Dodaj do ulubionych

Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :))

11.04.06, 08:57
Rzadko zabieram głos, czytam dość regularnie. Smutne jest to nasze forum.
Problem goni problem, łza za łzą i ten okropny niepokój "co będzie jutro". I
te chwile, kiedy się patrzy na twarzyczki naszych śpiących dzieci, przełyka
się gorycz, zaciska zęby, bo przecież jest dla kogo, dla tych
najcudowniejszych istotek na świecie, bez względu na to czy są to
niemowlaczki, czy dużo starsze dzieciaczki.

Ale wiecie co tak sobie myślę, że musi być lepiej. Za oknem coraz więcej
słońca, zieleni, na drzewach pączki, pierwsze przebiśniegi. Przecież każda z
nas zasługuje na wszystko, co najlepsze. Na spokój, szczęście, poranną kawę
czy herbatę wypitą z uśmiechem. I wiem, że prędzej czy później każda z nas
się tego doczekasmile))

Ja już się doczekałam i tego Wam Kochane bardzo życzę.
Obserwuj wątek
    • iva2 Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 11.04.06, 09:01
      taaaak, życie nie jest łatwe.
      dla mnie dzisiaj szczęsciem jest, że spokojnie minął mi dzień, że nie musiałam
      zastanawiac się czy dzisiejszy obiad wywoła awanturę, że mój dzisiejszy strój
      nie wywoła lawine wyzwisk etc. etc.

      jestem szczęśliwa, bo jestem wolna!!!!
    • dobra26 Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 11.04.06, 09:02
      Dziekuje Ci za ten post...
      Wlasnie pije poranna herbate a on wniosl male swiatelko w moje zycie.
      • kini_m Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 11.04.06, 20:57
        Izuniu
        Chciałbym Cię pocieszyć,
        ale też czekam, i czekam, i czekam kiedy zdarzy się lepiej.
        Bardzo kocham moja córeczkę, moja córeczka bardzo tęskni za mną.
        Wszędzie byliśmy razem od placów zabaw i wycieczek do zbaw przy robieniu
        porządków, praniu, obieraniu ziemniaków. Lubiła wsadzać ze mną pranie do
        pralki, próbować udziobać ziemniaka nożem żeby pomóc mi obierać. To jest
        najukochańsze dziecko.
        Ale na 3 urodziny nie mogłem jej już zobaczyć.
        ..... na 4 też nie mogłem.
        ..... na święta jedne, drugie, w najbliższe też nie zobaczę. Choć mieszkam
        niedaleko. Nie moge się dowiedzieć do którego przedszkola chodzi, co robi,
        gdzie bywa, nic... po prostu ktoś wyciął sens życia.
        Więc czekam, czekam. Robie w międzyczasie ile się da, ale nie przeskoczę sam
        naraz tyle ile bym chciał.
        Z tej strony też się człowiek rozkleja i niewiele więcej może zrobić.
        • topra227 [...] 11.04.06, 21:24
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • iizaa Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 12.04.06, 07:52
          Mnie nie trzeba pocieszać. Trzeba było zostać z jej matką, po prostu.

          pozdrawiam
          • labomba666 Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 12.04.06, 08:37
            > Trzeba było zostać z jej matką, po prostu.

            Ot, jakie to proste!

            LaBomba
          • kini_m Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 12.04.06, 09:25
            Izuniu, chciałem i przez 3 lata próbowałem ratować rodzinę.
            Jednak ona wybrała inną drogę.
            Nie wszystkie decyzje są w moim zasięgu, w Twoim także nie.
            Pozostaje już tylko uszanować...
            • iizaa Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 09:07
              Tak tak, to zła kobieta była. Jak każda baba na tym świecie. Wybić do cna.
              • kini_m Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 10:26
                Nie Izaa, to nie była zła kobieta.
                To była wspaniała dziewczyna, która bardzo imponowała mi niektórymi jej cechami.
                A to że z czasem zaczęła tracić nad sobą panowanie i poszłą taka drogą....
                Izo, w swej złości nie projektuj swoich doświadczeń na innych ludzi.
                Jeśli Ciebie ktoś tak potraktował, że mówił Ci: "Zła z Ciebie kobieta" - to nie
                znaczy że każdy facet ze zdezintegrowanej rodziny tak robi.
                Nie wciskaj innym ludziom w usta słów których nie wypowiedzieli ("...to zła
                kobieta była").
                Wiesz jacy moga bywać faceci, ale takie same bywać też kobiety - i to wśród
                osób z którymi masz doczynienia.
                • iizaa Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 20:22
                  kini_m napisał:


                  Izo, w swej złości nie projektuj swoich doświadczeń na innych ludzi.
                  > Jeśli Ciebie ktoś tak potraktował, że mówił Ci: "Zła z Ciebie kobieta" - to
                  nie
                  >
                  > znaczy że każdy facet ze zdezintegrowanej rodziny tak robi.

