Dodaj do ulubionych

Czy ja chcę rozwodu??

14.10.03, 14:00
Ten temat poruszyłam takze na e-mamie, gdzie dostałam wiele
odpowiedzi....może samodzielne mamy też mi coś podpowiedzą???
Jesteśmy małżeństwem od kilku lat. Mamy dwoje dzieci. W naszym wspólnym życiu
bywało różnie: non stop wzloty i upadki. Mąż od zawsze (z czasem coraz
częściej) agresywny (trudno z nim się rozmawia, od razu krzyczy i używa
przekleństw) i chamski (bardzo przykre dla mnie wyzwiska). Chciałby, zebym ze
wszytkim się z nim zgadzała, mam się go słuchać, i nie podskakiwać, bo
pożałuję. Kiedy już użyje całej swojej pomysłowości przekleństw i wyzwisk a
ja nadal nie płaczę, mówi: dzisiaj do pracki idziesz na piechotkę (jakiś czas
temu kupił mi samochód i teraz jak jestem niegrzeczna mam oddawać kluczyki i
do pracy jechać autobusem). Kiedyś podczas szczerej rozmowy stwierdził, ze
ten samochód to jego ostatnia broń. Kilkakrotnie już samochód stał pod domem,
a ja autobusem......... Zawsze obiecuję sobie, ze więcej do tego samochodu
nie wsiądę, ale....... wsiadam, bo dzieci do przedszkola, bo zimno, bo tak
wygodniej.
Jego zarzuty w stosunku do mnie: nie zajmuję się nim, „za rzadko daję mu
d...” (przepraszam, ale to jego słowa), przy dzieciach mam inne zdanie niż on
i zwracam mu uwagę. (kiedy przeklnie przy dzieciach, mówię: proszę wyrażaj
się kulturalnie. Często tez staję w obronie straszego dziecka, bo mąż
wyraźnie faworyzuje młodsze, krzywdząc w ten sposób starsze).
Aha i jeszcze: nie okazuję mu szacunku.
Teraz od 2 tygodni tylko warczymy na siebie. Po ostatniej kłótni (to On
wyzywał i krzyczał, i kazał mi się zamknąć, a ja mówiłam dalej....więc wyrwał
mi pilota i wyłączył tv, bo skoro ja go nie słucham i nie chcę się zamknąć,
to jego nie obchodzi, że ja oglądam tv) zadzwonił i zaproponował obiad. Tym
razem nie zgodziłam się. I tu już przegiełam. Od tej pory mam w domu piekło.
Jest bardzo źle........ Zapytał czy chcę rozwodu? Odpowiedziałam, ze się
zastanowię. I powiem szczerze, nie wiem???? Kiedy pomyślę, przez co
musiałabym przejść znając mściwość i złośliwość tego człowieka..... A z
drugiej strony mam dość jego wybuchowość, nieobliczalnosci, wyzwisk.....

Jestem załamana, nie wiem co robic?

„Panie Boże zmień go, albo weź go”


Obserwuj wątek
    • mag_p Re: Czy ja chcę rozwodu?? 14.10.03, 14:38
      Wydaje mi sie , ze zdna z nas nigdy nie "chcial" rozowdu.
      Rozwod jest raczej konskwencja .
      Konsekwnecja
      1. Innego podejscia do zycia
      2. innych pragnien i potrzeb
      3. Zdrady
      4. Znecanie sie
      5. ten punkt moze niektorym wyda sie dziwny - ale.. Niemoznosci bycia z kims -
      bo ten ktos rani - swiadomie - nieswiadomie - trudno orzec, ale bedac z nim i
      kochajac go czujemy sie jeszcze bardziej samotni...

      Mysle, ze rozwod jest juz aktem naszej bezradnosci - zrobilismy juz wszystko co
      nam sie wydawalo mozliwe by zmienic zwaizek - naprawic go i nie potrafimy juz
      dalej tak zyc...

      Ja to tak widze. Pytanie Czy chcesz? - dla mnie to odpowiedz czy juz jestem na
      tym etapie - ze nie potrafie , a mimo iz kocham tego czlowiek - on robi
      wszystko by przebywanie z nim sprawialo mi bol....

      Pozdrawiam
      mag

      • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu?? 14.10.03, 15:09
        mądre słowa mag. mam właśnie tak, będąc z nim czuję się samotna. chyba go
        kocham, a on robi tak, ze przebywanie z nim sprawia ogromny ból.
        Jest też tak, że wolę z nim być w stanie wojny, bo wtedy wiem, czego mogę się
        podziewac i te wszystkie wyzwiska aż tak bardzo nie bolą. Kiedy jest w miarę
        spokojnie, a on nagle zaatakuje, wtedy straszliwie mi przykro!! Ostatnio
        powiedział, żebym go nie wkurzała, bo mnie uderzy....(myślę, że wkurza go to,
        ze nie płaczę ostatnio po wyzwiskach, więc próbuje mnie jeszcze czymś nowym
        postraszyć??)
    • magania Re: Czy ja chcę rozwodu?? 14.10.03, 15:05
      Chyba juz dawno zapomnieliscie dlaczego zdecydowaliscie kiedys spedzic razem
      zycie.Wyglada na to,ze wszelki slad po milosci zaginal.Twoj maz nie ma
      szacunku do ciebie,czy chcesz tak zyc?.POwoli bedziesz tracic poczucie wlasnej
      wartosci,az w koncu pogodzisz sie z jego ponizeniami ,wyzwiskami i bedziesz
      nieszczesliwa.NIE WARTO!To jest twoje zycie,masz dzieci,masz prawo walczyc o
      lepsze zycie i o spokoj dla was.Rozwod to bardzo nieprzyjemne przerzycie,ale
      chyba lepiej pomeczyc sie 2 lata i potem miec spokoj ,niz meczyc sie cale
      zycie i pozwolic,aby on niszczyl psychicznie ciebie i dzieci.Masz szanse
      ulozyc sobie zycie na nowo,w przyszlosci.Podjecie decyzji o rozwodzie wymaga
      sily i odwagi.On nie wierzy,ze stac cie na to,pokaz mu,ze jest inaczej.Trzymaj
      sie cieplo,badz silna,bedzie dobrze!!!.A tak na marginesie-oczywiscie uwazam
      rozwod za ostatecznosc,najpierw powinno sie walczyc o zwiazek,starac
      ratowac...,ale u was chyba jest naprawde niedobrze,chyba juz nie ma co
      ratowac...?
      • mrrr Re: Czy ja chcę rozwodu?? 14.10.03, 23:57
        moim zdaniem to co tu opisujesz to jest znecanie sie psychiczne. On Ciebie
        maltretuje, zneca sie nad Tobą. Sprawia mu przyjemnosc, gdy placzesz.
        jesli on nie pojdzie na terapie, to bedzie tylko gorzej.
        a myslisz, ze zgodzi sie na terapie malzenska? On moze nie umiec inaczej ze
        wzgeldu na swoje wlasne doswiadczenia z domu,z dizecinstwa. jesli chcialby
        pomocy, a Ty go kochasz, to na pewno warto, ludzie moga sie zmienic ogromnie,
        jesli tego chca, jesli widza tego potrzebe.

        ale to co opisujesz to zgroza. czego to uczy Twoje dzieci, co to za zycie,
        patologia.
        Jesli on nie chce ratowac malzenstwa poprzez prace nad soba i nad waszym
        zwiazkiem, to skoro pytasz odpowiem- UCIEKAJ JAK NAJPREDZEJ.


    • chalsia Re: Czy ja chcę rozwodu?? 14.10.03, 23:58
      Tylko jedno Marta.
      Zanim podejmiesz decyzję "wóz albo przewóz", spróbuj namówić męża na wspólną
      terapię małżeńską / wizytę u psychologa, psychoterapeuty.
      Jeśli się zgodzi, to dobry znak, a potem się okaże.
      Jeśli nie, no to coż, możesz spróbować nakłonić go do tego jeszcze raz np. że
      jego współudział jest istotny by terapeuta mógł pomóc Tobie.
      A jeśli to "nie wyda" (albo odbyta terapia w ogóle), to ..... wtedy pozostaje
      decyzja o rozstaniu się.

      Trzymam kciuki,
      Chalsia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka