nowako-wa
11.04.10, 17:04
Bardzo się cieszę ze jest takie forum i ze je znalazłam...
mam 3 tyg Julkę i karmię tylko odciąganym , a to moja historia króciutko...
17 lat temu rodziłam syna- w szpitalu darł się w niebogłosy bo głodny a mleka
nie było- dopajano go a ja dostałam zastojów- masowanie i ściąganie zółtej
siary przez pielęgniarki do zlewu...wtedy nie wiedziałam ze istnieje coś
takiego jak laktator- więc musiałam w domu dokarmiać bo mleka było mało i
laktacja zanikała- starczało na mieszane karmienia do 3 miesiaca...
Rok temu urodziłam przedwcześnie w 24 tc- synek z wagą 600g żył - jedyne co
mogłam zrobić to zadbać o mleczko dla niego. Absolutnie nic nie chciało lecieć
ale katowałam piersi metodą 7-5-3 min i o dziwo mleko sę pojawiło , stopniowo
coraz więcej...niestety dziecko zmarło w 12 dobie , zatrzymywałam laktację
bromergonem.
To dświadczenie nauczyło mnie że posiadanie mleka to kwestia chcenia i uporu...
Kiedy 3 tygodnie temu rodziłam wydawało i sie że jestem świetnie przygotowana
do karmienia piersią - na którym zresztą bardzo mi zależało.
Ale los znów chciał inaczej- mała nie chciała ssać- zgłaszałam problemy na
oddziale , w koncu w 2 dobie ją dopoili- uznałam że w domu sobie z nią
poradzę...noc, dzień przystawianie, próbowałam nakładek, nie dopajałam żeby ją
głodem "zmusić " do ssania- zaczęło sie błędne koło- ona nie jadła, nie
wydalała smółki która zalegając podwyższyła birbulinę i kiedy w 5 dobie
zobaczyłam ze przez noc nie zmoczyła pieluszki pojechałam do szpitala. Pech
chciał żeby dzień wcześniej zepsół mi się elektryczny laktator, a nie
pomyślałam żeby rozmasować i ściągnąć ręcznie...efekt? Cycki jak kamienie i
odwodnione dziecko z żółtaczką i tydzień z dzieckiem na oddziale dziecięcym z
chorymi ...Ledwo uratowałam laktację-3 dni katuszy, masowań, obkładania
kapustą ...i codziennie więcej ściąganego mleka...
Mała przez żółtaczkę nie miała apetytu i po prostu nie mogła ściągnąc ze mnie
mleka. Próby karmienia piersią spełzły na niczym - pozostało mi karmienie
odciąganym....albo sztucznym.Do tego Julka nie była łakomczuchem lecz
dzieckiem bardzo apatycznym - po 2,5 tyg waga nadal stała na wyjściowej...
Do tego ze szpitala przywlokłyśmy infekcję - katar i kaszel, jest na
antybiotyku...przez to też był problem wlać w nią butelkę. Karmię TT w
nadzieji że przyjmie pierś, bo jednak odciąganie długo schodzi ale pomału
odpuszczam. Przy kolejnej próbie przystawienia- pogryzła tak brodawkę( bo albo
się bawi piersią i memla albo złości i gryzie) że podeszła mi ropą ,
napęczniała - ból straszny i przy ściąganiu leciało mleko z krwią- musiałam
przez jedną dobę zrezygnować z odciągania jedynie upuszczać ile się da
ręcznie....Do tej pory mam mniej mleka w tej piersi...
więc moja laktacja była okupiona sporym wysiłkiem...
Najważniejsze że mleczko jest, ale mam parę pytań do doświadczonych mam....
- jeśli teraz ściągam 6-8 razy na dobę około 700ml dziennie, to jest na jedno
ścągnięcie z obu piersi: 90-160ml mleka wystarcza dla małej i mogę jeszcze coś
zamrozić....czy laktacja będzie się jeszcze zwiększać ?
- i ile zjadają wasze dzieci w pózniejszym czasie? ile razy dziennie jedzą i
jakie duże porcje? I czy wystarcza wam waszego mleka do 6 miesiąca , czy
musicie dokarmiać?
- i od kiedy można zacząć ściągać rzadziej? i czy rzadsze ściąganie nie
powoduje zmniejszenia produkcji?
Ściągam medelą mini electric- dzięki regulacji mocy ssania jest dośc efektywna
- max 20 min zajmuje mi dokładne "obdojenie"...
od prawie tygodnia Julka zacz e la chętniej jeść- dzięki butelce TT
nie je łapczywie i narazie nie mam problemu z kolkami i wzdęciami co było
zmorą przy 1 synu...
Miało być krótko, przepraszam że sie tak rozpisałam....