Gość: anmart
IP: *.*
12.01.03, 06:21
Czy któraś z Was (może znajomi?) korzystała może z tzw. terapiii małżeńskiej. Moje małżeństwo rozpada się (mamy 11 mies. synka Michała). Mąż juz raz odszedł, wrócił po kilku dniach. Postanowiliśmy spróbować - terapia wydawała się koniecznością. Nawet nieżle nam szło, do czasu jak okazało się, że przez kilka mies. byłam oszukiwana. Klasycznie - wyjścia z kolegami to były w rzeczywistosci wyjścia z "koleżanką", spotkania np. o 2 w nocy, telefony o równie przyjemnych porach itp. Mąż upiera się, że nie weszło to w fazę kontaktów fizycznych. Na poczatku nie bardzo chciało mi się w to wierzyć, ale teraz myślę, że to mozliwe. Tym bardziej, że psycholog potwierdza, że takie zachowanie jest prawdopodobne.Ale to znakomicie utrudniło mi porozumiewanie się.Nie wiem, czy dalsza terapia ma sens????Może ktos wie po jakim (orientacyjnie) czasie mozna spodziewać się poprawy komunikacji, zakładajac dobrą wolę obu stron.To wszystko strasznie boli, a nie mam pewności, że cokolwiek z tego wyjdzie. I co wtedy? Ze mną, z maluchem? z pieniędzmi, opieką itp. Oczywiscie mąż deklarował odchodząc, że codziennie bedzie przychodził i się nim zajmował. Innymi słowy prawa do własnego życia to ja jego zdaniem nie mam. Poza tym co gdy nie bedzie juz chciał poswięcać mu tyle czasu?