Gość edziecko: admin
IP: *.*
03.12.02, 13:06
Gdy otrzymałam z redakcji "Dziecka" wydruk wypowiedzi z forum "Samodzielna mama", najpierw zaskoczyło mnie, że jestem tak intensywnie czytana (oszołomiła mnie na przykład ilość uwagi, jaką poświęciła mi pani Gina), później jednak spostrzegłam, że - być może ze względu na silne emocje - nie wszystkie panie przeczytały dokładnie to, co napisałam i często wobec tego polemizują nie z moimi tezami. Różne tego rodzaju nieporozumienia zostały wyjaśnione - i to często lepiej niż sama bym to zrobiła - m.in. przez czytelniczki podpisujące się ania rosa, danka, ewa (Łomianki 1), as, monik, aluc i gosia_wiecznie_młoda, którym dziękuję. Zatem tylko kilka słów. Moje teksty nie są poradą dla konkretnej osoby w konkretnej sytuacji - wymagałoby to osobistego kontaktu i możliwości uzyskania dodatkowych informacji - ale raczej komentarzem o dość ogólnym charakterze, opartym na wiedzy wyniesionej z praktyki psychologicznej i z życia. Nie tyle wiem, ile spekuluję, jaka mogłaby być autorka listu. I jak to z domysłami - mogą one być nietrafne w odniesieniu do tej akurat osoby. Dlatego zazwyczaj staram się pisać o problemie szerzej.Nie nawołuję do aborcji. Wiem jednak, że bardzo wiele kobiet taką dramatyczną decyzję w swoim życiu rozważało, a część ją podjęła, i to niezależnie od zmieniających się rozwiązań prawnych. Można nad tym ubolewać, ale hipokryzją jest udawać, że kobiety nie biorą pod uwagę takiego rozwiązania. Co do wątku "zasługiwania": jak spostrzegły uważniejsze czytelniczki, nie napisałam, że pani Ilona nie zasługuje na bycie matką, ale że "zasługiwanie" niewiele ma tu do rzeczy, a jeśli już, to oboje tak samo zasłużyli - lub nie. Każde decydowało się na seks bez wystarczającego zabezpieczenia z osobą, której nie spostrzegało jako kandydata na stałego partnera. Jestem zwolenniczką staroświeckiego poglądu, że dziecko powinno być owocem miłości albo trwałej bliskości i wtedy nawet jeśli jest skutkiem "wpadki", to może to być "wpadka" szczęśliwa. Dlatego jezeli już ktoś chce uprawiać seks bez miłości i gotowości do związku, to niech się przynajmniej zabezpieczy stuprocentowo - nieprawda, że nie można. I tu przyznaję rację odsądzającej mnie od czci i wiary "alfie" - partner pani Ilony powinien nie dać wiary jej zapewnieniom, że "dziś można" (o ile takie były, a znając życie myślę, że w jakiejś formie tak) i użyć prezerwatywy. Dlatego nie twierdzę, że on nie ponosi odpowiedzialności - ponoszą ją oboje. Tyle, że czytelniczka przedstawia siebie jako dzielną ofiarę nieszczęsnego splotu okoliczności, a ojca dziecka jako bezdusznego krzywdziciela. Zadaniem psychologa jest pokazywać ludziom własny udział w ich sytuacji życiowej i to właśnie usiłowałam zrobić.Na koniec o przepraszaniu. Jak słusznie odczytały to niektóre dyskutantki (Mkatarynka, rosa), rozumiałam przeproszenie jako próbę nawiązania kontaktu z ojcem dziecka, który zapewne czuje się oszukany, ubezwłasnowolniony i użyty. Słusznie czy nie - o tym można rozmawiać. Ale jeśli się tych jego uczuć nie zrozumie, dialog nie będzie możliwy, a pani Ilona powinna dążyć do dialogu. Kierując się tą sama zasadą, przepraszam czytelniczki, których uczucia uraziłam swoim podobno "specyficznym" stylem i przyjmuję z pokorą uwagę MagdyK30, że słowa też bardzo ranią. Zofia Milska-Wrzosińska