jogo2
16.07.07, 15:47
Witam Was wszystkich letnio i upalnie,
Pokusa jest rzeczywiście trudna do odparcia, bo za tę cenę, na którą mnie
stać, miałabym takie rzeczy, o których w innym wypadku mogłabym zapomnieć lub
wziąć kredyt na 15 lat: taras, ogródek, metraż i znośny dojazd do centrum
(nie taki, że bez samochodu ani rusz). Obecnie raz że mieszkamy o ok. 10
przystanków odległości od siebie, brak punktów, na ktorych nasze drogi mogą
się przeciąć i dystans nie do odbycia na piechotę, tam byłoby ok. 6
przystanków odległości, ewentualne punkty styczne i dystans, który można
przebyć na piechotę. Z różnych przyczyn obecna sytuacja pod tym względem mi
odpowiada, jakkolwiek nie obecne mieszkanie. I co tu zrobić? Darować sobie tę
pokusę, czy nie przejmować się eksem. Na razie nasze stosunki są w ogóle nie
ustalone. Tzn. dopiero zamierzam wystąpić z powództwem o ustalenie ojcostwa.
Z własnego doświadczenia wiem, że mieszkanie w pobliżu czasami ma znaczenie i
to duże. Nie powinno mieć, ale jednak ma. Na mojej znajomości z eks poważnie
zaważyło. Czy jest sens powtarzać coś jakby błąd po raz drugi?
Druga kwestia, która mnie nurtuje przy okazji, to czy w ogóle nie odkładać
zmiany mieszkania na kiedy indziej, a zająć się bardziej energicznie
szukaniem drugiej połowy. Ile Waszym zdaniem może zabrać z życia kupno
jednego mieszkania, sprzedaż drugiego, przeprowadzka i urzadzanie się? 6
miesięcy wystarczy? Jest to sfera kompletnych gdybań, ale jeżeli najpierw
byśmy się przeprowadzili, mój syn by się przyzwyczaił do nowego otoczenia, a
potem ewentualnie by się okazało, że to nie koniec przeprowadzek?
Pozdrawiam,