieciach, jesli oboje chcecie o nich rozmaiwiać.
        Jesteście razem ponad 2 lata, może to czas kiedy już koniec zakochania, czar
        pryska i trzeba dojrzeć do tej prawdziwej miłości która musi stawić czoła
        problemom już bez klapek na oczach. Chyba każdy to przechodzi i to jest dopiero
        próba dojrzałości dla nas. Nie tylko unikanie błędów, ale też przechodznie
        przez nie.
        Czy zacisnąć zęby?
        Jeśli zacisnąć, to po to aby spróbować coś uzgodnić, coś dogadać, coś
        tymczasowo przezwyciężyć bez własnej dumy.
        Natomiast na dłuższą metę nigdy się na da na zaciśniętych zębach. Z Ciebie też
        muszą ujść Twoje trudne emocje, inaczej kiedyś wybuchniesz bo to i tak sie w
        Tobie nagromadzi.
        Piszesz, że to coś ostatecznie przekreśliło ostatecznie szanse na Wasz związek.
        To znaczy że poprzednio też inne rzeczy sprawiały Ci trudność. Czy aby
        zrobiliście wystarczająco aby spróbować je przezwyciężyć? Czy może jednak tam
        swoją (obopólną) biernością nie straciliście zbędnie czasu? Czy może nie byłoby
        warto zacząć naprawiać kroczek po kroczku tego wszystkiego od początku,
        wytłumaczyć sobie od początku krok po kroku wszystkiego?
        • nuke2005 Re: kiedy odejsc? 30.12.05, 18:54
          Na początek chciałam powiedzieć, że nie zgadzam się z kotką. Rozstanie to nie
          jest kwestia wyboru, żeby mi było wygodniej zakupy zrobić.
          Mam koleżankę samodzielną matkę trojaga dzieci i radzi sobie doskonale. Zresztą,
          przecież po rozwodzie/rozstaniu/separacji ex wciąż jest ojcem dzieci i jeśli nie
          może nam pomóc w zakupach to zawsze może tymi własnymi dziećmi się zająć, lub
          choćby jednym.

          Z drugiej strony zgadzam się, że nie ma czegoś takiego jak dobra pora na
          rozstanie. Trzeba wszystko przemyśleć, czy rzecz, której 'dopuścił' się Twój mąż
          jest naprawdę tak straszna, czy naprawdę Go nie kochasz.

          Nie wyobrażam sobie życia z kimś kogo nie kocham, ale, żeby na pewno wiedzieć
          czy to brak miłości, czy tylko przejściowy kryzys, to trzeba bardzo szczegółowo
          zanalizować.

          Decyzję o rozstaniu podjąć jest łatwo, ale co, jeśli kiedyś stwierdzisz, że tak
          naprawdę Go kochałaś...

          Zastanów się dwa albo i trzy razy.

          Życzę szczęścia w podjęciu właściwej decyzji.
          • pelagaa Re: kiedy odejsc? 30.12.05, 22:24
            > Zresztą przecież po rozwodzie/rozstaniu/separacji ex wciąż jest ojcem dzieci
            > i jeśli nie może nam pomóc

            Alez on wcale nie MUSI nam pomagac. A jak ma nowa pania to nawet bedzie mial to
            ZAKAZANE. Nie po to sie rozwodzil, aby pomagac exi.

            > zawsze może tymi własnymi dziećmi się zająć, lub
            > choćby jednym.

            A niby dlaczego chocby jednym, a nie trojgiem, skoro jest ojcem trojga. I juz
            widze pomykajaca samodzielna mame z dwojka dzieci na zakupach, sam relaks,
            doprawdy smile
            I przypominam, polskie prawo daje ojcom alimentacyjnym same PRAWA, zadnych
            OBOWIAZKOW. On sie moze zajac, ale nie musi i czesto sie NIE ZAJMUJE wcale.
            Nie ma co liczyc na pomoc ojca, bo w wiekszosci przypadkow tej pomocy oczekiwac
            nie mozna.
            Rozstanie to trudna decyzja, szczegolnie jesli nie ma przemocy, czy alkoholizmu
            w rodzinie. Ale dobrej pory na rozstanie chyba nie ma sad
            • nuke2005 Re: kiedy odejsc? 31.12.05, 10:29
              Przykro mi pelagaa, że masz takie doświadczenia.
              Na szczęście większość to nie wszyscy.
              No i bez przesady, mając męża u boku też często kobiety same z dziećmi biegają
              na zakupki, tyle, że wtedy jak widzę nie ma problemu, bo przecież męże mają...
              No i nie powiedziałabym, że chodzenie z dziećmi na zakupy to jakaś dziwna
              trauma. Bez przesady!
              • nuke2005 Re: kiedy odejsc? 31.12.05, 10:30
                A poza tym czy ja gdzieś napisałam ,że MUSI nam pomagać?
                • edzieckokarenina Re: kiedy odejsc? 31.12.05, 11:23
                  nuke2005 napisała:

                  > A poza tym czy ja gdzieś napisałam ,że MUSI nam pomagać?
                  **
                  nie musi i w większości nie pomaga.A jeśli pomaga to pamietajmy,że jest to ino
                  pomoc-czyli np.kilkugodzinne zajęcie się dzieckiem raz na jakiś czas.Matka musi
                  sama zorganizować sobei i dzieciom nowe życie po rozstaniu-opiekunka, bądź
                  dziadkowie itp itd.
                  Pozdrawiam
    • lena_lenka Do Marty 01.01.06, 23:44
      witaj.widze ze osoby ktore tu sie wypowiadaly nie przezyly tego co Ty i nie sa
      w stanie zrozumiec teo o czym piszesz. ja od meza probowalam odejsc poltora
      roku i nie ppotrafilam tego zrobic choc wiedzialam ze nie bede z nim bo wiem
      ze sie nie zmieni i nigdy nie bedzie "normalny".tez robil rzeczy rozne w stylu
      wbijania noza w lozko kopania lodowki itp. teraz sie wyprowadzilam 2 miesiace
      temu zabral mi klucze nie moge zabrac swoich rzeczy nawet zabawek dziecka....
      a wszystkie rzeczy kupili nam moi rodzice...nigsdy nic nie mial a teraz poczul
      ze cos ma i nie chce tego stracic.rzeczy materialne sa wazniejsze od rodziny-
      tak go mamusia wychowala... zero kultury zero obowiazkow zero uczuc.....tak
      naprawde nikt nie pomoze Ci podjac decyzji musisz to zrobic sama i jak ktos ttu
      napisal ze rozstac sie jest latwo to jest w wielkim bledzie...rozstac sie z
      dwojka dzieci podjac taka decyzje jest bardzo ciezko ja wiedzialam ze nie
      bede z moim mezem a mimo to zwlekalam poltora roku..bo balam sie czy sobie
      poradze czy mi da spokoj-jest msciwy... a teraz mieszkam u rodzicow pomagaja mi
      ale tez nie jest wesolo bo mam coreczke 2 letnia i brata o 3 miesiace starszego
      od mojego dziecka...krzycza dra sie bija,,,,, moi rodzice chcieliby troche
      spokoju...moje dziecko jest nadpobudliwe i kiedys sie wyprowadzilam od niego a
      potem sie wprowadzilam bo zrobilam to dla dziexcka zeby mialo obojga rodzicow.a
      teraz sie wyprowadzilam wlasnie dla dziecka zeby mialo spokojna rodzine bo on
      nam tylko zycie niszczyl i ja i moja coreczka zrobilysmy sie takie nerwowe
      ze ....sadteraz zaczynam wszystko od nowa i musze sie wziac w garsc zeby nie
      myslec o tym co bylo ale zeby dac mojemu dziecku poczucie bezpieczenstwa i
      spokoj ktorego nam brakowalo...moj maz i tak sie nie zajmowal dzieckiem bo on
      uwazal ze to nie jego obowiazek ze jego obowiazkiem jest przynoszene pieniedzy
      do domu a moim cala reszta wszystko robilam sama nie moglam na niego liczyc
      niegdy nie moglam na nim polegac Nigdy!!!!Zycze Ci powiodzenia ale jesli masz
      podobna sytuacje do mojej to nie zwlekaj ..poki dzieci male ...ja zrozumialam
      ze mojemu bedzie lepiej bez ojca niz z takim jakim jest mooj maz...
      • kini_m Re: Do Marty 02.01.06, 19:20
        lena_lenka napisała:
        > witaj.widze ze osoby ktore tu sie wypowiadaly nie przezyly tego co Ty i nie
        > sa w stanie zrozumiec teo o czym piszesz.

        Lena, akurat w podejściu części tu wypowiadających się osób własne przeżycia
        mają drugorzędne znaczenie. Chodzi raczej o to, że jeśli znamy się tylko z
        internetu to trzeba być ostrożnym w wypowiadaniu własnego zdania, w radzeniu.
        Nie neguję Twoich przezyć, i przeżyć Marty. Może zabrzmi to nieczule - ale
        przeżycia to jest subiektywna rzecz i nikt z nas nie jest w stanie zweryfikować
        na ile one oddają, a na ile zniekształcają rzeczywistość.
        Powiem więcej, że z podobnego rodzaju opisaną sytuacją już się spotkałem
        osobiście - właśnie w podobny sposób jestem pomawiany przez moją byłą panią.
        Choć rezygnowałem dla naszej rodziny z tego co miałem (przyjaciół, wymarzonej
        pracy, własnych zainteresowań, itp). Nie neguję też że w niektórych kwestiach
        byłem nieudolny, ale z czasem poprawiałem jak umiałem.
        A po tym wszystkim dziś jestem przez nią opisywany właśnie tak, jak Ty
        opisujesz swego byłego, też jak Marta.
        Więc ja po moim doświadczeniu, a inni też tu świadomi odpowiedzialności za
        słowo, zdający sobie sprawę z niemożności zweryfikowania sytuacji - zachowują
        przede wszystkim wstrzemięźliwość i wolą w pierwszej kolejności sugerować
        konstruktywnie, a nie budować przez destrukcję.

        To tak, jak z przemocą: ty widzisz w sobie ofiarę kata męża.
        Ale współczesna psychologia patrzy już na problem w relacji: ofiara - ofiara.
        Tzn że oboje partnerzy się krzywdzą, i błędem jest wyłącznie oczekiwanie że ta
        druga strona się poprawi.
        • pelagaa Re: Do Marty 02.01.06, 20:13
          > Ale współczesna psychologia patrzy już na problem w relacji: ofiara - ofiara.
          > Tzn że oboje partnerzy się krzywdzą, i błędem jest wyłącznie oczekiwanie że
          > ta druga strona się poprawi.

          Wiesz kini staram sie nie odpisywac na bzdury, ktore wypisujesz, ale szczytem
          impertynencji jest pisanie osobie BITEJ, ze BIJACY jest OFIARA.
          Powinienes zmienic psychologa, bo ten wyraznie cie oklamuje.
          • kini_m Re: Do Marty 03.01.06, 11:11
            pelagaa napisała:
            > Powinienes zmienic psychologa, bo ten wyraznie cie oklamuje.
            Wybacz, ale to co napisałem, to usłyszałem jako widz od zaproszonego do
            telewizji specjalisty ds przemocy (słyszały więc to chyba miliony osób, które
            akurat to ogladały, jeśli miały włączony TVP).
            To, że nie dopuszczasz do siebie takiego stanu rzeczy, to Twój wybór.
            Swoją historię znam i nawet próby przeinaczania jej przez byłą panią tego
            zmienią.
            • pelagaa Re: Do Marty 03.01.06, 19:05
              Bardzo jestem ciekawa czy ktos to slyszal z tu piszacych??? No dziewczyny???
              Slyszala ktoras aby przemocowiec byl ofiara????
              Dla mnie KAZDY problem miedzy dwojgiem ludzi da sie rozstrzygnac bez uzycia
              SILY i nie ma wtedy ofiar przemocy.
              Twoja historia mnie nie obchodzi. Ja pisze o tym, ze osoba bijaca inna, slabsza
              osobe nie jest ofiara, tylko katem i zaden pseudopsycholog tego nie zmieni.
              • nuke2005 Re: Do Marty 03.01.06, 19:50
                pelagaa napisała:

                > Bardzo jestem ciekawa czy ktos to slyszal z tu piszacych??? No dziewczyny???
                > Slyszala ktoras aby przemocowiec byl ofiara????
                > Dla mnie KAZDY problem miedzy dwojgiem ludzi da sie rozstrzygnac bez uzycia
                > SILY i nie ma wtedy ofiar przemocy.
                > Twoja historia mnie nie obchodzi. Ja pisze o tym, ze osoba bijaca inna, slabsza
                >
                > osobe nie jest ofiara, tylko katem i zaden pseudopsycholog tego nie zmieni.




                Po części masz rację, ale, z drugiej strony bijący też jest ofiarą. Ofiarą
                nieczułej matki, nadgorliwego i apodyktyvcznego ojca, czy chociażby ustroju. I
                nie, nie chcę przez to powiedzieć, że usprawiedliwiam bijących, czy poniżających
                psychicznie, wręcz przeciwnie jestem skłonna ich piętnować, bo jako ludzie po
                złym backgroundzie rodzinnym powinni się leczyć itp. Niemniej neguje takie
                postępowanie i potępiam, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że oni też są
                ofiarami pewnego okresu w ich życiu.
                • pelagaa Re: Do Marty 03.01.06, 20:05
                  Przykro mi, ale nie zgadzam sie z tym, bo to nie norma, ze przemocowiec mial
                  nieczula matke i apodyktycznego ojca i klopoty rodzinne. Tak samo jak nie kazdy
                  alkoholik, czy cpun pochodzi z domu z problemami. Baaaa... z wielu domow z
                  problemami wyrastaja zupelnie normalni, przyzwoici ludzie i wtedy nikt sie nie
                  zastanawia, czy sa ofiarami.
                  Dla mnie ktos, kto uzywa sily do rozwiazywania problemow nie potrafi nad soba
                  zapanowac i moze powinien zaczac sie leczyc, ale nie uznaje go za ofiare.
                  • kini_m Re: Do Marty 03.01.06, 21:31
                    pelagaa napisała:
                    > Przykro mi, ale nie zgadzam sie z tym, bo to nie norma, ze przemocowiec mial
                    > nieczula matke i apodyktycznego ojca i klopoty rodzinne. Tak samo jak nie
                    > kazdy alkoholik, czy cpun pochodzi z domu z problemami.
                    Twierdzę że sie się tu mylisz.
                    Bo zapewne Ty nie dostrzegasz, że w takiej rodzinie była nieczuła matka czy
                    ojciec - nie dostrzegać to nie znaczy że nie ma. I chyba nie znajdzie sie ani
                    jeden psycholog/psychiatra/terapueta który by się z tobą zgodził. NIE MA
                    PROBLEMU KTÓRY BIERZE SIE ZNIKĄD.
                    Pela, jak chcesz to sie obraź - ale tak właściwie to chyba wystawiłaś
                    świadectwo temu, że pewnych rzeczych nie chcesz dostrzegać lub wypierasz je ze
                    świadomości. Weź naprawdę porozmawiaj wpierw z jakimkolwiek terapeutą, bo nie
                    zamierzam ci na siłę tłumaczyć pewnych niuansów.
                    Nie zdajesz sobie chyba sprawy jak zakamuflowane formy może przybierać przemoc
                    psychiczna. Dorosły człowiek umie sobie zdać sprawę, że jeśli czegoś nie widzi
                    to znaczy że tego nie ma.

                    > Baaaa... z wielu domow z
                    > problemami wyrastaja zupelnie normalni, przyzwoici ludzie i wtedy nikt sie
                    > nie zastanawia, czy sa ofiarami.
                    Oczywiście - jesli znaleźli zaspokojenie psychiczne i obdarzenie uczuciami
                    potrzebnymi do prawidłowego wychowania poza własnym domem. Bo autorytety mozna
                    mieć nie tylko w rodzinie.

                    >Twoja historia mnie nie obchodzi.
                    Ależ oczywiście że Cię obchodzi. Jesli by cię nie obchodziła to bys miała do
                    mnie neutralny stosunek i byś nie wycinała mnie z dyskusji w wiadomych
                    miejscach.
                    • pelagaa Re: Do Marty 04.01.06, 12:25
                      Moje zdanie to moja sprawa. Kiedys ktos tu przytoczyl link do przerazajacego
                      artykulu o facecie, ktory zonie za kare paznokcie z rak i nog powyrywal i usta
                      jej wycial, bo brzydko po pobiciach wygladaly. Oczywiscie wszystko na zywca.
                      Wybacz, ale mam gleboko w nosie, kto go skrzywdzil w dziecinstwie i dla mnie
                      jest KATEM, nie ofiara. Zupelnie nie obchodzi mnie skad wziely sie jego
                      problemy, dla mnie powinien zostac wyeliminowany ze spoleczenstwa, aby nie
                      krzywdzil slabszych. Zdania nie zmienie, wiec sobie odpusc.
                      • nuke2005 Re: Do Marty 04.01.06, 15:49
                        pelagaa napisała:

                        > Moje zdanie to moja sprawa. Kiedys ktos tu przytoczyl link do przerazajacego
                        > artykulu o facecie, ktory zonie za kare paznokcie z rak i nog powyrywal i usta
                        > jej wycial, bo brzydko po pobiciach wygladaly.

                        A słyszałaś o przemocy w stosunku do mężczyzn ze strony ich żon/partnerek? Wiesz
                        ilu z nich nawet straciło życie? Pewnie nie, bo z Twoich poglądów aż bije
                        niechęć do więkzej gabarytowo płci... Niestety...


                        > Wybacz, ale mam gleboko w nosie, kto go skrzywdzil w dziecinstwie i dla mnie
                        > jest KATEM, nie ofiara. Zupelnie nie obchodzi mnie skad wziely sie jego
                        > problemy, dla mnie powinien zostac wyeliminowany ze spoleczenstwa, aby nie
                        > krzywdzil slabszych.

                        Sędziną ani psychologiem to raczej zostać byś nie mogła, lub raczej nie powinnaś.

                        > Zdania nie zmienie, wiec sobie odpusc.

                        Nie zauważyłam by ktoś tu próbował zmieniać Twoje zdanie. Natomiast Ty zamiast
                        rzeczowo dyskutować 'rzucasz' się na współrozmówcę.


                        PS. W ogóle to raczej trochę od tematu odbiegłyśmy, bo Marcie raczej o jakieś
                        rady chodziło, a nie o poznanie poglądów dotyczących przemocy w rodzinie uncertain
                        • pelagaa Re: Do Marty 04.01.06, 19:53
                          > Sędziną ani psychologiem to raczej zostać byś nie mogła, lub raczej nie
                          > powinnaś.

                          O prosze i nowa wyrocznia jest.
                          A jakbys tak sobie poczytala troszke wpisow dotyczacych kiniego (wiesz
                          wyszukiwarka - to narzedzie szatana czasem sie przydaje) to moze i
                          zrozumialabys moje nastawienie do jego postow na temat przemocy.

                          > A słyszałaś o przemocy w stosunku do mężczyzn ze strony ich żon/partnerek?
                          > Wies z ilu z nich nawet straciło życie?

                          A jakie ma zanczenie KTO stosuje przemoc??? Przemocowiec to zawsze
                          przemocowiec. Tylko TO forum jest skierowane do KOBIET i pisze sie tu o bitych
                          KOBIETACH. Jak trafie na MESKIE forum (co mi raczej nie grozi bo w toalecie
                          siadam na desce, mimo, ze zazwyczaj nosze spodnie), to zmienie uogolnienie z
                          przemocowocow mezczyzn na przemocowcow kobiety.
                          Proponuje jeszcze raz zerknac na stopke forum.
                          A ze zagladaja tu osoby do ktorych forum nie jest skierowane... trudno, to
                          forum publiczne, tak byc musi, ale to nie znaczy, ze mam byc w stosunku do nich
                          poprawna ideowo. Jest to forum dla konkretnej grupy osob i taki sa tez
                          wypowiedzi, skierowne do konkretnej grupy osob, proste nieprawdaz?

                          Jak moj styl pisania ci nie odpowiada i uwazasz go za rzucanie sie to proponuje
                          ci opcje wygaszania wrogow w moim forum tongue_out
                          • nuke2005 Re: Do Marty 05.01.06, 08:35
                            Po pierwsze napisałam 'raczej byś nie mogła być...', a nie 'nie mogłabyś' myślę,
                            że ta zawiłość językowa ma dość spore znaczenie. I NIE jestem ani nie zamierzam
                            wyrocznią zostawać, co nie znaczy, że nie mogę napisać swojego zdania, tak, jak
                            Ty możesz wyrazić swoje, nieprawdaż?

                            Poprzednie wpisy kiniego mnie nie interesują i nie zamierzam sprawdzać, czy był
                            poprawny politycznie, czy też nie. Gdybym miała to zrobić z każdmy komu chcę
                            odpowiedzieć, to, wybacz, ale czasu na nic innego by mi nie starczyło, a mam
                            dziecko w domu i Nim chcę się porządnie zająć.

                            Poza tym ja też uważam, że przemocowiec, to tylko i zawsze przemocowiec, więc
                            czemu tak się rzucać, że tylko chłopy beee, baby też czasem beee i już pomimo
                            tego, czy to forum dla kobiet, czy nie i tyle. Zresztą przecież next w
                            większości są beee, prawda?
                            Nie usprawiedliwiam, chcę patrzeć na wszystko z różnych stron, pomimo
                            pozostawienia nas przez ex mającego romans przekształcony w Wielką Miłość, która
                            mistycznym trafem zakończyła się wtedy kiedy my się rozwiedliśmy i oskarżanie
                            mnie o bycie, hmmm, ujmijmy to jako beeee, ponieważ nie dałam mu szansy na
                            poprawę. Pomimo tego, że kontaktów z dzieckiem NIE utrzymuje i nie zabiega kilka
                            razy w tygodniu wysyła mi smsy jak to on mnie bardzo kocha itp bzdury, Nie
                            naskakuję na mężczyzn i nie uogólniam, bo po co?

                            Jeśli zaś chodzi o Twoją osobę, to zupełnie nie przeszkadza mi Twój styl pisania
                            (napisałam to gdzieś?), a to, że nie zgodziłam się z Tobą w tym przypadku, to
                            oznacza, że jesteś moim wrogiem? Dla mnie nie.
                            Zdziwisz, ale często przed zalogowaniem się na forum podczytywałam je i muszę
                            przyznać, że wiele 'porad' właśnie Twoich jest rzeczowych i konkretnych. smile

                            Miłego dnia.

                            • pelagaa Re: Do Marty 05.01.06, 19:28

                              > Jeśli zaś chodzi o Twoją osobę, to zupełnie nie przeszkadza mi Twój styl
                              > pisania
                              > (napisałam to gdzieś?)

                              Acha... czyli okreslenie "rzucanie sie", ktorego uzylas w stosunku do moich
                              wypowiedzi to byl hmmm... komplement wink
                              Ja wyrazilam swoje zdanie, Tobie tez wolno wyrazic swoje, jednak ja nie
                              nazywalam Twoich wypowiedzi rzucaniem sie. Stad moja reakcja i tyle.
              • kini_m Re: Do Marty 03.01.06, 21:34
                pelagaa napisała:
                > Ja pisze o tym, ze osoba bijaca inna, slabsza
                > osobe nie jest ofiara, tylko katem i zaden pseudopsycholog tego nie zmieni.
                Ależ ja wcale nie zamierzam tego zmienić.
                Chcę zaznaczyć jednak że widzenie tego JEDYNIE W TAKI SPOSÓB jest spłyceniem
                problemu.
                • lena_lenka Do Kini_m 05.01.06, 13:44
                  Troche mnie nie bylo no i widze ze jakies nieporozumienia sa... widze ze
                  chciales sie wyroznic ze w telewizji Cie pokazuja itd ale chyba sie Tobie to
                  nie udalo.facet co TY za bzdury piszesz ofiara - ofiara??!!Z moim mezem
                  chodilismy do psychologa. BYlismy 3 razy i przez te 3 wizyty moj maz chcial
                  udowodnic ze to ze mna cos jest nie tak.... no i Pani psycholog nie pytala sie
                  mnie czy w dziecinstwei mnie ktos bil krzyczal na mnie tylo jemu zadawala takie
                  pytania... na 3 spotkaniu Pani psycholog powiedziala doslownie ze to nie ze
                  mna lecz z moim mezem jest cos nie tak i ze on powinien chodzic na terapie
                  samodzielna.no i moj maz wstal powiedzial ze pani psycholog sie myli i na tym
                  nasze wizyty sie skonczyly...Pani psycholog sie myli....Widze ze masz podobny
                  problem..... a mianowicie ze nie zauwazasz swoich bledow. I wszystko co zle to
                  w tym przypadku nie TY ytylko Twoja zona.TY sie nad nia znecales a ona nad Toba
                  tak??Nie chce mi sie pisac .Powiem CI tak nie filozofuj !!!!A co do reszty ...
                  to tak moj maz mial problemy i do dzisiaj ma z mamusia rozwodka i nadpobudliwa
                  chora osoba...ktora tak samo jak on niczego nie rozumie...ale nie bede
                  opisywala bo watek by sie nigdy nie zakonczylsmile
                • lena_lenka Do Kini_m 05.01.06, 13:51
                  Choć rezygnowałem dla naszej rodziny z tego co miałem (przyjaciół, wymarzonej
                  pracy, własnych zainteresowań, itp). a co do tego zdania to wspolczuje Ci... Bo
                  skoro rezygnowales ze swoich marzen i ze swojego zycia to widocznie nie masz
                  swojego zdania a dla mnie ktos kto nie ma swojego zdania....ja wiem kim jestem
                  i co soba reprezentuje wiem na co mnie stac.mam swoje zdanie i daze do
                  realizacji swoich planow nie pozwalam aby ktos niszcyl moje zycie "bo tak ma"
                  bo innaczej nie umie...I nie odpowiadaj mi tylko ze skoro pisze ze jesli la
                  rodziny zrzygnowales dla wszystkiego to widocznie jestem bez uczuc...bo od razu
                  CI odpowiem zebys sie nie musial forsowac ze jestem osoba bardzoo wrazliwa i
                  czula. dla wsppolnego partnerstwa trzeba sie posiwececbo bez posiwecen i bez
                  wyrzeczen do niczegi sie nie dojdzie...ale trzeba sie posiwecac z glowa
                  trzeba wiedziec gdzie jest granica,trzeba sobie ja wyznaczyc....
                  • kini_m Do Lena_lenka 09.01.06, 15:21
                    Wiesz, chyba należysz do tej części ludzi, którzy nie wierzą że kobiety nie
                    stosują przemocy. Niby jaką przecież???? Przecież są słabsze, no nie? Może co
                    najwyżej dwa razy w miesiącu podniesie lekko głos, ale na pewno nic więcej, a
                    nawet w tym co złego?
                    Może i byś dopuściła do myśli, że gdzieś są matki które są nieczułe dla dzieci -
                    ale wg ciebie to promilowy margines, i napewno nie ma takich wokół ciebie, a
                    napewno nie na tym forum.
                    Życzę dalej takiej naiwności, ale przy Twojej świadomosci (właściwie braku) to
                    naprawdę odechciewa się dalj polemizować.
                    Tak sobie jeszcze myślę, że moją konfrontacje z niektórymi dziewczynami
                    odbierasz osobiście bo drążenie tematu mogłoby ujawnić ile sama przemocy
                    stosowałaś. Bulwersując? A może raczej trudne do przyznania się?

                    PS: Myśląc o sprawcy także jako o ofierze wcale nie miałem na mysli przemocy
                    zadawnej w przeszłości, w dzieciństwie.
                    Oczywiście że doświadczyłem agresji exi - fizycznej (kopanie, szarpanie za
                    włosy), psychicznej (wyzwiska nad głową dziecka po kilkadziesiąt razy
                    dziennie "Ty h...u, Ty ch...e", grożenie że uczyni ze mnie wyłącznie
                    weekednowego ojca), a nawet bezasadnego utrudniania mi dysponowania naszymi
                    piniędzmi (co kwalifikuje się jako przemoc ekonomiczna).
                    Można żyć oczywiscie w przeświadczeniu że kobieta to wyłącznie ta dobra strona.
                    Tylko czemu ma służyć taka bajka??????
                    • virtual_moth Re: Do Lena_lenka 09.01.06, 15:27
                      kini_m napisał:

                      > a nawet bezasadnego utrudniania mi dysponowania naszymi
                      > piniędzmi (co kwalifikuje się jako przemoc ekonomiczna).

                      Buahahahahaah, jak zwykle mnie nie zawiodłeśbig_grin
                      Odpadłam, "przemoc ekonomiczna"big_grinDD

                      ---
                      Samodzielni rodzice
                      • lena_lenka Do Kini_m 09.01.06, 19:51
                        wiem ze sa kobiety ktore stosuja przemoc. szkoda ze nie zrozumiales tego co Ci
                        napisalam...wspolczuje Ci ze sie nad Toba zona znecala ale to nie powod zeby
                        uwazac tak o kazdej osobie(kobiecie).no coz moze rzeczywiscie nie polenizujmy i
                        zakonczmy tenn watek.Pozdrawiam.
                        • kini_m Re: Do Kini_m 09.01.06, 20:11
                          lena_lenka napisała:
                          > wspolczuje Ci ze sie nad Toba zona znecala ale to nie powod
                          > zeby uwazac tak o kazdej osobie(kobiecie).

                          Nieco zbyt daleko zinterpretowałaś moje słowa.
                          Nie myślę w taki sposób ogólnie o kobietach.
                          Tylko jeśli widzę że ktoś opisuje swego exa, podobnie jak moja była mnie
                          opisuje - to podchodzę do tego ze zdwojoną ostrożnością.

                          Są faceci h...e, nie przeczę. Też takich widzę i w życiu osobistym takich
                          piętnowałem (Np. głośno krytykowałem gdy przyjaciółka exi doznawała poniżenia
                          od własnego chłopaka. Notabene tamta przyjaciółka, w której obronie swego czasu
                          stawałem dziś z chęcią daje się powołać do sądu przez exię aby coraz bardziej
                          odciąć córkę ode mnie).
                          Ale w pewnych bardzo podobnych sytuacjach które przeszłem, każdemu zapala się
                          zółta ostrzegawcza lampka. Żółta, nie czerwona. I sam z sobą walczę aby nie
                          uogólniać drugiej płci.
                          Ostrożność - tylko o to mi chodziło.
                      • kini_m Re: Do Virtual 09.01.06, 20:22
                        virtual_moth napisała:
                        > Odpadłam, "przemoc ekonomiczna"big_grinDD
                        To se wejdź na niebieską linię, Virtual.
                        Bo ja nie zamierzam udawać macho, który jest twardą opoką, która bez zmrużenia
                        oka dla kobiety wytrzyma każde poniżenie. Też mam godność, w którą można
                        uderzyć. Jakby Tobie ex zabrał wasze wspólne pieniądze, będąc wspólnie na
                        wakacjach na drugim końcu kraju i powiedział: "Wracaj sobie autostopem".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka