30 stycznia 2001 roku, o 17:20 plumsnęło mi na brzuch 3,34 kg największego pod słońcem szczęścia - mojego małego wyczekanego Jacha. Nie bardzo zdawałam sobie wtedy sprawę z tego, co nas czeka, czy sobie poradzimy. W końcu we dwójkę nie tak znowu łatwo...Minął rok. Obawy zniknęły. Może nie zawsze jest lekko, ale we dwójkę znacznie łatwiej niż samej lub z człowiekiem nie zasługującym na nasze (pozytywne) uczucia. A gdy pomyślę, że o mały włos tego Jacha mogłoby nie być włos jeży mi się na głowie i skóra cierpnie.Dzisiaj Jach kończy rok. Półtora tygodnia temu, dokładnie w moje urodziny, zaczął chodzić. Gada jak najęty i śmieje się do wszystkich. Jest moim ukochanym, najdroższym skarbem.Dziewczyny! Choćby nie wiem jak ciężko Wam było, nie dajcie się pozbawić tego szczęścia. Bo chyba najgorsze, co może spotkać kobietę, to niemożność przeżycia takiego cudu.stynka mama Jacha - roczniaka

PS Najserdeczniejsze życzenia dla Jachowego rówieśnika - Mateuszka Aguchy!!!