Od czego zaczac?

01.01.04, 13:02
Cześć! Opowiem wam moją historię, którą pisze samo życie. Jestem siedem
lat po ślubie i wydawało się, że nie jest tak źle, aż do roku 2002.
5.01.2002 umiera moja prawie czteroletnia córka ( zabrakło mojej Martusi
równe 2 miesiące ). Jednego dnia miała biegunkę, a na drugi dzień zmarła w
szpitalu. Dziecko, które nigdy nie chorowało, okaz zdrowia,
inteligenji,urody zgasło tak szybko, że nawet się z nią nie pożegnałam ( mąż
był przy niej ja zostałam w domu z dwuletnią drugą córką). Myślałam że nie
dam rady wyjść z tego. Po dwóch miesiącach okazało się, że jestem w ciąży z
bliźniakami. Ta ciąża dala mi nowe siły, gdyż była pocieszeniem zesłanym od
mojego Aniołka w niebie. Maż w tym czasie był na półrocznym kursie w Lodzi.
Przyjeżdżał do nas, ale to nie było to samo, co być razem. Bliźniaki
urodziły się 03.10.2002 córka Paulina (3 kg) i syn Michał (3,3 kg). W tym
czasie mąż szykował nam mieszkanie w Gdyni, gdzie mieliśmy zamieszkać na
stale ( mąż jako wojskowy tam dostał przydział). Kiedy dzieci trochę
podrosły przyjechaliśmy do naszego nowego domu. I myślałam, że to już koniec
naszych kłopotów, że teraz może być tylko lepiej. Jakie było moje
zaskoczenie, gdy mąż powiedział mi na początku czerwca, że odchodzi, bo ma
kogoś i się zakochał?!!!!!!!! Poznał w Lodzi 38 letnią rozwódkę ( ja mam 32
mąż 30 lat), która ma 17 letniego syna i jest 2 lata po rozwodzie. Wszyscy
prosili go, aby nie odchodził, ale był twardy, nieugięty,nie usłyszałam
nawet przepraszam. Minęło pól roku a ja nie umiem zrozumieć, dlaczego?
Powiedział, że śmierć Martusi go oddaliła ode mnie. Co mam robić czekać, że
zrozumie, co jest ważne, a może ona go zostawi ( może odległość, jaka ich
dzieli zacznie komuś przeszkadzać?.) Nie mogę jeszcze wrócić do pracy, bo
maluchy jeszcze są za małe. Jestem kompletnie rozbita nie umiem się już
śmiać, nie umiem wyrzucić go ze swojego życia tak łatwo jak on. A czym
kierowała się tamta kobieta- Małgorzata, która znała naszą sytuacje ( śmierć
dziecka, moja ciąża), czy można być szczęśliwym krzywdząc tyle ludzi, a
zwłaszcza dzieci? Może znacie sposób na moje zmartwienia? Zawsze wydawało mi
się, ze bycie dobrym czlowiekim popłaca, ale teraz mam wątpliwości. Każdy
dzień to koszmar tego, co się stało, a ja chwilami nie mam już siły na nowe
kłopoty. Mam nadzieje, ze jemu tez któregoś dnia świat zwali się na głowę.
Za każdy sposób na przetrzymanie moich kłopotów będę bardzo wdzięczna.
Wszystkim samotnym, porzuconym matkom, żonom życzę, aby ten rok był pełen
słońca i sukcesów osobistych.
    • natacha Re: Od czego zaczac? 01.01.04, 13:15
      witam..czytam Twój post..i zastanawiam sie ile człowiek moze znieść?widząc po
      Twoim przykładzie bardzo wiele...nie moge nic doradzic..bo nie mam az takiego
      bagazu doświadczen(jestem tylko samotną matką która pogodziła sie już z tym
      stanem rzeczy)..Moge Ci tylko zyczyć by ten rok był lepszy..dla Ciebie i
      Dzieciaków..życze Ci tego z całego serca w końcu te nasze cierpienia mniejsze i
      wieksze mają jakis sens..tylko jaki?
      pozdrawiam natacha mama mantika
      • pokusa6 Re: Od czego zaczac? 01.01.04, 13:49
        wiesz? najgorsze jest to ze nic nie zapowiada tragedi.niemorzemy się
        przygotowac na to zlo.ja dochodze do wniosku ze na tym swiecie jest coraz mniej
        sprawiedliwosci i milosc.takiej prawdziwej męsko damskiej.tylko swoje dzieci
        kochamy na zawsze...nie no nie muwie o wszystkich ale dobija mnie to
        wszystko.ja od wczoraj chyba zostalam sama.i jakos to do mnie diszlo jeszcze.
    • hopeful Re: Od czego zaczac? 01.01.04, 14:05
      Moja kochana,
      Cóz Ci mogę radzić ? Ogrom Twojego nieszczęścia przytłacza. Właściwie
      największa tragedia to smierć Twojej Martusi.
      Słuchaj, wytłumacz to sobie tak : Martusia zesłała Ci z nieba dwoje innych
      dzieciaczków na pocieszenie, więc starała się jakos zrekompensować swoje
      odejście w dwójnasób. Co do męża i jego odejscia to prawdopodobnie nie może
      znieść tragedii, która Was spotkała i może Ty i dzieci przypominacie mu o tym.
      Może po prosu jest w jakimś szoku i myli się, że się zakochał. Słuchaj, może on
      powinien zasięgnąć porady psychologa? Rozmawiałaś z nim o tym?
      Cóż moge Ci radzić?
      Ciesz si e dzieciaczkami, one Ci wynagrodzą, co do męża,to nie wiem, wg mojej
      intuicji, wkrótce będzie Cię błagał o przebaczenie, bo poczuje wokół siebie
      ogromną pustkę i wyrzuty sumienia. Jeśli możesz to staraj sie nie myśleć za
      dużo o tym, nie zadawaj sobie już pytań bez odpowiedzi. Myśl pozytywnie.
      Dużo zostało Co odebrane ale dużo też od losu dostałaś. Czasami rzeczy nie są
      takie jak sie wydają.
      Bardzo Cie ściskam.
      Tak bardzo chciałabym Cię pocieszyć.
      Ja czasami mam takie przczucia - w Twoim przypadku czuje że bedziesz jeszcze
      szczęśliwa...
    • haribo Re: Od czego zaczac? 01.01.04, 14:25
      Witaj!!! A jednak reguła się powtarza, że zawodowi wojskowi to kawały sk...ów.
      Mój (już w tej chwili eks) też pracuje w tej nazwijmy to "branży". Jak tylko
      pojawiały się kłopoty, jak tylko mógł gdzieś na czymś skorzystać, kogoś
      wykorzystać lub jak ktoś zaczynał mu po palcu w d... wchodzić - uciekał.
      Uciekał ode mnie, od naszych problemów, od naszych radości, a potem uciekł od
      naszego jeszcze nienarodzonego dziecka (byłam w 8 tygodniu). Uciekał tam gdzie
      było w danym momencie wygodniej, bezproblemowo, beztrosko... Nie wiem co Ci
      poradzić, ale chcę abyś wiedziała, że nie jesteś sama. Masz trójeczkę
      kochających dzieciaczków, no i masz nasze forum. Ja również mam nadzieję, że
      mojemu eks los odpłaci się za mnie i za nasze??? dziecko. Piszę nasze???, ale
      myślę moje. On tylko pomógł mi je spłodzić i tyle.....
      Pozdrawiam Was gorąco i życzę, aby ten rok był rokiem szczęścia, miłych
      niespodzianek, aby wszystko się wyjaśniło, a Wasz Aniołeczek by zadbał, aby
      zabrakło w Waszym życiu złych chwil.

      Kasia - 9 dni przed porodem.

      P.S. I pamiętaj każdy z nas tutaj na Ziemi jest tylko gościem, który do
      spełnienia ma pewną misję. Najwidoczniej misja Twojej Martuni dobiegła końca i
      musiała wracać, ale ona nadal Was bardzo kocha. Aby to zrozumieć polecam
      książę Danille Steel "Podarunek".
    • madzik78 Re: Od czego zaczac? 01.01.04, 15:39
      Witaj..Twoja historia troche mnie zmartwila,ile to rzeczy spada na nas
      nispodziewanie.Czytajac poczatek myslalam sobie,ze dzieki Bogu jestes w tej
      tragedii z kims kto cie wspiera ale niestety..Wiesz mowi sie ze wszystko co
      nas spotyka dzieje sie po cos tylko czsami jest nam trudno uwierzyc po co?
      znalezc w tym sens..Niewyobrazam sobie straty dziecka choc dopiero na nie
      czekam ale jestem pewna ze nie ma wiekszego bolu..ale musisz wytrwac bo masz 3
      dzieciaczkow,ktore jestem pewna kazdym usmiechem daja Ci sile na nastepny
      dzien..Co do twojego meza to brak mi slow,dlaczego te chamy mysla tylko o
      sobie,bo nie mogl zniesc cierpienia?a co ty masz powiedziec?To Ty urodzilas
      wasza coreczke,to ty ja nosilas 9 mcy..On poprostu nie mogl tego zniesc a ty
      musisz..Szkoda ze tak latwo zapomnial o innych dzieciach przeciez to tez jego
      i tak samo go potrzebuja!A ty jeszcze bardziej..Ciezko mi tez zrozumiec
      kobiete,ktora decyduje sie na zwiazek z kims kto porzucil malenkie
      dzieci..Skad sie biara Ci ludzie bez uczuc?..Mam tylko nadzieje ze masz w okol
      siebie zyczliwe ci osoby bo zawsze jest choc troche latwiej jesli ktos Cie
      wyslucha,zrozumie..Rozumiem Cie doskonale,ze zyczysz mi zeby jemu tez sie
      zwalilo na glowe bo ja zycze mu tego samego..Moze wtedy zrozumialby ile
      krzywdy Wam wyrzadzil..Choc czy to pocieszajace,niewiem..Mocno cie pozdrawiam
      i pamietaj musisz sie trzymac dla ciebie i dla Twoich pociech,im i tak pewnie
      jest ciezko bez ojca..
    • solo011 Re: Od czego zaczac? 02.01.04, 11:31
      Droga Twins, niestety ja również wiem, co to znaczy, gdy niebo spada na głowę.
      Moje pierwsze dziecko zmarło, gdy miało 2 miesiące. Po jego śmierci, nic nie
      było już takie samo. Mój aniołek zesłał mi drugie, zupełnie nieplanowane
      dziecko. Miesiąc po jego 4 urodzinach, zupełnie nagle zmarł mój mąż. Od 2 lat
      jestem samodzielną mamą, wiem co to rozpacz, ból i poczucie bezsilności.
      Z perpektywy moich doświadczeń, radzę ci abyś nie koncentrowała się na
      nienawiści do męża. Życzenie mu wszystkiego najgorszego, to utrata drogocennej
      energii. Wiele małżeństw rozpada się po utracie dziecka.Wielu facetów nie wie,
      co to odpowiedzialność czy poczucie przyzwoitości. Wystarczy poczytać to forum.
      Skup się na codziennych obowiązkach, tak aby każdy dzień minął w jak najlepszej
      harmonii. Dzieci muszą mieć poczucie bezpieczeństwa. Ważna też jest przyjazna
      obecność członków rodziny i przyjaciół. Nie izoluj się, nie zamykaj w swoim
      nieszczęściu. Znajdziesz w sobie siłę do przetrwania i wyjdziesz z tej próby
      silniejsza - to jedyna pociecha. Pozdrawiam ciepło.
    • twins-pm Re: Od czego zaczac? 02.01.04, 21:48
      Z moim mężem rozmawiała cala rodzina na temat psychologa, ale on uważa, ze to
      mu nie jest potrzebne. Nasza córka Weronika po śmierci Martusi korzystała z
      konsultacji psychologa dziecięcego. Wówczas padła opinia, ze dziecko
      potrzebuje stabilizacji i bliskości ojca ( w 2002 roku zmieniałam miejsce
      zamieszkania 8 razy-każdy chciał nas przygarnąć i pocieszyć po stracie Marty)
      i ze przede wszystkim to my powinniśmy skorzystać z takiej pomocy. Mój maż
      stwierdził wówczas ze głupi nie jest i nie będzie chodził po żadnych
      psychologach. Jak widać nie przejął się tym zbytnio bo potrafił chodzić na
      imprezy, tańczyć i wytańczył sobie obecna kochankę. Potrzeby dziecka jego
      większe zaangażowanie w jej wychowanie zupełnie pominął. Weronika znowu
      trafiła do psychologa i niestety potrzebuje pomocy, ale ja tez jej potrzebuje
      i tez musze z niej skorzystać. Nie skupiam się na nienawiści do męża, bo
      jeszcze mam problem z określeniem uczuć do niego. Boli najbardziej ze
      ten „najbliższy” człowiek zdeptał moje uczucia-milosc, oddanie, poświecenie,
      rezygnacja z pracy, z bliskości rodzinny (przez 5 lat mieszkałam w Darłowie
      nad morzem teraz pod Warszawa u rodziców). Czy druga osoba może aż tak
      uzależnić ze człowiek nie widzi wyrządzonej krzywdy najbliższym? Jego rodzice,
      siostra, dalsza rodzina zerwali z nim kontakt, nie ma nikogo czy to cos da lub
      zmieni? Pozdrawiam Marza.
Pełna wersja