alice76
04.10.06, 00:10
Dziewczyny, w dalekiej rodzinie, na dalekim wschodzie kraju, zaistniała taka
chora sytuacja: żona mojego piątej-wody-po-kisielu-kuzyna została sama z
synkiem. Jest krawcową, zakład, do którego dojeżdżała po kilkadziesiąt km
dziennie splajtował i nie wypłacił jej pensji za kilka miesięcy. Na inną
pracę nie ma żadnych szans. Jej mąż juz dawno poszedł w długą, alimentów
zasądzonych (jakieś 200-300 zł) nie płaci. Dziewczyna mieszka na zabitej
dechami wsi u jego babci, babcia obecnie została zabrana do rodziny do innego
miasta. Żeby było ciekawiej, rodzina przy wyjeździe...pozamykała wszystkie
pokoje na klucz, zostawiajac samotnej mamie otwarty 1 pokój i kuchnię i
zapowiadając, że będzie musiała zacząć w końcu płacić za mieszkanie. Horror,
mówię Wam. Zero perspektyw na cokolwiek. Na tym wschodzie (przepraszam
wszystkich ze wschodu, ale TAM akurat w tej wsi to naprawdę nie ma nic) nie
ma po co siedzieć...Dziecko to chłopiec, w wieku niedługo zerówki.
Nie widziałam nigdy dziewczyny na oczy, ale tak przecież nie można sprawy
zostawić. Razem z bratem zastanawialiśmy się, co można zrobić. Wymyśliliśmy,
że można by spróbować znaleźć jej pracę - we Wrocławiu (tu mieszkam) lub w
Warszawie. Gdyby się udało, to tylko dać jej sygnał, że ma możliwość wyrwania
się i (przede wszystkim dla niej)PRACY. Co ona z tym zrobi i czy zechce
skorzystać, to już za nią nie zdecydujemy.
I teraz przechodzę do pytania głównego - czy w takiej sytuacji kobietka
byłaby w stanie sobie poradzić? Gdyby hipotetycznie się zdecydowała na
przenosiny, to czy fizycznie wykonalne byłoby ułożenie sobie wszystkiego "na
obczyźnie" tak, aby grało? Dziecko już jest duże, poszłoby do zerówki, pewnie
mogłoby być w świetlicy...Ale zarobek krawcowej byłby zbyt mały na
samodzielne utrzymanie jej, dziecka, mieszkania, dojazdów... Poradźcie mi
proszę, czy w ogóle warto cokolwiek próbować robić?
Słyszałam, że czasami zdarza się, że dwie/trzy samotne mamy wynajmują razem
mieszkanie, pomagają sobie nawzajem....Czy tak rzeczywiście się zdarza? W
takim przypadku wyjazd tej dziewczyny "na obczyźnę" mogłby zacząć mieć
sens....
Jak jej można pomóc?