Cześć dziewczyny (i chłopaki?)

Jestem mamą niespełna trzymiesięcznego chłopca, który po prostu UWIELBIA leżeć
w leżaczku-bujaczku. Kiedy był malutki, położna zaleciła kłaść go w nim po
jedzeniu, bo miał problemy z ulewaniem. Tak się przyzwyczaił do tej rozrywki,
że bardzo wcześnie zaczął wyciągać rączki do zabawek, ciągnąć za nie, a nawet
(o zgrozo, bo to chyba w tym wieku ma zły wpływ na kręgosłup), podnosić lekko
do siedzenia na rękach. Ale - jak wiadomo - wszystko ma swoje plusy i minusy.
W pewnym momencie drastycznie ograniczyliśmy synkowi siedzenie w bujaczku (w
którym potrafił zająć się sam sobą nawet i godzinę, półtorej!), bo doszliśmy
do wniosku, że przez to nie rozwija się odpowiednio szybko leżąc. Od
koleżanki, które ma o dwa tygodnie starszą córeczkę wiem, że mała przekręca
się już z pleców na boczek. Nasz synek - owszem - próbuje, ale jeszcze mu nie
wychodzi. Leżąc na plecach głównie macha nóżkami i rączkami. Jak sądzicie, czy
nadmierne przywiązanie do leżaczka może być powodem opóźnienia w nabywaniu
nowych umiejętności ruchowych?