hoop_cola
06.11.09, 17:39
powoli mija 90 min jak usypiam moje dziecko (prawie 4 m.).
o 16.00 był pierwszy ziew, połozyłam małą do łózeczka, przykryłam kocykiem, dałam maskotkę - bawiła sie chwilę jeszcze, po czym zaczeła stekać i juz ponad godzine wyje - inaczej napisac nie mogę. nie mam siły juz przy niej siedzieć - dałam rade 90 min. skonczyła mi sie cierpliwośc i moj spokój tez gdzies odleciał - musiałam wyjsc z pokoju (tak - własnie daję jej sie wypłakać)
nie mam pomysłu co robic. juz nie mam. wyjecie z łozeczka odcina płacz w sekunde i dziecko wygląda jakby nigdy nie płakało. połozenie - bajka od nowa - wyjmowałam 100 razy, tyle samo wkładalam. pierwszy raz złamałam sie - dałam smoka - nie chciała. szyszanie, masowanie głowki, brzuszka - nic nie daje, pokój ciemny, przewietrzony.
nie jest głodna, ma sucho, nie ma złego dnia (od 13 do 15 spała na spacerze na dworzu, po czym super sie bawiła)
co ja mam jeszcze zrobić. mam ją zostawić i dac szanse zasniecia? (wątpie zeby sie udało) wyjąć??
zaraz oszaleję...