Dodaj do ulubionych

bardzo powazne pytanie

29.05.09, 21:16
Stanelam przed dosc powaznym dylematem.
Mianowicie jakis czas temu zaczelam z roznych powodow procedure ograniczania
praw rodzicielskich ojcu mojego dziecka.
Kierowalam sie wzgledami medycznymi, kontaktem z nauczycielami w przedszkolu,
paszportem (dziecko co roku na okolo 2 miesiace wyjezdza za granice) itp.

W tym momencie uklad jest troche bardziej zlozony.
Ojciec mojego dziecka od poczatku kwestionowal jego stan zdrowia. Kwestionowal
w momencie, gdy Michal mial operacje na ukald moczowy, podobnie gdy mial juz 2
zabiegi na uszy, kwestionuje gdy teraz we wtorek bedzie mial trzeci taki zabieg.
To tak naprawde pikus.

W tzw. miedzyczasie wyszlo u Miska, ze jego problemy takie czy inne to nic
innego jak Zespol Aspergera, co potwierdzilo mi wlasciwie juz 2 niezalznych
psychologow oraz neurolog. Czekam na wizyte u psychiatry dzieciecego.
Oczywiscie po raz kolejny ojciec nie widzi problemu, nie widzi objawow i w
ogole koniecznosci robienia czegokolwiek. Pani psycholog, ktora wziela nas pod
swoje skrzydla chcialaby sie spotkac z ojcem nie ma takiej szansy, bo ten..
wciaz zapracowany i ogolnie niechetny, bo po pierwsze ja robie z dziecka
kaleke, a poza tym .. dziecko jest zdrowe.

W RODK ojciec dziecka wyraznie pokazal, ze problemy dziecka to moja "sprawka",
a on chetnie bedzie uczestniczyl w leczeniu i diagnozowaniu dziecka.


Prawde mowiac w natloku zajec i roznych spraw nie zalezy mi teraz na
ograniczaniu praw, ale skoro takie jest podejsci eojca do sprawy to sama nie
wiem co powinnam zrobic.
Poradzcie. Troche sie bowiem zagubilam.
Obserwuj wątek
    • oliwija Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 08:14
      madziulec napisała:

      > Stanelam przed dosc powaznym dylematem.
      > Mianowicie jakis czas temu zaczelam z roznych powodow procedure
      ograniczania
      > praw rodzicielskich ojcu mojego dziecka.



      hmmmmm ja bym sie zastanowiła nad calkowitym odebaniem.

      > Kierowalam sie wzgledami medycznymi, kontaktem z nauczycielami w
      przedszkolu,
      > paszportem (dziecko co roku na okolo 2 miesiace wyjezdza za
      granice) itp.


      a dziecko nie ma paszportu?

      > W tym momencie uklad jest troche bardziej zlozony.
      > Ojciec mojego dziecka od poczatku kwestionowal jego stan zdrowia.
      co to znaczy kwestionował?

      >Kwestionowal
      > w momencie, gdy Michal mial operacje na ukald moczowy, podobnie
      gdy mial juz 2
      > zabiegi na uszy, kwestionuje gdy teraz we wtorek bedzie mial
      trzeci taki zabieg
      > .

      znaczy twierdził ze sobie wymyslilaś ze dziecko potrzebuje
      operacji , że to taka twoja fanaberia tak? Zaczy wymyślilaś sobie ze
      dziecko ma problemy zdrowotne i wmówilaś lekarzowi ze dzieciak
      potrzebuje operacji i lekarz oczywiścoie cie posłuchał i dla
      świetego spokoju zrobił te operacje?

      > To tak naprawde pikus.
      >
      > W tzw. miedzyczasie wyszlo u Miska, ze jego problemy takie czy
      inne to nic
      > innego jak Zespol Aspergera, co potwierdzilo mi wlasciwie juz 2
      niezalznych
      > psychologow oraz neurolog.

      nie wiem o co chodzi z tym zespołem ale nie ważne... jak
      potwierdziła to dwóch niezależnych lekarzy i dolączył sie do tego
      trzeci to to coś znacyz... no chyba ze znowu po raz kolejny zmusiłaś
      lekzry doo wydania takiej opini.
      >Czekam na wizyte u psychiatry dzieciecego.
      > Oczywiscie po raz kolejny ojciec nie widzi problemu, nie widzi
      objawow


      A ptzepraszam tatus jest moze jak welu facetów specjalista w każdej
      dziedzinie i zna sie na wszystkim?

      >i w
      > ogole koniecznosci robienia czegokolwiek. Pani psycholog, ktora
      wziela nas pod
      > swoje skrzydla chcialaby sie spotkac z ojcem nie ma takiej szansy,
      bo ten..
      > wciaz zapracowany i ogolnie niechetny, bo po pierwsze ja robie z
      dziecka
      > kaleke, a poza tym .. dziecko jest zdrowe.

      Hmmmmmmmmmmmmm moj ex tex tak gadał.
      >

      > W RODK ojciec dziecka wyraznie pokazal, ze problemy dziecka to
      moja "sprawka",
      > a on chetnie bedzie uczestniczyl w leczeniu i diagnozowaniu
      dziecka.
      czego dał dowod pokzujac ze ci nie ufa ze specjalnie robisz z
      igły widły... Gdyby nie dobro dziecka to radziłabym ci zeby oddac
      tatusiowi dziecko na kilka dni i sam by zobaczył jak to jest kiedy
      ma sie pod opieką dziecko nie wspominajac o xchorym dziecku.
      >

      > Prawde mowiac w natloku zajec i roznych spraw nie zalezy mi teraz
      na
      > ograniczaniu praw, ale skoro takie jest podejsci eojca do sprawy
      to sama nie
      > wiem co powinnam zrobic.
      > Poradzcie. Troche sie bowiem zagubilam.


      ja bym starała sie ograniczyc jego prawa w nastepnej koleności
      zabrac mu wogłoe prawa.
    • braktalentu Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 08:37
      Czy dzięki temu, że ograniczysz Exowi prawa stan zdrowia dziecka
      ulegnie poprawie? Czy ograniczenie praw wpłynie na stosunek Exa do
      sytuacji? Jeżeli nie, to po cholerę włóczyć się po sądach tracąc
      czas i pieniądze?
      Co KONKRETNIE chcesz osiągnąć ograniczając ojcu prawa, poza
      ukaraniem Go za brak zainteresowania i podważanie opinii lekarskich?

      Madziulcu, te zachowania autodestrukcyjne Twojego dziecka mogą też
      mieć źródło w Aspergerze, a nie być efektem sytuacji rodzinnej. Żyję
      z Aspergerem swoim i dwojga swoich najbliższych (bez podłoża
      genetycznego) i wiem, że można treningiem wyeliminować agresję
      skierowaną przeciwko sobie.
      • adsa_21 Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 11:04
        mi sie wydaje ze Madziulcowi chodzi o to, ze ojciec dziecka w pewnym
        sensie przeszkadza i utrudnia leczenie dziecka dodatkowo podwazajace
        opinie lekarzy na temat zdrowia chlopca. Z jakiej racji wiec ona ma
        to wszystko znosic? moim zdaniem powinnas zaczac dzialac szczegolnie
        teraz, kiedy sytuacja jest swieza.
        • ari-ola Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 11:36
          Czy ojciec poza komentowaniem przeróżnyh diagnoz lekarskich,
          kiedykolwiek:
          - sprzeciwił się jakiemuś zabiegowi, operacji - próbował do niej nie
          dopuscić?
          Czy próbował zabraniać wyjazdu dziecka? (skoro co roku jeździ na 2
          miesięca to chyba nie?
          jeśli nie, to proba ograniczenia praw jest tylko zwykłym pieniactwem
          i wynika z chęci dowalenia eksowi
          ps. jeśli trzeci raz trzeba wykonywywać dziecku zabieg na uszy, to
          może eks miał rację, że kwestionował dwa poprzednie?
          • madziulec Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 17:02
            Co roku wysluchuje, ze ogolnie to dziecko wyjezdza na za dlugo (nie ma prob
            kontaktu w ciagu tych dwoch miesiecy ze strony ojca z dzieckiem, ja mam kontakt
            codziennie, ale niestety nie widze koniecznosci podawania telefonu do mojej
            rodziny facetowi, ktory potrafil mnei nachodzic w pracy, nie mam zamiaru sie
            wstydzic za niego kolejny raz).
            Operacje wlasnie kwestionuje i nie wiem czy do niej dopusci. Mam we wtorek i
            wysluchalam, ze dziecku jest to niepotrzebne.
            Tez tak mysle, w koncu slyszy na jedno ucho, wystarczy. Prawda?

            Poprzednie dwa zabiegi na uszy daly tyle, ze "odzyskalismy" 30% slyszenia na
            elwe ucho, dzieki czemu przynajmniej jedno ucho jest zdrowe i ja uwazam, ze
            warto podjac jeszcez jedna probe, bo moze uda sie i z tym uchem.
            Ale rzeczywiscie.. mozna zostawic. W koncu tyle ludzi nie widzi, nie slyszy. Zyja.
            • ari-ola Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 20:14
              madziulec napisała:

              > Co roku wysluchuje, ze ogolnie to dziecko wyjezdza na za dlugo

              I tu bym się z nim zgodziła. Wysyłanie kilkulatka na dwa miesiące -
              to IMO zdecydowanie za długo. W dodatku jak piszesz kilkulatka z
              zaburzeniami emocjonalnymi. Musi za Wami bardzo tęsknic.

              (nie ma prob
              > kontaktu w ciagu tych dwoch miesiecy ze strony ojca z dzieckiem,
              ja mam kontakt
              > codziennie, ale niestety nie widze koniecznosci podawania telefonu
              do mojej rodziny

              Czyli jak ten jego kontakt ma wyglądać, skoro nie chcesz mu dać
              numeru do rodziny, gdzie jest dziecko? Ma przychodzić do Ciebie do
              domu, Ty wykręcasz numer i podajesz mu słuchawkę? Chore.

              • madziulec Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 21:01
                Jesli moj eks byl wyprowadzany przez ochrone u mnie w firmie, moj szef dostawal
                anonimy, sugerujace rozne rzeczy (przede wszystkim to, ze jestem nierzetelnym
                pracownikiem), moi rodzice zas nazwani byli "ci ludzie" to przepraszam.. komu
                mam podac nr telefonu do mojej rodziny?
                Do mojej babci, ktora ma 90 lat i naprawde niepotrzebne jej nerwy i cyrki, ktore
                potrafi wyczyniac moj eks.
                A moze do mojej ciotki, ktora jest tak dobra, ze oferuje 2 miesiace gratis
                wakacji dla dziecka, bo kolejne wakacje ojciec "zapomnial", ze powinien z
                dzieckiem wyjechac?

                No wybacz...
                Wlasnie chore jest podejscie, ze ja od siebie mam dawac wszystko, natomiast
                ojciec mojego dziecka dostanie wszystko na talerzyku.
      • madziulec Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 16:58
        Co ja chce osiagnac?

        Kiedys pisalam o bardzo ciekawej rzeczy, ktora przydarzyla mi sie w przedszkolu.
        Mianowicie po problemie zwiazanym z autoagresja probowalismy przyjsc do pani
        psycholog przedszkolnej.
        Coz, tata mial czas raz przyjsc. Wiecej niestety nie.
        Ja probowalam, bo ... no niewazne.
        Pani psycholog stwierdzila, ze ona nie moze rozmawiac tylko ze man, bo takie ma
        przepisy.

        Jasne, ze takich przepisow nie ma. Ale jak sobei wyobrazasz? Pisanie do
        przedszkola, ze pani psycholog odmawia kontaktu wylacnzie z jednym rodzicem??
        Dla mnie to paranoja.
        A jednak tak sie stalo i jesli mialabym sadowe ograniczenie praw rodzicielskich
        - wyjmuje klartke i mowie, ze ogolnie to mnie to nie interesuje.

        Tu chcialam podkreslic (nie w celu wybielania sie) ze o kazdej wizycie u kazdego
        lekarza oraz o kazdej diagnozie ojciec jest na biezaco informowany.
        Niestety niewiele sobei z tego robi.
        • guderianka Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 17:33
          A gdyby taka sytuacja przytrafiła się w pełnej rodzinie? Taka to
          znaczy że matka mówi/myśli co innego o stanie zdrowia dziecka a
          rodzic co innego. To co wtedy ? Też powinni sobie prawa ograniczać
          lub odbierać bo mają inne zdanie co do stanu i potrzeb dziecka?

          Nie wiem w czy mogłoby Tobie/dziecku ograniczenie praw ojcu pomóc?
          • miserl dziwne 30.05.09, 17:46
            Ty tyle chorób u dziecka diagnozujesz, a kto wie, czy Ty nie
            powinnaś być przebadana pod kątem syndromu barona Muenchhausena
            wyborcza.pl/1,75476,1775970.html
            Warto przeczytać ten artykuł
            • madziulec Re: dziwne 30.05.09, 19:29
              No tak jak napisala Oliwija wink

              Lekarze sami wystawiaja zaswiadczenie o Zespole Aspergera jakby dziecko mialo
              przeziebienie. Podobnie o niedosluchu, jakby dziecko mialo stan podgoraczkowy.


              Niektorzy jednak maja problemy.. ze soba wink
          • madziulec Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 19:27
            Guderianka..
            Wyobraz sobie wiec swoja pelna rodzine.

            I masz chorobe dziecka. Wszystko jedno jaka. Moze byc zapalenie pluc. I mowisz
            do ojca dziecka: badz tak dobry, bo dzis akurat zajmujesz sie dzieckiem i pojedz
            zrob przeswietlenie pluc.
            A ojciec stwierdza, ze on uwaza, ze dziecko jest zdrowe, wiec nie widzi sensu
            robienia rtg, nie widzi sensu podawania antybiotyku, nei widzi sensu leczenia.

            Podobny problem miala moja kolezanka ze swoja mama, starsza osoba. Osoba ta ma
            Alzheimera. Pewnego dnia pojawil sie brat tejze kolezanki, nawkladal matce do
            glowy, ze ona teraz nie powinna brac lekow (zadnych!!!), bo i tak ja Pan Bog
            uleczy...

            To bardzo trudny problem.
            Nie chodzi o odbieranie praw, ograniczanie ich, ale jednak zdrowie a czasem
            zycie drugiej osoby.
            • guderianka Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 20:07
              Madziulec
              Ale to nie ja mam sobie wyobrażać-ale Ty żeby rozwiązać swój/wasz
              problem ?

              W pełnej rodzinie nie ma sytuacji "dziś zajmujesz się dzieckiem"-bo
              ojciec codziennie i na bieżąco uczestniczy w życiu dziecka, zna jego
              reakcje na chorobę, widzi kiedy sytuacja jest poważna.
              I do tego zmierzam
              Może Twój ex tak myśli bo : a)za dobrze zna syna b)za mało zna syna
              Jesli za mało- to nie co kierować się jego zdaniem ale konsekwentnie
              leczyć dzieciaka. Jesli za dużo-zastanowić się nad jego słowami


              I jeszcze raz pytam-w czym pomoże ci-realnie- ograniczenie praw
              • madziulec Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 20:57
                Sa takie sytuacje.
                Np. matka studiuje, idzie w swoich sprawach (czasem nawet tylko do lekarza).

                Czasem nie trzeba az 2 osob, by zajmowac sie dzieckiem.


                W czym realnie? Podalam juz 1 przyklad, gdzie nie moglam doprosic sie przez
                ponad rok o cokolwiek od pani psycholog (swoja droga ciekawe, bo dziecko
                ewidentnie ma inna opinie z przedszkola, gdzi ejest problem, a pani psycholog
                nie kontaktuje sie z rodzicami), bo ta zaslaniala sie, ze nei moze rozmawiac
                tylko z 1 rodzicem.

                Paranoja. Niestety.
                Ja wtedy podkurczylam ogon pod siebie i poszlam. Poszukalam pomocy gdzie indziej.
                Ale to nei jest rozwiazanie.
                • guderianka Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 22:03
                  Madziulec!
                  No i co, że matka studiuje?
                  Oczywiście, ze nie trzeba dwóch osób ale w zdrowej rodzinie, w
                  zdrowej sytuacji oboje rodzice wiedzą o czymś tak kluczowym jak
                  zdrowie dziecka!

                  W czym realnie? Podalam juz 1 przyklad, gdzie nie moglam doprosic
                  sie przez
                  > ponad rok o cokolwiek od pani psycholog

                  To się idzie do innej pani psycholog, która nie robi problemów
                  Jedna psycholożka wiosny nie czyni-parafrazujac przysłowie

                  A poza tym-na 5lat życia Michała było więcej takich sytuacji w
                  których realnie przydałoby ci się ograniczenie czy tylko ta jedna?
        • chalsia Re: bardzo powazne pytanie 30.05.09, 22:55
          > Jasne, ze takich przepisow nie ma. Ale jak sobei wyobrazasz? Pisanie do
          > przedszkola, ze pani psycholog odmawia kontaktu wylacnzie z jednym rodzicem??
          > Dla mnie to paranoja.
          > A jednak tak sie stalo i jesli mialabym sadowe ograniczenie praw rodzicielskich
          > - wyjmuje klartke i mowie, ze ogolnie to mnie to nie interesuje.

          A dla mnie paranoją jest wytaczanie z tego powodu sprawy o ograniczenie
          kontaktów. Strzelanie z armaty do wróbla.
    • pelagaa Re: bardzo powazne pytanie 31.05.09, 16:35
      Niemalze regula jest ograniczenie praw rodzicielskiech ojcu do
      decydowania o edukacji i leczeniu, czyli jesli glownym powodem jest
      leczenie, to raczej niewiele zyskasz moim zdaniem. Zreszta w
      przypadku ojca, ktory ma z synem kontakty regularne i placi, masz
      praktycznie bliskie zeru szanse na ograniczenie mu wladzy ojcu
      swojego dziecka.
      Ja zwyczajnie przestalabym go informowac o leczeniu dziecka. Jesli i
      tak nie uczestniczy i tak nie pomaga, wiec ta wiedza mu niepotrzebna.
      Zajelabym sie leczeniem dziecka, skupilabym sie na tym. Zamknelabym
      za soba drzwi przeszlosci i przestala chciec czegokolwiek od exa,
      poza alimentami oczywiscie. Poszlabym na terapie ze soba, aby
      psycholog mi pomogl, nauczyl znowu zyc, bez exa i rozpamietywania,
      bez wpieprzania sie w jego zycie, bez niego po prostu. Znalazlabym
      sobie na poczatek dolatywacza do seksu, a potem po tarapii moze i
      kogos na stale. I to pewnie wszystkim, z dzieckiem na czele,
      wyszloby na dobre. Polecam.
      • madziulec Re: bardzo powazne pytanie 31.05.09, 18:31
        Nie umiesz odpowiedziec na pytanie, ktore zadaje.
        Bo nei zadalam pytania czy ja mam isc na terapie i sie odciac od eksa oraz czy
        mam go informowac o stanie zdrowia dziecka czy nie.

        Napisalam tylko jak sytuacja wyglada, ze nie blokuje dostepu do informacji ojcu,
        natomiast jest jak jest.

        Co zas do innych pytan rownie "dociekliwych" osob.
        Jesli dziecko przebywa w przedszkolu cos kolo 8 godzin na dobe to pierwsze
        sygnaly o pewnych neiprawidlowosciach w zdrowiu, zachowaniu powinny wlasnie
        stamtad wyplywac. Mozliwe, ze wy spedzacie w przedszkolu te 8 godzin wraz z
        dziecmi, ja nie mam czasu dzwonic, pytac codziennie, bo mija sie to z celem.
        Natomiast faktem jest, ze z przedszkola przez 2 lata nie otrzymalam informacji,
        ktore mogly byc kluczowe dla zdrowia dziecka.
        Co robie?
        Od wrzesnia dziecko zmienia przedszkole na integracyjne. A gdy powiadomilam o
        tym nauczycielke uslyszalam: to dobrze, bo pani syn nei radzi sobie w normalnym
        przedszkolu.
        Szkoda, ze zarowno psycholog przedszkolny jak i nauczyciele nie znalezli czasu
        ani mozliwosci poinformowania mnie o tym, a ja do pewnych rzeczy "dochodze" sama.

        Co do ograniczania praw, nie ograniczam wylacznie ze wzgledu na leczenie
        dziecka, przy czym jest to jeden z powodow, nie ulega watpliwosci, ze dosc
        wazny, przy czym nie najwazniejszy.
        Ciesze sie jednak, ze ktos jak zwykle nadinterpretuje wink To mile, ze lubi to
        zawsze zarzucac innym.

        Pozdrawiam mile" dociekliwe" forumowiczki, ktore nie maja pojecia co i jak, ale
        za to uwielbiaja szukac dziury w calym.
        Poszukajcie dziur w serze, bedzie prosciej wink
        • braktalentu Re: bardzo powazne pytanie 31.05.09, 20:46
          Biję się w pierś, ale naprawdę nie potrafię przyczytać ze
          zrozumieniem. I nie wiem na czym polega Twój problem. Wydawało mi
          się (wydawało, bo nie padło to wprost), że "bardzo poważne pytanie"
          dotyczyło sensu / możliwości ograniczenia praw rodzicielskich ojcu
          Twojego dziecka ze względu na Jego lekceważący stosunek do stanu
          zdrowia dziecka. Większość piszących podała argumenty, które
          przemawiały za zaniechaniem takiego działania, jako wymagającego
          zachodu i nie przynoszącego żadnych realnych korzyści. Chyba, że
          korzyścią ma być utrzymanie kontaktu z Exem za WSZELKĄ cenę np. za
          cenę spotkań w sądzie.
          Teraz okazuje się, że podważanie diagnoz lekarskich to nie jedyny
          powód do ograniczenia praw, ale o tych innych powodach nic nie
          piszesz. To czego oczekujesz Madziulcu? Że przyklaśniemy Twojej idei
          na podstawie tajemniczych powodów, bo te które podałaś są raczej
          mizerne?
          Chcesz znać opinie forumek na temat sensu / możliwości ograniczenia
          Twojemu Exowi praw, to napisz jakie argumenty zamierzasz podać w
          sądzie.
          Chyba, że tak naprawdę nasze zdanie gó... Cię obchodzi, a Tobie
          zależy na kolejnych spotkaniach z Exem, który ma Cię w odwłoku,
          lub / i przygotowujesz grunt pod kolejny post z serii "w sądzie
          siedzą debile, bo znowu uznali mnie za wariatkę".
        • pelagaa Re: bardzo powazne pytanie 01.06.09, 07:50
          > Nie umiesz odpowiedziec na pytanie, ktore zadaje.

          A jakiez dokladnie bylo to bardzo powazne pytanie? Bo ja, podobnie
          jak reszta, odczytalam je zgodnie z pierwszym postem:

          > Prawde mowiac w natloku zajec i roznych spraw nie zalezy mi teraz
          > na ograniczaniu praw, ale skoro takie jest podejsci eojca do
          > sprawy to sama nie wiem co powinnam zrobic.
          > Poradzcie. Troche sie bowiem zagubilam.

          A dociekliwa nie bylam, napisalam, co JA zrobilabym na twoim miejscu
          bedac. I nadal uwazam, ze to byloby dobre rozwiazanie rowniez dla
          ciebie.
          • to.ja.kas Re: bardzo powazne pytanie 01.06.09, 11:09
            Że Wam sie dziewczyny jeszcze chce Madziulcowi cokolwiek tłumaczyc.
            To jak walenie grochem o ścianę. Ona koniecznie chce po jakimś
            kolejnym watku o tym, że jej mąż jest niedobry bo:interesuje się/nie
            interesuje sie, jest go za duzo/jest go za mało, jest potrzebny
            dziecku/nie jest dziecku w ogole potrzebny usłyszec od Was, że
            powinna mu zabrac wszystko: dzicko, mieszkanie, do, prawa
            rodzicielskie, oskubac do cna po czym on powinien żebrac o uczucia
            jej i dziecka tylko po to by ona miała dobre samopoczucie.
            Tu nie chodzi o dziecki i slepym trzeba byc by uwierzyc w te
            wszystkie brednie jakie pisze.
            Madziulec toczy wojne od kilku lat, nieważne, ze cierpi na tym
            dziecko. Ona gotowa jest je poswiecic na ołtarzu tej wojny i jeszcze
            nie rozumie, ze w tej wojnie nie ma wygranych. Ze cene płaci syn.
            Znerwicowany, chory, ciagany w te i z powrotem , słuchający jej
            jadui jadu tatusia. I guzik prawda ze jest inaczej. Obserwuje jej
            dzieje od czasu jak urodziła syna jeszcze na Kochankach. Nic sie nie
            zmieniło. Ta wojna to jej cel. Kiedys jej eks zrozumie, ze
            najwieksza krzywde jaka moze uczynic Madziulcowi to odseparowac sie
            od syna i od niej bo dopiero wtedy ona dostanie wscieklizny...nie
            bedzie kogo kopac. Tylko nawet nie wyobrazam sobie co wtedy wymysli?
            Ja boje sie takich ludzi bo są nieobliczalni. Nie mysla. Kierują sie
            tylko i wyłacznie checia zemsty. I ja wiem, ze zemsta jest słodka,
            ale nie rozumiem ludzi ktorzy mszczac sie zapominaja ze krzywdza
            wlasne dzieci.
            Jej eksowi sąd nie zabierze praw. Spotyka sie z dzieckiem, płaci,
            interesuje sie (lae tez zle bo nie tak jak chciałaby madziulec).
            Napisze kolejny watek o tym jakie sądy sa bezmyslne i głupie.

            I nie rozumie, ze zabieranie ojcu praw tylko dlatego, ze jedna pani
            psycholog jest głupia dupą jest bez sensu.
            Ona kiedy ma fazę i jazdy nakreca sie i gadanie z nia tylko ją
            bardziej pobudza. Tu trzeba lekarza. Te steki bzdur które tworzy i
            które sie wzajemnie wykluczaja. A ojciec jest winny
            wszystkiemu...nawet niekompetencji pan opiekunek w przedszkolu,
            niekompetencji lekarzy. To ten typ mamy co "wsadzi" swoje dziecko na
            wozek inwalidzki byle tylko płakac ze jkest biedna a winny jest eks.

            Kiedyś, za pare lat dziecko jej "podziekuje" za słodkie dzieciństwo.
            I tylko szkoda, ze jej syn bedzie miał takie wspomnienia i takie
            przykłady.

            I to nie tylko wina eksa madziulec, to wina głownie Ciebie i
            atmosfery jaka wytwarzasz gdziekolwiek sie pojawisz.
            A Sądy są głupie...bo jakbym była sądem to Ciebie skierowałabym na
            leczenie, dziecko oddała pod opieke chłopu i nie pozwoliła Ci na
            kontakt poki nie przejdziesz porzadnej terapii.



            Uff i po co ja sobie urlop marnuje na ciagłe tłumaczenie tego
            samego? smile
            • pelagaa Re: bardzo powazne pytanie 01.06.09, 11:14
              > Uff i po co ja sobie urlop marnuje na ciagłe tłumaczenie tego
              > samego? smile

              Misje poczulas tongue_out
              • to.ja.kas Re: bardzo powazne pytanie 01.06.09, 11:23
                Widać tez nie jestem od tego wolna.tongue_out
                Uwielbiam Wasze wpisy. Ty, Chalsia, Braktalentu (wielki szacun)
                piszecie od lat niezmiennie madrze i gdyby Madziulec tylko zechciała
                w 1/3 zastosowac sie do Waszych rad byłaby szczesliwsza, dziecko
                mniej znerwicowane i zycie układałoby sie jej jak po maśle w
                porównaniu do tego jak zyje jej sie teraz.

                Tylko co z tego? To jak rzucanie pereł przed wieprze. Ile lat to juz
                trwa? Jesteście wariatki idealistki, ale tu chyba świata nie
                naprawicie nawet jakbyście stanęły na głowach...bo Madziulcowi nie o
                naprawe relacji i dobro dziecka idzie...wrecz przeciwnie.

                Pozdrawiam
                • madziulec Re: bardzo powazne pytanie 01.06.09, 18:00
                  Wiesz Kas...

                  Nigdy Ci tego nei powiedzialam, ale teraz Ci powiem.
                  Bo przypomnialo mi sie bedac na targu i widzac peonie.

                  A Ty jak przeczytasz nazwe peonie powinnas tez sobie co nie co przypomniec.
                  I grzecznie pojsc precz. Rozumiesz o co mi chodzi?
                  • to.ja.kas Re: bardzo powazne pytanie 02.06.09, 12:17
                    Wiem, wiem kiedys przywiozłas mi kwiaty mimo iż ...a zreszta
                    Madziulec. Właśnie dlatego na ta chwile spotkałysmy sie na gruncie
                    neutralnym. Ja boje sie takich ludzi.
                    • pelagaa Re: bardzo powazne pytanie 02.06.09, 13:29

                      > Wiem, wiem kiedys przywiozłas mi kwiaty mimo iż ..

                      O Ty niewdzieczna!!! A powinnas byc po kres zycia dluzniczka i
                      popierac i stac murem, bronic i przykaskiwac.
                      Jak Ty nic o zyciu nie wiesz...

                      > Ja boje sie takich ludzi.

                      Jak subtelnie napisane wink))
                      • to.ja.kas Re: bardzo powazne pytanie 02.06.09, 15:05
                        pelagaa napisała:
                        > O Ty niewdzieczna!!! A powinnas byc po kres zycia dluzniczka i
                        > popierac i stac murem, bronic i przykaskiwac.
                        > Jak Ty nic o zyciu nie wiesz...


                        No kurde mam taka wade Pelagaa, ze jak mi cos nie pasi to
                        mówię/pisze bez względu na sympatię, kwiaty czy zaszłości łóżkowe smile
                        czasem zdarzy się, że ktoś się pogniewa. Mój ból wink

                        > Ja boje sie takich ludzi.
                        > Jak subtelnie napisane wink))

                        Może i niesubtelnie, ale jednak boję się histerycznych reakcji nad
                        którymi ktos niepanuje, boję się tez osób które nie panują nad
                        emocjami a chęć zemsty jest jedynym ich motorem.
                        Cenie sobie spokój, no!
                        Może dlatego mimo udzielania się na forach mało udzielam sie
                        towarzysko w realu. Bo uważam, że lepiej lubić sie wirtualnie niz
                        spieprzyć fajna znajomość sklikana w necie niesnaskami z reala...a
                        moje doświadczenie i obserwacje wieloletnie róznych forów mówi, ze
                        zbyt czesto tak sie konczy. PO co ryzykować? smile
                        • pelagaa Re: bardzo powazne pytanie 03.06.09, 08:24
                          > No kurde mam taka wade Pelagaa

                          Nikt nie jest doskonaly.

                          > czasem zdarzy się, że ktoś się pogniewa. Mój ból wink

                          I tak sie zdarza wink

                          > PO co ryzykować? smile

                          Nie warto.
    • demonii.larua Re: bardzo powazne pytanie 01.06.09, 13:52
      Skoro wyjeżdża to paszport ma zdaję się - do jego wyrobienie nie potrzebujesz
      ograniczenia, w razie braku zgody ojca wystarcza jedna sprawa w sądzie. W
      kwestiach leczenia ograniczenie też Ci nic nie daje, chyba że ograniczysz w
      całości co jest równorzędne z pozbawieniem - tego nie uzyskasz (ojciec
      kontaktowy, płacący, mieszka w Polsce, nie osadzony w ZK itd.).
      Do współpracy z psychologiem nie jest potrzebny drugi rodzic - zwłaszcza taki
      który nie mieszka z dzieckiem na co dzień. Jeśli wymagają jakiegoś papiera,
      piszesz oświadczenie, że ojciec odmawia uczestnictwa w terapii i już (jeśli nie
      chcą "leczyć" dziecka, zmieniasz psychologa). Sama piszesz, że Ci nie zależy. I
      dobrze, olej to. Zajmij się sobą i dzieckiem. Naprawdę, szkoda życia na wieczne
      ciąganie się po sądach po pierdoły. A ograniczenie w tym wypadku jest pierdołą,
      bo w zasadzie niczego nie zmieni - a na pozbawienie eksa władzy nie masz szans.
    • alabama8 Re: bardzo powazne pytanie 01.06.09, 15:18
      Powinnaś przedstawić sądowi sprawę w sposób następujący:
      Poszukujesz takiego rozwiązania prawnego które pozwoli na
      kontynułowanie leczenia dziecka bez dodatkowych problemów stważanych
      przez ojca. Wikipedia świetnie rozwinęła wątek Zespołu Aspergera: np.

      "Niektórzy psychiatrzy uważają, że pacjenci mogą być odwodzeni od
      zażywania przepisanych leków przez przyjaciół lub członków rodziny z
      powodu ich niebiologicznych poglądów na zaburzenia psychiczne ..."

      ... i kilka innych cytatów które przybliżą sądowi problem oraz
      podsuną możliwe rozwiązania. Nie występujesz o ograniczenie praw ale
      o ograniczenie prawa do decydowania o leczeniu, wyjazdach
      zagraniczych, diagnostyce. Wystąp o to co ci potrzebne i wtedy nie
      wyjdziesz na zołzę tylko osobę konkretną i zdecydowaną. Skoro ojciec
      stwarza problemy to trzea kwestię załatwić raz na zawsze, bo ta
      choroba nie mija, będziecie się z nią borykać do końca życia.

      pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Aspergera
      • to.ja.kas Re: bardzo powazne pytanie 01.06.09, 15:50
        Jednym z objawów zespołu Aspergera są :"trudności w akceptowaniu
        zmian, ograniczoną elastyczność myślenia ". Madziulec wysyła swoje
        dziecko raz w roku na 2 miesiace do rodziny której malec nie zna
        praktycznie. Ale to jej decyzje. By zdiagnozować to zaburzenie czy
        jak sie nazywa zespół trzeba całej rzeszy specjalistów i masy
        badań.Trwa to czasem wiele miesięcy nawet lat. Podobno. Ja nie
        jestem psychiatrą. Jakie badania miał robione syn? Może warto
        posłuchać eksa i zaczekać z diagnozą? Wątpliwości eksa nie musza
        mieć podłoża złośliwego. Mężczyzni czasem zamykajac oczy na problem
        mysla, ze on zniknie. Ale rzeczywiście jeśli eks przeszkadza w
        leczeniu dziecka wtedy nie ma sie co zastanawiac i prawa mu
        ograniczyc. Póki co, z tego co Madziulec piszesz on nie przeszkadza,
        co najwyzej ma inna wizję leczenia i stanu syna, ale nie "staje w
        poprzek" temu co Ty uwazasz za nieodzowne robic w tym zakresie.
        Ograniczenie mu praw w żaden sposób nie zmieni mu sytuacji, a
        jeszcze bardziej zaogni sytuacje miedzy Wami. Jeśli podejrzewasz u
        dziecka zespół Aspergera to zapewnij mu spokój, spokój, spokój,
        bezpieczeństwo, przyjazną atmosfere, miłe spotkania z bliskimi i
        duuuużoooo opieki własnej i osób którym na nim zalezy. Jakoś czuję w
        kościach, ze kolejna walka z eksem w sądzie nie spowoduje, ze malec
        poczuje sie lepiej i napewno nie wpłynie korzystnie na jego stan.
        • madziulec Re: bardzo powazne pytanie 01.06.09, 18:05
          Dziecko od roku chodzi na terapie, ktora wg nauczycieli w przedszkolu daje same
          pozytywy.
          Wg psychologa, pod ktorego jestesmy opieka w tej chwili moze byc taka sytaucja,
          ze pochodzimy jeszcze rok, dwa i terapia intensywna nie bedzie potrzebna, ale
          nigdy nie bedzie tak, ze nie bedzie potrzebna w ogole (wystarczy poczytac i sie
          zapoznac z tematem a nie klepac co slina na jezyk przyniesie).

          Ojciec kwestionuje terapie jako taka, jej intensywnosc, sens chodzenia do
          lkarzy. Nie ma innego pomyslu na zdiagnozowanie dziecka, wyleczenie go (wrecz
          pewnie mysli, ze to kwestia wziecia cudownej "rozowej tabletki", ktora pomoze na
          wszystko).
          Proby ostatnie rozmow z ojcem dziecka o tym, co dziecku jest koncza sie
          stwierdzeniem:
          - nie czytalem jeszcze
          - a co ty myslisz, ze nie mam nic innego do roboty jak czytanie o tym
          - moze przeczytam przez weekend.

          A co do kolejnego klepania, ze dziecko rodziny za granica nie zna to znow sie
          mylisz. Wlasnie w zeszly poniedzialek odprowadzalismy ciotke na lotnisko wink
          • braktalentu Re: bardzo powazne pytanie 02.06.09, 08:11
            " Proby ostatnie rozmow z ojcem dziecka o tym, co dziecku jest
            koncza sie stwierdzeniem:
            - nie czytalem jeszcze
            - a co ty myslisz, ze nie mam nic innego do roboty jak czytanie o tym
            - moze przeczytam przez weekend".

            Z tego wynika, że Twój Ex nie uniemożliwia leczenia, tylko ma je
            (leczenie) w dupie, a to ogromna różnica. Ograniczenie praw niczego
            tu nie zmieni, to po co się szarpać?
            • annes67 Re: bardzo powazne pytanie 02.06.09, 09:59
              .moj ex tez nie widzi problemu w zadnym stanie chorobowym dziecka, i ma podobne
              teksty...owszem nie pomaga mi to , ale ja go juz po prostu nie informuje jesli
              nie pyta i nie jest to konieczne, wiem ,ze i tak nie pomoze. i ma teksty:" nic
              mu nie bedzie, widze ze jest ok. "
              wiekszosc faecetow nie ma wrazliwosci widzenie zmian zdrowotnych, a szcegolnie
              ci ktorzy uwazaja nas za wariatki( wiekszosc eksow) , uwazaja moze ,ze wciskamy
              dziecku chorobe.
              jesli wyraznie nie staje okoniem w drodze do leczenia,.
              .rob swoje i kochaj dziecko, i prosze nie trac sil na niesnaski z eksem . w czym
              pomoze ci to ograniczenie. i tak bedzie gadac swoje. dla dziecka ,nie tylko
              twojego, chyba wiesz doskonale ,potrzebny jest spokoj i poczucie bezpieczenstwa
              ,duzo ciepla i milosci ..sorry jesli cos oceniam, lub zle zrozumialam...mam
              nadzieje ze sobie z tym poradzisz.
              • zuza145 nic mu nie mówić 02.06.09, 18:22
                i robić swoje.
                Odseparować go od informacji- jak chce wiedzieć- niech pyta sam.
                Ktoś tutaj tak poradził.
                I dobrze moim zdaniem poradził.
                Chce dostać odpowiedż- niech spyta.
                Jak nie pyta- znaczy się nie chce i nie potrzebuje.
                Bez potrzeby mu nie mówić.
                • julianne9 Zgadzam się n/t 02.06.09, 21:20
                • chalsia Re: nic mu nie mówić 02.06.09, 22:54
                  zuza145 napisała:

                  > Chce dostać odpowiedż- niech spyta.
                  > Jak nie pyta- znaczy się nie chce i nie potrzebuje.
                  > Bez potrzeby mu nie mówić.

                  amen.
                  Ja tak robię od dawna i polecam od dawna. Kłopot z głowy i nerwów zero. I nie
                  trzeba wtedy wszczynać burzy w szklance wody w postaci spraw sadowych o
                  ograniczenie.
    • mamakrzysia4 Re: bardzo powazne pytanie 02.06.09, 21:07
      ja bym chyba sobie odpuściła i olała faceta po co Ci jeszcze jednen
      kłopot. Najważniejszy jest Twoj synek i najbardziej potrzebuje teraz
      mamy.

      Przytulam
    • julianne9 Re: bardzo powazne pytanie 02.06.09, 21:25
      Napisałaś :
      Tu chcialam podkreslic (nie w celu wybielania sie) ze o kazdej wizycie u
      kazdego
      lekarza oraz o kazdej diagnozie ojciec jest na biezaco informowany.
      Niestety niewiele sobei z tego robi.

      Jeżeli facet ma gdzieś dziecko, jego zdrowie,życie to może dobrym pomysłem
      będzie odebranie mu praw rodzicielskich i raz na zawsze zakończenie tej sprawy i
      zaczęcia nowego życia.
    • madziulec No to klops 02.06.09, 21:29
      Nie czytam, bo nie za bardzo mam czas na przeczytanie wypowiedzi.

      Jako informacje dla niedowiarkow:

      dzis rano ojciec mial byc u lekarza (wydzwanial od 8 rano, ze juz czeka, choc
      mielismy byc o 9:30). Odebral wyniki badan krwi, ktore byly potrzebne do
      wykonania zabiegu.

      Gdy sie zjawilismy po ojcu ni sladu, po badaniach takze nie. Na moje pytanie w
      jaki sposob moge je dostac, bo sa ZARAZ potrzebne: "wysle ci je poczta".


      Nie mam ochoty udowadniac, kto komu i co robi na zlosc.
      Na szczescie u lekarza byly wyniki ze stycznia i uwierzyl, ze teraz robione sa
      ok. I na szczescie nic sie nie stalo.


      Tatus jak widac stanal na wysokosci zadania i pokazal, ze nie na reke mu
      operacja dziecka.
      • zuza145 Re: No to klops 02.06.09, 21:47
        to jest dowód na poparcie teorii- nie mówić mu.
        Byś przyjechała sama, odebrała i sprawę do przodu pchnęła.

        Na ciorta ci opowiadanie mu o twoich i małego problemach?
        To jest błąd- przestań go zawiadamiać.
        A z odebraniem praw- jak z każdą sprawą w sądzie- należy się
        przygotować- pierwsze pytanie sędziego- z jakiego powodu- i wczym
        działanie lub brak "akcji ze strony ojca przeszkadza.
        Czy krzywdzi dziecko- i zapewne pytając o to drugie sędzia pomyśli o
        widzeniach z dzieckiem.
        Na nic tłumaczenia że terminów ie trzyma- kontak to kontakt.
        Gó... zawsze śmierdzi- ale jak już trzeba je uprzątnąc- to trzeba
        się przygotwać do sprzątania- aby nie upaprać siebie.

        Olać- nie informować.
        Jeden kłopot mniej.
      • chalsia Re: No to klops 02.06.09, 22:55
        > Na szczescie u lekarza byly wyniki ze stycznia i uwierzyl, ze teraz robione sa
        > ok. I na szczescie nic sie nie stalo.

        przecież nie widziałaś wyników, więc skąd wiedziałas jakie są?
        Oszukalaś lekarza by dziecko poszło na zabieg?
        A nawet jesli nie - to tak to wygląda.
      • demonii.larua Re: No to klops 03.06.09, 08:36
        A po co w ogóle go fatygowałaś? big_grin
      • bella_wera Re: No to klops 03.06.09, 08:54
        > Nie czytam, bo nie za bardzo mam czas na przeczytanie wypowiedzi.
        To po co pytasz i prosisz o rade?
        Ewidentnie widać że nie jesteś zainteresowana poznaniem
        jakiejkolwiek rady.
    • kajda28 a ja mam ten sam problem, tylko odwrotnie 03.06.09, 09:25
      No może jeszcze nie mam, ale mogę mieć.
      Moja młoda ma podejrzenie padaczki, ale ze względu
      na to że nie ma żadnych ataków, utrat świadomości, drgawek, lekarz
      stwierdził że to zwężenia naczyń krwionośnych w mózgu i niedługo
      będzie chciał odstawić lek- typowo przeciwpadaczkowy, po którym
      jednak napady pieczenia z tyłu głowy wyraźnie zmalały i nie są już
      tak bolesne.
      Wczoraj gadałam z eksem i on twierdzi że młoda drga w czasie snu, i
      coś ma z oczami- ale nie umiał tego wytłumaczyć- i że to jest typowo
      padaczkowe. Czy ja mogę tego nie widzieć? !!! Nic nie zauważyłam, i
      dalej nie widzę. Boję się że jak on z nią pojedzie do lekarza i to
      powie to leczenie będzie miało inny przebieg, a wiadomo że te leki
      nie są obojętne dla zdrowia.
      Poobserwuję ją bardziej. Ale wydaje mi się że nie mogłaby tego
      zauważyć.
      Co mogę zrobić? Chyba tylko pojechać razem z nim do lekarza i
      powiedzieć co ja widzę i że nie widzę tego co mówi eks. I tu pojawia
      się mały problem bo z eksem raczej unikamy wspólnych wyjść, chociaż
      mamy bardzo poprawne stosunki. Ale w tym wypadku chyba trzeba
      będzie. Będzie też trzeba wytłumaczyć p. doktor że nie jesteśmy
      razem itp.
      • chalsia Re: a ja mam ten sam problem, tylko odwrotnie 03.06.09, 09:35
        > Wczoraj gadałam z eksem i on twierdzi że młoda drga w czasie snu,
        i
        > coś ma z oczami- ale nie umiał tego wytłumaczyć- i że to jest
        typowo
        > padaczkowe.

        po pierwsze sprawdź czy eks wie, że drgania w czasie snu oraz ruchy
        gałek ocznych w czasie fazy snu REM są normalne. Eks musi najpierw
        widzieć jak wygląda "norma" snu by określić, że to co zaobserowował
        normą juz nie jest.
        A po drugie - zamiast spierać się eksem w tej kwestii lepiej będzie
        jak obydwoje będziecie solidarnie naciskali na lekarza, by
        skierował córkę na badanie EEG, które dośc jednoznacznie
        potwierdza/wyklucza padaczkę. Jesli nie będzie padaczki - odtsawić
        leki p/padaczkowe można ale znależałoby tez zrobić tomografię
        komputerową.
        • kajda28 Re: a ja mam ten sam problem, tylko odwrotnie 03.06.09, 09:51
          Młoda miała we wrześniu robione EEG, które niebyły jednoznaczne, ale
          właśnie po tych badaniach dostała lek przeciwpadaczkowy- lekarz
          stwierdził wtedy że na 50 % jest to padaczka. W tej chwili wyklucza
          ją całkowicie- lekarz, podobno, najlepszy w moim rejonie.
          Dlatego chcielibyśmy aby inny neurolog wypowiedział się w tej
          sprawie. I z tego co widzę to będziemy musieli udać się tam razem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka