a co z ojcami

09.05.06, 03:00
a co z ojcami samodzielnymi smile)
    • kini_m Re: a co z ojcami 09.05.06, 06:58
      czy myslisz o tych którzy chcieliby się po rozwodzie zajać samodzielnie
      dzieckiem?
      Są na Bahamamch.
      Bo niestety polski system prawny takiego rozwiązania "nie przewiduje".
      Sa podobno jakieś sporadyczne wyjątki, ale jak to wyjatki - potwierdzają regułę.
    • alabama8 Re: a co z ojcami 09.05.06, 09:31
      to samo co z yeti smile
      Widziałeś kiedyś? Nie ma ojców samodzielnych, jeżeli facet zostaje z dzieckiem
      to natychmiast zatrudnia matkę, babkę czy teściową która pierze, sprząta,
      gotuje i dogląda towarzystwa.
      • ajulka Re: a co z ojcami 09.05.06, 09:52

        > to samo co z yeti smile
        > Widziałeś kiedyś? Nie ma ojców samodzielnych, jeżeli facet zostaje z dzieckiem
        > to natychmiast zatrudnia matkę, babkę czy teściową która pierze, sprząta,
        > gotuje i dogląda towarzystwa.

        Wyobraż sobie, że ja znam takiego tatusia osobiście.Zajmuje się synem ( teraz
        sześcioletnim)prawie od urodzenia. I daje sobie radę bez babci, cioci czy kogoś
        innego. Tak jak matka - samodzielna matka... Pracuje, odwozi dziecko do
        przedszkola, gotuje, pierze, zawsze jeszcze ma czas na zabawe z młodym...
        Więc nie wrzucaj wszystkich do jednego worka...
        • amfenix Re: a co z ojcami 09.05.06, 09:57
          Tak... jeden na milion....zawsze jakis sukces.
          • sar36 Przepraszam, ale... 09.05.06, 10:22
            ... tak w ogóle to co w tym złego, jeżeli facet, który zostanie sam z
            dzieckiem, będzie korzystał z pomocy babki, teściowej, czy - wreszcie - innej
            kobiety? Matki nie korzystają z pomocy rodziny?
            • amfenix Re: Przepraszam, ale... 09.05.06, 10:25
              Pewnie, że korzystają. NIe widzę w tym nic złego.I nie wyobrażam sobie, żeby
              rodzic bez względu na płeć mógł pracować i wychowywać dzieko bez pomocy.Bo niby
              jak?
              • pesher Re: Przepraszam, ale... 09.05.06, 17:59
                Jezeli piszesz o pomocy ze strony rodziny Amfenix, to ja daje sobie rade
                zupelnie bez pomocy rodziny mojej i moich bylych tesciow. Z powodu duzej
                odleglosci miedzy naszymi miejscami zamieszkania nie moge liczyc na opieke
                dziadkow nad Mala, o finansowa nigdy nie prosilam.
                Jezeli chodzi Ci zupelnie o brak pomocy, to sie juz nie lapie, bo korzystam z
                pomocy opiekunki i taty Malej na czas mojej pracy.
    • iva2 Re: a co z ojcami 09.05.06, 10:30
      bywaja i Ojcowie, mój szwagier po smierci żony został samodzielnym Ojcem.
      Jest wspaniałym Ojcem.
      ale jesli chodzi Ci o samodzielnych Ojców z wyboru ich samych czy tez
      niezależnie od nich... to raczej czysta abstrakcja.
      • alabama8 Re: a co z ojcami 09.05.06, 13:03
        Mąż mojej przyjaciółki po jej śmierci został sam z parą nastolatków (bliżej
        osiemnastki), na początku codziennie przyjeżdżała jego matka żeby prać,
        gotować, sprzątać. Potem dzieci zostały "rozdysponowane" - jedno poszło do
        rodziców matki, drugie do babki bo facet znalazł sobie kobitę, które nomen omen
        zostawiła z dziadkami swoje własne nienastoletnie dziecko żeby mieszkać z tym
        facetem.
        Różne historie się na tym świecie dzieją, ob jak najmniej takich jak powyższa.
        To był jedyny samotny ojciec którego znam ...
    • lilith76 Re: a co z ojcami 09.05.06, 13:45
      ja znam.
      jego żona zginęła w wypadku samochodowym.
      jakoś daje sobie radę.
      • astreja Re: a co z ojcami 09.05.06, 14:56
        dziwny może to zbieg okoliczności, ale nie zauważyłyście że ci wszyscy
        mezczyźni zajmują się dziećmi PO ŚMIERCI swoich żon?
        • iva2 Re: a co z ojcami 09.05.06, 14:57
          bo jak juz pisałam wczesniej, samodzielny Tata z wyboru to abstrakcja!!
          • burza4 Re: a co z ojcami 09.05.06, 16:05
            są wyjątki, też znam takiego, nie wdowca - dzieckiem się zajmuje z pomoca
            babci. I w sumie nic w tym złego, bo pracowac musi.

            róznica między samotnymi ojcami a matkami jest jednak taka, że zdecydowana
            większość ojców z tej pomocy od rodziny korzysta kompleksowo (babcia przyjdzie,
            upierze, poprasuje, zrobi zakupy i ugotuje), a matki - w dużej mierze
            ograniczają się do opieki nad dzieckiem. Więc "samodzielność" panów jest o
            wiele bardziej umowna...
            • wrogowska Re: a co z ojcami 09.05.06, 16:17
              bo jak juz pisałam wczesniej, samodzielny Tata z wyboru to abstrakcja!!
              • cleopa Re: a co z ojcami 09.05.06, 16:58
                Znam! Żona poszła w dlugą,bawi się b.dobrze a on samodzielnie zajmuje sie i
                wychowuje dziecko -syn 10 lat obecnie. Sam bez niczyjej pomocy ,bo teściowa
                podobnie jak creko olewa a jego mamusia nie zyje..Radzi sobie swietnie a
                dzieciak go uwielbia..
                • jayin Re: a co z ojcami 09.05.06, 18:09
                  cleopa napisała:

                  > Znam! Żona poszła w dlugą,bawi się b.dobrze a on samodzielnie zajmuje sie i
                  > wychowuje dziecko -syn 10 lat obecnie.

                  Podobna sytuacja. Dobry znajomy z branży. Żona po powrocie z Niemiec, gdzie pracowała od dłuższego czasu - wyprowadziła się od niego - na razie do swojej matki. W perspektywie - chce wrócić do Niemiec. On nie chciał, żeby zabrała dzieci ze sobą, więc zostawiła je jemu. Chłopiec - 11 lat. Dziewczynka - 4 latka. Radzi sobie nieźle, pomimo że sporo pracuje. Zresztą i tak cały czas tutaj w Polsce zajmował się nimi sam (no, OK - z pomocą swojej matki) do tej pory.

                  Ale to chyba jedyny przypadek jaki znamwink

                  pozdr.
                  J.
              • iva2 Re: a co z ojcami 10.05.06, 08:24
                no właśnie Wrogowska o to mi chodziło, tylko juz nie miałam czasu rozwijac
                tematu!!
                Samodzielny z wyboru , czyli... sytuacja kiedy to sam odchodzi od żony.
                no raczej ani Jemu ani żonie nie przychodzi do głowy pomysł, że miałby zabrac
                ze soba dziecko, tak jak to my Matki czynimy - druga sprawa, że mało która by
                sie na to zgodziła.
                wczęsniej tez napisałam z własnego wyboru bądź niezależnie od niego... czyli
                tak jak w moim przypadku, to ja odchodzę od faceta, na co On juz nie ma wpływu -
                oczywiście obowiązkowo dziecko zabieram ze sobą, On nawet nie próbuje oponować.
                stąd jesscze raz, samodzielny tata to abstrakcja (poza paroma wyjątkami ;-0)
          • berek_76 Re: a co z ojcami 09.05.06, 21:04

            > bo jak juz pisałam wczesniej, samodzielny Tata z wyboru to abstrakcja!!

            Owszem, abstrakcja. Ale nie tylko dlatego, że faceci są mniej zrośnięci z
            dziećmi. Także dlatego, że matki sa jednak faworyzowane w kwestii przyznawiania
            opieki. Może z reguły to jest słuszne, ale nie zawsze.

            mam tu na myśli sytuację, w której jedna ze stron decyduje się zerwać związek i
            odejść. Kiedy kobieta podejmie taką decyzję, w oczywisty sposób odchodzi z
            dziećmi i ojciec może się im kłaść krzyżem na drodze, ale dopóki nie udowodni
            matce schizofrenii, narkomanii i prostytucji, może się ugryźć w tyłek. Zanim
            wygra sprawę, dzieci będą pełnoletnie.

            Tymczasem kiedy facet odejdzie, to czy będzie równie naturalne, jesli zabierze
            dzieci? A skąd! Będzie afera o porwaniu czy innych cudach, a "zabranie" dzieci
            przez ojca będzie uznane za czysto bezprawne. Bo przeciez odebrał je matce.
            temat odebrania ojcu przez matkę już nie jest tak drastyczny, bo przecież to
            matka, a więc ma prawo.

            Nie, nie, nie bronię ojców porzucających dzieci smile Zwracam tylko uwagę, że jak
            już się znajdzie taki, co by chciał, to i tak nie może.

            A niezależnie od tego jestem przekonana, że większość nie ma takiej potrzeby.
            Tzn potrzebę kontaktów to i owszem, ale obowiązków - a, to już co innego, to
            niekoniecznie. Zdumiewające, u iluż kochających na zabój ojców ta miłośc nie
            przekłada się na potrzebę łożenia na dziecko albo na przykład posiedzenia przy
            potomku, kiedy ten jest chory...

            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
            • johny_bravo2 Re: a co z ojcami 09.05.06, 22:14
              berek_76 napisała:

              > Tymczasem kiedy facet odejdzie, to czy będzie równie naturalne, jesli zabierze
              > dzieci? A skąd! Będzie afera o porwaniu czy innych cudach, a "zabranie" dzieci
              > przez ojca będzie uznane za czysto bezprawne. Bo przeciez odebrał je matce.
              > temat odebrania ojcu przez matkę już nie jest tak drastyczny, bo przecież to
              > matka, a więc ma prawo.

              nie jest to prawdą, ojcowie bardziej z niewiedzy prawa to robią niż z samej nie
              chęci, żaden policjant dopóki nie ma wyroku nie może wejść z drzwiami do ojca
              mieszkania w celu odebrania dzieci, a na wyroki też sie długo czeka.

              Sąd rzadko zmienia już stan istniejący, jeśli dzieciaki są u matki - to
              wiadomo, że u niej pozostaną no chyba, że się nie nadaje; a jeśli dzieciaki są
              u ojca - to też sąd pomruczy, pomruczy ale przyklepie to, że bedą u ojca.
              Chodzi tu przede wszystkim o środowisko naturalne dziecka i wieź emocjonalną.

              A matki są faworyzowane w przejmowaniu opieki na dzieckiem, choć to ojciec jest
              lepszym opiekunem dziecka niż matka. Ale Polska to kraj idiotów i długo jeszcze
              pozostanie to bez zmian.
              • berek_76 Re: a co z ojcami 09.05.06, 23:19
                > A matki są faworyzowane w przejmowaniu opieki na dzieckiem, choć to ojciec jest
                > lepszym opiekunem dziecka niż matka.

                Yyyy, jak to? Tak z definicji? Gdzie to jest napisane?


                -----------------------
                Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
              • jo_jo17 Re: a co z ojcami 10.05.06, 12:38

                Johny,
                czy byłbyś łaskaw rozwinąć swoją teorię : "to ojciec jest lepszym opiekunem
                dziecka niż matka".?
                W swej rozprawce zmierz się z wynikami badań "Ostatnio któryś dziennik cytował
                badania, z których wynika, że polski ojciec (nierozwiedziony!) poświęca dzieciom
                dziennie 15 minut...."

                Napisałeś też "Ale Polska to kraj idiotów i długo jeszcze pozostanie to bez
                zmian." - a w tym to o co Ci chodzi ???

                Jo

                • johny_bravo2 Re: a co z ojcami 10.05.06, 21:47
                  wszelkie badania psychologiczne wskazują, że dziecko wychowane przez samotnego
                  ojca jest bardziej samodzielne, lepiej sobie daje radę ze stresem i szybciej
                  adoptuję się w życiu dorosłym, osiąga lepsze wyniki w nauce; przecież to
                  wszyscy na około trąbią, każdy psycholog Ci powie o tym,

                  a te 15 minut; wiesz jak brukawce szukają taniej sensacji to na każdym gó..e
                  bedą próbować szukać atrakcyjnego tematu, ponadto matki nie wiele więcej też
                  czasu poswięcają dzieciakom - dziś, też pracują, robią kariery, jak uwarzasz
                  ile taka businesswoman poświęca czasu swojemu dzieciakowi, 15 min ?
                  • screen Re: a co z ojcami 10.05.06, 22:16
                    dawno nie pisałam ale obserwuję cały czas.
                    Mielismy tu na forum samodzielnego tatę. Poznałam go osobiście i chylę czoła.
                    Jest bardzo dobrym i opiekuńczym ojcem. Obecnie jest już "sądownie orzeczonym"
                    samotnym ojcem. Wraz z rozwodem otrzymał wyłączne prawo do opieki nad córką a
                    jego była.... cóż... czasami brak słów.
                  • berek_76 Re: a co z ojcami 11.05.06, 09:07
                    > wszelkie badania psychologiczne wskazują, że dziecko wychowane przez samotnego
                    > ojca jest bardziej samodzielne, lepiej sobie daje radę ze stresem i szybciej
                    > adoptuję się w życiu dorosłym, osiąga lepsze wyniki w nauce; przecież to
                    > wszyscy na około trąbią, każdy psycholog Ci powie o tym,

                    Wiesz co, my dear Johny, dłuuugie doświadczenie w interpretacji wyników,
                    wyciąganiu wniosków oraz interpretacji cudzych, nauczyło mnie paru rzeczy:
                    - jak ci ktoś mówi, że "wszyscy wiedzą" i "każdy ci powie", to z reguły oznacza
                    "nie mam lepszego argumentu i mało kto poza mną tak uważa"
                    - wszelkie badania to można zinterpretować na tysiąc sposób zaleznie od
                    posiadanej wiedzy, sposobu przeprowadzenia tzw. doświadczenia oraz, niestety,
                    intencji interpretującego

                    Otóż tak się składa, że i zawodowo, i prywatnie interesuję się psychologią, w
                    tym psychologią dziecka, czytam sporo, rozmawiam z ludźmi, ale jeszcze nikt
                    nigdy nie zaserwował mi takiej rewelacji o absolutnej wyższości ojca w
                    wychowaniu. To gdzie ci "wszyscy", z których "każdy" mi to powie? Czyżby ten
                    każdy=Johny bravo? No brawo smile

                    Po drugie - nie mam zielonego pojęcia, na jakiej próbie były przeprowadzane
                    badania, z których wysnuto powyższe wnioski (o ile w ogóle takowe były, a nie
                    przyśniły ci się w nocy). Jacy to byli ojcowie i jakie matki jako kontrola?
                    Jeśli do bvadania wybrano dzieci ojców, którzy walczyli o prawo do ich
                    wychowywania i którym to prawo przyznano na podstawie ich predyspozycji do tego,
                    to nie zdziwiłoby mnie, gdyby rzeczywiście te dzieci były takie "udane". W końcu
                    dziecko wychowywane przez oddanego, świadomego rodzica generalnie ma lepiej, bez
                    względu na płeć.

                    Tyle że jesli przeciwstawimy dzieci takich nadzwyczajnych ojców dzieciom
                    przeciętnych matek, to całe badania można pod tramwaj podłożyć, bo są
                    przeprowadzone w sposób tendencyjny.

                    Ale to jest gdybologia. podaj mi proszę, namiar, na źródło, z którego
                    zaczerpnąłeś informacje - zapoznam się i wtedy mogę dyskutować.



                    A na deser nie odmówię sobie jeszcze złośliwości - nic dziwnego, że dziecko
                    samotnego ojca "jest bardziej samodzielne, lepiej sobie daje radę ze stresem i
                    szybciej adoptuję się w życiu dorosłym". W koncu skazane na fachową opiekę
                    większości tatusiów zginęłoby, gdyby od początku nie umiało sobie radzić samo.
                    Potem już wszystko dla niego mięta z bubrem wink

                    -----------------------
                    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
            • virtual_moth Re: a co z ojcami 09.05.06, 22:24
              berek_76 napisała:

              > Zwracam tylko uwagę, że jak
              > już się znajdzie taki, co by chciał, to i tak nie może.

              Najbardziej bolesne jest jednak to, że za taki stan rzeczy nie może obwiniać
              ani matek, ani sądów tylko tych, którzy na wizerunek typowego polskiego ojca
              pracowali i wciąż pracują.




              ---
              Samodzielni rodzice
              • berek_76 Re: a co z ojcami 09.05.06, 23:17
                Fajnie, Virtual. Tylko co to ma do rzeczy? Powiedz to ojcu, który zębami i
                pazurami walczy o swoje dziecko. A przypadkiem znam jednego takiego. Takiego,
                który przez lata walczył o przyznanie mu opieki nad dzieckiem, które matka
                ciężko zaniedbywała. I wtedy argument "bo to ci źli ojcowie są winni" można pod
                tramwaj podłożyć. Nie źli ojcowie, tylko sądy, które według jednej sztancy
                klasyfikują z jednej strony "matka może być byle jaka, ale to jednak matka", a z
                drugiej "wystarczy, że dał złotówkę i widział raz w życiu".

                Czy powiesz może, że za ten drugi stan rzeczy to matki są same winne?

                Polskie prawodawstwo jest takie, że o kant kuli potłuc.

                -----------------------
                Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                • virtual_moth Re: a co z ojcami 10.05.06, 10:38
                  Wiesz, to są rozważania teoretyczne. Takiemu ojcu nie ułatwi niczego wiedza
                  jakie spoleczne cznniki przyczyniły się do tego, iż nie została mu przyznana
                  opieka nad dzieckiem.

                  Podtrzymuję jednak zdanie, że jednym z najważniejszych czynników (choć nie
                  jedynym) jest właśnie wizerunek i rola typowego ojca. I to nie ojca po
                  rozpadzie związku, ale właśnie ojca w pełnej rodzinie. Zwykle zapracowany i
                  zbyt zmęczony po pracy by zajac się dzieckiem. Od czasu do czasu wypychany
                  przez matkę dziecka na spacerek. Niespecjalnie zainteresowany wychowywaniem
                  dzieci.
                  Ile razy spotkałam sie z opinią samodzielnych że właśnie PO rozpadzie zwiazku
                  tatuś przypomniał sobie o dziecku i ma z nim lepszy kontakt niż przed rozpadem.

                  To właśnie składa się na takie a nie inne orzecznictwo sądów.

                  Bywają wyjątki - tak wśród ojców jak i w kwestii orzecznictwa sądownego. Takim
                  wyjątkiem jest moja sprawa, gdzie ojcu mającemu gdzies swoje dziecko, nie
                  płacącemu przyznano pełnię praw rodzicielskich, a dziecko otrzymało jego
                  nazwisko i niskie alimenty.
                  I obawiam się, że takich wyjątków zaistniałych na fali "walki o ojcostwo" jest
                  ostatnio sporo.

                  Inna rzecz - mnie specjalnie nie wzrusza sytuacja Twojego znajomego. Czy
                  naprawdę jest tym wyjątkiem od reguły, skoro po rozpadzie związku dziecko
                  pozostało z matką?? Dlaczego wyprowadzając się nie wziął dzieciaka ze sobą?
                  Dlaczego, jeśli to matka się wyprowadziła, pozwolił jej dziekco zabrać? Czyżby
                  jednak nie był wyjątkiem?

                  Pzdr
                  • kini_m Re: a co z ojcami 10.05.06, 21:21
                    virtual_moth napisała:
                    > Ile razy spotkałam sie z opinią samodzielnych że właśnie PO rozpadzie zwiazku
                    > tatuś przypomniał sobie o dziecku i ma z nim lepszy kontakt niż przed
                    > rozpadem.

                    Mam nadziję że rozumiesz swoje słowa dokładnie tak jak piszesz.
                    Bo takie opinie są i bardzo często so to TYLKO OPINIE (czyt: wątpliwa
                    prawdziwość opini że "PRZED" było gorzej niż "PO").
                    U mnie masz dokładnie taki przykład matki, która twierdzi że o dziecku
                    przypomniałem sobie dopiero na sali sądowej. Smutne dodtakowo jest to że
                    zebrała całą armię świadków która stoi murem za takim kłamstwem.
                    Mam nadziję że odróżniasz znaczenie słowa OPINIA od słowa FAKTY. Bo jesli nie,
                    to źle z Tobą.
                    • kini_m Re: a co z ojcami 10.05.06, 21:28
                      A odnośnie samych facetów po rozwodzie (tych niby walczących) których
                      napotkałem w życiu, to jestem generalnie zszokowany ich postawą procesową. Gdy
                      rozmawiałem z takimi i opowiadałem ile chciałbym się wystarać w sądzie to się
                      łapali za głowy i namawiali żebym sie wycofał, bo i tak mam dużo. Mogę rozumieć
                      że sądy ich zgnębiły. Ale jeśli ma się jaja to mimo wszystko się nie powinno
                      poddawać. Wśród tych których napotkałem w realu jestem jedyny który
                      zdecydowanie stara się o więcej z córką. Hmm...
                  • berek_76 Re: a co z ojcami 11.05.06, 09:13
                    Czy
                    > naprawdę jest tym wyjątkiem od reguły, skoro po rozpadzie związku dziecko
                    > pozostało z matką?? Dlaczego wyprowadzając się nie wziął dzieciaka ze sobą?
                    > Dlaczego, jeśli to matka się wyprowadziła, pozwolił jej dziekco zabrać? Czyżby
                    > jednak nie był wyjątkiem?

                    Virtula, chcesz się przyczepić na siłę?

                    Znasz polskie prawo. Dobrze wiesz, że "wzięcie dzieciaka ze sobą" w polskich
                    realiach to abstrakcja. Matce Michała przyznano opiekę nad dzieckiem i miejsce
                    pobytu dziecka ustalono przy niej. poza tym rozstali się dosyć wcześnie, kiedy
                    pewnych "tendencji wychowawczych" jeszcze nie było widać. Tym niemniej kolega
                    niemal od początku walczył o przyznanie mu opieki nad synem. Długo trwało, ale
                    wywalczył.

                    Virtual - ja się zgadzam, że wielu ojców ma tak, jak mówisz. I zgadzam się, że
                    pewnie w większości podejście prawa do kwestii opieki nad dzieckiem wynika z
                    tego, jak zachowuje się większość ojców. Tym niemniej jeśli prawo ze wzglęu na
                    większość krzywdzi regularnie jakąs mniejszą, to zwykło się uważać, że to nie
                    jest dobre prawo. Co nie znaczy, że na przykład odwrotne byłoby lepsze wink

                    A poza tym w Twoich wypowiedziach jednak widzę pewną tendencyjnośc - na przykład
                    chęc udowodnienia, na niewidzianego, że mój kolega też nie jest wiele wart jako
                    ojciec. Czyli co - z góry zakładamy, ze kochający ojciec, który ma problemy w
                    przekonaniu prawa, że będzie opiekunem lepszym niż matka, nie istnieje? Że taki,
                    który rzeczywiście byłby lepszym opiekunem, dostanie od sądu zgodę na opiekę z
                    pocałowaniem ręki na pierwszej rozprawie? W duchy wierzysz?

                    -----------------------
                    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                    • agatka_mala Re: a co z ojcami 09.06.06, 22:25
                      Nie chcę uogólniać - nie znoszę tego, jedyne wnioski jakie mogę wyciągnąć - to
                      ze swojego doświadczenia. Od dzieciństwa wpajano nam, że dziewczynki bawią
                      się lalkami, dziewczynkom w wieku lat xx nie wolno było się już bawić lalkiami,
                      dziewczynce wiele rzeczy nie wypada, dziewczynka musi być porządna,
                      czysta...Jeżeli mamusie nadal będą wyręczać swoich synków w podstawowaych
                      czynnościach, to nie nauczą ich nigdy szacunku do kobiety. Nie zapomnę jak
                      exTeściowa zrobiła mi scenę i zaczęła pastować buty mojego ex. Ale na szczęście
                      to się zmienia. Przeraża mnie tylko fakt, że coraz chętniej Panowie opóźniają
                      moment wejścia w dorosłe życie, tak po 30-stce? Może to brzmi czysto
                      feministycznie. Chodzi mi o to, by nie uogólniać. Każdy jest inny, moj ex,
                      jest "taki jak wszyscy", ale jak widzę młodych tatusiów spacerujących z
                      dziećmi - to nie, nie wszyscy. Są Panowie, którzy sobie świetnie radzą. Tylko,
                      my Panie pozwólmy czasem się wyręczyć.
              • tommy_80 Re: a co z ojcami 10.05.06, 02:01
                virtual_moth napisała:

                > Najbardziej bolesne jest jednak to, że za taki stan rzeczy nie może obwiniać
                > ani matek, ani sądów tylko tych, którzy na wizerunek typowego polskiego ojca
                > pracowali i wciąż pracują.


                Z wizerunkiem polskiego ojca to nie jest najgorzej.
                Przyznasz chyba, że Polacy generalnie darzą szacunkiem swoich ojców, a samo
                słowo >>ojciec<< zawiera pozytywny językowo komunikat.

                Wydaje mi się, że miałaś na myśli tylko tych ojców, którzy nie mieszkają ze
                swoimi dziećmi.
                Tu się zgodzę - marne ich sukcesy na polu wychowawczym i kiepski ich wizerunek
                (który językowo też nie może być dodatni, więc znajduje swoje odbicie w słowie
                >>alimenciarz<<, ewentualnie w ironicznym >>"tatuś"<<wink.

                Teraz nasuwa się pytanie: Skoro ogół populacji ojców przedstawia się dobrze, to
                dlaczego ta omawiana podgrupa wygląda tak fatalnie ?

                A tak na marginesie - spróbuj sobie wyobrazić (zupełnie hipotetycznie), że po
                rozpadzie Waszego związku opieka nad dziećmi przypadła ojcu.
                Jesteś pewna, że w takiej sytuacji praca nad własnym wizerunkiem byłaby dla
                Ciebie priorytetowa ? smile
                • toman5 Re: a co z ojcami 10.05.06, 09:47
                  No, nie wydaje mi się. Ostatnio któryś dziennik cytował badania, z których
                  wynika, że polski ojciec (nierozwiedziony!) poświęca dzieciom dziennie 15
                  minut....
                  • virtual_moth Re: a co z ojcami 10.05.06, 10:41
                    toman5 napisała:

                    > No, nie wydaje mi się. Ostatnio któryś dziennik cytował badania, z których
                    > wynika, że polski ojciec (nierozwiedziony!) poświęca dzieciom dziennie 15
                    > minut....

                    I właśnie TO miałam na myśli. Nie ojcostwo PO rozpadzie związku, tylko w pełnej
                    rodzinie...
                    • tommy_80 Re: a co z ojcami 11.05.06, 17:19
                      Z tych badań wynika, że jestem rodzicem o 15% efektywniejszym od przeciętnego,
                      nierozwiedzionego ojca, ponieważ spędzam ze swoim dzieckiem średnio dwie
                      godziny w tygodniu.
                      Fantastycznie, ale czasami dobremu ojcu wystarczy, że porozmawia przez 5 minut
                      dziennie ze swoją nastoletnią córką i wie co się dzieje. Ilość nie musi iść w
                      parze z jakością.

                      No ale skoro uparliście się na tezę, że mężczyźni ogólnie są kiepskimi
                      rodzicami, to ciężko mi z tym dyskutować.
                      • berek_76 Re: a co z ojcami 11.05.06, 19:59
                        > No ale skoro uparliście się na tezę, że mężczyźni ogólnie są kiepskimi
                        > rodzicami, to ciężko mi z tym dyskutować.

                        No, ja na przykład tak nie twierdzę smile Tzn. Kiepskimi w porównaniu z kim? W
                        końcu rodzic rodziców nierówny. Nie generalizowałabym. Sama znam wielu świetnych
                        ojców i wielu takich, którzy np. w rozmaitych sytuacjach wychowawczych zachowują
                        się znacnzie rozsądniej ode mnie.

                        Natomiast wydaje mi się, że ta więź ojców z dziećmi często jest łatwiejsza do
                        zerwania niż macierzyńska. Ojcom łatwiej jest wyeliminowac dziecko ze swojego
                        życia. Matka, często nawet fatalna jako matka, czuje się bardziej zrośnięta ze
                        swoim dzieckiem. Co zresztą nie jest dziwne, zważywszy szczególny sposób
                        nawiązywania więzi big_grin

                        > Fantastycznie, ale czasami dobremu ojcu wystarczy, że porozmawia przez 5 minut
                        > dziennie ze swoją nastoletnią córką i wie co się dzieje. Ilość nie musi iść w
                        > parze z jakością.

                        Masz rację. Ilośc nie musi i tak dalej. Tylko czy jesteś przekonany, że rzecz w
                        tym, żeby wiedzieć, co się dzieje? innymi słowy - może i ojcu wystarczy, ale czy
                        jesteś pewien, że wystarczy córce?

                        Co nie znaczy, że się z Tobą nie zgadzam. Bycie dobrym rodzicem nie jest wprost
                        proporcjonalne do czasu, który się dzieciom poświęca.


                        -----------------------
                        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
          • aquinus Re: a co z ojcami 14.05.06, 03:01
            iva2 napisała:

            > bo jak juz pisałam wczesniej, samodzielny Tata z wyboru to abstrakcja!!
            Owszem, sądowa!
    • pesher Re: a co z ojcami 09.05.06, 18:02
      Nie znam zadnego samodzielnego ojca. Znam za to ze dwoch takich, ktorzy
      oddaliby wszystko, zeby tylko dzieci byly przy nich.
    • derena33 Re: a co z ojcami 09.05.06, 23:56
      Znam dwa takie przypadki osobiscie.
      Pierwszy, matka wyjechala za granice, popracowac, poznala kogos, on zostal z
      dwiema dziewczynkami, wychowal obie do pelnoletnosci.
      Przypadek drugi, matka prowadzila hulaszczy tryb zycia, po trzech latach
      sadowych potyczek dziecko zostalo przyznane ojcu,matka poszla na ugode, za
      zrzeczenie sie z jego strony prawa do otrzymywania alimentow, zgodzila sie na
      zamieszkanie dziecka z ojcem.

      Tak jak i samodzielne mamy, tak i znajomi mi samodzielni ojcowie korzystali z
      pomocy dziadkow. Co ciekawe, obydwaj samodzielni ojcowie, pozostali sami, a
      dzieci juz dorosle.


      Chyba musze zacząć używać polskich znaków, ale sorry nie chce mi sięsmile
      • tataadriana Re: a co z ojcami 10.05.06, 10:17
        także znam przypadek ojca, który wywalczył prawo do wychowywania dwóch synów. i
        wychowuje ich, z mniejszą czy większą pomocą rodziny. nie narzeka i chuba tak
        powinno być.
        ale to potwierdza regułę: brak przekonania sądów do przyznania opieki nad
        dzieckiem ojcu jak tego chce.
        • julia.68 Re: a co z ojcami 10.05.06, 13:12
          Znam ojca, który wychowuje swojego syna z pierwszego małżeństwa i córkę drugiej
          żony (z drugą żoną, nie samodzielnie). Dzieciaki są w szkole podstawowej. Matka
          syna nie jest patologiczna, ale dzieciak KATEGORYCZNIE chciał mieszkać z
          ojcem. Nawet nie wiem, czy sądownie ustalono miejsce pobytu przy ojcu. Matka
          alimentów nie płaci. Ojciec dba o kontakty syna z matką i na wybór syna nie
          naciskał. Dodam jeszcze, że ojciec nie jest specjalnie zamożny i fakultetów nie
          posiada, ale jest mądry i dobry - i dziecko potrafiło to ocenić.
          Znam też samodzielnego ojca - po fakultetach, z dobrze prosperująca firmą,
          którego żona zostawiła z dwójką nastolatków i prysnęła z kochankiem do USA.
          Szczerze mówiąc nie dziwię się jej.
          • johny_bravo2 Re: a co z ojcami 10.05.06, 21:38
            no drogie samodzielne:

            julia.68 napisała:

            > Matka alimentów nie płaci.

            deren 33 napisała:

            " > Przypadek drugi, matka prowadzila hulaszczy tryb zycia, po trzech latach
            > sadowych potyczek dziecko zostalo przyznane ojcu,matka poszla na ugode, za
            > zrzeczenie sie z jego strony prawa do otrzymywania alimentow, zgodzila sie na
            > zamieszkanie dziecka z ojcem."

            cleopa napisała:

            "> Znam! Żona poszła w dlugą,bawi się b.dobrze a on samodzielnie zajmuje sie i
            > wychowuje dziecko -syn 10 lat obecnie. Sam bez niczyjej pomocy ,bo teściowa
            > podobnie jak creko olewa a jego mamusia nie zyje..Radzi sobie swietnie a
            > dzieciak go uwielbia."


            ojej, a czemu matek nikt tu nie potępia za nie płacenie alimentów? a ojców się
            krzyżuje i pali na stosie


            • derena33 Re: a co z ojcami 10.05.06, 23:09
              Ja potepiam i takie matki i takich ojcow. Jedyna roznica miedzy alimenciara a
              alimenciarzem jest taka, ze matka ktora zostawia i nie placi na swoje dziecko
              to bardzo czesto osoba zdemoralizowana, lub chora psychicznie, a ojciec ktory
              nie placi to czesto szanowany obywatel.

              • czerwone_korale Re: a co z ojcami 11.05.06, 08:24
                derena33 napisała:

                > Ja potepiam i takie matki i takich ojcow. Jedyna roznica miedzy alimenciara a
                > alimenciarzem jest taka, ze matka ktora zostawia i nie placi na swoje dziecko
                > to bardzo czesto osoba zdemoralizowana, lub chora psychicznie, a ojciec ktory
                > nie placi to czesto szanowany obywatel.
                ___
                zgadzam sie z tym derrena
                • berek_76 Re: a co z ojcami 11.05.06, 09:16
                  To prawda, derena. Znam wielu ojców, którzy olewają swoje dzieci, a otoczenie
                  ich szanuje i poważa, podkreślając w dodatku, jakimi są dobrymi ojcami, bo raz w
                  miesiącu widują swoje potomstwo. Nie znam żadnej matki, która zachowywałaby się
                  w ten sposób, ale te, o których słyszę, są odsądzane od czci i wiary, a z reguły
                  należą do marginesu.

                  Sęk też w tym, że społeczeństwo zakłada, że ojciec MOŻE zajmowac się dzieckiem.
                  A matka POWINNA. Zapewne ma to uzasadnienie biologiczne smile - ale humanistyczne
                  to już niewielkie.

                  -----------------------
                  Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                  • julia.68 Re: a co z ojcami 11.05.06, 10:05
                    Właśnie tak. W Polsce jest społeczne przyzwolenie na niepłacenie alimentów i
                    brak kontaktu ojca z dzieckiem, a na "porzucenie" dziecka przez matkę nie ma.
                    Zauważcie, że w społeczeństwach wyżej rozwiniętych, tzw. zachodnich,
                    demokratycznych, gdzie partnerstwo w związkach nie jest pobożnym życzeniem, a
                    normalnością, po rozstaniu rodziców dziecko często zostaje przy tym, które jest
                    w stanie zapewnić lepsze warunki rozwoju, cokolwiek to by znaczyło.
                    Możliwe, że wiele polskich matek byłoby skłonnych zgodzić się na pozostanie
                    dziecka z ojcem, gdyby to było dla dziecka dobrym rozwiązaniem, ale strach
                    przed potepieniem przez środowisko jest tak silne, że wolą wejść w rolę
                    biednej, dzielnej matki Polki. Bo tak wypada.
                    • sar36 Re: a co z ojcami 11.05.06, 20:10
                      Pitu, pitu...
                    • johny_bravo2 Re: a co z ojcami 11.05.06, 20:24
                      julia.68 napisała:

                      > Możliwe, że wiele polskich matek byłoby skłonnych zgodzić się na pozostanie
                      > dziecka z ojcem, gdyby to było dla dziecka dobrym rozwiązaniem, ale strach
                      > przed potepieniem przez środowisko jest tak silne, że wolą wejść w rolę
                      > biednej, dzielnej matki Polki. Bo tak wypada.

                      chwila, to co się liczy dla matki dziecka, opinia publiczna czy też dobro ich
                      dziecka, trochę chyba nie tak coś tu napisałaś; potępienie? też w to nie
                      uwierzę, matka polka woli zastrzymać dziecko po to aby dokopać byłemu
                      partnerowi lub też były partner nie bardzo kwapi się do zabrania tego dzieciaka
                      • berek_76 Re: a co z ojcami 12.05.06, 00:07
                        > chwila, to co się liczy dla matki dziecka, opinia publiczna czy też dobro ich
                        > dziecka, trochę chyba nie tak coś tu napisałaś; potępienie?

                        Johny, WSZYSCY WIEDZĄ, że opinia publiczna to jest strasznie potężna siła.
                        Obawiam, się, że w wielu wypadkach rzeczywiście gra duża rolę. Spróbuj sobie
                        pożyć kiedyś pod pręgierzem opinii, to zobaczysz, jakie to jest fajne uncertain

                        -----------------------
                        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                        • johny_bravo2 Re: a co z ojcami 12.05.06, 00:19
                          berek_76 napisała:

                          > Johny, WSZYSCY WIEDZĄ, że opinia publiczna to jest strasznie potężna siła.
                          > Obawiam, się, że w wielu wypadkach rzeczywiście gra duża rolę. Spróbuj sobie
                          > pożyć kiedyś pod pręgierzem opinii, to zobaczysz, jakie to jest fajne uncertain

                          no dobra, ale nie w przypadkach, kiedy ważą się losy naszego dziecka, to jakieś
                          kurjozum, opinia publiczna twierdzi, że "ojciec po rozwodzie" czy
                          też "alimenciarz" to ten, który maltretował swoją byłą żonę, olewa dzieciaki,
                          nie płaci alimentów, alkoholik, ku..arz, ma dzieci na boku - johny bravo: nie
                          maltretuje swojej eks - choć jej się wpie..należy, nie olewa dzieciaka, nie
                          jest alkoholikiem, nie zdradził swojej eks, nie jest ku..arzem - choć seks
                          jest przyjemny, nie ma dzieci na boku - stwierdzono u niego dziecki szt. 1,
                          płaci dobrowolnie i bez wyroków - i co powinnienem się teraz wg opinii
                          publicznej zachowywać? no bo przecież nie mogę odbiegać od jakiś reguł
                          społecznych ogólno przyjętych
                          • berek_76 Re: a co z ojcami 12.05.06, 11:04
                            Oh, Johny, my Johny... bez sensu smile Ja napisałam, że opinia publiczna JEST
                            potężną siła sprawczą. A nie, że POWINNA nią być i że tak jest super. Wręcz
                            przeciwnie, uważam to za jedną z najbardziej katastrofalnych tendencji
                            biologicznych wink
                            Natomiast negowanie jej istnienia nie ma sensu. polecam następujące podejście:
                            - wiedzieć, jak jest
                            - wiedzieć, jak być powinno
                            - postępować tak, aby to, jak jest, jak najmniej przeszkadzało temu, jak być
                            powinno big_grin big_grin big_grin

                            -----------------------
                            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • martina.15 Re: a co z ojcami 14.06.06, 23:38
      znam, żona zmarła na raka. zanim zmarła zajmował się całą czwórką dzieci, trójką
      wczesnonastolatków i jedną, niecałkiem roczną dziewczynką. Trwało to cztery
      lata, po jej śmierci dwie starsze szybko pojechały na studia, ale trzyma
      wszystkie dzieci razem, mimo klopotow, stara sobie ulozyc zycie i jako-tako mu
      to wychodzi. jestem pod jego wrazeniem.

      niestety, ojciec mojej corki calkowicie ja olal. mnie tez
    • redtower Re: a co z ojcami 15.06.06, 12:57
      A może samodzielnych tatusiów nie ma, bo mamy za wszelką cenę nie chcą na to
      pozwolić...??
      Nie oszukujmy się... w Polsce nie ojciec nie ma szans na wyrok mówiący, że
      miejsce zamieszkania dziecka jest przy nim... nawet jeżeli zajmował się
      dzieckiem od urodzenia... jeżeli był na wychowawczym... jeżeli to on bierze
      opiekę jeżeli dziecko jest chore...
      W momencie rozwodu mama w ramach udowodnienia, że nie jest wyrodną matką będzie
      wnosiła o zamieszkanie dziecka przy niej... nawet jeżeli nie jest tak związana
      z dzieckiem jak tata... w końcu inaczej nie wypada...
      Dlatego też... szanowne samodzielne mamy... myślę, że fakt tak znikomej ilości
      samodzielnych tatusiów nie wynika tylko z tego, że nie chcą... czasami zapewne
      nie decydują się na rozwód... i utrzymują toksyczny związek tylko dlatego, że
      boją się stracić dzieci... i co Wy na to?
      Pozdrowionka,
      Towerek
      • berek_76 Re: a co z ojcami 15.06.06, 13:51
        > i co Wy na to?

        Ano, my, z Bożej łaski Berek, na to jak powyżej - myślę, że i tak bywa. Na pewno
        polskie prawo nie ułatwia ojcu przejęcia opieki nad dzieckiem, nawet jeśli na
        zdrowy rozum ona mu się słusznie należy.

        -----------------------
        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
Pełna wersja