tsunami05
14.12.07, 13:14
Wiem, że seryjnie zakładam tutaj wątki o odbieraniu/organiczaniu
praw itp. Wybaczcie kolejny - po prostu są one wynikiem moich
przemyśleń, wątpliwości.
Ojciec mojej córeczki uznał ją przed narodzinami na moją prośbę,
płaci mi co miesiąc jakieś tam pieniądze dobrowolnie (bo
powiedziałam, że jeśli nie będzie, to zostaną zasądzone alimenty,
czego on się boi - chodzi o zdolności kredytowe i takie tam). Od
lipca nawet nie zadzwonił spytać co u małej. Kasa wpływa, raz na
początku, raz na końcu miesiąca, ale zawsze jest. Mała ma dwa lata i
już kuma bardzo dużo, nie wiem co będzie jak jej tatuś z pełnią praw
zadzwoni nagle w przypływie uczuć i zechce spędzić z nią święta - ma
prawo. Cchcę unikać takich sytuacji.
I tu sedno sprawy.
Chcę z nim pogadać by zrzekł się praw. Czy jeśli to zrobi, ale nadal
będzie figurował w akcie urodzenia jako ojciec, to mogę zrzec się
alimentów? Czy w sądzie w ogóle trzeba poruszać ten problem? Nie
wiem od czego zacząć, zwracając się do tej instytucji. Jakoś tak
niezręcznie mi, że obcy będą ingerować w moje życie i chcę to zrobić
przemyślanie, świuadomie - no i wygrać

W sumie wolałabym te pieniądze wpłacać małej na jakiś fundusz, ale
nie jest tak, że te parę stówek ratuje mi życie, stać mnie na
utrzymanie dziecka. Odcięłabym się od gościa z którym nie mam nic
wspólnego (poza córką, ale raczej nie widać by ona była też jego).
Czy np. moje dziecko, wiedząc że ma tatę w papierach innego niż mój
mąż (rozmawialiśmy o adopcji, ale na razie jest za wcześnie moim
zdaniem) może mieć kiedyś pretensje - uzasadnione - że nie brałam
pieniędzy na jej utrzymanie od biologicznego ojca?
Czy w ogóle jest związek pomiędzy prawami rodzicielskimi a
obowiązkiem łożenia na utrzymanie.
Nie pytajcie mnie czego chcę - czy brać te pieniądze, czy nie, bo
tego jeszcze właśnie do końca nie przemyślałam. Mój mąż jest zdania,
że nie powinnam, bo to będzie znaczyło, że się nie odcięłam.