Dodaj do ulubionych

Co byście zrobiły ....

26.08.03, 23:20
Mam problem. Mój eks chce zabrać 1,8 mięsięcznego synka na sobotę i na noc do
siebie do domu. Mały nigdy u eksa nie był (no raz, 2 godziny jak miał 7
miesięcy, ale to się nie liczy). Dodam,że mały nigdy nie spędzał dnia i nocy
w obcym miejscu bez mamy (czyli mnie). Jest też bardzo wrażliwy, ostrożny i
powoli przystosowuje się do zmian. Mały ma z ojcem dobry kontakt, ale mój eks
nigdy nie soędził z dzieckiem całego dnia.

Co byście zrobiły????? Dały dziecko czy nie ???? I dlaczego ????

Pozdrawiam,
Chalsia
Obserwuj wątek
    • anati Re: Co byście zrobiły .... 26.08.03, 23:47
      Witaj...
      Jestem mamą 1,5 rocznej Natalki i absolutnie nie zgodziłabym się,aby moje
      dziecko miało spędzić noc u swojego "tatusia".
      Ojciec mojego dziecka raczył Ją zaakceptować dopiero jak miała 8
      miesiący,teraz udaje kochanego i odwiedza 2 razy w tygodniu. Szczerze
      mówiąc,moja Natalka też ma dobry kontakt z tatą,ale to nic nie zmienia
      (przynajmniej na razie).
      Jest jeszcze za mała na takie wyprawy,ale jak będzie starsza i wyrazi chęć
      pojechania na noc do taty,to Jej nie zabronię.
      Decyzja i tak należy do Ciebie.
      Pozdrawiam serdecznie

      Anati
    • stynka Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 01:03
      Chalsiu,

      Czuję, że Ty sama nie chcesz się zgodzić na pobyt synka w domu ojca. Masz pełne
      prawo odmówić. Argumentów jest dość (by przypadkowo brak zgody nie został
      poczytany za złośliwość czy utrudnianie kontaktu).
      Sądzę, iż w Waszym przypadku takie spotkania i noclegi są prędzej czy później
      nieuniknione. Możesz więc spróbować zawieźć Roberta i po prostu czekać pod
      telefonem na wypadek, gdyby były problemy. Chyba tatuś jest wystarczająco
      odpowiedzialny względem dziecka i nie będzie narażał synka na stresy dla
      własnego widzimisię? Jeśli masz najdrobniejsze wątpliwości patrz akapit 1.

      Czy zobaczymy się w sobotę?

      stynka
      • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 18:33
        Stynko,

        nie zobaczymy się w sobotę właśnie z tego powodu - bez wzgledu czy mały
        zostanie w domu, czy też ojciec zabierze go (ale jedyne na co się moge zgodzic
        w ostatecznosci, by uniknąć szarpaniny o dziecko przy dziecku, to wizyta na
        dzień i powrót wieczorem), muszę być w domu maks. na 19.30 a dojazd trwa 35
        minut.

        Bardzo żałuję sad(((
        Chalsia
    • cleo14 Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 01:18
      jezeli kontakty ojca z dzieckiem byly dotad ograniczone lub znikome to nie
      jest to najlepszym pomyslem. na pocztatek najlepsze bylyby 2-3godzinno
      wizytacje, zeby dziecko przyzwyczailo sie do "nowej" osoby. po paru miesiacach
      jesli maluch zaakceptuje ojca, jego mieszkanie, mozna sie zastanowic nad
      przenocowaniem. a czy zgodzic sie na rto? to juz zalezy od ciebie i twojej
      dobrej woli. musiec chyba nie musisz. jesli widzisz ze dziecko nie najlepiej
      sie czuje w obecnosci taty po prostu powiedz "nie" i zaproponuj zeby np. bral
      go do siebie na ok 6 godz w soboty.
    • mamazuczka Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 06:43
      Chalsia,
      Twój maluch jest faktycznie jeszcze mały.... a co skłoniło tatusia że nagle
      postanowił wziąć Małego?

      Ja osobiście nie dałabym Żuka jego ojcu, ponieważ jest to facet
      nieodpowiedzialny i mógłby zrobić dziecku krzywdę nieumyślnie - po prostu z
      głupoty czy też braku wyobraźni. Mały mógłby byc ze swoim ojcem gdy skończy
      przynajmniej 10 lat i będzie sam o sobie w stanie myśleć. Dlatego też w sądzie
      będzie następna sprawa o przyznanie całkowitej opieki nad dzieckiem mi a ojciec
      żeby się do nas nie mieszał. Nie wiem, czy to przejdzie.... ale zobaczymy.
      Sorki, nieco zboczyłam z tematu...

      Ja bym nie dawała...
      Brygida - mama Żuczka
      • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 18:35
        A możesz (np. na priva) napisać jakie podałaś argumenty na ograniczenie opieki
        i jak sprawa sie potoczyła. Bardzom ciekawa.
        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • mamazuczka przyznanie opieki 14.01.04, 17:50
          Witaj Chalsiu,
          sorki, że dopiero teraz odpisuję, ale bardzo rzadko zaglądałam na forum.

          Otóż ja jeszcze nie podałam żadnych argumentów w sprawie przyznania MI opieki
          nad dzieckiem, ponieważ takiej sprawy jeszcze nie skierowałam do sądu. Na razie
          od ponad 8 miesięcy sądzimy się o ALIMENTY, które kochający tatuś ostatecznie
          zdecydował się płacić na poziomie 200 zŁ!!!!!

          Nie wiem jak długo się to będzie jeszcze ciągnąć, ale rzygać mi się chce od
          tych frazesów, którymi ociekają jego usta (kochać, dobro dziecka, miłość itp).

          Natomiast ta kolejna sprawa to dopiero jak się skończą alimenty.
          Napiszę, że nie zajmuje się dzieckiem, podam przykłady jego zagrażąjącej
          dziecku głupoty i krótkowzroczności, których mam pod dostatkiem. choćby taki,
          że gdy byliśmy w ZOO latem, to przy wybiegu dla hipopotgamów wziął Małego na
          ręce i postawił na betonowy murek nad wybiegiem. Objął go w pasie. Ja mu mówię,
          włóż mu jedną rękę między nogi, żebi ci się nie zsunął w dół. A on na to, że i
          tak nie wpadnie do hipopotama, bo poniżej jest BETON a hipopotam dalej!!!!

          Ale jeśli tamta sprawa będzie się tak ciągnąć jak ta o alimenty, to trzeba mieć
          cholerne zdrowie i nerwy. Bo na TEJ sprawie musi się stawiać - chodzi o
          pieniądze. Na tej kolejnej, będzie mógł dawać zaświadczenia lek. o chorobie
          itp. i będzie się ona ciągnąć w nieskończoność.

          pozdrawiam
          i życzę wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku
          dla Ciebie i Roberta
          Brygida - mamazuczka

    • carlafehr Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 07:10
      Cześć,

      miałam podobną sytuację jak Ty, podobne relacje ojciec-syn i zaczęłam dawać
      Kubę na noc, gdy miał około 3 lat. Wcześniej wydawało mi się, że jest jeszcze
      za mały i nigdy nie spędzał nocy beze mnie. Zanim przenocował pierwszy raz u
      taty, ten tata zabierał go parę razy do siebie na kilka godzin i później w tę
      pierwszą noc dali sobie obaj świetnie radę. Może by też tak było i wcześniej,
      ale ja się jakoś bałam, więc zaczęliśmy z nocowaniem u ojca Kuby dopiero ok. 3
      roku życia.

      Pozdrawiam
      MonikaS
    • kamill_a Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 07:44
      Witaj Chalsia!

      Podpiszę się pod słowami Stynki: wiem, że nie masz ochoty dać Małego jego ojcu
      na noc. Ale ja bym spróbowała, o ile byłabym pewna, że w razie jakichkolwiek
      problemów mąż zadzwoni i poprosi o pomoc czy zabranie Małego; że będzie umiał
      przyznać się, że rzeczywiście syn jest jeszcze za mały na tego typu
      przebywanie z ojcem. W takiej też sytuacji pozbyłabyś się na jakiś czas próśb
      męża o nocowanie syna u niego w domu.
      A jeśli wszystko będzie dobrze...hmmm i będziesz chciała ustalicie np. jedna
      noc co drugi tydzień, bądź jeszcze inaczej.
      Poza tym sama wiesz najlepiej jak mąż zajmuje się Małym, czy jest
      odpowiedzialny, czy dostosuje się do Twoich zaleceń w sprawach karmienia,
      ubierania.....

      Spróbowałabym

      Kamilla
    • limon_ka Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 09:41
      Opierając się na własnych doświadczeniach, myślę, że im mniej ograniczeń tym
      sytuacja staje się bardziej klarowna. Moje młodsze dziecko miało 1 rok i 3 m-
      ce a starsze 3 lata kiedy ich ojciec się wyprowadził. Na początku dzieci
      jeździły na weekendy z ojcem do teściowej, na wycieczki - takie miejsca
      neutralne. Po 4 miesiącach pojechały na weekend do niego - przeżyły i miały
      się dobrze. Jakoś na mojego ex bardzo dobrze podziałało zupełny brak
      ograniczeń w kontaktach z mojej strony (oczywiście okupione moim strachem).
      Taka zasada "chcesz? - bierz!". I na początku były codzienne wizyty, weekendy
      co dwa tygodnie, ze świetnym skutkiem dla moich dzieci (bo to było
      najważniejsze). Minęło 1,5 roku - i co? I wracamy do normalności - 1 raz w
      tygodniu i co 2, 3 tygodnie weekendy. Ale to jego wybór, jego sposób na życie,
      jego sposób na "zacieśnianie więzi". I daje mi to dużo spokoju, że ja
      żadnym "nie" do tego sie nie przyczyniłam.
    • dorka_mama_jakubka Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 10:44
      Nie mam doświadczenia, ale co ja bym zrobiła....

      Z tego co piszesz kontakty są sporadyczne i synek nie bywał jeszcze w domu taty.
      Ja zgodziłabym się na pobyt w dzień natomiast w nocy jak na pierwszy raz uważam
      że to za dużo wrażeń dla tak małego dziecka. A dlaczego..? Dlatego że tak
      podpowiada mi moje serce...

      Po paru takich wizytach jak najbardziej ale na dzień dzisiejszy pobyt w nocy
      zdecydowanie niezgodziłabym się.

      pozdrawiam
      dorka
    • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 12:11
      Bardzo Wam wszystkim dziękuję za szybki odzew.
      Tak, nie mam na to ochoty. Serce i intuicja podpowiadają, że to jeszcze za
      wcześnie. Wyjaśnienie dla niektórych emam - kontakty między ojcem i dzieckiem
      są częste (3 x w tyg).
      Przede wszystkim uważam, że nie można od razu, za pierwszym razem zabrać małego
      na noc, że najpierw powinno być co najmniej kilka wizyt "dziennych" u ojca w
      domu, a dopiero potem próba nocowania.
      Argumentów różnych mam dużo, ale to nie ma znaczenia bo do eksa nie docierają.
      Dla niego liczy się to, że JA byłam z małym na wakacjach, że czasami (rzadko)
      zabieram go na weekend do rodziców, albo bywam (też rzadko)z małym na basenie.
      Jego główny punkt (tak się domyślam), że chce z małym spędzać więcej czasu też
      jest do obalenia, bo jak by chciał to mógłby zapytać czy mógłby przyjeżdżać co
      którąś sobotę na np. 8 rano i być z małym cały dzień. Albo tak sobie
      zorganizować prace by w te dni powszednie, gdy przyjeżdża być dłużej niż 1,5
      godz.
      Ojciec za 3-4 miesiące będzie miał drugie dziecko. Większość opinii jakie
      słyszałam, mówiły o tym, że przynajmniej na jakis czas kontakty między ojcem a
      pierwszym dzieckiem ulegają z tego powodu osłabieniu (czas, częstotliwość).
      Dlaczego mam w takim razie narażać małego na tęsknotę/cierpienie, jeśli po 3
      miesiącach jeżdżenia do ojca ma to znowu ulec zmianie. Po co narażać wrażliwe
      dziecko na zmiany tak często. Według mnie lepiej poczekać z wizytami u ojca w
      ogóle do czasu aż się urodzi drugie dziecko. To raptem max. 4 miesiące. Czemu
      do jasnej ciasnej mu się tak śpieszy. Nic to dla dobra małego nie wnosi.
      Tym bardziej,m że jak zacznie jeźdźić teraz (nawet bez nocowania) to
      przyzwyczai sie do sytuacji bycia "panem" miejsca, a za 4 miesiace to sie
      zmieni bo będziem tam noworodek. No i znowu zmiana. Wolałabym, by od poczatku
      trafił do domu, gdzie jest małe dziecko.
      Pozdrawiam,
      Chalsia

      No i kwestia formy - po prostu zastałam kartkę w domu o treści typu "zabieram w
      sobotę do siebie małego na noc". I tyle.
      • mikawi Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 14:41
        może się nie powinnam wypowiadać na waszym forum, ale zrobię wyjątek, bo wiem
        że masz chalsiu podobne do mojego zdanie na temat bywania pierwszych i drugich
        na jednym forum smile

        ja uważam tak: faktycznie twój maluch jest mały, jednak ja bym nie zabraniała
        zabierania go do domu ojca, ale! nie od razy (tu przyznaję tobie i innym mamom
        rację), najpierw może niech jego tata weźmie go na całą sobotę (w dzień), potem
        na sobotę i niedzielę, ale z noclegiem jeszcze u mamy, a dopiero potem jak
        dziecko oswoi się z nowym domem zaryzykowałabym nockę z soboty na niedzielę.
        Druga sprawa (a właściwie pierwsza i podstawowa!) to wytrwałość taty w chęci
        utrzymania tych wizyt. Może warto by z nim pogadać o tym, że chodzi Ci nie o
        utrudnianie mu kontaktu ale o to, że jak się JEMU znudzi (albo jego kobiecie
        odbije), żeby dziecko nie cierpiało, że tata juz go przestał zabierać. Bo jeśli
        jego chęci są szczere, uważam że to dobrze ze chce małego teraz przygotować na
        pojawienie się rodzeństwa a nie potem od razu wprowadzić w sytuację typu "to
        jest twoj braciszek lub siostrzyczka" bo to może być większym szokiem (skąd?,
        co?, jak?). A tak - dziecko oswoi się z domem taty, nową partnerką, z czasem
        rodzeństwem. Wydaje mi się że będzie to przebiegalo bardziej naturalnie niż
        nagłe postawienie go przed faktami typu: nowa żona taty plus nowy brat czy
        siostra.

        pozdrawiam
        • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 14:50
          mikawi napisała:

          Bo jeśli
          >
          > jego chęci są szczere, uważam że to dobrze ze chce małego teraz przygotować
          na
          > pojawienie się rodzeństwa a nie potem od razu wprowadzić w sytuację typu "to
          > jest twoj braciszek lub siostrzyczka" bo to może być większym szokiem (skąd?,
          > co?, jak?). A tak - dziecko oswoi się z domem taty, nową partnerką, z czasem
          > rodzeństwem. Wydaje mi się że będzie to przebiegalo bardziej naturalnie niż
          > nagłe postawienie go przed faktami typu: nowa żona taty plus nowy brat czy
          > siostra.

          Mikawi, a cóź to za różnica dla niespełna dwuletniego dziecka, czy nowe
          miejsce, w które trafi (mieszkanie ojca) będzie "zawierało" znanego ojca i
          nieznaną kobietę a po jakimś czasie inne dziecko, czy też znanego ojca,
          nieznaną kobietę i niemowlaka. Według mnie żadna. A druga opcja po prostu
          eliminuje ilość zmian jakie mały przeżyje.

          No i fajnie, że odpisałaś.
          Chalsia
    • e.beata Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 15:06
      Nie ograniczałabym kontaktów. Dzieci są różne i różnie przyjmują zmiany. Więc
      najpierw poobserwuj małego.
      Niech zacznie z tatą wychodzić sam bez Ciebie.
      Niech tata zabiera go na parę godzin do swojego mieszkania.
      Potem na cały dzień.
      A potem na noc wink.

      > Dla niego liczy się to, że JA byłam z małym na wakacjach, że czasami (rzadko)
      zabieram go na weekend do rodziców, albo bywam (też rzadko)z małym na basenie.

      Co do wakacji, skoro mały jeszcze sam nocy z tatą nie spędził to raczej odpada.
      Tak jak napisałam dziecko nie umrze, ale może różnie zareagować. Chociaż z
      drugiej strony mogą to być bardzo udane wakacje wink/dla dziecka i taty, bo mama
      to raczej spać nie będzie wink/.
      Weekend u dziadków? Niech zabierze najpierw synka do dziadków na cały dzień.
      A basenu to już nie rozumiem? Dlaczego tata nie może pojechać z nim na basen?
      Wody się boi? To może zamiennie ZOO lub inne atrakcje?
    • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 27.08.03, 23:21
      No i jest tak, że eks nawet nie chce rozmawiać, bo uważa,że nie ma o czym. On
      po prostu zabiera małego w sobotę na cały dzień i na noc. Powiedziałam mu, że
      na dzień ew. OK (no bo NIE BĘDĘ SIĘ Z NIM BIĆ przy dzieck w sobotę), ale, że na
      noc się nie zgadzam. Na argument, że dla dziecka wskazane/lepiej jest by
      najpierw było kilka wizyt dziennych a dopiero potem próba zostania na noc i
      czemu nie zrobić tego w taki sposób, lepszy dla dziecka, stwierdził, że mogę
      sobie mówić co chcę, on ma swoje zdanie i moje go nie interesuje. Przecież NIE
      BĘDĘ SIĘ Z NIM BIĆ przy dziecku w sobotę. Nawet nie macie pojęcia, jak chętnie
      wielokrotnie i z całej siły walnełabym go w łeb albo przyprawiła o ciężkie
      kalectwo. Chce mi się kląć, wyć, kopać, najchętniej eksa. Jak ma dwójka ludzi
      będących osobno wychowywać dziecko, jak to się szumnie nazywa "wspóldecydować",
      jeśli jedna ze stron nie chce rozmawiać, nie chce słuchać !!!!!????????????????/

      Dochodzę do wniosku, że NIESTETY będę musiała wystąpić do sądu rodzinnego o
      ustalenie kontaktów. Tylko jeszcze nie wiem czy już teraz, czy poczekać z tym
      do rozwodu (95% szans, że będzie za 2 miesiące).
      Może macie doświadczenie w tym temacie. Jak się do tego przygotować? Jakie
      dokumenty są potrzebne i skąd je wziąć? Czy warto mieć adwokata? Czy warto do
      pozwu/wniosku do sądu dołączyć od razu opinię biegłego psychologa dziecięcego???

      Czekam na Waszą pomoc i pozdrawiam,
      Chalsia

      • cleo14 Re: Co byście zrobiły .... 28.08.03, 00:49
        jezeli 'ex' podchodzi do sprawy w sposob "gowniarski" idz do sadu. nie wiem
        jak to wyglada w Polsce ale w USA moj szwagier wlasnie przechodzi walke o
        wspolne prawo do opieki nad dzieckiem. na razie do wrzesnia ma 3 dni w tyg: 2
        dni po 3 godziny z synkiem i soboty poi ok 6 godz. czytalam tez broszurke
        ktora szwagier p[rzyniosl z "warsztatow" dla rozchodzacych/rozwodzacych sie
        rodzicow (oboje rodzice musza wziasc w nich udzial) i bylo tam napisane, ze
        zanim dojdzie do nocowania dziecka u ojca, wskazane jest najpierw spotykanie
        sie dziecka z rodzicem pare razy tyg w ciagu dnia, zwlaszcza jezeli
        wczesniejsze kontakty z dzieckiem byly sporadyczne (w wypadku mojego szwagra
        nie byly). dopiero jak dziecko przyzwyczai sie do obecnosci danej osoby i
        otoczenia mozna rozmawiac o nocowaniu. tak to sie przedstawia w USA.

        co do twojej sytuacji wspomnialas ze "ex" spodziewa sie nastepnego dziecka.
        nie wiem czemu ale mam wrazenie ze juz za pare miesiecy caly jego zapal
        przejdzie.

        a co do soboty. dowiedz sie co mozesz, z legalnego punkyu widzenia zrobic
        jezeli ex nie odda ci dziecka na noc z powrotem. czy bedziesz miala prawo
        powiadomic policje i pojechac aby dziecko doebrac.
      • badia Re: Co byście zrobiły .... 28.08.03, 10:56
        Ty odpowiadasz za dziecko i Ty musisz zadecydować, co dla niego dobre - jeśli
        Twój były ma inne zdanie i nie potraficie sami się dogadać, sąd jest dobrym
        rozwiązaniem. No po to ten sąd w ogóle jest. Przynajmniej będziesz poruszała
        się w "oswojonej" rzeczywistości, w której wiadomo, co bedzie za tydzień i dwa
        tygodnie, bez kartek: "zabieram małego". Na Towim miejscu wstrzymałam bym się
        jednak do rozwodu, sądy nie lubią ludzi, którzy "robią szum" i nie brałabym
        adwokata. Dużo sama wiesz, przygotuj się tylko starannie, a na sądzie zawsze
        lepsze wrażenie robi bezbronna uczciwa kobieta niż rozwydrzona papuga adwokat.
        Bądź tymczasem miła dla exa, żeby nie "wyrychtował oręża" może dla niego to
        tylko ambicjonalna potyczka "czyje górą", niech myśli, że "jego górą", dziecko
        to przecież przeżyje, a ty spokojnie się zastanów do czego chiałabyś w tym
        sądzie doprowadzić....
    • e.beata Re: Co byście zrobiły .... 28.08.03, 11:55
      > Dochodzę do wniosku, że NIESTETY będę musiała wystąpić do sądu rodzinnego o
      ustalenie kontaktów.

      Chalsia a jak sąd zadecyduje /a wszystko w sądzie jest mozliwe/, że mały ma
      spędzać u taty co drugi weekend od piątku do niedzieli?!

      Prawnie niewiele teraz zrobisz. Bez wyroku sądu nikt nie odbierze ojcu, który
      tak samo jak ty ma pełne prawa rodzicielskie dziecka z domu. No chyba żeby
      tatuś leżał pijany.
      Myślę że w tej chwili ojciec dziecka nie pójdzie na kompromis bo chce pokazać
      swoją władzę. Coś tam postanowił to teraz bez względu na skutki się nie ugnie.
      Może przydałaby się jakaś babska sztuczka psychologiczna ale ja w tym cieniutka
      jestem, może inna mama pomoże jak podejść tego twardziela wink.

      A w ostateczności nie martw się aż tak. Jakoś dzieckiem się zajmie, nie
      zagłodzi i nie skrzywdzi. A jak mały będzie bardzo tęsknił i ciągle płakał za
      mamą to chyba dla świętego spokoju i ciszy odwiezie Tobie dziecko. Masochistą
      chyba nie jest. Tym bardziej, że nowa partnerka w ciąży wyspać by się chciała ;-
      ).
      No i przygotuj małego na nocleg. Nie pokazuj jak cierpisz z tego powodu,
      powiedz, że będzie miał miłą wycieczkę itp. ze cieszysz się że masz tak
      dzielnego synka. Spakujcie razem ulubionego pluszaczka itp.

      I tak Tobie współczuję. Mój w tym wieku nocował sam u babci ale sam się
      zgodził. Znał dobrze tamto mieszkanie. Podczas jednej z wizyt babcia się
      spytała czy będzie spał u niej i się zgodził z radością. Ja z mniejszą bo w
      nocy czasem jeszcze ssał wink. Ale przeżyliśmy oba smile. Ja się wyspałam. A dla
      niego spanie poza domem stało się dodatkową atrakcją. Ale znam też dziecko 5
      letnie które nie chce spać w ogóle poza domem bez mamy.
      Jż. się z mężem nie dogadasz, zaryzykuj. Moze nie będzie tak źle /dla małego/
      bo jak się dowiesz, że o mamie nie wspomniał i cały czas dobrze się bawił, to
      już czuję to Twoje kłucie w sercu smile/.
    • dorka_mama_jakubka Re: Co byście zrobiły .... 28.08.03, 12:13
      Chalsiu chciałabym Ci cuś doradzić ale trochę zagubiona jestem...

      Beatko odnośnie zgody dziecka bo ja mamą 17stomiesięczniaka jestem i wydaje mi
      się że to nieduża róźnica z synkiem Chalsi ale może się mylę-czy dziecko 20
      mies.wyraża swoją chęć zostania gdzieś bądź nie wczesniej niż to nastąpi?
      Kuba wyraża swoje chęci "na bieżąco" i nie wyobrażam sobie jak mogłabym
      przekonać/przygotować Go do noclegu beze mnie w innym miejscu. Tzn spakować mu
      zabawki i rzeczy które zna typu szczoteczka itp to rozumiem ale on albo becy
      jak mu się coś nie podoba albo nie. A wydaje mi się że nocleg u babci a nocleg
      u taty który ma nową panią i który manifestuje swoje"ma być po mojemu"to trochę
      co innego.

      Chalsiu ja bym jeszcze spróbowała spokojnie porozmawiać z eksem jak ma wyglądać
      ten pobyt synka u niego, niech może powie Ci co planuje robić, co dać małemu na
      obiad, z kim i gdzie miałby spać synek?Może po takiej rzeczowej rozmowie
      dojdziecie do porozumienia.

      dorka
      • aagacia Re: Co byście zrobiły .... 28.08.03, 12:23
        chalsia przekonuj bylego przekonuj ile masz sil zeby poczekal z tym
        nocowaniem..twoj maly mezczyzna jest tylko 3 mies. starszy od mojej pannicy i
        ja bym nie dala malej do obcego mieskzania...niech tata go wezmie pare razy na
        caly dzien, niech tam sie razem pobawia.niech pozna nowa pania swojego
        taty.niech wszyscy sie powoli ze soba oswoja i pozniej moze isc do nich
        spac..wtedy to nie bedzie szok tylko po prostu kolej rzeczy...
        nie rozumiem natomiast dlaczego uwazacie ze tatusiowi przejdzie jak sie pojawi
        nowe malenstwo.>???nie rozumiem toku myslenia...
        u nas wiezy jeszcze bardziej sie zaciesnily bo zaciesnilo je wlasnie dziecko..
        • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 28.08.03, 14:44
          Moje Drogie,

          TU NIE MA ROZMOWY !!!! On nie chce rozmawiać i jak napisałam, moje zdanie go
          nie interesuje!!! Ani sugestie. Podjął decyzję i już.
          Dlatego myślę o oddaniu sprawy do sądu, bo po prostu eks nie daje możliwości
          porozumienia sie bo nie chce rozmawiać.I nie dotyczy to tylko tej sprawy.

          A sąd? Cóż, ustanowi sztywne ramy, których facet będzie się musiał trzymać (i
          ja też). I mam nadzieje, że przy tak małym dziecku sąd raczej pójdzie w opcję,
          która funkcjonowała do tej pory (2 x w dni powszednie po 1,5 godz i sobota 6
          godz)

          Pozostaje pytanie - jak się do tego przygotować (dokumenty, opinia psychologa,
          świadkowie) - gdzie się tego dowiedzieć.
          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • badia Re: Co byście zrobiły .... 28.08.03, 15:06
            chalsia napisała:


            > A sąd? Cóż, ustanowi sztywne ramy, których facet będzie się musiał trzymać (i
            > ja też).
            Chalsia masz szasę, że sąd zasądzi to, co Ty uznasz za słuszne, tylko musisz
            ten sąd przekonać. Najpierw zastanów się, jak to Twoim zdaniem powinno
            wyglądać, a potem zbierz argumenty. Przygotuj opinię psychologa, może nawet
            dwie niezależne. W sumie im więcej konkretów, jak zwyczaje dziecka, jego poziom
            rozwoju emocjonalnego, poczucie bezpieczeństwa, związek z przestrzenią itp. Weź
            jakieś podręczniki mówiące o rozwoju emocjonalnym dziecka, nie powołuj się na
            nie ale przygotuj argumenty. Bez emocji, tylko fakty. Masz dwa miechy to sporo
            czasu. Buziaki.
            badia
            • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 28.08.03, 16:52
              Tylko,że przez te dwa miechy sytuacja może wyglądać tak, że on go będzie na
              siłe zabierał z domu.
              sad((((
              Chalsia
              • badia Re: Co byście zrobiły .... 28.08.03, 17:06
                To będziesz miała dodatkowy argument, że jest nieodpowiedzialny sad((((
    • zillka Re: Co byście zrobiły .... 29.08.03, 12:43
      Chalsia, nie czytałam wszystkich odpowiedzi ale powiem Ci, że ja Florki nie dam
      Dirkowi na noc jeszcze BARDZO długo a kontakt mają świetny, od urodzenia,
      spędzają mnóstwo weekendów i dni razem, od jutra (!!bo jutro Dirk przylatuje na
      stałe do Polski!!) będzie tego czasu jeszcze więcej. Ale raczej nie sądzę, żeby
      zaczęła zostawać u niego na noc przez no najmniej najbliższy rok. Czasami
      kładzie ją spać wieczorem u mnie w domu jak ja chce wyjść ale wtedy ja wracam
      najpóźniej 23.00. Może ją zabrać na cały dzień ale wieczorem ma być w domu. Po
      prostu myślę, że jest jeszcze za mała. A ma teraz prawie 13 miesięcy.

      pozdrawiam,

      zilka
    • mag_p Re: Co byście zrobiły .... 29.08.03, 14:11
      cHALSIA - MUSISZ SIE ZASTANOWIC ..
      Bo sady zazwyczaj nie ograniczaja juz obecnych wizyt , wiec jak bedzie bral na
      noce to potem w sadzie mozesz miec klopot by to zmienic...

      Jesli chcesz pogadac - mialam podobna sytuacje- daj znac na priva!

      Mag
      • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 29.08.03, 15:55
        Po pierwsze - witam z powrotem Mag.
        Po drugie to nie dobrze, bo najprawdopodobnie zanim zwrócę się do sądu to
        będzie na siłę zabierał dziecko ALE taki harmonogram i styl wizyt (choc dla
        sądu zastany) JEST WYMUSZONY NA SIŁĘ WBREW OPINII I BEZ ZGODY MATKI.
        Mam nadzijee, ze ma to znaczenie.
        Skontaktuję się na priva (jak mi sie uda, bo ta cholerna poczta gazetowa działa
        ponizej krytyki).
        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • mag_p Re: Co byście zrobiły .... 29.08.03, 16:01
          Chalsia roznie to moze byc..
          Nie biora tam za bardzo pod uwage "zgody" - matki..
          Ja tez sie szarpalam itez sui balam..
          Stan zastany - jest tednak duza podstawa....
          Stwierdz , ze dziecko noowalo - nie jest to nowacjiaitd.. nie ma co odwracac..

          Wiem - slyszalam od adwokata nie raz - liczy sie sytuacja zastana...

          Pozdrawiam
          Mag

          PS. na razie bez nocowania u ojca.
    • e.beata Re: Co byście zrobiły .... 29.08.03, 15:00
      Dorka, chodzi mi o to, żeby zawczasu chalsia nie panikowała, bo dziecko to
      wyczuje. Będzie zdawało sobie sprawę, że mama wcale nie jest zadowolona z tego
      że on będzie u taty, że ten nocny pobyt jest czymś złym. I wtedy dopiero zrobi
      się problem. Przekaże podświadomie małemu że tata jest świnia bo zabiera go na
      noc. A czymś takim wyrządzi synkowi większą krzywdę niż tata, który go zabiera.

      Starać się przygotować dziecko mozna do wszystkiego.
      Do wizyty u dentysty, do podróży pociągiem, do noclegu poza domem.
      Jż. chalsia przekaże dziecku niepokoje to najprawdopodobniej na samą propozyję
      mały zareaguje wrzaskiem. Dlatego skoro kocha synka powinna zrobić wszystko acy
      ten pobyt kojarzył się małemu z nagrodą a nie nieszczęściem i brakiem mamy.


      >A wydaje mi się że nocleg u babci a nocleg u taty który ma nową panią i który
      manifestuje swoje"ma być po mojemu"to trochę co innego.

      Dla nas, dorosłych tak.
      Dla dziecka nie sądzę.
    • e.beata Re: Co byście zrobiły .... 29.08.03, 15:11
      Chalsia
      >która funkcjonowała do tej pory (2 x w dni powszednie po 1,5 godz i sobota 6
      godz)

      Ty byś tak chciała.
      Ale to TYLKO 9 godz. tygodniowo, a jak były wściekły pójdzie w zaparte.
      Jak załatwi sobie dobrego adwokata. Sędziowie też są rózni, jak trafisz na
      takiego który przyzna dużo więcej i noce też????
      Czy warto ryzykować???
      Ja bym od sądu trzymała się jak najdalej.
      I nie zaczynała z byłym wojny bo potem to już będzie TYLKO gorzej.
      Obiecaj że dasz mu dziecko na noc za tydzień, dwa, a przez ten czas niech mały
      spędza z ojcem czas w tamtym domu jak najczęściej.
      A moze napisz mu o swoich obawach na kartce. Tak aby na spokojnie przeczytał.
      • mamaadama4 Re: Co byście zrobiły .... 29.08.03, 22:17
        Chalsia jeżeli nie odwiedziesz go od mysli zabrania syna na noc, to musisz się
        do tego przygotować. Wypisz mu na kartce wszystki, co kiedy ma jeść, przygotuj
        ubrania, pampersy i oczywiście jakies ulubione zabawki. Zdaję sobie sprawę, że
        tej nocy spać nie będziesz. Wiem jak to jest, bo zanim byłam ta drugą, to
        kiedys byłam samodzielna i też kiedys to przechodziłam. Jeżeli obecna partnerka
        spodziewa się dziecka i jest to w miare normalna kobieta, to mu pomoże. Krzywda
        mu sie nie stanie. Wiem, że boisz się czy Mały sie nie przestraszy. Trzymaj się
        danka
    • badia Re: Co byście zrobiły .... 30.08.03, 18:12

      Chalsia, to ja się jeszcze wtrącę, na Twój temat: a może twój mąż chce sobie
      poprawic samopoczucie, że jest "dobrym ojcem". Bo mnie sie akurat w tym
      przypadku nie wydaje, żeby on go zabierał na noc ze względu na dobro dziecka.
      Zresztą jak by mu chodziło o dobro dziecka, to by sie na temat tego dobra dało
      z nim rozmawiać. Pisałaś, że nowa kobieta też nie chce sie małym zajmować. Więc
      Twój ex nie bardzo się troszczy o małego, nie bardzo się troszczy o swoją
      kobietę, troszczy się jedynie o swoje samopoczucie i wizerunek. Nadzieja w tym,
      że jak weźmie dziecko i każe nim się opiekować kobiecie, która nie jest jak
      pisałaś na to psychicznie gotowa, to będzie miał w domu problemy i wcale nie
      będzie tak jak jemu sie teraz wydaje.
      A propos, wziął małego?

      • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 30.08.03, 19:32
        badia napisała:

        >
        > Chalsia, to ja się jeszcze wtrącę, na Twój temat: a może twój mąż chce sobie
        > poprawic samopoczucie, że jest "dobrym ojcem". Bo mnie sie akurat w tym
        > przypadku nie wydaje, żeby on go zabierał na noc ze względu na dobro dziecka.
        > Zresztą jak by mu chodziło o dobro dziecka, to by sie na temat tego dobra
        dało
        > z nim rozmawiać.

        Po części na pewno tak jest. Oprócz innych powodów natury egoistycznej, o
        których pisalam wcześniej.

        >Pisałaś, że nowa kobieta też nie chce sie małym zajmować. Więc
        >
        > Twój ex nie bardzo się troszczy o małego, nie bardzo się troszczy o swoją
        > kobietę, troszczy się jedynie o swoje samopoczucie i wizerunek. Nadzieja w
        tym,
        >
        > że jak weźmie dziecko i każe nim się opiekować kobiecie, która nie jest jak
        > pisałaś na to psychicznie gotowa, to będzie miał w domu problemy i wcale nie
        > będzie tak jak jemu sie teraz wydaje.

        Nigdy nie pisałam, że jego "Obecna" nie chce się zajmować małym, bo nic na ten
        temat nie wiem. To ja eksowi powiedziałam juz dawno, że jak mały ma być u
        niego, to wszystko przy nim ma robić eks, bo to jego dziecko, a ona może tylko
        asystować i być z nimi.
        Eks troszczy się o małego, gdy z nim jest i dobrze się nim zajmuje, tu nie mam
        mu nic do zarzucenia.

        > A propos, wziął małego?

        Tak. Jest tam z nim i małym jego matka, która gościła u wnuka (czyli u mnie)
        przez cały tydzień. Postapił zgodnie z moja dawna prośba, by na poczatek nie
        było tam "obecnej" (albo może ona sama nie chciała być, nie wiem). Przynajmniej
        tyle powiedziała mi przez telefon jego matka. Udało mi się ją przekonać choć do
        tego, zeby jak coś będzie nie tak, to eksa będzie naciskać na przywiezienie
        małego na noc do domu.
        Obydwoje stali (to znaczy ona to mówiła, ale rozumiem, że to ich wspólne
        stanowisko) na stanowisku, żeby spróbować i się okaże.

        Zrobiłam dokładnie tak jak kobitki radziły - strałam się pozytywnie uprzedzić
        małego, że fajna wycieczka do taty do domu, z babcią, etc, bez żadnych tam
        szlochów itp. Aczkolwiek nie da się całkiem ukryć swojego stanu emocjonalnego
        wynikłego z całokształtu tej sytuacji, i mały tuz przed wyjazdem był
        poddenerwowany.

        Na razie, co mnie cieszy, mały ma się świetnie (w opinii eks tesciowej). No i
        zostają z nim na noc u ojca (co mnie nie cieszy, o czym potem). Nie wiem, czy
        powiedzą prawdę o tym jak mały zasypiał, spał i wstawał rano. Duzo mnie
        kosztuje, by nie wsiąść w samochód i tam nie pojechac, by cichutko usiąść pod
        drzwiami i samej sie przekonać.
        Jeśłi mały bez problemu będzie spał to cudo. Zobaczę potem co się będzie z nim
        działo przez najblizsze 3 dni. Ale jeśłi będą jakieś negatywne skutki pobytu
        dopiero w ciagu tych 3 dni, to jak o tym powiem ojcu, to i tak nie uwierzy i
        będzie chcial kontynuować.

        No a dla mnie ciagle jest temat, co się będzie dzialo wtedy z weekendowymi
        wizytami u ojca gdy będzie tam noworodek. Co z tego, że będzie spał w innym
        pokoju, ale w małym mieszkaniu? Jeśłi bedzie źle spał i źle to znosił? No i czy
        nie będzie przerwy w weekendach? Eks twierdzi, że nie, ale on wiele rzeczy
        mówił, a potem trzeba to było podzielić na 5.
        Po prostu za duzo zmian jak na takie małe dziecko w okresie kilku miesięcy.
        Nie mam zielonego pojecia co będzie, co do sądownego ustalenia kontaktów i tak
        się dowiem, co i jak.
        NAwet jeśli mały dobrze to zniesie, to uważam, że jest za mały na weekendowanie
        po za domem.

        No i jest jeszcze jeden aspekt, wynikający już tylko i wyłącznie z charakteru
        eksa. Jeśli wszystko do końca będzie OK z tą eskapadą, to eks będzie mial
        przekonanie, ze skoro miał rację w TEJ sprawie (a ja nie i przesadzałam), to i
        we wszystkich pozostałych też z automatu będzie mial rację, w związku z czym
        tym bardziej nie będzie się poczuwał do żadnych rozmów na temat dziecka ze mną.

        Mam się nieźle po środku uspokajajacym i 3 melisach oraz spędzeniu prawie 10
        godzin na naszym i macoszym forum. Wdzięczna jestem, że takie miejsca istnieją.
        Inaczej bym sie petała po domu albo robiła takie rzeczy, przy których umysł
        jest malo zajęty i mozna ześwirować.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • badia Re: Co byście zrobiły .... 30.08.03, 20:02
          chalsia napisała:
          Trzymaj sie jakos po tym srodku uspokajającym, może winko?
          Choć chyba lepiej nie mieszać specyfików.
          > Tak. Jest tam z nim i małym jego matka, która gościła u wnuka (czyli u mnie)
          > przez cały tydzień. Postapił zgodnie z moja dawna prośba, by na poczatek nie
          > było tam "obecnej" (albo może ona sama nie chciała być, nie wiem).
          No to mały ma maksymalnie korzystne otoczenie nawet jeśli dom jest nowy, to
          jest tata i babcia, z którą był przez cały tydzień. Na pewno wszystko jest OK.
          No i Twój ex "doświadcza" konsekwencji bycia tatą. Wiesz, Ty go teraz też
          testujesz jako ojca, bo to jego przebywanie sam-na-sam z małym, nawet jeśli w
          domu jest teściowa, to problem znacznie większy niż wydatek z konta.
          Zoczaczysz, czy mu nie przejdzie zapał. No bo to tak na pokaz to już trudno.
          > Zrobiłam dokładnie tak jak kobitki radziły - strałam się pozytywnie uprzedzić
          > małego, że fajna wycieczka do taty do domu, z babcią, etc, bez żadnych tam
          > szlochów itp.
          Zobaczysz, w jakim nastroju wróci - może niepotrzebnie się martwisz, a były
          mimo, że nie zdał egzaminu na męża z ojcostwem sobie jednak poradzi...
          > Nie wiem, czy
          > powiedzą prawdę o tym jak mały zasypiał, spał i wstawał rano.
          I tak zobaczysz, jak bedzie po powrocie.
          > jak będą negatywne skutki pobytu
          > dopiero w ciagu tych 3 dni, to jak o tym powiem ojcu, to i tak nie uwierzy i
          > będzie chcial kontynuować.
          No ale wtedy Ty bedziesz wiedziała więcej. Nie ma sensu przenosić na Twoją
          sytuację lęków innych osób.
          > No a dla mnie ciagle jest temat, co się będzie dzialo wtedy z weekendowymi
          > wizytami u ojca gdy będzie tam noworodek.
          Jak znam życie wink obecna nie bedzie tymi wizytami zachwycona.
          Ale sama zobaczysz. Może to nawet dobrze, ze teraz będziecie mięli juz za soba
          doświadczenia w kontaktach i bedziesz mogła spokojniej podjąć decyzje przed
          rozprawą, czy stawiać na niej kwestie wizyt i w jaki sposób. Zresztą Twój ex
          też sie czegoś nauczy.
          >No i jest jeszcze jeden aspekt, wynikający już tylko i wyłącznie z charakteru
          > eksa. Jeśli wszystko do końca będzie OK z tą eskapadą, to eks będzie mial
          > przekonanie, ze skoro miał rację w TEJ sprawie (a ja nie i przesadzałam), to
          i
          > we wszystkich pozostałych też z automatu będzie mial rację, w związku z czym
          > tym bardziej nie będzie się poczuwał do żadnych rozmów na temat dziecka ze >
          > mną.
          No Chalsia, przecież wiesz, że rozwód to właśnie taka instytucja, która Ci
          gwarantuje pewne regulacje i on już do nieczego się nie musi poczuwać, bo
          zostaje to odgórnie ustalone. Namawiam serdecznie - bo ta karta "zabieram
          małego", to horror, który sie może snic po nocach.
          > Wdzięczna jestem, że takie miejsca istnieją.
          No, ja myślę, że psychoterapetów niedługo puscimy z torbamiwink)) bo forum jest
          za darmowink))
          • ashan Re: Co byście zrobiły .... 30.08.03, 22:02
            Nie martw się Chalsiu - za Tobą już najtrudniejsze pierwsze godziny.
            Rzeczywiście z takim egzemplarzem taty trudno się rozmawia. Z jednej strony
            może to, że postawił na swoim i że nie są to takie "cuda wianki" jak mu się
            wydawało, trochę go uspokoi. Bo myślę, że dla niego jednak też jest to stres,
            chyba żeby był wyzutym z uczuć gościem biorącym wszystko na ambicję. A jeśli
            też się podenerwował to może w przyszłości będzie trochę rozsądniejszy w
            żądaniach i nie będzie się upierał dla zasady. Dla dzidzi oczywiście najlepiej
            żeby przespała sobie nockę i nawet niezauważyła, że mamy nie ma. Nie zadręczaj
            się, zawsze kiedy wydaje mi się, że moje dzieci są takie delikatne i jeden czy
            drugi tatuś zrobią mu krzywdę myślę sobie, że przecież to są dorośli faceci,
            którzy nie chcą skrzywdzić swojego potomstwa (są i niechlubne wyjątki, ale
            sama pisałaś, że Twój eks jest z dzidzią związany). Poza tym dobrze, że jest
            tam jego matka - zawsze będzie miała wszystko na oku i w razie czego
            zareaguje. A co do narodzin dzidzi... Wiesz jak jest z noworodkami i ich
            mamami. Zwłaszcza przy pierwszym (dla niej) dziecku. Może chuchać i dmuchać i
            bać się, żeby nawet przez przypadek żadnego choróbska do domu nie przywlec.
            poza tym mogą trochę na początku zgłupieć i nie poradzić sobie organizacyjnie
            z dwojgiem maluchów.
            Myślę, że powinnaś podtrzymywać chęć widzeń z małym teraz, gry nie ma
            wytłumaczenia, że w domu czeka na eksa druga dzidzia. Podobno faceci więź z
            dzieckiem muszą w sobie wypracować, więc bacz aby druga dzidzia nie zajęła w
            jego sercu miejsca.
            trzymaj się ciepło, dobrze będzie
            pzdr ashan
            • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 30.08.03, 23:17
              ashan napisała:

              > A co do narodzin dzidzi... Wiesz jak jest z noworodkami i ich
              > mamami. Zwłaszcza przy pierwszym (dla niej) dziecku. Może chuchać i dmuchać i
              > bać się, żeby nawet przez przypadek żadnego choróbska do domu nie przywlec.
              > poza tym mogą trochę na początku zgłupieć i nie poradzić sobie organizacyjnie
              > z dwojgiem maluchów.
              > Myślę, że powinnaś podtrzymywać chęć widzeń z małym teraz, gry nie ma
              > wytłumaczenia, że w domu czeka na eksa druga dzidzia.


              No ale to właśnie jest dla mnie jako matki problem, bo ojciec bedzie go chciał
              teraz pewnie brac na co drugi weekend do siebie i mały się przyzwyczai do DUŻO
              bliższego kontaktu z tatą, a jak będzie małe dzidzi to z powodów np opisanych
              powyżej przez Ciebie taka forma kontaktu na jakiś czas zniknie. No i mały
              będzie cierpiał i tęsknił absolutnie nie rozumiejąc dlaczego.
              Co prawda były się zarzeka, że nic się po urodzeniu dzidzi nie zmieni, ale jak
              pisałam, można to podzielić na 5, jak wiele rzeczy, które mówił, a w końcu jego
              obecna jako świeża matka ma też cos do powiedzenia (ja również bym nie chciała
              by mały stał sie nerowowy czy co tam, bo sie w nocy będzie X razy budził bo
              noworodek płacze).
              No chyba, że mój wspaniały eks wpadł na pomysł, że na codzień będzie mieszkał z
              obecną i ich dzieckiem u niej a w co 2-gi weekend u siebie tylko z moim małym.
              Ale to by było totalnie CHORE !!!!

              >Podobno faceci więź z
              > dzieckiem muszą w sobie wypracować, więc bacz aby druga dzidzia nie zajęła w
              > jego sercu miejsca.

              Dzięki mnie w dużej mierze więź między eksem a naszym dzieckiem jest mocna.
              A ktoś mądry kiedyś powiedział, że najbardziej kocha się te dzieci, które się
              ma z kobietą, którą się aktualnie kocha. Tak więc nieuchronnie moje dziecko
              straci pozycję "leadera" w sercu swojego ojca. Bolesne bardzo dla mnie, ale
              prawdziwe.

              I ogromnie Ci Ashan, jak i wszystkim dziękuję za rady i otuchę.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
    • stynka Re: Co byście zrobiły .... 01.09.03, 11:32
      Chalsiu!
      Napisz koniecznie, jak Wam poszło!

      Pozdrowienia,
      stynka
      • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 01.09.03, 11:50
        Napiszę, ALe od powrotu małego wczoraj przed południem jakoś tak psychicznie
        nie miałam ochoty tego dotykać. No w każdym razie żyjemy, mały ma się dobrze, a
        więcej szczegółów wieczorem.
        Dzięki.
        Pozdrawiam,
        Chalsia
      • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 03.09.03, 12:24
        Witam,

        Mały wrócił w niedzielę przed południem. Według eksa i jego matki przez całą
        sobotę (łącznie z drzemką) miał się świetnie, był spokojny. Noc w sobotę też
        bez problemu. Czyli, w ich opinii, miodzio no i w ogóle nie ma przeszkód by tak
        już było normalnie.

        To dobrze, że synek nie rozpaczał i miał się OK, ale on w ogóle jest taki, że
        nie płacze (bardzo rzadko) ani nie buntuje się (typu padać na podłogę i walić
        głową o ścianę).

        Za to w niedzielę, gdy przyjechał, tulił się do mnie jak nigdy, kładąc się spać
        w południe za nic na świecie nie chciał mnie wypuścić z pokoju i bardzo płakał
        jak próbowałam wyjść (trwało to 1,5 godz zanim zasnął), a potem przez cały
        dzień szukał bliskiego kontaktu fizycznego ze mną, po prostu kleił się do mnie
        (żadne tam klocki, piaskownice, zjeżdżalnie, za to przewalanie się,
        pieszczochanie, turlanie, buju buju, tańce, etc; łącznie z tym, że sam na
        spacerze chciał chodzić za rączką, co nigdy mu się nie zdarzało, bo on chce
        SAM).
        Dwa następne dni kleił się do niani i chodził za rączkę na spacerach, również
        to zauważyła.
        Gdy służbowo wyjeżdżałam na 2-3 dni (mały jest wtedy w domu z nianią i
        dziadkami), nigdy się tak po moim powrocie nie zachowywał.

        Moje rozumienie powyższego jest takie, że synek nie jest jeszcze emocjonalnie
        dojrzały do zabierania go ode mnie i jednocześnie z domu.

        Co o tym myślicie??

        No i szkopuł w tym, że eks twierdzi, że to nie ma żadnego znaczenia
        (powiedziałam mu jak mały się zachowywał), bo przecież u niego był spokojny i
        nie sprawiał kłopotu, a moja interpretacja to wymysły, teorie i przesada.
        W przeciwieństwie do większości ludzi zaczynam powoli bać się nadchodzących
        końców tygodni.

        Pozdrawiam,
        Chalsia

        PS. Tak jak już napisałam, tylko dzięki edziecku i Wam , emamy, udało mi się w
        miarę OK przetrwać sobotę. Dzięki.
        • zgagusia Re: Co byście zrobiły .... 03.09.03, 15:03
          chalsia napisała:

          > Moje rozumienie powyższego jest takie, że synek nie jest jeszcze emocjonalnie
          > dojrzały do zabierania go ode mnie i jednocześnie z domu.

          reakcja malego wcale o tym nie swiadczy - stesknil sie, to normalne, i staral
          sie 'nadrobic' czas bez mamy.
          mysle ze powinnas sie cieszyc ze ojciec chce nawiazac blizszy kontakt z
          synkiem - i temu ma sluzyc wspolne mieszkanie przez weekend. za dwa m-ce bedzie
          mial przyrodnie rodzenstwo i to chyba dobrze ze oswaja sie z tym wczesniej
          (niezaleznie od tego ile on naprawde rozumie z tego w swojej malej łepetynce) -
          w normalnej rodzinie tez przeciez wczesniej mowi sie dziecku ze pojawi sie brat
          czy siostra. Tez Twoje obawy ze stanie sie bardziej nerwowy przez placz małego
          dziecka sa troche na wyrost. Boisz sie ze chlopiec przyzwyczai sie do tych
          wizyt - ale jego ojciec TEZ sie przyzwyczai i bardziej zżyje z malym i nie
          sadze zeby chcial z nich calkiem zrezygnowac, moze tylko stana sie one troszke
          rzadsze. Ja swojego starszego synka gdy mial pol roku codziennie odwozilam na
          kilka godzin do swojej mamy - tez zostawal beze mnie i w obcym miejscu. Rowniez
          zadreczalam sie przez ten czas czy on czasem nie placze ciagle, nie moze jesc,
          spac, jaki to bedzie mialo na niego wplyw itd. - i to glownie JA mialam problem
          z tymi rozstaniami a nie on ( z tego co piszesz wynika ze podobnie bylo w
          Waszym przypadku - maly mial sie dobrze smile). Czekanie az maly wg Ciebie
          emocjonalnie dojrzeje bedzie z pewnoscia odebrane przez jego ojca jako
          utrudnianie kontaktow - i oby to sie nie skonczylo ich zaniechaniem z jego
          strony...
          pozdrawiam
          agnieszka
          • ashan Re: Co byście zrobiły .... 03.09.03, 15:42
            Niestety Chalsiu, chyba masz rację sad. Tylko jeśli Twój eks jaet taki jak
            piszesz, to za nic go nie przekonasz. Może spróbuj jakiejś wspólnej wizyty u
            psychologa zajmującego się tak małymi dziećmi. Może Ciebie nie słucha z powodu
            emocji nagromadzonych między Wami, a kogoś obiektywnego posłucha? Tobie też
            może taka wizyta się przyda i trochę uspokoi? Powiem Ci szczerze, że mój mąż
            też czasem chce chłopców wychować na "twardzieli" ("nic mu nie jest, nie
            przesadzaj, nie bierz go na ręce, bo się przyzwyczai" etc) i nie zważa na rady
            psychologów ("bo to nowa moda, kiedyś było inaczej i ludzie wyrastali na
            porządnych ludzi") - tym bardziej się upiera im bardziej czuje, że nie ma
            racji, a przy tym bardzo ich kocha. Jeśli wtedy dam chwilę (czasem długą) na
            ochłonięcie, to udaje się dojść do kompromisu (no, niektórych problemów,
            przyznam szczerze, rozwiązać się nie daje).

            zachowaj spokój-to zawsze pomaga
            pzdrw
            ashan
            • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 04.09.03, 00:06
              Taaaak, od czego by tu zacząć.

              Po pierwsze, eks przemógł się i okazuje chęć do rozmowy. Niewątpliwie jest to
              wynikiem moich i niani rozmów z jego matką, gdy była u mnie tydzień temu. Nawet
              jego matka przyznał, że "źle" się zachowuje i tak być nie powinno.
              To dobrze.

              Po drugie, dostałam SMSa (= standard obok kartek), żebysmy się spotkali i
              pogadali, a po za tym, żeby się zdzwonić co do zabrania małego i że on
              proponuje, że zabierze go w ten piątek wieczorem i przywiezie w sobotę
              wieczorem. No i tłumaczyłam mu i tłumaczyłam, spokojnie, że (od końca
              zaczynając):
              - nie dobrze jest zabierać małe dziecko wieczorem w miejsce, którego nie
              zna (no bo jedna wizyta to nie znaczy, że miejsce jest „oswojone”wink,

              - tydzień temu zostałam przymuszona, bo przecież nie chcę się bić ani
              wyjeżdżać z małym z domu na weekend by utrudniać mu kontakt a po za tym, jak
              sam podkreślał, bo była też jego matka,

              - jak się zachowywał mały przez następne 3 dni po dniu i nocy u niego,
              - psychologowie (i praktyka sądowa) nie zalecają by dziecko poniżej 3 lat
              nocowało po za domem (ze względów emocjonalnych i identyfikacji miejsca zwanego
              domem i poczucia bezpieczeństwa)

              - zmierzamy do tego samego celu, ale tempo za szybkie i czemu nie może
              zaczekać i jeśli (co zrozumiałe) chce spędzać więcej czasu z małym w dogodnych
              dla siebie warunkach (czyli nie u mnie), to w ostateczności mogę się zgodzić na
              to by wziął/brał małego na DZIEŃ w sobotę do siebie, ale na noc mały u mnie,

              - zaproponowałam, byśmy poszli razem do psychologa dziecięcego

              - i inne, drobniejsze, których już nie pamiętam

              No i eks:
              - do psychologa nie pójdzie, bo nie,
              - ma inne zdanie,
              - uważa, że przesadzam,
              - co za problem by dziecko tak w ogóle spędzało pół tygodnia tu i pół
              tygodnia u niego (może nie teraz od razu, ale generalnie),

              - mały się u niego dobrze czuje i jest spokojny, a on nie wie jak mały
              się zachowuje przy mnie i ma wrażenie, że dziecko jest przy mnie nerwowe (tu
              mu powiedziałam, że być może wynika to z tego, że on jest obok i zachowuje się
              w stosunku do mnie niekulturalnie ogólnie mówiąc)

              - jak mały się będzie źle czuł u niego to go przywiezie z powrotem (tylko
              nie zdążyłam przed jego wyjściem, bo się spieszył, zapytać po czym pozna, że
              mały źle się czuje jeśli nie będzie płakał – a nie będzie, bo taki jest).
              Dobrze, ze ma choć takie podejście do sprawy, ale czemu ?????!!!!!! nie myśli o
              dobru małego i tak cholernie przyspiesza ??? Przecież mnie też było by
              wygodniej mieć wolne weekendy (co również mówiłam), ale nie podchodzę do tej
              sprawy ze swojej perspektywy.

              Prosiłam go i prosiłam by nie zabierał go na noc. I nic. Błagałam, a on na to,
              że przesadzam, że to cyrk i jak ja, inteligentna kobieta, tak mogę.
              To, że czytam książki o dzieciach i wychowaniu, że rozmawiam z psychologiem też
              uważa za przesadę.

              Dobre choć to, że uznał argument, że piątek wieczór to nie jest dobry pomysł –
              weźmie go w sobotę rano.

              Nawet nie zdążyłam (bo 15 minut potem nie odbierał już mojego telefonu, choć
              mógł rozmawiać bo był sam w samochodzie) podnieść tematu jak często chce go
              zabierać w taki sposób. Bo ja nie godzę się na to by mały jeździł do eksa na
              sobotę i nocleg co tydzień !!!! Ale pewnie mi odpowie, że ma inne zdanie, albo,
              że ma prawo do 50% czasu dziecka ( a właściwie należało by rozumieć – do 50%
              DZIECKA).

              Nie dociera do niego, że takie są konsekwencje nie bycia razem.

              No i co ja mam zrobić????????? CZUJĘ, ŻE TO NIE JEST DOBRZE DLA NASZEGO SYNKA.
              Zaczynam bać się weekendów.

              I niestety zaczynam nie widzieć innego wyjścia jak sąd.
              Mam mętlik w głowie, a może jednak by się "poddać" i niech robi co chce, a
              dziecko...... no cóż, jakoś przeżyje? Tylko,że na rodzicach spoczywa
              odpowiedzialność, by to nie było jakoś i by nie narażać dzieci na zbędne stresy
              (czy cierpienie) i patrzeć do przodu na konsekwencje ewentualnych aktualnych
              dzialań.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
    • dorka_mama_jakubka Re: Co byście zrobiły .... 03.09.03, 15:39
      Chalsiu,
      dzielna z Ciebie babeczkasmile
      Mogę Ci tylko napisać że byłabym tak samo wytrącona z równowagi tą całą
      sytuacją a może nawet bardziej.

      Jeżeli chodzi o reakcje synka to tak samo bym sobie je tłumaczyła jak Tywink, że
      być może jest niegotowy ale z drugiej strony to pewnie maluch namacalnie po
      takim nowym przeżyciu chce sprawdzić czy wszystko jest na swoim miejscu i w
      takim samym stanie i z tego powodu przytula się i potrzebuje bliskości z
      osobami z którymi spędza najwięcej czasu. Założę się, że Ty pewnie też masz
      ochotę "wyściskać" Go i nie wypuszczać z objęćsmile

      Czas pokaże co będzie dalej...

      pozdrowionka,
      dorka
    • darcia73 Re: Co byście zrobiły .... 04.09.03, 08:36
      droga Chalsiu, jestes bardzo dzielna, alre chyba za bardzo sie poddajesz. Ty
      jestea matką i Ty wiesz w tym momencie, czy Twojeb dzicko jest gotowe do
      nocowania poza domem. Nie zgadzaj się na zabieranie go przez eks. nie ulagaj.
      Dziecko nie jest jego włąsnoscią. Widze, ze podchodzisz do sparwy patrząc tylko
      na dobro dziecka i nie chcesz robiśc na złośc swojemu eks. Tp jest bardzo
      pozytywna cecha charakteru. Idx koniecznie z dzieckiem do psychologa. Wex
      opinie i broń tego przed sądem. Jezeli Twoj eks jest taki straszny, na kogo
      wychowa Twoje dziekco. Stłamsi małego, który jak piszesz jest bardzo wrażliwym
      i spokojnym dzieckiem. Boze, jak ty mogłąś z kimś takim wytrzymać. Co to za
      człowiek, który nie liczy się ze zdaniem innych osob. Tyran. A ja narzekałąm na
      swojego byłego... Fakt moze zostawil mnie ze strasznymi długami, ale sam
      powiedział, Ze Przemek jest jeszce malutki,z e teskniłby z mamą i w zyciu nie
      zabrałby go , gdybym ja się nie zgodziłą. Widzę, ze moj eks bardzo kocha synka
      i tez chciałby spędzac z nim dużo czasu, ale (przynajmniej na razie) jeszce
      liczy sie z moim zdaniem.
      Nie daj sie, jak dasz palec, to będzie chciał rękę.
      Ale to znadz swojego eks, i wiesz jak z nim pst epowac, moze wydaję zbyt
      pochopna opinię, dlatego przepraszam, bo poniosły mnie emocje.
      Pozdrawiam
    • zeppelia Re: Co byście zrobiły .... 04.09.03, 08:41
      Ja bym nie dała. Jak mu zależy to niech odwiedza dziecko częściej, przychodzi
      na dłużej, potem spacerki itd. Skoro dziecko jest przyzwyczajone do mamy,
      wrażliwe to trzeba obchodzić się z nim delikatnie i stopniowo przyzwyczajać do
      nowości. Pogadaj z facetem i wytłumacz mu jak dziecku w czym rzecz.
      pozdrawiam
      • ashan Re: Co byście zrobiły .... 04.09.03, 09:38
        Chalsiu, a może mediator? Ja sama wiem o tym zjawisku tyle, co przeczytałam na
        forum, ale może odezwie się ktoś kto wie jak to "ugryźć"? bo jak nie, to
        faktycznie pozostaje sąd sad
        trzymaj się smile
        przynajmniej o ten weekend nie musisz się martwić wink
        ashan
        • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 04.09.03, 09:58
          Jak to nie ??!!

          On go zabiera w sobotę rano i, jak twierdzi, przywiezie go na noc z powrotem
          TYLKO jeśli mały będzie się źle czuł. Tylko jak on to rozpozna??? jeśli nie
          będzie płakał (a nie bedzie).
          Czyli, de facto, znowu go zabiera na sobotę z noclegiem.

          A prawnie sytuacja jest patowa - nie mogę go nie wpuscić do domu, bo ciągle
          jest współwłaścicielem i mężem (do końca października). Ojcem będzie zawsze.

          Jedyne co mogę zrobić, to jeśli go nie przywiezie na noc, w następny piątek
          zwinąć się z małym do rodziców (bo w inny sposób nie mogę małego "nie wydać").
          Ale znaczy to uniemozliwienie kontaktu ojca z dzieckem = wojna. A co, jeśli po
          czyms takim przyjedzie do małego jak ja będę w pracy i go po prostu zabierze od
          niani i nie odda. Do swojego mieszkania wpuścić mnie nie musi, bo jest jego i
          już dawno musiałam się z niego wymeldować.

          Prosiłam, błagałam, proponowałam psychologa - i NIC !!!

          Zdesperowana Chalsia

          • stynka Re: Co byście zrobiły .... 04.09.03, 10:13
            Chalsiu,
            on jest naprawdę niepoważny...

            Pomijam chęć bycia z dzieckiem, bo jest przecież ojcem, ale sposób, w jaki
            egzekwuje swoje prawa jest niedopuszczalny!

            Nie mam pojęcia, jak Cię mogę pocieszyć... Nigdy nie byłam w takiej sytuacji.

            Trzymaj się,
            stynka
          • ashan Re: Co byście zrobiły .... 04.09.03, 10:33
            chalsia napisała:

            > Jak to nie ??!!
            >
            > On go zabiera w sobotę rano i, jak twierdzi, przywiezie go na noc z powrotem
            > TYLKO jeśli mały będzie się źle czuł. Tylko jak on to rozpozna??? jeśli nie
            > będzie płakał (a nie bedzie).
            > Czyli, de facto, znowu go zabiera na sobotę z noclegiem.
            >
            Przepraszam Chalsiu, zrozumiałam, że zabiera małego tylko na sobotę, a potem
            go przywiezie.
            Przykro mi bardzo sad
            Naprawdę nie wiem co jeszcze mogłabym doradzić sad
            mocno trzymam kciuki, żeby wszystko się dobrze skończyło
            pzdrw
            ashan
            • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 06.09.03, 12:59
              A mały znów u ojca na sobote i na noc (choć powiedziałam, ze się nie zgadzam).
              SMS od ojca, że wszystko OK.
              Nie docierają do niego argument (że za wcześnie na wizyty) o tym,że zaburza tak
              się dziecku identyfikację domu. W ogóle żadne argumenty.
              A jeśli nawet on ma dobre wyczucie (i rację) i rzeczywiście mały MOŻE już u
              niego nocować i nie ma problemu, TO DLACZEGO NIE CHCE IŚĆ ZE MNĄ (I DZIECKIEM)
              DO PSYCHOLOGA. JEŚLI BY TAK BYŁO I PSYCHOLOG TO POTWIERDZIŁ, TO JA BYM BYŁA
              SPOKOJNA I "PODDAŁA" SIĘ KOLEI RZECZY.
              A MOŻE NIE JEST TEGO PEWIEN????
              Pozdrawiam, Chalsia
              • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 08.09.03, 00:02
                No i replay z zeszłego tygodnia - jedyną rzeczą jaką mały mógł się zająć sam po
                powrocie od ojca była ciastolina. Po za tym znów:
                - szukał bliskiego kontaktu fizycznego, nawet już nie chodzenie za rączkę, ale
                NA RĄCZKACH u mamy.
                - no i za Boga, mimo iż sam wielokrotnie mówił, że chce spać i był śpiący
                (drzemka południowa), nie było mowy o tym, by go położyć do łożeczka - chciał
                leżeć ze mną na tapczanie i nie dawał mi wyjść z pokoju - rozpaczliwie ryczał,
                aż do sinienia na twarzy (dodam,że jest to ABSOLUTNIE nienormalne zachowanie,
                bo prawie NIGDY nie było z nim problemów z zasypianiem). W końcu mały w ogóle
                nie spał w południe (dopiero potem w samochodzie w czasie jazdy).

                W czasie tej sobotnio-nocnej wizyty u ojca (drugiej w ogóle u niego) miała
                miejsce nowa sprawa - mianowicie była z nimi "obecna" eksa.

                Powiedziałam eksowi jak wyglądało zasypianie małego i że uważam, że w ten
                sposób dziecko pokazuje jak stresująco nocleg u ojca i rozłaka ze mną na niego
                wpływa. I że dzieci odreagowują stres w domu. I co usłyszałam ? Że u niego jest
                spokojny, pogodny i zasypia bez problemu, a ze mną i w domu jest widocznie
                nerwowy, mało pogodny i to ja mam problemy z jego chodzeniem spać.
                Zapytałam wobec tego, to czemu, jeśli dba o dobro dziecka i uważa, że dziecko
                czuje się lepiej z nim i u niego, nie wystąpi o przyznanie mu opieki nad
                dzieckiem. "Bo nie jestem z tych co tak robią". Czemu zostawił i zostawia
                dziecko ze mną skoro z nim dziecko ma się lepiej według niego - bo mu tak
                wygodnie (to moja opinia).
                To jest jakaś paranoja !!!

                Rozstanie i to co było przez kilka miesięcy "przed" i "po" bledną wobec tego,
                co teraz jest związane z dzieckiem.
                No i dlaczego nie chce iść do psychologa dziecięcego?????

                A najgorsze jest to,że za 5 dni zbliża się następny weekend!!
                Jestem jak na olbrzymiej huśtawce - zaakceptować to, co jest w tej chwili
                (kosztem mojego dziecka, bo wciąż czuję ,że dla niego to za wcześnie na takie
                eskapady, ale mogę się mylić właśnie dlatego,że jestem samodzielną matką a w
                miłość eksa do dziecka wierzę) albo walczyć bez względu na koszty własne
                (emocjonalne i również potencjalnie bardzo duże finansowe - i nie chodzi tu o
                koszt psychologa a o inne sprawy finansowe związane z rozwodem).

                Pozdrawiam,
                Chalsia


                • mamaadama4 Re: Co byście zrobiły ....do chalsi 08.09.03, 00:08
                  Nie chce mi sie czytac od początku. Dlaczego on bierze go co tydzień? Musisz
                  się na to godzić? Pomijając wszystko, dziecko w tym wieku jest za małe na
                  nocowanie poza domem bez matki. Naprawdę musisz to robić?
                  danka
                  • chalsia Re: Co byście zrobiły ....do chalsi 08.09.03, 00:34
                    mamaadama4 napisała:

                    > Nie chce mi sie czytac od początku. Dlaczego on bierze go co tydzień? Musisz
                    > się na to godzić? Pomijając wszystko, dziecko w tym wieku jest za małe na
                    > nocowanie poza domem bez matki. Naprawdę musisz to robić?
                    > danka

                    Ja się na to NIE GODZĘ, ale nie za bardzo mam co zrobić bo:

                    1. Jesteśmy w trakcie sprawy rozwodowej = pełna władza rodzicielska obydwojga
                    (i w orzeczeniu rozwodu też tak będzie).
                    2. Jest współwłaścicielem domu, w którym mieszkam z dzieckiem = nie mogę go nie
                    wpuścić.
                    3. Proponowałam inny układ, ale nie - chce go brać co tydzień bo ma
                    takie "widzi mi się". Teraz patrz pkt 1 i 2.
                    4. Argumenty o wieku dziecka nie docierają bo on "ma inne zdanie" na ten temat.

                    Jedyne co mogę zrobić, to uciekać z domu z dzieckiem na weekendy = utrudnianie
                    kontaktów między ojcem a dzieckiem. Mogę też wnieść do sądu o ustalenie
                    kontaktów z ojcem.
                    Potencjalne konsekwencje (tylko te największe, bez wszystkich implikacji):
                    - przedłużenie sprawy rozwodowej o co najmniej 6 miesięcy (albo więcej),
                    - może w dowolnym momencie przyjechać do domu i zabrać dziecko od niani i nie
                    oddać (= długa sprawa sadowa by dziecko wróciło do mnie),
                    - wycofa się z ugody majątkowej = ja zmienię pozew o rozwód na "z orzekaniem o
                    winie" i będziemy walczyc ze sobą na wszelkich możliwych frontach (o rozwód,
                    majatek i dziecko). Ja mam dużą odporność psychiczną (dużo większą od eksa)i to
                    przeżyję. Ucierpi na tym długofalowo TYLKO I WYŁĄCZNIE dziecko (bo stosunki
                    między mną i eksem będą GRUUUUBO poniżej zera, a i w nowej rodzinie
                    eksa "obecna" może nie być happy, że takie hopsztosy - wymarzone zamążpójście
                    jej się opóźni, a partner zamiast radośnie pomagać przy ich dzieciątku będzie
                    chodził w nerwach = negatywne emocje wyleje na eksa dziecko).

                    To tak w skrócie.
                    Chętnie przyjmę pomysły.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia
                    • darcia73 Re: Co byście zrobiły ....do chalsi 08.09.03, 10:45
                      musisz isc sama z dzieckiem do psychologa i jezeli psycholog potwierdzi, ze
                      Twoj synek nie powinien nocowac poza domem, koniecznie weź te opinie i na
                      sprawie rozwodowej okaż sądowi. Najlepiej jakbys była u dwóch róznych
                      psychologów i te opinie były podobne. A teraz zostały Ci dwa m-ce do końca
                      sparwy rozwodowej i musisz coś wymyslic. Zadzwon do tesciowej i porozmawiaj z
                      nią.
                      • mikawi Re: Co byście zrobiły ....do chalsi 08.09.03, 11:11
                        popieram darcię
                        może twój maluch nie placze u taty bo sie po prostu boi płakać?
                        jestem za psychologiem i jego opinią będącą dowodem na sprawie
                      • chalsia Re: Co byście zrobiły ....do chalsi 08.09.03, 11:20
                        Niestety teściowa podziela opinię swojego syna. Skoro u ojca w domu wszystko
                        było w porzadku, to nie ma sprawy - a ja przesadzam, histeryzuję, chcę postawic
                        na swoim i robię po prostu na złość eksowi.
                        Do psychologa idę w tym tygodniu. Początkowo planowałam na pierwszą wizytę iść
                        sama, ale zmieniłam zdanie i od razu zabieram małego.
                        Dzięki za radę, żeby pójść do 2 psychologów.
                        Jedyny szkopuł techniczny - w pozwie rozwodowym nie ma nic na temat ustalania
                        kontaktów z dzieckiem, a wniesienie tego na sprawie prawdopodobnie bardzo
                        opóźni rozwód, bo pewnie bez RODK się nie obejdzie. A wszystkim (mnie, eksowi i
                        jego "obecnej") zależy na szybkim rozwodzie.

                        Pozdrawiam,
                        Chalsia
          • mikawi Re: Co byście zrobiły .... 04.09.03, 12:35
            chalsiu, ja powtórzę w zasadzie to co napisałam na początku - jestem ZA częstym
            kontaktem ojca z dzieckiem i to od małego pod warunkiem że:
            - ojciec jest odpowiedzialny i dziecko jest z nim bezpieczne
            - nie znudzi mu się bycie tatą, ale tu nalezy domniemac że nie znudzi
            - pobyty w nowym domu będą wprowadzane STOPNIOWO

            Fakt, że mały się kleił do ciebie jest raczej normalnym zjawiskiem i nie
            panikowałabym po pierwszym razie. Dla niego to tez była nowa sytuacja do której
            musi się przyzwyczaić. Zaczęłabym się niepokoić gdyby to nie mijało po jakimś
            czasie takich regularnych nocowań poza domem, bo oznaczałoby że dziecko mimo
            wszystko nie odnalazło się w nowej sytuacji.
            Zabieranie dziecka w tym wieku w piątek wieczorem jest kiepskim pomysłem i na
            to moim zdaniem nie powinnas się zgadzać, lepiej gdy mały jedzie w sobotę rano,
            bawi się w dzień u taty i dopiero w sobotę zostaje. Wieczorem dziecko w
            zasadzie "układa się" już do snu, szuka misia, itp. i pomysł robienia mu w tym
            momencie przeprowadzki do taty to absurd.
            Ale za nocowaniem w sobotę u ojca nadal jestem. Ale jak napisałam - ty
            najlepiej znasz swojego synka.
            Ja od maleńkiego nocowałam u dziadków (z racji zmianowej pracy moich rodziców)
            i kiedyś rozmawiałam o tym z mamą, mowiła że fakt, poczatki może nie były
            zachwycające ale bardzo szybko przywykłam do faktu, że nie dośc że nie w swoim
            łóżeczku to jeszcze bez mamy. W miarę upływu czasu stało się to naturalne i
            normalne, a ta babcia i dziadek byli dla mnie najukochańszą babcią i dziadkeim
            w przeciwieństwie do drugich dziadków ktorzy mnie odwiedzali co jakiś czas.
            Chalsiu - tego jestem pewna - więź zbudowana między małym a ojcem teraz, będzie
            znacznie trwalsza i mocniejsza niż gdyby była budowana później, to zaprocentuje
            na długie lata, a przecież właśnie o to chodzi. Ten okres jest po prostu nie do
            odtworzenia. Tak jak pisała badia - faceci "uczą" się bycia ojcem i im cześciej
            mają ku temu możliwość tym lepiej im to wychodzi.
            • mamaadama4 Re: Co byście zrobiły .... 08.09.03, 11:26
              Wg mnie największym zagrożeniem jest rzeczywiście to, że pod twoja nieobecność
              zabierze dziecko. Nie da się wczesniej - przed orzeczeniem rozwodu ustalić
              zakresu opieki nad dzieckiem i ustalić sądownie "widzeń"?
              Przeciągania sprawy rozwodowej bym się nie obawiała, w końcu on ma mieć drugie
              dziecko i raczej zalezy mu chyba na zakończeniu waszego związku. A co do domu,
              majątku itp., to mozna wczesniej zrobić notarialna rodzielność - u mojego męża
              tak było. Kiedy zdecydowali się na rozwód poszli do notariusza i podzielili to
              co mieli. No ale to wymaga zgody obu stron.
              No tak, bić się z nim w te piątki czy soboty przeciez nie będziesz, ale spróbuj
              troche opanowac emocje. Kiedy bierzesz go na "litość" mówiąc o tym jak dziecko
              to przeżywa, możesz nic nie wskórać. Tym bardziej, że wygląda to na rozgrywke z
              tobą, a nie na chęc bycia tatusiem. Spróbuj więc na chłodno powiedzieć mu, że
              przedstawisz całą sprawę podczas ustalania zakresu władzy rodzicielskiej i że
              p9ostarasz się o opinię psychologa. Twój spokój jest o tyle konieczny, że
              faceci z ochotą patrzą na takie miotanie się i lubię mówić wtedy cos o braku
              opanowania, histerii, niezrównoważeniu itp.
              To co piszesz o zachowaniu Małego jest niepokojące. Mój też zostanie np z
              babcią jak musi, nawet jest wtedy grzeczny, nie płacze ale potem wisi na mojej
              nodze. Nie myślę jednak, żeby było to na tyle traumatyczne przezycie aby odbiło
              się na trwałe w jego psychice, czego jak myslę się obawiasz. Jeżeli boisz się
              iśc z mężem na noże, to sporóbuj przeczekać sytuację. Jak piszesz jest szansa,
              że szybciej potoczy się sprawa rozwodowa i szybciej w ten sposób uzyskasz
              jasność sytuacji - także w sprawie widzeń ojca z synem.
              Wiem, że trudno jest opanować emocje, ale jeżeli tego nie zrobisz to on bedzie
              wiedział jak toba manipulować. Brutalna prawda.
              danka
    • badia Re: Co byście zrobiły .... 08.09.03, 11:57
      Chalsia, mnie się wydaje, że rozmawiać i dogadywać się można i trzeba, bo to
      wygodniejsze i tańsze rozwiązanie ale obie strony muszą tego chcieć. W momecie,
      kiedy Twój jeszcze nie ex stawia Cię przed faktami dokonanymi, nie liczy się z
      Twoim zdaniem, a przecież więcej wiesz o dziecku i jego odczuciach, to znaczy,
      że i tak macie wojnę. I lepiej się do tego przed samą sobą przyznać.
      Wiem, że może być Ci trudno walczyć na rozwodzie, ale przecież bardzo chziałaś
      się dogadać ale z drugiej strony jest ściana. Nie da sie gadać ze ścianą. I nie
      da sie gadać z faktami dokonanymi. Masz dwa miesiące do sprawy, to się może
      przeciągnie - o ślub jeszcze nie exa nie musisz sie martwić, skoro wojna, to
      jest to Twój mocny punkt - jemu zależy na tempie bardziej.
      Wiesz, przepraszam że się tak mocno wcinam, ale pisałam już że sama jestem po
      rozwodzie i wiem, że porozumienie jest możliwe, ale do tego potrzeba woli,
      dobrej woli dwojga stron - z wymuszeniami, faktamiu dokonanymi i nieliczeniem
      sie z Twoja osobą nie da sie rozmawiać, a trzeba walczyć, nawet jeśli ta walka
      teraz kosztuje więcej niż ustępstwo. Z ustepstwem zostaniesz na kolejne lata i
      bedziesz żyć podporządkowując się i mając świadomośc, że robisz krzywdę
      własnemu dziecku, tylko dlatego, że jego ojciec tak chce.
      Jeśli podejmiesz walkę - teraz będzie trudniej ale masz szansę wywalczyć potem
      trwałe relacje, które na prawdę (a nie fikcyjnie) bedą do zaakceptowania dla
      wszytkich stron.
      Trzymaj się ciepło.
      Buziakiwink
      • mag_p Re: Co byście zrobiły .... 08.09.03, 12:02
        podpisuje sie pod Badia. Zreszta napisalam Ci to juz na priva. Wg. mnie wojna
        sie juz zaczela...
        Bo , to ze Ty dazysz do pokojowego rozwiazania , jest chwaleben i tak trzeba -
        dopuki nie zaczyna sie stosowac podchodow i techniki czynow dokonanych.. Z tym
        trzeba walczyc.. Rzomawaic mozna z kims kto potrafi i chce rozmawiac..

        Pozdrawiam
        Mag
        • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 08.09.03, 12:35
          Tak. Wiem, że wojna już trwa. Niestety czuję się zmuszona do wejścia na drogę
          faktów dokonanych - jak tylko będę mogła, będę wybywać z małym na weekend. Do
          ostatecznej decyzji z mojej strony dojdzie po wizycie u psychologa.
          Dzięki Wam kobitki za opinie i wsparcie.
          Jestem osobą, która co do własnego postępowania dotyczącego mnie samej (i
          innych ludzi) normalnie nie potrzebuje szukania wsparcia innych, ale to jest
          dla mnie "przypadek szczególny" bo dotyczący mojego dziecka, za które ponoszę
          odpowiedzialność.
          I dzięki Waszym postom czuję, że nie wybieram błędnej drogi.

          (Choć zawsze kij ma 2 końce i to, co piszę jest moją "prawdą subiektywną". Jak
          by to eks zapodał, to pewnie wyglądało by to całkiem inaczej.)

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • badia Re: Co byście zrobiły .... 08.09.03, 13:24
            Ale w tym przypadku mocno jestem przekonana, że to nie Twój ex ma rację, co do
            tego, co dobre dla Waszego małego.
          • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 10.09.03, 12:08
            Moi rodzice usłyszeli wczoraj od eksa, że "my to się dzieckiem bawimy, a on go
            chce wychowywać".
            Wiem, powinnam takie rzeczy puszczać koło uszu, ale jakos mnie jednak krew
            zalewa.

            CDN.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
            • rzena3 Re: Co byście zrobiły .... 10.09.03, 14:20
              "WY się dzieckiem bawicie a ja chce wychowywać.." no śmieszne , zwłaszcza z ust
              kogoś kto właśnie nie chciał dać dziecku prawdziwej normalnej rodziny.
              Wywchowywać to on sobie będzie przyszłe dizecko, a tym synem może się jedynie
              zajmować i akceptować wychowywanie go przez głównie Ciebie. to z Toba mieszka,
              to ty znasz szczegóły z życia małego wzięte i to Ty głównie jesteś
              odpowiedizlna już teraz za jego zachowanie.
              A takie granie Tobie na nerwach(tak mi się wydaje) to jest właśnie zabawa,bo
              nie wydaje mi się by tak nagle zapałał miłoscią do dziecka. jeśli się dziecko
              kocha szczerą miłością to od początku do końca, począwszy od narodzin. Ale
              szanowny tatuś z tego co zrozumiałam ulokował swoje uczucia gdzie indziej,
              zamiast zająć sie dzieckeim i rodziną szukał szczęscia poza tym wszystkim. A
              teraz chce ci go podkraś jednymsłowem, choćby takimi zagrywkami .
              Podziwiam takich facetów za odwagę i dążenie do celu po zgliszczach a
              jednoczesnie mi ich żal.
              Mój syn ma 2,5 roku i od urodzin np. dzadkowie ze strony tatusia nigdy nie
              zaprosili go do sibie ( choć przez 1,5 rok użyliśmy z tatusiem), a teraz jak
              attuś u nich mieszka i ludzie śąsiedzi zaczęli się wypytywać to dziadzio razem
              z tatusiem zaczęli chcieli na siłę go zabierać di dizadka. Ale ja się nie
              zgodziłam bo dziecko to nie lalka na wystawie ze mozna je przestawiąć w
              zależności od okoliczności. Chcieli być dizadkami to od początku. Nie
              zabraniałm natomiast kontaku u mnei w domu. Tyle ze dziadzio mimo ze mieszka na
              miejscu to odwiedza małego raz na 3 miesiace. I co to za dizadzio?
              Może ja jestem uparat ale ja bymssię nigdy nei zgodziła na nocowanie u tatusia
              co tydzień. Po to ja też mam wolną sobotę i niedzile ze też bym chciał zostać
              z dzieckeim keidy mam wolne. A nie tylko na tygodniu keidy jestem zabiegana,
              zmęczona i tylk omażę zeby mały poszedł szybciej spać. To moja refleksja tylko
              Pozdrawiam Cię bo bardzo lubie twoje posty
              M.
              • chalsia Re: Co byście zrobiły .... 10.09.03, 16:02
                Miło mi Rzena.

                No ja też myślę (co zresztą juz dawno eksowi powiedziałam), że wychowywać to on
                będzie mógł swoje 2 dziecko, a z naszym - to najlepiej by było gdyby "nie
                przeszkadzał" w tym co ja robię, że powinien wspierać. Oczywiście zawsze między
                rodzicami są różnice w tym temacie.
                Ale widać jemu nie odpowiada "mój styl wychowawczy" i pewnie efekty, co jest
                tym dziwniejsze, że z synka jest bardzo dumny i się nim chwali (i, jak mówił
                opiekunce, podoba mu się, że mały jest taki jaki jest).

                I bądź tu człowieku mądry. O co temu facetowi tak naprawdę chodzi??????

                Pozdrawiam,
                Chalsia
                • mag_p Re: Co byście zrobiły .... 12.09.03, 11:40
                  Chalsia - to tak jak umnie - ja wg. eks ma zle podejsci do dzieck a, zle go
                  wychowoje itd.... , ale chwli sie nim, jaki ekstra chlopak .. wszysdzie..
                  to jak , albo zle to robie - albo dobrze....

                  Pozdrawiam
                  Mag
    • mosia.k Re: Co byście zrobiły .... 12.09.03, 11:16
      Chalsia, chyba właśnie "przerabiamy" tę samą kwestię, czyli odwiedziny ojca,
      a właściwie jego "chęć" zabierania maleństwa (rok i 9 miesięcy)ze sobą. W
      mojej opinii i odczuciu jako matki (a nie ma chyba nic silniejszego jak nasze
      uczucia i nic pewniejszego jak nasza wiedza o maluchach), dziecko w takim
      wieku nie jest jeszcze gotowe na takie formy spotkań. Nie wiem wprawdzie
      dokładnie, jak wyglądają Wasze relacje (Twoje z eks i eks z synkiem), ale
      skoro piszesz, że synek jest raczej ostrożny i nieufny, to ja nie
      ryzykowałabym takim posunięciem. W końcu po to jesteśmy, my-mamy, aby naszym
      pociechom stwarzać maksymalne poczucie bezpieczeństwa i czuwać żeby kontakty
      z ich ojcami (nieobecnymi w ich codziennym życiu) były stopniowane i
      poprawne. Ja staram się stwarzać mojej córuni i jej ojcu jak najlepszą
      atmosferę do wizyt i kontaktów ale zawsze w mojej obecności i stanowczo nie
      zgadzam się na żadne "eskapady" tatusia z dzieckiem.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka