Mój niespełna 2-miesięczny synek bardzo dużo płacze. To trwa w zasadzie od
kiedy tylko wyszliśmy ze szpitala, ale mam wrażenie że jest coraz gorzej.
Jak miał 3 tygodnie pojawiły się kolki. Ma je niemal codziennie od ok. 18-19
przez 2-3 godziny - do tej pory nie znaleźliśmy skutecznego środka.
Jeszcze do niedawna normą było, że ok. godz. 6 budził się i nie chciał już
leżeć, nie ma to tamto, musiałam wstawać i go nosić, bo strasznie płakał. Ale
od tygodnia doszła jeszcze nowa opcja - od 4 w nocy ma potworne gazy - płacze
i puszcza dużą ilość bąków. To trwa codziennie kilka godzin, a dziś np. z
niewielkimi przerwami płakał do godz. 12:00! Nie muszę mówić, że oczy mam już
na zapałki.
Do tego ma problem z ulewaniami. Ulewa bardzo obficie, czasem nawet 10 razy po
jednym posiłku (karmię piersią). Czasami jak mu się uleje długo po zjedzeniu,
to mu te kwasy w buzi przeszkadzają, no i wtedy oczywiście płacze. Podczas
przewijania płacze, bo jak leży na płasko, to mu jedzenie do buzi podchodzi,
ulewa i zalewa się cały

Tak więc generalnie jak nie śpi to płacze. Rzadko się zdarza, żeby leżał sobie
grzecznie albo siedział w leżaczku i nie płakał.
Byliśmy na USG brzuszka - podobno wszystko w porządku. Nie ma odparzeń,
pieluszkę zmieniam, nie krzyczę na niego. Co do jedzenia, nie jem niczego, co
mogłoby powodować wzdęcia i kolki, a przynajmniej tak mi się wydaje.
Pewnie mi nie pomożecie, ale chociaż pocieszcie. Czy Wasze dzieci też tak
miały, czy moje jest wyjątkowe?