Córka poznała panienkę ojca, kiedy ja byłam w ciąży z drugą.
Po wyprowadzeniu się raz pojechałam do nich z małą.
Potem zabierał córkę samą do nich do domu.
Wizyta ze mną - spoko, poza tym, że się ciągle obściskiwali, tatuś dzielnie starał się bawić z dzieckiem. Więcej "ciotunia" wyskakiwała do niej z łapami i tekstami w stylu " kocham cie, zostan z nami, nie jedz do domu", ale jakoś to przezylam, a mala sie nie zgodzila.
Kolejne wizyty - zabierali ja sami.
Mała wygadała się, że:
1 wizyta samodzielna - tata leżał i oglądał telewizję, palił
2 - tata spał, potem palił
3 - tata leżał i palił papierosy
Na moje pytanie - to z kim się bawiłaś? odpowiada - z pieskiem i ciocią
Cholerka, no przecież to nie spotkania integracyjne panienki, tylko utrzymanie wiezi z ojcem. A do tego to palenie!!!
Wiedza doskonale, ze mala jest alergikiem i po powrocie od nich nie dosc, ze cuchnie (ja rowniez mam alergie na fajki), to jeszcze tak kaszle, że pół nocy nie śpimy, bo sie dusi.
Jak zaczęła im tłumaczyć, że mama kazała przy niej nie palić, to powiedział jej tatuś, że mama jest głupia.
Raz w listopadzie nie założyli jej spodni i zabrali ją z przedszkola w rajstopach - dziecko chore.
Potem - lody zamiast obiadu, w środku zimy, świeżo po chorobie.
Ostatnia wizyta - cztery godziny bez grama picia czy jedzenia, córka wróciła w stanie histerii. Po czterech dniach wycia, piątego dnia rano powiedziała o co chodzi. Otóż ciotunia poinformowała ją, że więcej mamy i siostry nie zobaczy,, bo ma z nimi zostać na zawsze. Do domu nie wróci i jej dom bedzie teraz z nimi.
Po tej wizycie chorowała miesiąc.
Oczywiście uziemiona była w domu.
Poprosiłam jeszcze-męża, żeby do niej przyjechał, bo za nim płacze.
I wiecie co mi odpowiedział?
Że albo dostanie córkę albo przyjedzie z panienką. Sam na pewno do mnie nie przyjedzie, bo bez tamtej sie nie rusza.
Pewnie nawet dla dziecka bym się na to zgodziła, ale szlag mnie jasny trafił.
Nie dość, że palant zostawił mnie bz grosza przy tyłku, to mi jeszcze ultimatum jakieś stawia i do tego chce przyjechać do domu moich rodziców z małolatą!? (mieszkam z rodzicami i oni nas utrzymują).
No niedoczekanie...
I teraz postanowiłam, że albo będzie widywał dziewczynki u mnie albo wcale. Nie pozwalam na kontakty tej k... z żadnym dzieckiem.
Dlaczego k...? Bo to nieduże miasto i popytałam o nią. Wiem, że mój mąż, to kolejny sponsor, tylko trochę bardziej naiwny niż poprzedni.
W tym zakresie małolata ma praktykę i już jej się nawet zdarzyło dostać bęcki od żony jednego z jej sponsorów...
Pomijam fakt, że to ona robiła jazdy, że noworodka im na spotkania nie wydaję

))
Nie dość, że gó..ara, to jeszcze tak niedouczona, że ręce opadają.
Jak myślicie, dobry pomysł z tymi spotkaniami czy nie?