marzeniee22
30.03.10, 20:57
Maly ma juz ponad 7 miesiecy, a ja coraz bardziej widze u siebie
jakas panike narastajaca z nim zwiazana. Np. powinnam dawac mu juz
chrupki do raczki, ale boje sie , ze sie zakrztusi mimo, ze ciagle
go pilnuje. To samo z innymi rzeczami typu biszkopt, marchewka
(nieugotowana). Jak zje chrupka to koncowke mu zabieram, bo boje
sie, ze gdzies mu tam wpadnie. Poza tym zaczelam podawac mu sloiczki
od 7 miesiaca, ale on nie chce jesc jarzyn i wypluwa nawet starte
jablko, bo nie zna takiego "grubszego" pokarmu. Nie chce sie
spotykac z kolezanka, ktora ma 2 dieci, bo martwie sie, ze cos
zlapie (np. przeziebienie- juz raz tak bylo i sie zrazilam). Wiem,
ze to normalne, ze dzieci choruja, ale nie poradze nic na to. W
domu, nie mam tak, ze ciagle wszystko sterylizuje, bo Mlody ciagle
na podlodze, a zabawki razem z nim. Jednak kazdy musi umyc rece
zanim go wezmie po przyjsciu z zewnatrz. Jak kogos nie uprzedze o
tym to ciagle o tym mysle i jak juz znajomi pojda to zaraz ide myc
mu raczki. Strasznie mnie to meczy. Jednak najgorzej z tym
jedzeniem. Synek nie ma jeszcze ani jednego zabka, wiem, ze nic nie
odgryzie. Poza tym jak usadzam go na ziemi bez oparcia to sam sie
czasem przewraca, a ja juz go lapie. Powiniem sam sie nauczyc, ze
musi uwazac, ale ja nie umiem wcielic tego w zycie. Boje sie, ze
kiedys mu zaszkodze ta troskliwoscia. Jak sobie z tym poradzic? Czy
ktoras tez tak ma? Sorry za chaotyczne pismo, ale mam syka na
kolanach i musze szybko pisac.