Otoz nie uwazam, ze mozna tlumaczyc zdrady mezczyzn ich nieprzystosowaniem do
monogamii. Za to uwazam, ze zdrady w czyimkolwiek wykonaniu nie da sie
wytlumaczyc.
Nie uwazam takze ze samiec ma rzadzic w stadzie zwanym rodzina. A jak samica
bedzie beee to sila pokazac jej miejsce. Jestesmy ludzmi, a nie zwierzetami,
i mozna powiedziec "przesolilas te zupe".
Nie sadze, zeby kobiety i mezczyzni az tak bardzo roznili sie, zeby na
wstepie kobiete rzucac na mniej odpowiedzialne i gorzej platne
stanowisko, "bo jest kobieta i pewnie niedlugo urodzi dziecko", mimo, ze
wyksztalcenie, doswiadczenie i determinacja obu osobnikow jest taka sama.
Nie rozumiem dlaczego powszechnie uwaza sie, ze powinnam sprzatac, gotowac,
prac, prasowac, wyprowadzac psa, robic remont, wieszac firanki i jeszcze
tysiac innych rzeczy samodzielnie tylko dlatego, ze jestem samotna matka. Jak
juz osoby wyglaszajace te opinie nie chca mi pomoc, to pies je tracal.
Zaplace, a na drabine nie wleze, mam lek przestrzeni i w zadzie mam, ze
powinnam zrobic to sama.
A tak w ogole, to nic nie powinnam i nic nie musze.
Dziekuje za uwage, juz mi lepiej, sie wyzylam
PS. Sprostowanie. Musze to umrzec.