                  Wiesz jak to nazywają literaturoznawcy? Nadinterpretacją tekstu. A " zła
                  kobieta" to cytat, o ile się nie mylę z jakiegoś filmu z Lindą.
                  • kini_m Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 14.04.06, 10:08
                    iizaa napisała:
                    > Wiesz jak to nazywają literaturoznawcy? Nadinterpretacją tekstu. A " zła
                    > kobieta" to cytat, o ile się nie mylę z jakiegoś filmu z Lindą.

                    Izo, jeśli powiedziałaś to:
                    > Tak tak, to zła kobieta była. Jak każda baba na tym świecie. Wybić do cna.

                    ...w kontekście mojej poprzedzjącej wypowiedzi, to jednak brzmi to jak próba
                    wciśnięcia tych słów w moje usta. Jeśli miałaś inny zamiar, to możesz to
                    powiedzieć.
                    Nie chciałbym tu dłużej się przepychać na słówka.
                    Chciałem Ci tylko powiedzieć że po stronie facetów też nie jest łatwiej.

                    Nie usłyszysz niemniej jednak ode mnie słów: zła kobieta, choć dla niektórych
                    tutaj normą jest dawanie znać jaki to zły człowiek z ich expartnera (np.
                    wyzwiska od psychopatów, lub porównywanie innych forumowiczów do expartnerów).
                    Dla mnie granica jest jasna: nie ma złych ludzi, są tylko złe zachowania.
                    To jest także granica pomiędzy: krytyka a nienawiścią.
                    I jestem przekonany o jednym - to nie tyle zależy od zachowania exa/exi co od
                    tego jak człowieka wychowano, w jakie umiejetności go wyposażono na dorosłe
                    życie, czy nauczono go radzenia z problemami, itp.
                    Bo wiesz... mama mojej córki zachowywała się źle i nadal to podtrzymuje
                    odgradzając nas.
                    Ale mimo wszystko, nawet tu umiem napisać coś dobrego o niej... i nie nazwę
                    złym człowiekiem.

                    ps: Z ubolewnaiem patrzę jak ostatnio jedna z forumowiczek przekroczyła granicę
                    pomiędzy krytyką a nienawiścią, i choć sama obelżywie nieraz zwracała się do
                    mnie z wyzwiskami to jednak wracała później do "normy". Natomiast wystarczyło
                    żeby raz w jej stronę puścic niewybredny kontekst, to zrobiła z siebie wielce
                    urażoną gdzie co dzień obelżywie komentuje moją osobę na sąsiednim forum. Mimo
                    że przeprosiłem (ona dotychczas jeszcze nigdy nie przeprosiła za wyzwiska od
                    psychopatów) - to najwidoczniej jest osobą która nie rozumie znaczenia tego
                    słowa. Po przekroczeniu granicy nienawiści zaczęła jej tez byc bliższa postawa
                    matki odgradzającej dziecko od ojca, i potrafi takiego odgradzającego rodzica
                    nawet uznac za ofiarę sytuacji. Taka moralność Kalego....
                    Izo, nie życzę Ci tego.
                    pozdrawiam
                    • iizaa Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 14.04.06, 10:42
                      Kurcze, no zaraz się poryczę.
        • alicja_wk Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 10:20
          Masz rację, mysle, że ojcowie, którzy na prawdę kochają swoje dzieci,
          przeżywają po rozstaniu jeszcze większą mękę, bo muszą żyć z dala od nich i
          tęsknić. Mimo, iż ja jestem po tej drugiej stronie, współczuję ojcom, którzy
          bardzo chcieliby mieć kontakt ze swoimi dzieciaczkami, a nie mają takiej
          możliwości z powodów niezależnych od nich. Sama nie wyobrażam sobie życia z
          dala od swojego dziecka, tego, że ktoś miałby mi utrudniać kontakty z nim,
          izolowac mnie od niego, bo wystarczy, że nie widzę go przez pół dnia i juz
          tęsknię.
          Tylko dlaczego Ty zostałes odcięty od swojego dziecka, dlaczego nie masz nawet
          możliwości widywania go, czy uzyskania informacji na jego temat, przecież masz
          do tego prawo?!
          • kini_m Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 10:43
            alicja_wk napisała:
            > Tylko dlaczego Ty zostałes odcięty od swojego dziecka, dlaczego nie masz
            > nawet możliwości widywania go, czy uzyskania informacji na jego temat,
            > przecież masz do tego prawo?!

            Alicjo - prawo to tylko litera zapisana na papierze.
            Sąd został przeze mnie poinformowany już w stycz`2005 o obecnej sytuacji.
            Odpowiedź na Twoje pytanie sformułowałbym w kolejnych pytaniach:
            -Czemu sąd nie podjął SKUTECZNYCH decyzji przywracających córce normalny stan
            kontaktów, mimo iż dysponuje wieloma instrumentami działania? (podpowiem że:
            sąd uznał że córka powinna miec wiele kontaktu ze mną ustalając go na poziomie
            zamiennie co drugi tydzień 2-4dni/tydz)
            -Czemu gdy próbuję zadzwonić do matki dziecka to teściowa odpowie jedno
            słowo: "NIE", po czym rzuca słuchawkę nic więcej nie odpowiadając, kiedy
            mógłbym zadzwonić?
            -Czemu jesli matka zgodziła się na terapię rodzicielską (dla rozwiedzionych
            tytułem dziecka) że przystąpi do niej po roku własnej terapi, to jednak
            odmówiła podjęcia tej terapii?
            -Czemu przed sądem słyszę jakim to byłem niby potworem, ale nie słyszę
            iledziesiąt razy dziennie jak w obecności córki byłem wyzywany od "h..."
            i "ch..." , wyrywano mi włosy, skopała na ulicy?
            -Nie odpowiem Ci wprost na Twoje pytanie (chyba że miałbym się rozwodzić nt
            Dorosłych Dzieci Alkoholików, toksycznej rodziny matki dziecka, tego jak
            teściowa oskarżyła mnie naruszenie jej mieszkania za to że chciałem odwiedzić
            córkę).
            Odpowiedź jest ukryta gdzieś w ciagu tych i podobnych pytań które napisałem.
            • alicja_wk Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 12:25
              Nie chcę być posądzona w moich wypowiedziach o jakąkolwiek stronniczość, bo
              wychodzę z założenia, że dopóki nie pozna się punktu wiedzenia obu stron, to
              nie mozna być obiektywnym i wyciągać jakichkolwiek sensownych wniosków.
              Jednak nie rozumiem w tej całej Twojej sytuacji tylko jednego: z jakiego powodu
              matka dziecka uniemożliwia Ci kontakty z nim?! Czy ona to jakoś argumentuje?!
              Jesli masz prawomocny wyrok regulujący kwestię kontaktów z dzieckiem, to na mój
              prosty babski rozum, powinienes się z nim udac do kogoś, kto pomoże Ci go
              wyegzekwować od byłej żony, która się do niego nie stosuje. Nie wiem, czy
              dobrze rozumuje, bo w mojej sytuacji nie pojawiła się koniecznośc wnikilwego
              zapoznania się z tymi zagadnieniami, ale skoro masz już ten wyrok i nie został
              on w żaden sposób podważony, czy unieważniony, to po co zwracasz się do sądu po
              nowy, przecież widzisz, że papier tu niczego nie zmieni i w takiej sytuacji
              trzeba działania a nie namnażania kolejnych pisemek. Sam napisałeś "prawo to
              tylko litera zapisana na papierze" więc po co Ci kolejny ciąg bezskutecznych
              liter?! Nie wiem, jak to wygląda w praktyce, ale przecież są odowiednie organa,
              które "mobilizują" w jakiś sposób do stosowania się do wyroków sądowych,
              inaczej jaki miałby sens ich orzekanie?!
              Co do drugiej kwestii, to może jesteś po prostu za dobry, może powinieneś się
              kiedyś wkurzyć i zrobic mały dym zarówno matce Twojej córki jak i jej rodzicom,
              żeby sobie uświadomili, że dziecko nie jest ich własnością, a Ty, jesli nie
              jestes pozbawiony władzy rodzicielskiej, masz do niego większe prawo niż oni-
              jako dziadkowie. Może za którymś razem jak usłyszysz w słuchawce "nie", powiedz
              dosadnie, że dzwonisz do swojego dziecka, a nie do jego matki i dopiero jak
              usłyszysz to od niego, to przestaniesz dzwonić.
              I szczerze mówiąc w tej kwestii bardzo Ci się dziwie, że pozwoliłeś na takie
              odizolowanie córki od siebie, że może nawet nie walczyłeś (przepraszam, jesli
              to zbyt pochopne wnioski).
              Nie jestem zorientowana w temacie "terapii rodzicielskiej"... czy możesz coś
              więcej na ten temat?
              • iva2 Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 13:40

                > Nie chcę być posądzona w moich wypowiedziach o jakąkolwiek stronniczość, bo
                > wychodzę z założenia, że dopóki nie pozna się punktu wiedzenia obu stron, to
                > nie mozna być obiektywnym i

                zapewniam Cię, że znając historię z tej drugiej strony, byłabys jeszcze
                bardziej skołowana...

                dlatego nie wspólna terapia, lecz jak juz najpierw terapia dla każdego z
                osobna, potem dopiero wspólna mediacja, o ile obie strony jeszcze chcą.

                nie mam sensu tego analizować nawet.
                ja przyjęłam zasadę, wierzę w to co czytam, lub inaczej, przyjmuje, że osoba
                która to pisze, wierzy we własne racje. i staram sie cos doradzić.
                a jaka jest prawda, tego czasami juz nawet sami zainteresowani nie wiedza,
                pogubili się .
              • natasza39 Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 14:02
                alicja_wk napisała:
                > Nie jestem zorientowana w temacie "terapii rodzicielskiej"... czy możesz coś
                > więcej na ten temat?

                Wyczyść sobie skrzynkę, bo Ci się teraz może po tych "wyjaśnieniach" zapchaćsmile))
                Nie wiesz, kobieto coś uczyniła....
                Współczuję...
              • kini_m Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 14:37
                Alicjo
                Z jakiego powodu ona ogranicza kontakty?
                Jeśli sąd uznał że częste kontakty są wskazane, a taki rodzic nie umie przyjąć
                tego do wiadomości - TO NIE OCZEKUJ RACJONALNEJ ODPOWIEDZI. Bo takiej nie ma.
                Jak ty chcesz zrozumieć osobę, która jest głucha na tęskonotę własnego dziecka
                za drugim rodzicem?????? Chyba tylko w jednej sytuacji bys zrozumiała - gdybyś
                sama była taką osobą.
                (Możesz słuchać bajek o stosowaniu przemocy - niemała część kobiet tak robi
                chcąc dopiec exom, z tej samej kategorii są bajeczne zarzuty o molestowaniu
                dzieci. Ale jeśli tak by było naprawdę - to się idzie z tym do sądu i wytacza
                konretny zarzut, a nie rozprawia we wszystkich innych miejscach, pomijając to
                najwłaściwsze które dokonuje rozstrzygnięć w tej sprawie.)
                Postepowanie egzekucyjne zostało wszczęte przeciwko matce. Została uznana przez
                sąd dłużniczką i nałożono na nią ostrzezenie karą grzywny. Niestey nasz system
                egzekycyjny jest do d.... Nie zależy mi na karaniu matki grzywnami, ale na
                córce. Co ja mogę że sąd wybiera takie przepychankowe środki, zamiast
                zastosować od razu skuteczne metody (instrumentów prawnych jest wystarczająco).

                Co do drugiej kwesti - jej rodzina.
                Sorry, ale nie umiem atakować agresywnie i robić komuś dymów.
                Kiedyś zrobiłem plakaty op uwięzieniu córki i zrobiłem taki mały "dym" pod
                teściami. Wezwali policję. Policja powiedziała że muszę zdjąć plakaty z ich
                płotu. Powiesiłem przed płotem. Wezwali policję znowu. Policja powiedziała - a
                teraz to juz mogą sobie tu wisieć.
                Alicjo, twoja myśl zakłada że do nich kiedyś coś dotrze. Ja też tak myślałem.
                Czy pozwoliłem na odizolowanie córki?
                Tak, pozwoliłem.
                Bo uginałem się pod żądaniam matki, będąc ufnym że zrozumie że to przejaw woli
                kompromisu. I tym sposobem dałem odciąć córkę. Obudzilismy się z córka w
                nocniku. Bo tata zakładał że ustępstwami mozna się dogadać. Po czasie wniosek
                jest jednoznaczny. (Twoje wnioski nie są tu zbyt pochopne, może tylko zbyt
                wielka wiara w druga stronę do zdolności porozumienia. Ale na własnej dupie i
                dupie mojej córki - mamy efekty takiej wiary.)

                Terapia rodzicielska?
                Taki środek podsunął mi kolega psychiatra, który na moją mysl o mediacji
                odpowiedział:
                Mediacja tylko rozwiązuje raz jeden problem, a wy musicie się dogadywać stale.
                Dlatego taka terapia jest potrzebna.

                iva2 napisała:
                >> zapewniam Cię, że znając historię z tej drugiej strony, byłabys jeszcze
                >> bardziej skołowana...
                Iva, ja sam już nie jestem pewien czy ta druga osoba która podaje się za byłą
                partnerkę to czy nią napewno jest, a może ona była w innym związku?

                >> dlatego nie wspólna terapia, lecz jak juz najpierw terapia dla każdego z
                >> osobna, potem dopiero wspólna mediacja, o ile obie strony jeszcze chcą.
                Niecałkiem. Osobista terapia może trwać latami, a dla dziecka potrzebne jest
                dogadanie jak najprędzej - to zywa istota dla której każda zwłoka w
                nierozwiązaniu problemu przynosi negatywne skutki.
                Poza tym każda osoba może odbierać terapię na rózne sposoby.
                Najkrócej mówiąc: jeśliby terapia u exi (a wiem że pobiera) przyniosła
                pozytywne skutki to nie przejawiałaby nadal postawy ograniczającej dziecko.
                Zwłaszcza że w długich już rocznych próbach robienia ze mnie najgorszego
                potwora - nadal nie przedstawiła gdzie mógłbym szkodzić dziecku, na tyle że
                potrzebne jest odcięcie dziecka od ojca. Tego przez cały czas brak.

                Nie bardzo mi się chce, ale jeszcze nieco przedłużając powtórzę:
                Dla naszej rodziny oddałem wszystko. Porezygnowałem z osobistych życiowych
                celów (wolontariat). Zmieniałem na prośbę matki własne przyzwyczajenia
                (rezygnacja z najprostszych umileń, rozrywek dnia codziennego - zresztą i tak
                nigdy nie piłem, nie paliłem - to domena exi).
                Córką zajmowałem się od pierwszych dni życia (wspólny poród, już w szpitalu
                zabierałem ją z rąk położnych abym tylka ja mógł ją kąpać), zostałem w domu dla
                opieki nad dzieckiem gdy matka wróciła do swojej kariery, na wakacjach
                przeniosłem ją na własnych placach na obozie wędrownym, wspólnie bawiliśmy się
                przy wszelkich pracach domowych. Placów zabaw znałem znacznie więcej niż jej
                matka. Na ostatnim rajdzie gdy matka umiała jej kupić tylko hamburgera, ja
                przyrządzałem dla niej normalne posiłki.
                Złą kobietą nie była - napewno nie w momencie gdy ja poznawałem.
                Natomiast z czasm okazywało się że - zawsze było mało.
                A dziś twierdzi że rodziną się wcale nie interesowałem, a nawet razem stale nie
                mieszkałem (przez 4 lata wspólnego życia - w rzeczywistości tylko 2 wyjazdy 2-
                tygodniowe: jeden na prośbę rodziny z zagranicy, drugi - szkolenie w
                podnoszeniu kwalifikacji, i przez krótki okres czasu praca w wolontaricie
                zaprzestana na życzenie matki). Bajek o przemocy nie mam ochoty już komentować.
                pzdr
                • iva2 Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 21:40
                  Nie bardzo mi się chce, ale jeszcze nieco przedłużając powtórzę:
                  > Dla naszej rodziny oddałem wszystko. Porezygnowałem z osobistych życiowych
                  > celów (wolontariat). Zmieniałem na prośbę matki własne przyzwyczajenia
                  > (rezygnacja z najprostszych umileń, rozrywek dnia codziennego - zresztą i tak
                  > nigdy nie piłem, nie paliłem - to domena exi).

                  widzisz Kini. i to twoj najwiekszy problem. zrezygnowales z czegos i teraz jakbys mial o to pretensje. to tak jakby miec pretensje do garbatego, ze ma dzieci proste! mozna zalowac podjetych decyzji, to ludzki odruch, zwlaszcza jak cos sie nie udalo, ale uzalanie sie z tego powodu jest nooo, jakby delikatnie powiedziec, smieszne!
                  kazdy w zyciu przechodzi taki etap, ze z czegos rezygnuje. ale nie kazdy zada za to zadoscuczynienia.
                  dobrze Ci radze, odpusc sobie, bo to Cie kiedys wyali do reszty.
                  nie swiat dla Ciebie, tylko Ty dla swiata!!
                  • kini_m iva, alicja 14.04.06, 00:54
                    Iva, nie chodzi o zadośćuczynienie, bo nawet nie wiem jak by miało wyglądać lub
                    na czym polegać takie zadośćuczynienie. Napisałem to tutułem tego, zanim znowu
                    padłyby to poraz kolejny słowa exi o rzekomej przemocy z mojej strony,
                    (przyznam że może raczej niejako odruch uprzedzający na co rusz jej spodziewany
                    atak). Ale nie jako pretensja. Bo za pretensją kryłoby się jakieś oczekiwanie.
                    A ja takowego nie mam do matki naszego dziecka. Nie zamierzam w jakikolwiek
                    sposób jej rozliczac za rozpad (ale za konsekwencje - owszem) bo dziś widzę że
                    w przypadku związku z tą panią więcej by się nie udało. Chyba że... naprawdę
                    zacząłbym wyprywać z siebie flaki (bardziej w sensie psychicznym) i każdy jej
                    kaprys, zmianę zdania, zrywanie planów, grymasy - znosić bez najmniejszego
                    słowa. Dopiero chyba wtedy byśmy mieli taką sytuację o jakiej mówisz. Ale
                    pewnego razu po prostu powiedziałem: "Dość, basta, chcesz to idż sobie do
                    twoich rodziców, ale beze mnie. Tego już mam dość." No i wybrała jak wolny
                    człowiek.
                    Czym innym natomiast jest to, że nie uważam jej za rodzica który może dać
                    właściwe warunki wychowawcze dziecku, zwłaszcza że dodatkowo jest to podszyte
                    toksycznym-uzależniającym ją wpływem teściów. I tu nie ma co owijać w bawełnę -
                    typ: "właścicielka dziecka" - raczej (a jak dla mnie - napewno) jest pozbawiony
                    zdolności do głębszej empati (co zresztą widać po agresywnych atakch - które
                    brzmią za każdym razem jak katarynka tak samo). Żeby człowiek umiał dojrzale
                    kochać potrzebne jest własciwe wychowanie. W rodzinie z uzależnieniami jest o
                    to bardzo trudno i dlatego żal mi losów exi.
                    Kiedyś takie działanie pod wpływem instynku macierzyńskiego ale pozbawionego
                    dojrzałej miłości nazwałem brutalnie: zezwierzęceniem matki - i z tego się nie
                    wycofuję, choć mi naprawdę żal exi bo wiem że nie za wszystko ona odpowiada że
                    tak ja stworzona, ale jako dorosła osoba ponosi odpowiedzialność. Z tej
                    odpowiedzialności rozliczy ją tylko jedna osoba.

                    Alicjo, zastanawiałem się jeszcze nad odpowiedzią na twoje pytanie. Odpowiem
                    nieco ogólnie w 3 punktach, widzę tu trzy czynniki, w których z góry mówię że
                    wg mnie wina leży w rodzinie exi:
                    W rodzinie z problemem alkoholowym (i innych powaznie dysfunkcjonalnych):
                    1. Porozumienie. Dziecku w takiej rodzinie znacznie trudniej nauczyć się
                    zdolności do rozmowy, do słuchania. Bo samo zazwyczaj nie było wysłuchane przez
                    rodziców. Nie miało zaspokojone tej potrzeby. Więc nadal usilnie domaga
                    zaspokojenia się tej potrzeby w nowym związku. I jest to niby normalne - bo
                    każdy ma potrzebę być wysłuchanym. Ale u niektórych osób, ta potrzeba jest tak
                    wielka że zakłóca jednak wysłuchanie partnera. ("Tylko ja mam być słuchana") To
                    typ osoby której nigdy dosyć, zawsze jest jej za mało.
                    2. Potwór (-to wytrażenie przyjąłem umownie). Pod wpływem ww i innych
                    niewystarczająco zaspokojonych psychicznych potrzeb tworzy się w człowieku
                    problem którego on/ona sama nie umie rozwiązać. Taki właśnie potwór, który może
                    drzemać i niewiadomo kiedy wyjdzie na wierzch. Zasadniczo każdy sam rozwiązuje
                    swoje problemy, czasem polegamy też na osobie najbliższej. Ale czasem dochodzi
                    do wybuchu i nawet partner nie umie pomóc, bo sam nie wie o co dokładnie
                    chodzi, a ta osoba która wybuchła nie umie nad tym wystarczająco zapanować. To
                    właśnie wyszedł uśpiony, drzemający w środku potwór. Jeśli ktoś miał poważnie
                    dysfynkcjonalna rodzinę to nie nauczono go radzić sobie z potworem. Osoby z
                    mniej dysfunkcjonalnych rodzin - jakoś umieją sobie radzić, a niektórych nawet
                    nie widać takiego potwora. Myślę że niejedna/en z was czuje w sobie takiego
                    drzemiącego. Ale jak sobie z tym radzicie...?
                    Taki potwór jeśli narasta długo (wg mnie dotyczy to jeszcze okresu sprzed
                    związku) prędzej czy później potrzebuje ujścia. Takim ujściem może być także
                    uosobienia wizji potwora w partnerze w sytuacjach konfliktów (oczernianie,
                    agresja, itp), może także uchodzić w postaci alkoholu.
                    Wg mojej oceny aktualnie taki potwór praktycznie toczy rodzinę exi. Potwór
                    obrał sobie konkretny cel - uosobił się jak cel ataku.
                    Dla porównania odniosę się tu do normalnej rodziny: W normalnej rodzinie
                    powstają koalicje - zależne od konretnego celu, raz ten jest z tym przeciw
                    tamtemu, a raz z tamtym przeciw temu. Koalicje się zmieniają - liczy się cel
                    dla którego są zawierane. (Np. tak jest w mojej rodzinie)
                    W rodzinie dysfunkcjonalnej - koalcje powstają przeciwko komuś - kogo potwór
                    obrał za cel (można też powiedzieć: w kim dostrzega się potwora, kwestia
                    wyobrażenia jest tu drugorzędna). Koalcje nie zmienają się - bo potwór mocno
                    się uczepił konkretnego kierunku ataku. Nawet gdy jeden cel zostaje osiągnięty,
                    to zaraz znajduje się kolejny powód tak aby kierunek ataku został utrzymany. W
                    taki sposób działa potwór. (W alkoholizmie jest podobnie - nieistotny powód,
                    istotne żeby pić.) Niejakim rodzajem potwora może być także ciągła uległość.
                    W każdym razie problem związany bardziej z jakąś osobą, niż z problemową
                    okolicznością lub materialnym problemem.
                    3. Pępnienie. To też wynika z tego co w pkt 1. Dorosłe dziecko stale szuka
                    potwierdzenia swojej wartości w oczach rodzica. Sposoby tu mogą być
                    najróżniejsze. To co mnie zdumiało to fakt - że exia najbardziej czekała na
                    urodziny swej matki, która gnębiła ją, a ja jeszcze musiałem pomagać w
                    wychodzeniu exi z depresji które wywoływała u niej jej własna matka. To także
                    fakt że wakacje dla exi nie mogły się odbyć bez udziału jej rodziców. Ja
                    dowiedziałem się oczywiście ostatni i to już na wyjeździe że jadą za nami
                    teściowie. Pępniące dorosłe dziecko nawet nie pomyślało że może wypadało by to
                    uzgodnić z partnerem. (Kulminacją był moment na wakacjach gdy mieliśmy zerwać
                    nasze plany, bo ona musi do rodziców.)
                    (no, nabazgrałem trochę,
                    pozdrawiam i już idę bo widzę na horyzoncie kogoś bardzo miłego)
                    • alicja_wk Re: iva, alicja 14.04.06, 10:46
                      Nie wiem, czy mi uwierzysz, jak Ci napiszę, że Cię rozumiem wink
                • alicja_wk Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 14.04.06, 10:39
                  > Kiedyś zrobiłem plakaty op uwięzieniu córki i zrobiłem taki mały "dym" pod
                  > teściami. Wezwali policję. Policja powiedziała że muszę zdjąć plakaty z ich
                  > płotu. Powiesiłem przed płotem. Wezwali policję znowu. Policja powiedziała -
                  a
                  > teraz to juz mogą sobie tu wisieć.
                  No to ładne przedstawienie zrobiłeś sąsiadom... ale ja nie miałam na mysli
                  takiego "dymu", bo przez taki incydent to Ty zostałeś potraktowany
                  jak "przestępca", który narusza dobra osobiste innych, a nie oni, którzy
                  faktycznie nimi są, gdyż nie stosują się do wyroku sądowego. Ty miałes przyjść
                  z wyrokiem w "łapie" i z policjantem pod pachą (choćby nawet przebierańcem wink,
                  to może wtedy by się w końcu ugieli. Masz okreslone w wyroku dni i godziny
                  kontaktów z dzieckiem, przychodzisz własnie w jeden z nich, jesli nie chcą Cię
                  wpuścić, zabierasz ze sobą struża prawa, który będzie umiał to od nich
                  wyegzekwować i już. Chyba, że to tylko dla mnie jest takie proste?!

                  A co do dalszej części, to myślę, że jak na faceta okazałeś się bardzo naiwny,
                  bo chyba nie wiesz, że z pewnym typem ludzi to jest tak, że jak dasz palec, to
                  za chwile będą chcieli całą rękę - pójdziesz na jedno ustępstwo, a potem okaże
                  się, że jesteś już manipulowany. Szkoda, że przez ten czas, gdy byłeś ze swoją
                  zoną nie zdązyłeś jej poznać na tyle, żeby zauważyć, jaka jest na prawdę i
                  czego można sie po niej spodziewać.
                  Powiem Ci krótko jak było w moim przypadku. Gdy byłam ze swoim mężem,
                  pozwoliłam na taka manipulację (z tego, co piszesz wynika, że Ty robiłes to
                  samo - rezygnacja z wielu "rzeczy" pod presją żony). On wyczuł, że może ode
                  mnie wszystkiego żądać, że może mną sterować i za mnie decydować, bo jestem
                  uległa. Gdy doszło do rozstania i w miedzy czasie pojawiały sie próby powrotu,
                  chciał robić ze mna to samo - zacząć od nowa, ale znów na swoich warunkach, ze
                  swoimi wymaganiami i żądaniami. Nie udało się, bo już nie byłam taka naiwna.
                  Gdy doszło do rozwodu, gdy ja złozyłam pozew, znów próbował "wybadać grunt"
                  stawiając małe kroczki w kierunku przepaści, będącej moją granicą tolerancji co
                  do jego wymagań. Swoimi żądaniami sprawdzał na ile może sobie jeszcze pozwolić,
                  w którym momencie się ugnę. Stosował mały szantaż psychologiczny: jesli nie
                  wycofasz pozwu to "to" czy "tamto". Już chciałam wycofać, ale ktoś życzliwy
                  odradził mi to, mimo, iz bałam się konsekwencji mojej decyzji. Suma sumarum
                  wyszłam na tym lepiej niż mogłabym sie spodziewać, bo on nie chciał zastosować
                  swojego szantazu, tylko wymusić coś nim na mnie. Zatem celem nie było dokonanie
                  tego, czym mnie straszył, tylko wycofanie pozwu.
                  Zrozum, że takie osoby, chcąc przejąc kontrolę nad innymi będą zawsze stawiały
                  małe kroczki, aby sprawdzić jak daleko mogą się posunąc, a my sami przesuwamy
                  im tę granicę w kierunku uzależnienia i zniewolenia. Tylko, że w pewnym
                  momencie trzeba powiedzieć takiej osobie "stop".
    • redtower Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 11.04.06, 23:01
      smile dla mnie wiosna niesie nowe zmiany smile wszystkie zmiany bez Eksa są na
      lepsze smile Moje życie nabrało teraz jakiegoś sensu smile Mam znowu jakieś cele...
      teraz szukam mieszkania dla Nas smile nie dużo - 2 pokoje... ale nie będą to dwa
      zimne, okropne i pełne nienawiści pomieszczenia, tylko ciepłe i przepełnione
      miłością smile tego własnie chcę dla mojego Szkraba i teraz jestem mu to w stanie
      dać smile
      przewspaniale będzie... smile
      Towerek
    • agaki Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 15:14
      Pewnego dnia nadchodzi moment, że dom zaczyna być domem. Że chce się go
      upiększać. Dodać coś od siebie. Wracać do niego z przyjemnością, bez lęku. Spać
      w nocy, nie budząc się co chwilę.
      • romi.a Re: Moje drogie, tak się "rozkleiłam " :)) 13.04.06, 15:32
        Tak Agaki... marzenia.
        Jedno moje się ziściło:
        Córka nie mówi do mnie "huju" lub "chamie" choć to okreslenie najczęściej
        słyszała jako okreslenie na jej tatę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka