Dodaj do ulubionych

Do mam pracujących..

17.03.11, 10:57
Jestem mamą 8 miesięcznego bobasa. Planuję za miesią wrócić do pracy na 6 godzin dziennie. Mam pytanie do pracujących mam, jak poradziłyście sobie z opieką nad maluchem, prowadzenirm domu i pracą jednocześnie? Czy wasze dzieci chodzą do żłobka czy opiekuje się nimi ktoś z rodziny lub niania? Czy wasze dzieci bardzo zauważają waszą nieobecność?
S.
Obserwuj wątek
    • thea19 Re: Do mam pracujących.. 17.03.11, 11:09
      jestem na wlasnej dzialalnosci, wiec mam troche inaczej - pracuje troche na macierzynskim (ze starymi klientami) i do nich czesto biore dziecko bo sami go zapraszaja
      nowi klienci czesto slysza mlodego w sluchawce i mowia abym przyjechala z dzieckiem, bo to nie problem,
      najwygodniej jednak bez dziecka i zostawiam go z tata lub babcia (klienci tez ludzie i zazwyczaj pracuja wiec wizyty mamy wieczorne lub sobotnie),
      do zlobka dziecka posylac nie zamierzam, do przedszkola jak najbardziej,
      przyjaciolka podrzucala dziecko swojej tesciowej lub swojej babci od czasu do czasu,
      inne znane mi mamy siedza w domu do czasu pojscia dziecka do przedszkola/ szkoly i zrezygnowaly calkowicie z pracy (opcja nie dla mnie) - to jest zdecydowana wiekszosc
      w poprzedniej pracy na etacie jedna dziewczyna urodzila i po macierzynskim wrocila na pol etatu, miala nianie, jednak po paru miesiacach zrezygnowala z pracy i po polrocznej przerwie wrocila na caly etat
    • monia76 Re: Do mam pracujących.. 17.03.11, 11:42
      wróciłam do pracy na cały etat jak mała miała 9 mcy. przez 8 godz dziennie zajmuje się nią niania - młoda dziewczyna, która przyszła do nas ok 1,5 mca wcześniej, abyśmy wszyscy mieli czas na przyzwyczajenie się do siebie. najpierw, przez 3 mce niania przywoziła mi córkę w ciągu dnia do pracy na karmienie, zabawę, co mnie bardzo uspokajało i znacznie ułatwiło powrót.
      na początku córka trochę marudziła rano, kiedy wychodziłam do pracy, ale jakoś to wytrzymałam. nigdy nie uciekałam jej ani nie ukrywałam wyjścia i mała dość szybko przywykła do nowego rytmu. teraz, kiedy ma 14 mcy, wie, że ranne przyjście opiekunki oznacza moje wyjście do pracy i nawet robi mi wtedy 'papa' wink może rozpacz z powodu rozstania jeszcze przyjdzie, nie wiem, ale narazie jest super.
      natomiast, ja bardzo pilnuję, aby spędzać z córką cały czas poza pracą. po powrocie do domu nie robię nic 'domowego', spędzam czas tylko z nią, bawię się, kąpię ją, usypiam. rano również wstaję wcześniej, żeby przygotować się do pracy, a potem mieć jeszcze trochę czasu na zabawę, książeczkę itp. gotowanie i inne domowe zajęcia - wyłącznie wieczorem, kiedy córka już śpi. zakupy spożywcze robię w 99% przez internet, raz na tydzień, w drodze do pracy dokupuję tylko pieczywo i jakieś drobiazgi. o gotowaniu wykwintnych dań zapomniałam, ale bez tego da się żyć. gotuję tylko szybkie potrawy, ale codziennie jest coś domowego, więc da się. na szczęście, córka jest wszystkożerna i nie ma problemu z układaniem menu. sami staramy się jeść zdrowo, więc córka je wszystko to, co my, nie ma podwójnego gotowania. jedynie na sprzątanie nie starcza czasu i sił, niestety. póki co, sprząta mąż lub mama, ale chyba wkrótce będę musiała wziąć kogoś do pomocy, bo tak dłużej się nie da. aha, pranie nastawiam rano przed wyjściem do pracy, a niania z córką rozwieszają. generalnie, nei jest lekko, ale w głównej mierze to kwestia organizacji i wypracowania dobrej rutyny.
    • mamablue Re: Do mam pracujących.. 17.03.11, 11:48
      Przy starszej wróciłam po macierzyńskim na cały etat, mała miała wtedy 5 m-cy i została z nianią . Lekko nie było... tzn. dla mnie, bo mała zniosła to doskonale, no może poza tym, że na nocki prawie na stałe przeniosła się do naszego łóżkawink Oznak niepokojących brak. Podobno im dziecko młodsze, tym lepiej znosi rozstanie i ewentualnie opiekę kogoś poza mamą.
      Ja byłam niestety wykończona i fizycznie i psychicznie - rano nerwowe karmienie, wszystko w biegu, potem do pracy, powrót ok. 18, karmienie, chwila zabawy, głód (ale przecież dziecko ważniejsze od mojego żołądka), zwykle zasypiałam przy usypianiu małej, potem pobudka ok. północy i gotowanie czegokolwiek na następny dzień (najlepiej sprawdzał się duży gar zupy), niewyspanie, itd. Do tego w robocie fatalnie, ciągłe pytanie do siebie "co ja tutaj robię? powinnam być w domu"
      no dobra, optymizmem nie powiało...
      Wszystko uspokoiło się, jak mała miała ok 1,5 roku i naraz zrobiło się cudownie.
      I tak trwał sobie ten stan, aż zapragnęliśmy następnego dzidziusia ;-D
      Za miesiąc wracam do pracy. Może ktoś mi napisze, jak to jest przy dwójce?
    • marysiasss Re: Do mam pracujących.. 17.03.11, 12:13
      Początki nie były łatwe. W pracy byłam obecna tylko ciałem, bo myślami przy synku cały czas... Po dwóch tygodniach, gdy już jakoś pozbierałam się, to mały miał kryzys - płakał i wyciągał do mnie rączki jak mąż z nim wychodził, aby zawieźć go do babci. Serce mi pękało sad Później było już ok. Tylko w domu jest mniejszy porządek niż kiedyś, bo szkoda mi czasu na sprzątanie jak wracam z pracy, taka jestem spragniona synka smile Popołudniami i weekendami nadrabiamy stracony czas!
    • kepucha Re: Do mam pracujących.. 17.03.11, 12:50
      O, łatwo nie jest, ale da się.
      Ja poszłam do pracy na 3/4 etatu (6 h/ dzień), kiedy Mała miała 7 miesięcy (po macierzyńskim u zwykłym urlopie). Przez dwa miesiące zostawiałam ją z babcią. Nie było problemu, Młoda babcię przecież znała, lubiła a i chyba za mała była, żeby skumać, że ja wychodzę na długo. Po dwóch miesiącach musiałam córkę oddać do żłobka. Kilka dni płaczu przy rozstaniu, ale potem to już sama zaczęła wyciągać rączki do tych wszystkich cioć smile.
      Lekko nie jest, bo mąż pracuje w delegacji, więc właściwie od poniedziałku do czwartku jestem sama z dzieckiem. Rano karmię, ubieram Małą, potem robię to z sobą i jazda: córa do żłobka, ja do pracy; obiady jadam w zakładowym barze (dla córki gotuję oddzielnie i robię to zaraz po przyjściu z pracy), po pracy odbieram dziecko ze żłobka, wracamy do domu i do wieczora zabaaaawa, potem kąpiel i lulu. Kiedy mała śpi mam czas na pranie, sprzątanie, przygotowanie jedzenia na drugi dzień. Potem siadam przed telewizor, przed którym przysypiam. Czas dla siebie (depilacja, włosy, paznokcie, leżenie) mam w weekendy, kiedy córą zajmuje się stęskniony tata.
      Szaleństwo, ale wolę tak niż siedzieć w domu (wtedy to pewnie nawet w weekend nie miałabym motywacji do pomalowania paznokci wink).
    • malaterrorystkaa Re: Do mam pracujących.. 17.03.11, 16:38
      Wróciłam do pracy jak moje dziecko miało 6 miesięcy ja byłam przerażona perspektywą że moim dzieckiem będzie zajmował się ktoś inny niż mamasad Dlatego nie szukałam niani tylko ładnie poprosiłam mamę i teściową czy nie zaopiekowałyby się dzieckiem pod moją nieobecność. Pracuję na 3 zmiany po 8 godzin mąż również więc robimy tak żeby Malutka była albo ze mną albo z mężem babcie przychodzą tylko na 2-3 godziny żeby jedno zdążyło dojechać do pracy a drugie wrócić.
      Malutka zniosła to super dziś ma 16 miesięcy i nawet raz nie było tak żeby płakała jak wychodziłam do pracy. Nie uciekałam zawsze mówiłam wychodzę do pracy daje buziaczka przytula i robi papabig_grin Karmiłam piersią do 14 miesiąca wtedy wychodziłam godzinę wcześniej albo później przychodziłam do pracy jak mi pasowało.
      Jeżeli chodzi o obowiązki domowe to przyznam że odkąd pracuję jestem bardziej zorganizowana, gotuję i sprzątam jak dziecko śpi albo robimy to razem. Malutka jest przy mnie opowiadam jej co robię a ona z zainteresowaniem słucha i jest prze szczęśliwa jak pozwolę jej coś pomóc np wrzuca coś do sałatki przyprawia itp.
      Wbrew pozorom mam czas na wszystko dla dziecka, siebie, rodziny, domu.
      Mama pracująca to mama zorganizowana i dobrze zrobił powrót do pracy i mi i dziecku, mam dla niej więcej cierpliwości.
      Początki są trudne ale wszystko da się zrobić ja na początku dzwoniłam co godzinę do domu żeby zapytać czy wszystko w porządku, i babcie śmiały się że córka lepiej to znosi ode mnie.
      Z perspektywy czasu stwierdzam że powrót do pracy to dobra decyzja.
    • mruwa9 Re: Do mam pracujących.. 17.03.11, 17:48
      Wracalam do pracy odpowiednio po 4, 3 i 8 miesiacach, w ostatnim przypadku od razu na gleboka wode, bo i dojazdy po 50 km w jedna strone, co sprawialo, ze nie bylo mnie w domu po 11 godzin. oczywiscie, ze zawsze byla gonitwa i nadal jest, jak to bywa, gdy sie jest wielodzietnym rodzicem pracujacym. Takei zycie. To, co jest najwazniejsze, to jak najszybsze (i to nie po 8 miesiacach, ale jeszcze przed urodzeniem dziecka) wybicie sobie z glowy pomyslu, ze sie jest niezastapiona i nikt nie zrobi tego (posprzata, ugotuje, zrobi zakupy, zajmie sie dziecmi - niepotrzebne skreslic) tak dobrze, jak ja. Trzeba sie dzielic obowiazkami z partnerem, wtedy nie ma paniki, ze tatus sobie z dzieckiem nie poradzi. My albo zatrudnialismy nianie, albo, przy trzecim dziecku, opiekowalismy sie dzieckiem na zmiane, jednego dnia ja w pracy, maz zajmuje sie dziecmi i domem, kolejnego dnia zmiana. Dzialalo i dziala bardzo dobrze.
      • b.bujak Re: Do mam pracujących.. 18.03.11, 12:23
        mruwa9 napisała:

        > To,
        > co jest najwazniejsze, to jak najszybsze (i to nie po 8 miesiacach, ale jeszcz
        > e przed urodzeniem dziecka) wybicie sobie z glowy pomyslu, ze sie jest niezasta
        > piona i nikt nie zrobi tego

        święte słowa !!
        opisują mój największy problem smile
    • the-only_mamakubusia_1 Re: Do mam pracujących.. 17.03.11, 17:54
      Kurczę, ale wam zazdroszczę że wam się udało to jakoś pogodzić.. My z mężem pracujemy niestety w jednej firmie, więc nie ma mowy o opiece nad maluchem na zmiany. Owszem są dwie babcie, ale żadna z nich nie czuje się na siłach zająć maluchem (względy zdrowotne, brak możliwości dźwigania - problemy z kręgosłupem) Co do niani, nie mam nikogo sprawdzonego, wręcz przeciwnie - same negatywne przypadki.. Zostaje żłobek.. Mam nadzieję że damy radę wink
      • rilla-m Re: Do mam pracujących.. 17.03.11, 21:59
        Ja też wróciłam do pracy jak synek miał 8 miesięcy. Na 7 godz. Synkiem opiekuje się moja mama, z którą mieszkamy, więc Młody doskonale ją zna i bez problemu z nią zostaje, wręcz nawet było mi nieco przykro, że w ogóle za mną nie tęskni wink Tylko że u nas jest tak, że ja wychodzę z domu ok. 7 i wracam ok. 16, za to mąż wychodzi do pracy ok. 10, i wraca o 20. Więc babcia nie siedzi z nim cały dzień. A Synek rano ma tatę, a po południu już jest mama. Za to my się z mężem mało widzimy, i to jest chyba nasz największy problem, związany z moim powrotem do pracy. A co do prowadzenia domu, to cóż... wielu rzeczy nie ogarniam, często nie jest tak posprzątane jak kiedyś, zwykle jadamy gotowce... Ale trudno, nie należy sobie robić wyrzutow smile W weekendy staramy się jakoś odrobić zaległości-i te domowe, i te osobiste smile Powodzenia!
        • inesska-pinezka Re: Do mam pracujących.. 17.03.11, 22:35
          wrociłam do pracy jak mała miała 10 miesiecy na 6h, zmieniamy sie z facetem, jest mała lipa bo ciągle sie mijamy... takie zycie w uk bez babć czy dziadków. Mała chyba nie zauważyła mojej nieobecności natomiast bardzo się cieszy kiedy już wracam
    • swingwasp Re: Do mam pracujących.. 18.03.11, 00:32
      zaczęłam pracować prawie 2 tyg temu. Jestem na działalności gospodarczej więc jak potrzeba (dziecko nie ma z kim zostać) to robię sobie przymusowe wolne i nadrabiam w weekend. Czasem też przyjeżdżam na kilka godzin do domu - kiedy mąż idzie do pracy a moja mama jeszcze nie skończyła swojej, jak przyjeżdża ja znów wychodzę. Opiekuje się małym mąż, moja mama lub tata. Miał iść do żłobka ale jakoś sobie radzimy więc się wstrzymam. Mam strasznie mało czasu, wieczorami nadrabiam braki z pracy i co się da w domu, rano sprzątam, obiad gotuję albo wieczorem albo wcześnie rano. Dom w miarę czysty ale sprząta mąż bo już nie miałabym kiedy, ja tylko poprawiam w weekend bo mój mąż sprząta jak rasowy chłop-tylko to co widzi. Udaje mi się za to codziennie (jak nie pada) iść z małym na spacer. A tęsknię za nim przez cały czas. Czasem jak mam chwilę między spotkaniami z klientami to jadę do domu, czasem nawet na 15 min smile A po pracy to na te moje 4 piętro dosłownie biegnę a młody się strasznie cieszy jak wracam. Jeszcze mi się nie zdarzyło żeby marudził (bo jak cały dzień jesteśmy razem to popołudniu zawsze marudzi) dziecko jak aniołek, pogodne, zadowolone, gadatliwe i tylko się tuli i całować chce. Widać, ze tęskni za nami ale co zrobić jak do roboty chodzić trzeba.
    • fasolka.olka Re: Do mam pracujących.. 18.03.11, 07:49
      Ja wróciłam do pracy w lutym, synek miał skończone 6 miesiecy. Uważam że dobrze zaczęliśmy rozłąkę, bo młody siedział w domu 3 tygodnie z tatusiem. Mi było dużo łatwiej się rozstawać bo wiedziałam że jest w dobrych rękach. Potem pojawiła się niania, która przychodziła juz w czasie urlopu męża. Teraz zarówno mi i małemu łatwo się rozstawać smile A jakie radosne jest powitanie po pracy!
      Powodzenia!
      • leni-leni Re: Do mam pracujących.. 18.03.11, 23:16
        Wróciłam do pracy w październiku, młody miał wtedy 5,5 miesiąca. We wrześniu szukaliśmy niani i był to bardzo dobry miesiąc na poszukiwania, bo sporo niań zostało 'uwolnionych' przez ruszenie podopiecznych do przedszkoli... Żeby było (mi) łatwiej, to ściągnęłam na to wszystko jeszcze moją nietutejszą mamę. Tydzień przed powrotem do pracy siedzieliśmy więc z dzieckiem w czwórkę: prócz mnie świeżo najęta niania, babcia i... urlopowany akurat wtedy tatuś. Później 2 tygodnie niania z babcią do spółki, a potem już na spokojnie tylko niania. Mnie na pewno psychicznie było łatwiej, gdy zostawiałam na początku młodego z mamą i nianią, poza tym babcia się wtedy przydaje do ogarniania, bo szok jest spory, gdy po kilku miesiącach w domu nagle trzeba się było ostro organizować i na wszystko zaczyna brakować czasu.
        Przez pierwszy okres po powrocie do pracy twardo ściągałam w pracy mleko, ale szybko mi przeszło. Po pierwsze to ściąganie mleka w kiblu jest jednak trochę nie teges, a innych możliwości lokalowych nie przewidziano. Po drugie - cycki szybko się przestawiają, więc po jakimś czasie po prostu przyzwyczaiły się, że w dzień nie karmimy (i tak do dziś zresztą).
        Mąż pracuje na zmiany, więc młody przebywa u niani ok. 6-7 godz. dziennie. Niania się nam udała, mają świetny kontakt, do tego młody uwielbia przebywać u niej, gdzie wiecznie jest pełno ludzi, a on może być nieustannie w centrum czyjejś uwagi smile.
        Gotuję wieczorami, albo wcale. Mąż lubi pizzę. smile Z organizacyjnych porad: nastawiam pranie wieczorem i ustawiam odroczenie czasowe. Pranie włącza się wtedy ok. 5-6 rano, więc jak wstaję to sobie wtedy wieszam. Polecam.
    • klubgogo Re: Do mam pracujących.. 19.03.11, 09:56
      Wróciłam do pracy po 6 m-cu (najpierw na 7 godzin plus godzina dojazd, później już na 8 godzin), z dzieckiem została babcia, po 10 m-cu oddałam do żłobka. dziecko nie odczuło mojej nieobecności, to mnie było ciężko i najzwyczajniej w świecie zaczęło brakowac czasu. Zimą było jeszcze ok, ale latem prosto ze złobka chodziłam na plac zabaw, do 18.30-19.00, dopiero później sprzątałam i gotowałam. Wszystko w biegu, ale to nic ciężkiego.
    • mozyna Re: Do mam pracujących.. 19.03.11, 23:54
      Opieka nad dzieckiem,prowadzenie domu, praca zawodowa - dzielimy z mezem obowiazki sprawiedliwie, czyli kazde z nas wykonuje wyzej wymienione czynnosci.
    • memphis90 Re: Do mam pracujących.. 20.03.11, 13:50
      Mój Wiktor ma 7 m-cy, pracuję od 5 tygodni 6.5h/dziennie plus dojazd. Młody siedzi z opiekunką- znosi to fantastycznie, jest zadowolony. Starsza córcia poszła do przedszkola i też ogólnie jest zadowolona, w domu ze mną już się trochę nudziła.
      Czas- nie mam kompletnie, mieszkanie jest zapuszczone, bo wolę pobawić się z dzieciakami, zamiast latać na mopie. Obiady gotuję wieczorami, zakupy zamawiam przez net.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka